SPOSÓB NA OSZCZĘDNOŚĆ – WYJAZD LAST MINUTE

Zatłoczone plaże, brak ładnej pogody oraz ceny gofrów windujące do 10 zł za sztukę mogą zniechęcić nawet najbardziej zatwardziałego urlopowicza przyjeżdżającego nad polskie morze z dziećmi. Na każdym kroku czyhają kosztowne “pułapki”. Sposobem na oszczędność może okazać się wyjazd Last Minute.

Ktoś powie: ok, ale skąd ja mam wziąć pieniądze na Last Minute? Skąd mam wiedzieć, że taki wyjazd będzie faktyczną oszczędnością? Czy na miejscu nie przepłacę? I czy biuro podróży nie upadnie podczas mojego urlopu w słonecznej Grecji? Jak sprawdzić daną ofertę, aby nie wyjść jak „Zabłocki na mydle”?

santorini-1578463_1920

Plusów wyjazdów Last Minute jest wiele:

  • mniej turystów na plażach, w hotelach i restauracjach,
  • niższe, posezonowe ceny,
  • upalne lato (Majorka, Teneryfa) w środku zimy (w Polsce),
  • oryginalne wakacje wśród znajomych, którzy czekają z urlopem do lipca następnego roku,
  • spontaniczny wyjazd i niezapomniana życiowa przygoda!

Skąd wziąć pieniądze na wyjazd Last Minute?

Kredyt nie jest dobrym pomysłem, aby po powrocie spłacać własne wakacje kolejny rok. Możesz pomyśleć o oszczędzaniu co miesiąc pewnej sumy pieniędzy. Rozejrzyj się dookoła: promocje bankowe – banki oferują pieniądze za otwieranie nowych kont, dorabianie przez Internet – przepisywanie tekstów, copywriting, robótki ręczne, handmade, pomoc w sprzątaniu, korepetycje, obniżanie opłat abonamentowych – poszukaj tańszego operatora, sprzedaż niepotrzebnych rzeczy na Allegro.

Gdy połączysz kilka tych opcji na raz, nagle okaże się, że wyjazd Last Minute może być w zasięgu Twojej ręki i zamiast zabrać rodzinę na tydzień nad polskie morze, ty zabierzesz ich na dwa tygodnie do cudownej Majorki 😉

sailing-boat-1189837_1920

Tanie wycieczki “dobrze zaplanowane mogą okazać się strzałem w dziesiątkę!” Za niewielkie pieniądze nie tylko zwiedzimy Polskę, ale i całą Europę, jak nie świat. Trzeba tylko pamiętać o kilku zasadach.

Zanim wykupisz wycieczkę dla siebie i swojej rodziny przeszukaj Internet oraz przepytaj pracownika biura podróży osobiście lub telefonicznie o podstawowe informacje, jakimi są:

  1. Sytuacja polityczna w danym kraju

Telewizja oraz portale informacyjne co i rusz zalewają nas nowymi wiadomościami o sytuacji politycznej danych krajów. Przed wyjazdem warto zajrzeć na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych i poczytać o zagrożeniach.

  1. Fałszywe biura podróży

Przed wyjazdem sprawdź, czy firma, w której masz zamiar wykupić wycieczkę figuruje w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych.

Przy okazji zajrzyj na stronę internetową biura podróży Juwentur Poznań. Poszukaj ofert wyjazdów Last Minute, do wyboru masz również wycieczki rodzinne, obozy zagraniczne, wycieczki objazdowe oraz wiele innych ciekawych opcji spędzenia wakacji bądź urlopu.

  1. Zapytaj dokładnie o dodatkowe opłaty

Hotel i przelot opłacony? Zapytaj o opłaty dodatkowe, takie jak opłaty lotniskowe, sprawdź co dokładnie w danym hotelu oznacza: „All Inclusive, aby nie okazało się po przylocie, że za śniadanie lub kawę trzeba zapłacić.

  1. Atrakcje dla rodzin z dziećmi

Gdy wyjeżdżasz z dziećmi musisz zapewnić im rozrywkę. Przeszukaj Internet, dowiedz się, jakie atrakcje mogą czekać na miejscu. Być może w okolicy są ciekawe zabytki lub parki zabaw właśnie dla nich?

  1. Przeczytaj opinie o hotelu

Co serwis “to inne gwiazdki” Na jednym portalu hotel może mieć ich 5 i 100% zadowolonych klientów i ich opinii, na drugim portalu gwiazdek jest jedynie trzy.

split-1272629_1920

  1. Pokój w hotelu i rzeczywista odległość od morza

Zapytaj, gdzie konkretnie będziesz mieszkać, jaki jest standard pokoju i czy do morza prowadzi leśna droga czy ruchliwa ulica?

  1. Ubezpieczenie

Bardzo ważne na wyjazdach zagranicznych jest ubezpieczenie. To, co w naszym kraju jest darmowe, w innym może okazać się płatne. Nie raz dopłacimy kilka euro, a nie raz… kilkaset. Przezorny zawsze ubezpieczony! Warto mieć przy sobie również ubezpieczenie dodatkowe na tzw. „w razie W”

Oszczędność to mądre wydawanie pieniędzy. Cały rok pracujemy, aby na tydzień dwa móc gdzieś wyjechać i godziwie odpocząć. Wrócić z naładowanymi bateriami. Bez dodatkowych kosztów, bez debetu na koncie i bez kredytu na kolejny rok. Ja na kolejne wakacje zaczynam oszczędzać już od września. Być może będzie to Last Minute? 😉

 

DIAGNOZA LEKARSKA zmienia życie dziecka oraz całej rodziny.

Pamiętasz jak urodziłaś dziecko i cieszyłaś się, że jest całkowicie zdrowe? 10 pkt w skali Apgar? Uff, ulga. Najważniejsze jest zdrowie dziecka. Wyobrażasz sobie, że ten stan po kilku latach może się zmienić? Pewnie nie. Ja również sobie nie wyobrażałam. Diagnoza lekarska zmieniła życie mojego dziecka oraz całej mojej rodziny.

Oddział szpitala specjalistycznego, przecież Ty tylko kontrolnie. Dziecko dostało skierowanie, ale na pewno będzie w porządku. W szpitalu jedno badanie, drugie badanie, trzecie…. Jedno badanie nieprawidłowe, drugie badanie nieprawidłowe. Wzywają Cię z samego rana do pokoju lekarzy. „Proszę Panią, od kiedy dziecko ma symptomy choroby? Ile razy? Jak często się powtarza? Wywiad rodzinny”.

Jeszcze tylko rezonans… Dziecko dostanie „Głupiego Jasia”. Potem dostanie znieczulenie ogólne. Kłucie, kłucie, masa kłucia, bo nie możemy znaleźć żyłki– „Jak u noworodka, takie cieniutkie”, „ale ona się wyrywa, nie możemy trafić”. Trafiły. Za 4 razem. 2 ręce i dwoje nóg pokłute.. Na rezonansie okazuje się, że nie podadzą kontrastu… bo IGŁA ŹLE WBITA. Masz ochotę rozszarpać pielęgniarki z oddziału. Wyjesz, wyjesz z bezsilności, płaczesz razem z dzieckiem, obiecujesz przez łzy z zaciśniętymi zębami, że to już ostatni raz, ostatnie badanie i pójdziemy do domu!

dog-1199847_1920

Podczas rezonansu nie możesz sobie znaleźć miejsca.  Co chwilę widzisz zapłakanych rodziców z innym dramatem w oczach. Diagnoza lekarska dla każdego z nich na pewno jest porażająca. Zastanawiasz się dlaczego akurat JA? Dlaczego moje dziecko musi tak cierpieć? Później czekasz aż się dziecko wybudzi, a w uszach dźwięczą Ci jego słowa: „Mamo, dlaczego nie pozwolili mi przed badaniem jeść?”, „Mama słoneczko, ja chcę złapać słoneczko”, „Jakie ładne kwiatki” (Dziecko po „Głupim Jasiu” wyskakuje z łóżeczka, a Ty je łapiesz, bo widzi niestworzone rzeczy, kwiatki naklejone na drzwi od sali ożywają)

„A Pani tu pierwszy raz? Może się Pani przyzwyczaić” mówią Ci matki „weteranki”. Na oddziale są 3 może 4 raz. Zbierasz namiary na najlepszych specjalistów w województwie. Wiesz już, że na NFZ nie masz szans. Ciszysz się z tego 500+, inne mamy zaoszczędzą, wydadzą na lepsze rzeczy dla rodziny, Ty wydasz na to, co jest najlepsze dla Twojego dziecka- leki i prywatne wizyty lekarskie, bo termin na NFZ na kwiecień 2017 a Ty masz być za miesiąc we WRZEŚNIU! Dostajesz dodatkowo plik skierowań i nie wierzysz! Nie wierzysz… Przy okazji proszę skonsultować…

Za 3 tygodnie kontrolna morfologia, czy lek dobrze się wchłania. Pomiędzy szpitalem a morfologią szczepienie podwójne dla 5- latków. Odwlekasz w czasie jedno i drugie, bo dziecko prosi. „Mamusiu, ja nie chcę, już mnie w szpitalu 3 razy kłuli i tu i tu i tu”- wskazuje na rączki i nóżki. Tym razem tak mocno nie bolało.

Po miesiącu robisz tą morfologię, jedziesz na pobranie krwi… kłują dwie ręce, dwa razy, bo dziecko rękę wyrwało….Już wiesz, że Ci dziecko skrzywdzili. umyślnie czy nieumyślnie, dziecko boi się panicznie igieł..  Taki skutek uboczny. 

Tego samego dnia miałaś jechać prywatnie jeszcze do laryngologa ze sobą i z dzieckiem. Dziecko ze zmęczenia i płaczu usnęło… Jedziesz sama, dostajesz końską dawkę leków ze sterydami dla siebie, a z dzieckiem przyjedziesz za dwa tygodnie, w sumie za 3 tygodnie, bo termin na NFZ się znalazł. Babcia ma znajomą w rejestracji. Jak dobrze, że są babcie na tym świecie … Najpierw mówiła, że zapisuje na grudzień, później na listopad, ale udało się na początek października… CUD Proszę Państwa CUD NFZ-u.

Dalsza część nastąpi.

Nie, to jeszcze nie koniec.

Artykuły, które ukazały się z tej serii:

1.Jak szpitale robią biznes na chorobie dziecka? Ile kosztuje rodzica pobyt razem z dzieckiem w szpitalu.

2.Pobyt dziecka w szpitalu– 7 plusów płynących z tej sytuacji.

POBYT DZIECKA W SZPITALU- 7 plusów płynących z tej sytuacji.

Tak na przekór w tym wpisie pobyt dziecka w szpitalu ujmę z korzystnej strony. Kilka dni temu wróciłam z córką ze szpitala po prawie 2- tygodniowym szpitalnym „urlopie”. Nie łatwo było przetrwać ten czas, zwłaszcza, że noc spędzałam na niezbyt wygodnym łóżku polowym, a dzień na krześle, czy to w sali chorych, czy w świetlicy dziecięcej na oddziale układając po raz milionowy puzzle z brakującymi 8 elementami dla zabicia czasu. Dzieci do szpitali trafiają naprawdę z różnistych powodów, często są to pobyty nagłe lub tak jak nasz pobyt planowy. Rodzic albo decyduje się na urlop z pracy albo na zwolnienie lekarskie za opiekę nad dzieckiem. No i gdzie te plusy? Podobno z najgorszej sytuacji można dopatrzyć się pozytywów 🙂

Nawiązanie jeszcze lepszego kontaktu z dzieckiem– pierwszy punkt i najważniejszy!

Zazwyczaj kiedy w domu dzieci mamy dwoje lub większą ilość, nie mamy możliwości porównania jak to nasze dziecko funkcjonuje w pojedynkę. W szpitalu nie musimy zmywać naczyń ( w sumie poza kubkiem po kawie 😉 , myć podłóg, przyrządzać obiadu- to wszystko wykonuje dla naszych dzieci- pacjentów personel szpitalny lub firmy podnajęte przez szpital. My mamy masę czasu! Masę czasu, aby porozmawiać o wszystkim z naszym „jedynym” dzieckiem, aby „wyprzytulać” się za wszystkie czasy, bezkarnie przemycić słodycze z pobliskiego marketu (szpitalne żarcie i tak jest beeee ;). Wszyscy rodzice w szpitalu powtarzają, że dziecko im się w szpitalu rozpieściło i całe szczęście, że możemy z tymi naszymi dziećmi podczas pobytu w szpitalu przebywać. Pocieszać po bolącym zastrzyku, motylku, wytłumaczyć na czym będzie polegało badanie, no i kiedy? Kiedy w końcu wyjdziemy do domu???

teddy-242848_1920

Nauka cierpliwości. 

W szpitalu nie tylko tęskni do domu dziecko, ale również ty. Nastawiłaś się na góra 5 dni, a tu ile? Prawie 2 tygodnie? Przecież to można jajo znieść. No i kiedy przyjdzie ta pani doktor? Kiedy ten wynik z badania? Wychodzisz z siebie, ale nie możesz pokazać tej niecierpliwości dziecku. „Mamo, a dlaczego nie pozwalają mi jeść? Ja chcę jeść!” Słyszysz o godzinie 9:00 rano, a czekacie do 11:00 na badanie. Sama jesteś głodna jak wilk, no ale nie zrobisz przykrości własnemu dziecku, więc jesteś na czczo razem z nim (no poza tą kawą 😉 

Nowe znajomości, wymiana doświadczeniami

W szpitalu rodzic nigdy nie jest sam, zazwyczaj dzieli salę z innym zatroskanym rodzicem. Czasem dobrze jest otworzyć buzię i pogadać. Tak po ludzku pogadać. Czasem znajomości szpitalne wychodzą poza mury tego miejsca, czy to w media społecznościowe lub na grunt przyjacielski. Namiar na najlepszego specjalistę dostaniesz zapewne od drugiego rodzica. Spotkasz wielu rodziców „weteranów” wracających na oddział z dziećmi jak bumerang. Dostaniesz nie tylko namiar na dobrego specjalistę, ale również poznasz ich cały ranking! Do którego warto udać się z dzieckiem prywatnie, a do którego niekoniecznie. Dowiesz się od drugiego rodzica jakie badania warto jeszcze wykonać, a które nie mają najmnijeszego sensu.

Dobry moment na wytłumaczenie dziecku, czym jest niepełnosprawność.

Być może w szpitalu powiatowym nie dojrzysz dziecka na wózku inwalidzkim, ale w szpitalu specjalistycznym już tak. Te dzieci często nie różnią się niczym, od naszych zdrowych dzieci. Tak samo śmieją się w głos, są radosne i nie mają problemu z kontaktem z drugim pełnosprawnym dzieckiem. To od nas dorosłych zależy, jak dzieci z niepełnosprawnością będą przez nasze dzieci postrzegane.

Nawet sprawy sobie nie zdajemy, jak wiele jest chorych dzieci! Po których w zupełności choroby nie widać. Jest tyle różnych, podstępnych chorób! Nie tylko dorośli i osoby starsze chorują, co widać niejednokrotnie po facebookowych apelach o pomoc.

Jednym z potrzebujących dzieci jest Hubert, z chorobą w czapce niewidce:

Bez tytułu

Hubert zbiera na turnus rehabilitacyjny w 2016 i w 2017 roku!

Kliknij i pomóż:

hubert turnus
https://www.siepomaga.pl/hubert-dluski

 Sposoby na zabicie nudy!

Można pięćdziesiąty raz układać te same puzzle? Można! Można dwudziesty raz oglądać tą samą bajkę na youtube? Można. Wiele można, tylko po to, aby zabić nudę. Standardowymi patentami na nudę w szpitalu są wszelkie kolorowanki, kredki, książeczki do czytania, spacery po szpitalnych korytarzach. My mogliśmy podziwiać lądujące helikoptery z małymi pacjentami. Mogliśmy popołudniu wyjść na szpitalny plac zabaw (Dziecięcy Szpital Specjalistyczny w Olsztynie). Można zejść do szpitalnego bufetu na frytki. Trochę sobie pobyt „osłodzić”. 

Docenienie możliwość powrotu do domu- do               taty, do brata, do własnych zabawek.

Tęsknota za domem, za najbliższymi w szpitalu jest chyba najgorsza. Pomyślmy teraz, że wiele dzieci spędza nawet połowę swojego dzieciństwa w szpitalnych korytarzach. Rodzicom zupełnie zdrowych dzieci trudno jest to sobie wyobrazić. Podczas kilkudniowego pobytu dziecko telefonuje do taty i mówi, że „w sumie fajnie jest”, ale widać w jego/ jej oczach smutek, bo to jest jest to. Sala szpitalna pomimo kilku nowych zabawek dla pocieszenia to nie jego/jej przytulny pokoik, a pani pielęgniarka to nie najlepsza ciocia pomimo najlepszych chęci. 

Ćwiczenie organizacji własnej.

Pakowanie torby do szpitala to wbrew pozorom niełatwa sprawa. Miałam tą niewątpliwą „przyjemność” już kilka razy i to nie tylko do porodu 😉 Ładowarka do telefonu, szampon do włosów, sztućce, talerzyk, grzebień, pierdoły dosłownie, ale w szpitalu te pierdoły ratują życie! A spróbuj się z nimi zapakować do małej szpitalnej nocnej blaszanej szafki razem z dzieckiem? Tym razem to ja pożyczałam innym mamom a to kubek, a to pastę do zębów, ale ile razy sama byłam w potrzebie, gdy w środku nocy wylądowałam w szpitalu z 4- miesięcznym dzieckiem. Człowiek śpi w tym, w czym przyjechał i czeka aż łaskawie ktoś dojedzie i dowiezie choć jeden dres na zmianę.

Pobyt w szpitalu to trochę taka szkoła życia, trochę taki przymusowy obóz (łóżka polowe), no i trochę droga sprawa, bo za nocleg również trzeba w szpitalu zapłacić.

Czasem drugie dziecko ma również okazję pobyć jedynakiem!

Drugie dziecko jest po prostu… drugie i nikt tego nie zmieni. Drugie dziecko nigdy nie będzie jedynakiem, więc rzadko kiedy ma okazję pobyć sam na sam z rodzicami. Jedynak ma o tyle szczęścia, że nie musi z nikim rodzicami się dzielić, a drugie dziecko musi od początku zaakceptować stan rzeczy, że jest ktoś jeszcze…. Drugie dziecko zawsze goni za tym pierwszym, próbuje mu dorównać, przegonić w umiejętnościach.

WP_20160619_17_22_08_Pro

Tomek pobyć jedynakiem miał okazję od początku od swojego urodzenia, gdy Natalia na kilka godzin znikała za murami przedszkola. Te kilka godzin pomagało w tym, aby bliżej poznać jego jako niemowlę.

Czas leciał, Natalia podrosła, Tomek zaczął mówić i zaczęły się wspólne zabawy. Wspólne kąpiele, rozmowy, kłótnie i krzyki. Wspólne chichranie, wspólne darcie i wspólne  płacze. Czasem rodzic ma wrażenie, że rodzeństwo jest nierozerwalne, że dwoje dzieci tworzy jedność-  tworzy! Jedność zwaną rodzeństwem.

W rzeczywistości dwójka dzieci to dwie inne osobistości, dwa różne organizmy i dwie inaczej myślące istotki. Zwłaszcza jak jedno, zwłaszcza to pierwsze, starsze pójdzie na noc do babci. Nastaje wtedy taki błogi spokój w domu….. To małe jest grzeczne, ciche, nikt go nie zaczepia i nie ciągnie do zabaw.

WP_20160621_17_41_27_Pro

Nagle okazuje się, że to drugie mniejsze dziecko potrafi być spokojne, potrafi słuchać i nie krzyczeć. Zgadza się na każdą ewentualność i człowiek ma wrażenie, że chyba tylko mu się zdawało, że mógł być zmęczony przy jednym dziecku! Rodzic poznaje na nowo swoje drugie dziecko, które mieszka w domu już od ponad 2 lat 😉

Fenomen drugiego dziecka oprócz tego, że nigdy jedynakiem nie będzie a tylko ma okazję czasem nim pobyć- jest również taki, że człowiek chciałby zatrzymać czas. Zatrzymać czas, aby to drugie dziecko tak szybko nie rosło, przecież dopiero się urodziło! Chciałoby się, aby zawsze było takie małe i pocieszne. Starsza siostra mówi, że brat jest dzidzią. A brat się odzywa, że nie! On dzidzią nie jest, tylko jest duzzzzzzziiiii 🙂

WP_20160604_11_11_08_Pro

WAKACYJNE WOJAŻE ORAZ URODZINY W PLENERZE 5-LATKI.

W tym roku, jeżeli chodzi o wyprawianie urodzin naszej starszej gwiazdy, postawiliśmy na spontan. Żadnej domowej imprezy rodzinnej, żadnej imprezy w ogrodzie ( pogoda lubi zawodzić). Urodziny w plenerze sprawdzają się najlepiej w ciepłe letnie dni. Można zapakować rodzinkę i pojechać tam, gdzie nas oczy poniosą, a poniosły nas całkiem niedaleko.

Czerwiec spędziliśmy praktycznie w trasie, z jednego końca Polski na drugi i odwrotnie. Wakacyjne wojaże zaczęliśmy na Południu Polski u rodziny. Dzieciaki miały nie lada gratkę zwiedzając ZOO we Wrocławiu, wzbogacone tym razem o piękne Afrykarium, które 2 lata temu dopiero się tworzyło.

Swoją drogą od Łodzi po Wrocław i dalej do Jeleniej Góry ciągną się takie Autostrady i drogi Ekspesowe, że dla samego pokonywania tras w drodze do pracy mogłabym przeprowadzić się na Śląsk. Tych dróg dla Południa Polski zazdroszczę najbardziej.

WP_20160616_15_44_45_Pro
Afrykarium w ZOO we Wrocławiu

WP_20160616_15_42_00_Pro

Spacerowaliśmy po pięknym miasteczku uzdrowiskowym Szczawno- Zdrój, kilka kilometrów od Wałbrzycha. Najbardziej polecam spacery alejami parku Szwedzkiego. W weekend parkowanie jest darmowe. Piękna fontanna, w której można się ochłodzić w upalne dni oraz kilka kroków dalej spróbować wód uzdrowiskowych w Pijalni wód mineralnych.

WP_20160619_13_24_54_Pro — kopia
Szczawno-Zdrój

W kolejnym tygodniu część urlopu spędziliśmy nad morzem w przeuroczej małej miejscowości Jantar niedaleko Gdańska. Byliśmy tam jedynie 4 doby, a wiemy, że za rok wrócimy na jeszcze dłużej.

Mieszkaliśmy w ośrodku,  do którego mogliśmy przyjechać z naszym pupilem Elvisem. Dzieci pomiędzy domkami mieszkalnymi miały cudowny plac zabaw, w sumie sama piaskownica z górą piasku wystarczyła do twórczych zabaw. Odpoczęliśmy nieziemsko, dzieci pooddychały Jodem, mam nadzieję, że teraz w roku szkolnym mniej nam będą chorować. Choć już od początku czerwca na leki dla dzieci nie wydałam ani złotówki! Oby tak dalej!

Plac zabaw w ośrodku "Irena" w Jantarze
Plac zabaw w ośrodku „Irena” w Jantarze

WP_20160628_13_22_14_Pro

WP_20160628_13_58_24_Pro

Po powrocie do domu, pamiętając jeszcze na świeżo wakacyjne wojaże, trudno było mi się zabrać za tworzenie imprezy urodzinowej 5-latki. Natalia więc miała urodziny w plenerze- wyjezdne w tym roku. Dziadek upiekł torta, przyjechała ciocia Klaudia (mama chrzestna Natalki) i miło spędziliśmy czas. Następnie rodzice zabrali dzieci na urodzinowe lody oraz skakańce-dmuchańce! To nasze dzieci kochają najbardziej!

WP_20160701_15_54_39_Pro[1]

WP_20160701_18_05_14_Pro[1]

Jeżeli Natalia stwierdziła, że takie urodziny w plenerze to były jej „najlepsiejsze urodziny”, jakie kiedykolwiek miała, to musiało tak być. Kolejne również takie będą! Spędzone na wyjeździe w gronie rodzinnym 🙂

OBÓZ KONCENTRACYJNY W SZTUTOWIE

Jeszcze kiedy byłam uczennicą liceum marzyłam o zwiedzeniu obozu koncentracyjnego. Interesowałam się bardzo tematem II Wojny Światowej, zwłaszcza że tematyka ta towarzyszyła mi podczas lekcji historii i dodatkowo na lekcjach języka polskiego. Myślę, że każdy licealista pamięta obowiązkową lekturę: „Medaliony” Zofii Nałkowskiej. Do czerwca tego roku nie miałam pojęcia, że istniał oprócz Oświęcimia Obóz Koncentracyjny w Sztutowie niedaleko Gdańska.

Pamiętam, jak zaintrygował mnie polski, historyczny serial: „Czas Honoru”. Myślę, że nie ma lepszego dokumentu, a nawet lepszej gry aktorskiej, niż w tym filmie. Ukazane jest niezwykłe bohaterstwo Polaków, braterstwo, walka i cierpienie w tak ciężkich czasach, gdy śmierć czyhała na każdym kroku. Przerobiłam podczas 7 sezonów serialu wszystkie swoje emocje, które dotyczą II Wojny Światowej. Zwłaszcza, że dziś sama nauczam języka niemieckiego. Żałuję, że nie miałam okazji zwiedzić obozu koncentracyjnego podczas nauki w gimnazjum lub w liceum. Wielu Polaków do dziś żyje stereotypami i negatywnymi odczuciami w stosunku do Niemców lub języka niemieckiego, bo kto z nas nie zna zwrotu: „Heil Hitler” lub „Hände Hoch”!

Na szczęście czasy Hitlera oraz obozów koncentracyjnych, w których zabijano tysiące niewinnych ludzi minęły. Pozostały wspomnienia ludzi. którzy przeżyli. Pozostały muzea w miejscu obozów. Pozostały książki, dokumenty filmowe i ta pamięć powinna pozostać na zawsze dla kolejnych pokoleń, aby już nigdy taka zbrodnia nie miała miejsca.

sea

Obóz koncentracyjny w Sztutowie istniał w latach 1939-1945. Wciągu 6 lat działalności obozu zarejestrowano ok. 110 000 więźniów z 28 państw, nie tylko europejskich. Szacuje się, że w obozie Stutthof zginęło 63.000 osób. Obóz koncentracyjny nawet dziś robi niebywałe wrażenie na odwiedzających turystach.

Zwiedzanie Obozu Koncentracyjnego w Sztutowie jest darmowe. Zapłacimy jedynie za parking. Do 3 godzin 6 zł. My obóz zwiedziliśmy w niecałą godzinę ze względu na ograniczający nas czas (podczas powrotu do domu)- to stanowczo za mało. Przeszliśmy połowę obozu, a żeby dokładnie przyjrzeć się eksponatom lub przeczytać prawdziwe historie ludzi potrzebne byłyby nam co najmniej 3 godziny. Za rok zamierzamy wrócić w to miejsce i dokładnie bez pośpiechu przejść każde ważne miejsce od baraków, w których spali więźniowie, salę operacyjną (robi wrażenie), po krematorium. Tam już dojść nie zdążyliśmy.

noon

W obozie koncentracyjnym jest zakaz robienia zdjęć, dlatego na blogu ich nie ujrzycie. Nie można też wchodzić z psami, turyści byli oburzeni, gdy ochrona wypraszała nawet z małymi psami na rękach. Wybaczcie, to nie miejsce dla nich. Miejsce Obozu Koncentracyjnego jest zadbane, każdy najdrobniejszy szczegół jest wyeksponowany i ukazany za szybami. Nie podejdziemy i nie dotkniemy.

Sam widok narzędzi lekarskich robi wrażenie. Opisy racji żywnościowych więźniów, porównane z dzisiejszymi. Dziś wiemy, że ciężko fizycznie pracujący człowiek potrzebuje od 3500-4000 kcal do uzupełnienia sił do dalszej pracy. Więźniowie w obozie w kartach mieli wpisane ok 1800 kcal, w rzeczywistości nie dostawali nawet 1000. Podłogi w barakach, w których toczyło się życie obozowe skrzypią ze starości. Na ścianach ujrzymy grypsy, jakie pisali więźniowie do rodziny, wiele z nich jest przerażających: „Jesteśmy głodni”! Zdjęcia z obozu Sztutowie możecie obejrzeć na stronie polskaniezykła.pl. Niektóre wspomnienia byłych więźniów zostały utrwalone za pomocą multimediów. Możemy obejrzeć wywiad na monitorze lub posłuchać go za pomocą słuchawek.

snow

Otwarte dla zwiedzających jest również obozowe poniemieckie kino. Gdy zbiorą się 4 chętne osoby, zostanie im wyświetlony im 20-minutowy film. Nie pamiętam dokładnie ceny od osoby, ale to kwestia dosłownie kilku złotych. Nam zabrakło czasu. Wszystkie wspomnienia, opowiadania oraz wydarzenia w obozie zostały spisane i przetłumaczone na język niemiecki i język angielski. Także jeżeli macie przyjaciół z zagranicy, możecie również pokazać im to miejsce, które moim zdaniem na żywo powinien zobaczyć każdy.

Zdjęcia Obozu Koncentracyjnego zostały zaczerpnięte z oficjalnej strony muzeum Stutthof w Sztutowie– http://stutthof.org/

 

 

PODRÓŻE NA WŁASNĄ RĘKĘ PO POLSCE I EUROPIE

Wakacje to czas podróży zarówno dla małych, jak i tych dużych. Każdy rodzic przed lub na początku sezonu letniego zadaje sobie pytanie, czy wybrać się w podróż z biurem podróży, czy na własną rękę. Ważną i integralną częścią całego wyjazdu wakacyjnego jest oczywiście nocleg. Strach jechać z dziećmi do miejsca, które jest nam zupełnie nieznane i do tego za granicami naszego kraju.

Większość rodzin z małymi dziećmi na pewno wybierze podróż samochodem. Gdybym to ja odkryła ofertę Itaki, co najmniej tydzień wcześniej, nie musielibyśmy szukać w środku nocy dwa dni temu za pomocą nawigacji w telefonie jakiegokolwiek hotelu we Wrocławiu. Wybralibyśmy taki, który jak najbardziej odpowiadałby potrzebom naszej rodziny

hotele

Tym samym zamiast nocować w przydrożnym motelu, moglibyśmy przespać się w 3- gwiazdkowym hotelu za tą samą cenę! Od Wrocławia jest już „rzut beretem” do Czech, a stamtąd do przepięknej Pragi, gdzie nocleg w hotelu możemy zamówić już od 161 zł dla dwóch dorosłych osób.  Możemy również wybrać się do Wenecji.

Na stronie internetowej Itaki znajdziemy tanie hotele w Polsce i za granicą z dojazdem własnym. Zarezerwować nocleg i opłacić nasz pobyt możemy w dowolnej chwili online kartą lub przelewem.

praga

Marzy Ci się Paryż? Ależ bardzo proszę, nocleg już od 180 zł! Barcelona? Jedyne 198 zł za 4- gwiazdkowy hotel.

Przy okazji sprawdzając ofertę danego hotelu np „Metropole Hotel” w Brukseli możemy poczytać o nim sprawdzone opinie podróżujących. To bardzo pomocna opcja, która pomoże nam w wyborze wakacyjnego noclegu.

Bez tytułu

A może wolisz słoneczny Budapeszt? Od 99 zł! Prawdziwa gratka dla oszczędnych! Nocleg w Atenach możesz zarezerwować już dziś od 145 zł!

budapeszt

O tanich ofertach Last Minute chyba już nie mam, co wspominać 🙂 Przed chwilą widziałam dwutygodniowy pobyt w słonecznej Bułgarii dla 4-osobowej rodziny ( w cenie wliczone śniadania) za 1639 zł! Czyli 409 zł za osobę za całe 2 tygodnie wakacji!

Zajrzyj i sam/a się przekonaj! Zrealizuj marzenie swojej rodziny o wakacjach, które nie muszą zrujnować rodzinnego budżetu!

WYWIAD ALIMENTACYJNY.

Zazwyczaj wpisy na Kamaszkowie tworzone są pod wpływem chwili wartej uwiecznienia, pod wpływem impulsu, pod wpływem sytuacji jaka w naszym życiu miała miejsce i tą sytuacją kilka dni temu był właśnie wywiad alimentacyjny. Myślałam, że po moich przeprawach w sądzie apropo odrzucenia spadku po rodzicach, myślałam, że po wielu, wielu trudnych wydarzeniach w moim życiu, nic ale to nic nie jest w stanie mnie zadziwić.

A jednak zadziwiło.. I bardzo groźnie zabrzmiało…

Pewnego pięknego cudnego czerwcowego ranka odebrałam telefon:

Dzień Dobry, z tej strony Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, muszę się z Panią umówić na wywiad alimentacyjny.

– „Ale że co? (Byłam pewna, że dzwonią w sprawie 500+, że jakieś zaświadczenie, czy coś jeszcze), pierwszy raz słyszę…”! ( Autentycznie zamarłam….Myślałam, że śnię…)

Czy jest jutro Pani w domu, czy mogłabym przyjść na wywiad alimentacyjny? 

– „Ale jaki wywiad alimentacyjny? Jakie alimenty??? O co chodzi?” ( Autentycznie spanikowałam…)

–  Chodzi o pani ojca, już pani przeczytam, jakie informacje będą mi potrzebne.

– ( Zamarłam przy telefonie, słuchałam i nie wierzyłam, co słyszę)

Spokojnie, to nic poważnego, naprawdę Pani Agnieszko! Proszę się nie denerwować, to tylko tak poważnie brzmi….

refugees-1020274_1920

Przeleciało mi przed oczami całe życie, to, że w końcu się odbiliśmy. To, że od dłuższego czasu czuję się bezpieczna, spokojna i nic nie zakłóca mojego spokoju. Prowadzę firmę, mąż pracuje, dzieciaki zdrowe. Ucieszyłam się również ze świadczenia 500+. W końcu kto nie cieszy się z dodatkowej gotówki choć przez ponad rok. Cieszyłam się, że odłożymy więcej pieniędzy, będzie na dodatkowe potrzeby a nawet zachcianki, na wakacje, dla dzieci. W planach mam skończyć magisterkę.

I nagle okazuje się, że ktoś mi ten spokój burzy…. 

W pierwszej kolejności zszokowana byłam tym, że jakim prawem Ośrodek Pomocy Społecznej interesuje się sytuacją materialno- bytową mojej rodziny, skoro nie ma ku temu żadnych przesłanek. W drugiej kolejności pomyślałam, że zamiast pójść na studia i zapłacić za czesne będę co miesiąc robić przelew na poczet alimentów, że zamiast odłożyć pieniądze na nową kuchenkę i wakacje, zamiast przeznaczyć pieniądze na moje dzieci, przeznaczę je…. na ich dziadka…. W trzeciej kolejności zadzwoniłam do ojca i zapytałam wprost, czemu GOPS interesuje się mną w sprawie alimentów dla niego…

Jestem, jestem bardzo za pomocą dla rodziców, którym jest ciężko w życiu. Jestem bardzo, bardzo za pomocą dla rodziców, którzy włożyli masę cierpliwości, energii i serca w wychowanie młodego człowieka. W moim życiu tak nie było. W moim życiu pomocną dłoń wyciągali do mnie kompletnie obcy ludzie, którym po dziś dzień jestem niezmiernie wdzięczna, za to kim jestem i za moją siłę walki o lepsze jutro.

Zasięgnęłam informacji, ja oraz mój mąż tu i ówdzie. Okazało się, że to standardowa procedura GOPS-ów, MOPS-ów, kiedy ktoś z rodziny stara się o zasiłek stały, celowy. Na początku sprawdzić chcą, czy rodzina zechciałaby pomóc, aby ów osobnik nie żył na garnuszku państwa. Najlepiej na moim garnuszku…

Podczas wywiadu powiedziałam pracownicy GOPS-u jaka jest sytuacja. Sama stwierdziła, że te procedury są bzdurne. Pomimo tego, że rodzic nie chce alimentów od dorosłych dzieci, oni sami wszczynają finansowe śledztwa. Słuchajcie, chcieli w piśmie (które pokazała mi pracownica GOP-u) wszystkie zaświadczenia o wysokości wynagrodzeń, o wysokości ponoszonych rachunków, obciążeń kredytowych.

Wydrukowałam Pani na miejscu w domu moje wynagrodzenia z działalności z programu księgowego, wydrukowałam potwierdzenie ostatniego wynagrodzenia z rachunku bankowego (to wystarczyło), podyktowałam wszelkie zobowiązania finansowe (łącznie z opłatą za przedszkole i ratą za laptopa), świadczenia 500+ pracownica nawet nie wpisywała w to durne pismo. Pani stwierdziła, że jeszcze tak „zinformatyzowanego/ internetowego wywiadu jeszcze z nikim nie przeprowadzała 🙂

I na końcu zapisała jedno zdanie: Pani Agnieszka nie jest w stanie pomagać finansowo panu……………………………..

Ale co ja przeżyłam to moje…. Ciekawa jestem, co mi jeszcze życie przyniesie.

MIŁOŚĆ Z PRZEDSZKOLA… :)

Z czasów przedszkola mam bardzo wiele pięknych wspomnień. Przedszkolny plac zabaw, kanapki z rzeżuchą, kącik fryzjerski, zabawy w dom, przedszkolne przedstawienia i pamiątkowe zdjęcia. W tej chwili te piękne wspomnienia tworzą się w głowie mojej 5- latki, a najlepiej i najmilej będzie wspominać swoją miłość z przedszkola- Olusia! 🙂

kindergarten-871111_1920

Oluś to jest taki gość, Proszę Państwa super ktoś! Nie dość, że za rączkę w przedszkolu prowadza się z moją córką, to na dodatek jest naszym najbliższym sąsiadem, mieszka w klatce obok 🙂 Gdy tylko wychodzę na podwórko i witam się z jego mamą, rozlega się jedno pytanie: „Gdzie jest moja Natala?”, bo Aleksander bez Natalii żyć nie umie i Natalka bez Aleksandra również 😉 Wielką tragedią jest, gdy któreś z papużek nierozłączek brakuje w przedszkolu. Natalia od razu na półce dostrzega, czy leży już Olka czapka „z Psiego Patrolu”i czy jego butki stoją na swoim miejscu. Razem tańczą w przedszkolnych przedstawieniach i razem się bawią.

natalia olus

Gdy zapytam Natalię, czy Oluś jest kolegą, czy chłopakiem, odpowiada, że jednym i drugim, bo oni się kochają! Piękna sprawa z tą miłością z przedszkola! Jak zapytam pannę Natalię, z kim dziś się bawiła, to jasne jak słońce, wiadomo, że z Olkiem!

Ostatnio Natalia zapytała mamę Olusia, czy może iść do niego spać, a Olek powiedział Natalce, że pojadą razem na plażę! Także miłość z przedszkola i z podwórka kwitnie 🙂

WP_20160604_10_48_48_Pro

Tylko ja się jakoś staro przy tej ich przedszkolnej miłości czuję 😉

A Wasze dzieciaki mają swoje przedszkolne miłości???!!

JA MAM AUTO, TY MASZ AUTO, mamauto.pl

Samochód- ważna rzecz, zwłaszcza jeśli mamy dzieci i mieszkamy w małej miejscowości. Auto przydaje się również, aby dojechać co dzień do pracy, zabrać rodzinę na przejażdżkę po okolicy, pojechać w gości lub na duże zakupy raz w tygodniu.

wielkie

Samochód również lubi się psuć. Mało rodzin ma dużą gotówkę na wyciągnięcie ręki, a zaciągnięcie dużego kredytu na nowe auto to też kiepski pomysł. Jeśli mamy samochód używany, jest dość przewidywalny, mąż jest złotą rączką, to i części do niego możemy poszukać na http://www.mamauto.pl/.

Sama osobiście mam używane auto, w tym roku kończy 20 lat. Mówią, że samochód to niezła skarbonka, ale dzięki niemu jaki mamy komfort życia! Wsiadamy i jedziemy! Opel Corsa jest moim drugim samochodem.  Nie muszę stać i czekać na autobus lub pociąg w deszczu lub w pełnym słońcu, nie muszę wychodzić z domu pół godziny wcześniej, wystarczy, że obliczę przybliżony czas dojazdu do miejsca docelowego.

Poprzedni nasz Daewoo Matiz umarł śmiercią naturalną, co najdziwniejsze, był młodszy od dzisiejszego Opla Corsy. Ile myśmy się w niego nawkładali pieniędzy! Co tydzień lądował w warsztacie, a mechanik co tydzień zamawiał nowe bądź używane części w sklepie internetowym, ponieważ części zakupione przez internet są dużo tańsze, niż w sklepie stacjonarnym. Nie pomyślałam nigdy, aby samej usiąść przed laptopem i zamówić części do swojego Opla. A to jest takie proste:

1) wystarczy wejść na stronę internetową http://www.mamauto.pl/

2) wybrać markę i model samochodu, jaki nas interesuje

3) wybrać grupę, z której ma pochodzić nasza część: nadwozie, zawieszenie, wnętrze

4) Poszukać nazwy części w proponowanej liście.

mam auto

Głównym zajęciem firmy mamAUTO sp.j. jest demontaż pojazdów. Firma zajmuje się również szrotowaniem samochodów. Szkoda, że nie wiedziałam o niej dwa lata wcześniej, kiedy postanowiliśmy w końcu po 3 latach męczarni rozstać się z Daewoo Matizem. Odetchnęliśmy wtedy ogromnie.

10264205_665426253530385_116806123858516555_o

Dziś jak policzę, ile wkładamy w Opel Corsę, to muszę powiedzieć, że jesteśmy bogaci! Ale gdyby nie to auto, drżałabym choćby o chore dziecko z gorączką w środku nocy, gdy nie ma czym dojechać do lekarza. Przepłacałabym słono w miejscowych sklepach na codziennych zakupach. Nie miałabym pieniędzy na utrzymanie rodziny, ponieważ samochód to mój chleb, dosłownie. Prowadzę działalność gospodarczą i muszę dojechać do klientów.

Kocham mój samochód miłością odwzajemnioną, ponieważ ten w porównaniu do poprzednika nie psuje się gdzie popadnie. Nie jest awaryjny, dojadę nim, gdzie tylko chcę. Spełnia swoją rolę na co dzień, a ja od dziś wszystkie części będę zamawiać na http://www.mamauto.pl/ 🙂

mamauto2

Ja mam auto, Ty masz auto, więc dbajmy o nasz rodzinne finanse, dbajmy o nasze cztery koła i nie przepłacajmy na częściach do samochodu. Ponieważ sam ich montaż i wymiana w warsztacie do tanich nie należy!

SPOSOBY NA OSZCZĘDZANIE- triki zakupowe :)

Na zakupy jedzenia, chemii/kosmetyków człowiek wydaje najwięcej pieniędzy, nie licząc stałych opłat i zobowiązań finansowych. Nie ma to tamto, czasy mycia się wyłącznie mydłem i prania jedynie w proszku odeszły w zapomnienie. Dziś mamy do wyboru całą gamę produktów w różnych cenach, sposoby na oszczędzanie podpowiadają nam promocje ze sklepowych półek, ale czy zawsze nam się opłacają?

1. Popularnym trikiem, jakie stosują sklepy wielkopowierzchniowe to cena za 100 gram, zamiast za 1 kg. Ostatnio zauważyłam, że tendencja wchodzi również do Biedronki. Tu człowiek widzi cenę 24,50 za kg, a za chwilę jedyne 2,90 za 100 gram! W przeliczeniu jest to oczywiście 29 zł za kg, wystarczy w myślach przesunąć przecinek. Warto również spojrzeć np. na opakowania wędlin, serów. Pod ceną za opakowanie, widnieje zawsze cena za kg i to jej zazwyczaj powinniśmy się trzymać, aby nie przepłacać. To samo z produktami 2 w 1 lub 3 w cenie dwóch. Jeżeli nie planowaliśmy zakupu 3 puszek kukurydzy, bo aktualnie są w promocji, to nie ma sensu „kisić” ich w domu aż data ważności minie lub niewykorzystana będzie nam zalegała na półce w kuchni. Z kolei ostatnio zdarza mi się kupować makarony tylko w promocji, robię ich spore zapasy, które zaraz zjadamy. To samo np z promocją na pieczarki. Kupiłam opakowanie więcej, pokroiłam na plasterki i zamroziłam (takie pieczarki nadają się później tylko na patelnię- za to nie tracą smaku)

2. Reklamówki jednorazowe– muszę się przyznać zgubny nałóg! Ja również jestem z epoki nie zabierania ze sobą reklamówek na zakupy, ale można je sprytnie wykorzystać jako worki na śmieci! Można w nich mrozić np. porcje rosołowe na zupę (ja zawsze kupuję całe 2 kurczaki i je porcjuje-mam wtedy dwie wyżej wspomniane porcje rosołowe, cztery ładne piersi, cztery udka i skrzydełka do pieczenia) lub kości wieprzowe (w momencie, kiedy kupujemy na raz ćwiartkę lub połowę świnki)- te ważniejsze części mrożę w specjalnych podpisanych woreczkach a resztę pakuję w zwykłe uzbierane „saomosię” reklamówki jednorazowe. To też sposoby na oszczędzanie.

3. Skończyła Ci się bułka tarta? A zwykłe płatki kukurydziane zalegają w kącie szafki? Albo sucha bułka wygląda nieśmiało z pułki? Wykorzystaj te rzeczy i zmiel w robocie:) Złotówka w kieszeni!

4. Promocje sklepowe– kiedy ustalasz zakupy na cały tydzień, zajrzyj w gazetki z promocjami (najlepiej w aplikację w tel), być może będzie w promocji fajna ryba? Już masz pomysł na obiad! Pomidory? Może by tak leczo? Tańszy makaron? Zawsze można zrobić na obiad zapiekankę! Ja ostatnio robię listę obiadów na cały tydzień. Oszczędza to czas i w sumie pieniądze, bo nie kupię nic pod wpływem impulsu.

bonus-758056_960_720

5. Porównuj ceny z różnych sklepów-trochę ciężkie zadanie, ale jestem właśnie na tym etapie. Utworzoną mam specjalną do tego celu listę. W kolumnach zapisuję ceny normalne i w promocjach danego produktu oraz gramatury. Po 3 tygodniach produkty zaczynają mi się powtarzać (a to jajka, a to chleb, a to jogurty) a więc nie muszę ich po pięć razy wpisywać. Różnicę w cenach widać kolosalną. Warto jest np. dla mnie jechać 20 km do Biedronki na większe zakupy, niż zrobić je na miejscu w miejscowym markecie 😉 Wypisane mam 5 głównych marketów, w których zdarza mi się robić zakupy- już zauważyłam, że potrafię czytać składy produktów i zastanawiam się, czy warto za nie dać trochę więcej.

6. Syropy  na kaszel– moja zmora, moja i moich dzieci- głównie dzieci + syropy antywirusowe/ odpornościowe. Ostatnio pamiętałam, że mam w domu któryś z syropów na kaszel (prawie połowę buteleczki) i spytałam farmaceutę przy wykupywaniu recepty, czy te dwa syropy różnią się znacznie składem. Powiedział, że skład w sumie jest ten sam. No i po co przepłacać. Wyczytałam też na którymś blogu, że warto również zabierać do lekarza listy z lekami, które aktualnie w domu posiadamy, aby nie kupować niepotrzebnie dodatkowych (pewnego razu jeszcze pół roku temu miałam pół szafki samych syropów na kaszel, żeby nie skłamać, było ich z 10 😉 )

7. Inhalator– jeżeli masz dziecko w wieku przedszkolnym i często choruje, czy to na zapalenie płuc, oskrzeli lub zapalenie krtani- warto zakupić inhalator. Inhalator sprawdzi się również w zwykłym kaszlu lub przy katarze. Czasem wystarczy zwykła sól fizjologiczna lub ostatnio kupiłam 3% roztwór chlorku sodu. Fiolki do inhalacji są bardzo tanie i dają szybkie efekty leczenia! Nawet antybiotyk w inhalacji jest o wiele lepszy, ponieważ oszczędza żołądek dziecka.

Zapraszam również do podejrzenia sukcesów koleżanek blogerek, od których podchwyciłam ideę oszczędzania. Nie chodzi o to, aby skąpić każdy grosz, ale mieć świadomość, gdzie najwięcej pieniędzy nam ucieka:

1. Alicja „Oszczędnicka” stworzyła 52-tygodniowe finansowe wyzwanie, w którym chętnie wzięłam udział. Udowadnia, że wychowanie dziecka wcale nie musi być drogie.

2. Marta na blogu: „Akcja- Organizacja dzieli się z czytelnikami swoimi realnymi dochodami i wydatkami. Zdradza, ile oszczędza i gdzie uciekają jej pieniądze. Wzór planowania budżetu domowego.

3. Aga i jej „Rodzina Na Kredyt” pokazuje jak na co dzień zmienia swoje życie na lepsze. Próbuje oszczędzać i wskazuje np. jak szybciej spłacić kredyt.

4. „Mało kasy, godne życie”– super blog, na który zaglądam raz na jakiś czas. Lubiłam go czytać, zanim zafascynowałam się tematem oszczędzania. Rewelacyjne pomysły na zwykłe dania, rodzinne posiłki- uwaga! Tanie przepisy! Piękne przemyślenia. Autorka udowadnia, że życie z małą ilością gotówki nie musi być nudne!

5. „Jak oszczędzać pieniądze” – blog Michała, guru wszelkich blogów finansowych, uwielbiam czytać wszelkie jego ciekawe podcasty . Rozmowy z interesującymi ludźmi. Mogłabym słuchać, wiem, ale przy małych dzieciach lepiej mi wychodzi czytanie. Jeżeli szukasz drogi, jak zacząć oszczędzać, jak pokonać swoje długi, co zrobić, aby w końcu zaczęło starczać do pierwszego- zajrzyj w pierwszej kolejności na blog: „Jak oszczędzać pieniądze”

6. „Biznesowe Info”– kompendium wiedzy, jak zacząć dorabiać lub po prostu zarabiać w domu. Garść informacji, jak pisać bloga i jak rozwijać swoją stronę internetową. Garść pomysłów apropo oszczędzania.

Myślę, że nie jest to pierwszy i ostatni wpis, w którym polecę wam inne blogi lub strony internetowe inspirujące do zadbania o swoje finanse. Warto tam zajrzeć, polubić i zostać na dłużej. Myślę, że być może tak samo jak ja wsiąkniecie i poszukacie kolejnych świetnych sposobów na oszczędzanie 🙂

Artykuły, które ukazały się w tym cyklu:

a) Proste sposoby na oszczędzanie codziennie

b) Jak zarobić dodatkowe 250 zł na wakacje?

c) Masz trochę czasu? Dorabiaj przez internet

d) Darmowe testowanie dla każdego

e) Sposoby na tanie odchudzanie

ALE W TYM AUCIE NIE MA SILNIKA! – Czyli jak matka prawko zdawała ;)

Na kurs prawa jazdy zgłaszają się zazwyczaj dwie grupy kursantów:

  • Ci, którzy chcą zdać, bo tak
  • Ci, których sytuacja życiowa do tego kroku zmusiła.

Ja miałam przyjemność być w obydwu grupach zainteresowanych, choć w innym czasie. Miałam to szczęście, że pierwszy kurs prawa jazdy miałam niejako fundowany, wow! Załapałam się w grupie docelowej z projektu unijnego. Później za to musiałam dwa razy przepłacić, aby błędy z tego kursu skorygować, ale po kolei. Nie zapomnę nigdy sytuacji z placyku przed wyjazdem na miasto. Panowie z Worda jak oglądają nagrany film z egzaminu ze mną w roli głównej, to zapewne mają niezły ubaw po pachy do tej pory 😉

Prawo jazdy z projektu unijnego chciałam zdać, bo tak. Była to znakomita szansa, aby zaoszczędzić niemałe pieniądze. Kurs prawa jazdy za darmo? Toż to szczyt marzeń. Do tego wakacje- wymarzona pora na jazdy Fiatem Punto po dziurawych okolicach miasteczka. A już wycieczka L-ką to Olsztyna wydawała się być prawdziwym błogosławieństwem, zwłaszcza, że tramwai w Olsztynie jeszcze nie było.

PIERWSZY KURS NA PRAWO JAZDY I PIERWSZY INSTRUKTOR

Naszym instruktorem (była nas cała grupa korzystająca z dobrodziejstwa) był pan przed 50 -ką, który chyba nie lubił się czesać. Zawsze był jakiś taki roztrzepany. Nie miał czasu nigdy zjeść, wielkie buły zawsze zjadał i pluł się przy mówieniu na siedzenie pasażera tuż obok. Na dodatek lubił wpraszać się na obiady do kursantów! Tak, tak, dobrze czytacie! Jak któryś samochód wyprzedzał naszą Elkę, wskazywał na niego swoim paluchem i krzyczał z nad tej bułki: „O widzisz, ten to na schabowego do domu pewnie się śpieszy!” Na placyku łuk do tyłu kazał nam robić „na ćwiartki”. Czyli kręcisz kierownicą za każdym razem kawałek w lewo. Nie wiem do tej pory, skąd on sobie ten sposób obmyślił. Nie przestrzegał liczby godzin wyjeżdżonych przez kursantów, które były w umowie, nie można było się odezwać słowem. Nie było w trakcie kursu na prawo jazdy kursu pierwszej pomocy- o tym wykład prowadziła jego córka- psycholożka. Jeżeli chodzi o lekarza, to koleżanka z dużą wadą wzroku w soczewkach normalnie podeszła do egzaminu bez żadnego ale. Ja za dwa lata dostałam prawko na 8 lat z zastrzeżeniem, że później do okulisty i jak ten stwierdzi, że nie stanowię zagrożenia, to pewnie znów na kilka lat prawko dostanę. Przyznałam się do noszenia okularów….

W trakcie kursu chcieliśmy chcieliśmy zmienić instruktora, ale nie dało rady, ponieważ pan wygrał przetarg najniższą ceną….. Nie trzeba chyba wspominać, że nikt z naszej 10-osobowej grupy egzaminu na prawo jazdy nie zdał….

driving-343056_1920

PIERWSZY EGZAMIN NA PRAWO JAZDY

TESTY: Ja podchodziłam jeszcze do testów, gdy można było wybrać jedną z trzech wyskakujących odpowiedzi i mogłam się do poprzednich pytań cofnąć. Etap teoretyczny zdałam. Przyszedł czas na etap praktyczny:

PLACYK:  Fiat Punto, egzaminator, kursant- czyli ja i instruktor. Nie pamiętam, jak brzmiało pierwsze pytanie, ale na pewno musiałam pokazać poziom oleju lub któryś z płynów. Agnieszka cwana, bo przecież wszystko umie, otworzyła bagażnik zamiast przedniej klapy samochodu i ZONK! Patrzę na egzaminatora, patrzę na instruktora i ktoś mnie tu robi w bambuko! Głośno wypowiedziałam zdanie: „No przecież nic tu nie ma”! Jakaś atrapa samochodu, czy co? I jeszcze z taką pretensją i żalem do instruktora przy egzaminatorze wypaliłam: „No przecież tak mnie pan uczył”!!!

Widać było, że jeden i drugi pan ledwo powstrzymują się od śmiechu, a mnie do śmiechu nie było. Egzaminator spokojnie powiedział jedno zdanie: „Ma Pani jeszcze 5 min, aby wykonać zadanie do końca”. Popatrzyłam na instruktora, wskazał mi oczami na przednią klapę. Udało się! 🙂 Łuk na ćwiartki również udało się zrobić.

MIASTO:  Z instruktorem mieliśmy obczajony znak, że jak coś będzie nie tak na mieście, to on leciutko kopnie moje siedzenie z tyłu. Dziś sobie myślę, że ten instruktor nie nadawał się do tej pracy, wielki mały dzieciak, niepoważny człowiek, ale ktoś mu uprawnienia dał! Przejechałam prawie całą trasę i zamyśliłam się w jednej uliczce, nie wiedziałam, czy tam był stop, czy nie było. Stałam, stałam i z naprzeciwka z górki zjeżdżała druga E-lka, zjeżdżała, zjeżdżała w dół i nagle ruszyłam. Tym samym wymusiłam pierwszeństwo przejazdu. W drodze powrotnej pamiętam jedno zdanie, które egzaminator wypowiedział do instruktora: „Pana kursanci stwarzają zagrożenie w ruchu drogowym”.

DRUGI KURS NA PRAWO JAZDY  I DRUGI INTRUKTOR

Minęło ponad pół roku, z rok chyba. Byłam w ciąży z pierwszą córką , mieszkałam z mężem na wsi. Wiadomo, jak się dziecko urodzi, to samochód będzie bardzo potrzebny. W naszej wsi nie było ani pampersów na sztuki, ani mleka modyfikowanego, ani lekarza, w sumie nic nie było. Podjęłam jeszcze raz wyzwanie kursu na prawo jazdy. Tym razem szukałam sprawdzonego instruktora, który skoryguje moje błędy. Z polecenia koleżanki znalazłam naprawdę odpowiedzialnego i znającego się na przepisach instruktora. Nie gadał głupot po drodze, nie dyskutował o pierdołach, a łuk na ćwiartki skwitował tylko jednym zdaniem: „Jak on chce, to ja mu tą ćwiartkę kupię i niech sobie gość w łeb nią walnie”. Wyjeździłam sporo godzin, zanim skorygowałam moje błędy. Wiedziałam, na co na drodze najbardziej zwracać uwagę. Za dwa miesiące podeszłam do egzaminu…

DRUGI EGZAMIN

TESTY: Do testów nie uczyłam się, stwierdziłam, że jak raz zdałam, to teraz też powinno się udać. Nie udało się. Zrobiłam bardzo dużo błędów. Instruktor polecił mi, abym kolejny egzamin rozłożyła sobie na dwa dni. W jednym dniu testy, w drugim jazda.

TRZECI EGZAMIN

digital-printing-1198858_1920

TESTY: Tym razem przyłożyłam się do testów, nie miałam chyba żadnego błędu. Odetchnęłam i pojechałam do domu. Wiedziałam, że teraz podchodzić będę tylko do etapu praktycznego.

PLACYK: Tu również poszło bardzo dobrze, zapomniałam już o sposobie „na ćwiartki” 😉

MIASTO: Drugie podejście na mieście również zdałam, pomimo tego, iż egzaminator wjechał ze mną w uliczki, których nigdy w Olsztynie na oczy nie widziałam. Kazał mi się rozpędzić w którymś momencie dobrze zahamować. Wtedy wydawało mi się to najtrudniejszym zadaniem.

Zdałam kurs na prawo jazdy w 7 miesiącu ciąży. Dzieci motywują! Nawet bardzo! Oraz sytuacja życiowa też ma czasem w tym względzie dużo do powiedzenia!

A wy, jakie przygody mieliście podczas kursu lub podczas egzaminu, kiedy stres zżera człowieka najbardziej?

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez prawa jazdy, co więcej mój samochód zarabia na chleb. Prowadząc działalność muszę dojechać do moich potencjalnych klientów. Pracując, muszę dojechać do miejsca pracy, nawet po zakupy.

RODZICIELSTWO NIESZABLONOWE!

Lubię zmiany, lubię gdy coś fajnego dzieje się w moim życiu, nowe wyzwania przyjmuję z otwartymi ramionami i próbuję z życia czerpać jak najwięcej! Często w całym tym „zaganianiu” brakuje czasu, a już na pewno brakuje utartych schematów, których nienawidzę. Nie lubię rytuałów, stagnacji w codzienności, nie lubię stałego postępowania wobec innych ludzi lub własnych dzieci, ponieważ każdy z nas jest indywidualną jednostką i tak samo indywidualności jak powietrza potrzebuje. Przez prawie 5 lat macierzyństwa praktykuję rodzicielstwo nieszablonowe i w naszym życiu najbardziej się sprawdza.

20160129_112128

Uwielbiam i ubóstwiam spontaniczność. Fakt, że z każdym rokiem, z każdym kolejnym doświadczeniem tej spontaniczności ubywa, a my stajemy się coraz starsi, rozsądniejsi i poważniejsi. Wiele jest sfer w naszym życiu, kiedy ktoś inny załamie ręce, a ja mu na to odpowiem: „przecież nic się takiego nie stało”. Dla mnie jako kobiety i jako matki nie ma rzeczy niemożliwych! Świat się wali, a ja szukam zawsze jakiegoś jasnego promyka, aby z tej sytuacji wybrnąć. Lubię być niepoprawną optymistką i wiem, że w końcu zła passa się skończy, bo skończyć się musi 🙂

Jest wiele rzeczy w naszym życiu, które są stałe, co nie znaczy, że niezmienne:

  1. np lekarz rodzinny2 lata temu podjęłam decyzję zmiany przychodni i się nie zawiodłam
  2. stomatolog–  w poszukiwaniach sprawdzonej pani doktor odniosłam sukces
  3. posiłki w ciągu dnia– zazwyczaj obiad można u nas zauważyć ok godz 13:00 przed moim wyjazdem do pracy, ale normalką są opóźnienia z powodu ważnych porannych wyjazdów, czasem obiad zamienia się w ciepłą kolację. W weekendy naprawdę, zaprawdę jest różnie. Raz obiad gotuję ja, raz mąż- różnorodność wskazana! Aż przypomnę niestandardowe zjadanie kanapki przez Natalię 😉
  4. Od poprzedniego miesiąca mam 3 konta w bankach ze względu na fajne promocje i dodatkowo na nich zarabiam 😉
  5. Co roku lubimy odwiedzać rodzinę na Śląsku, w tym roku prawdopodobnie wybierzemy się przed zakończeniem roku szkolnego w połowie czerwca. Dla niektórych rodziców nie do pomyślenia! I to pisze ta- nauczycielka nawet 😉 W planach mamy ponowne zwiedzanie ZOO we Wrocławiu!
  6. Prezenty- tu są odstępstwa od reguły- nie czekamy dokładnie na ten jeden wyznaczony dzień. Nie czekamy konkretnie do wyznaczonej godziny imprezki urodzinowej, dziecko zazwyczaj dostaje prezent już z samego rana. To samo z Wigilią- rano prezenty dostają od św. Mikołaja rodziców, a podczas rodzinnej kolacji od św. Mikołaja dziadków np i jeszcze kilku innych Mikołajów zawsze się zbierze 🙂
  7. Na blogu również jako takiej stałości w tematyce nie ma, ponieważ z roku na roku jestem na coraz to różnym etapie życia. Co innego raz na jakiś czas mnie zainteresuje, zafascynuje i staram się wam te myśli przelać w postach! Np tanie sposoby na odchudzanie, jak i oszczędzanie na co dzień!

Uwielbiam to rodzicielstwo nieszablonowe. To moje całe życie, cel sam w sobie, sposoby na poradzenie sobie z codziennością bez monotonii i stagnacji (nie stabilizacji- to inny temat) przed tv 😉

 

 

 

SPOSOBY NA TANIE ODCHUDZANIE!

Przyszła wiosna, wszystko pomału nabiera życia, tylko człowiek taki jakiś ociężały po zimie…. Na wiosnę zawsze rodzą się nowe plany, co do diety, co do nowego stylu życia. Często zapadają poważne decyzje odnośnie zmiany pracy lub przeorganizowania tego, co nam przeszkadza. Często jest to nasza waga, która po zimie woła o pomstę do nieba. U mnie była to 3 ciąża spożywcza. Dziś przedstawię wam sposoby na tanie odchudzanie!

ODCHUDZANIE NIE MUSI BYĆ DROGIE!

Pamiętam jak jeszcze na studiach zabrałam się za odchudzanie, ograniczyłam skutecznie węglowodany : ziemniaki, chleb, makarony , dołożyłam siłownię (miałam fakultet do zaliczenia- to motywowało) i schudłam 7 kg w dwa miesiące! Dziś tak sobie nie wyobrażam ze względu na to, iż mam rodzinę i razem się stołujemy. Nie chciałabym również z dnia na dzień zmieniać naszego sposobu żywienia. Jednak w samym kwietniu schudłam 3 kg! 🙂 Jak to zrobiłam? Jeszcze do osiągnięcia samego celu pozostało mi – 9 kg.

ODSTAW MAJONEZ I WSZELKIE TŁUSTE PRODUKTY

Na majonez dałam sobie szlaban, okres karencji w przypadku nie tknięcia tej białej mazi najlepszej do kanapek i sałatek wynosi 3 miesiące. Tak subtelnie na początek. Miesiąc już za mną! Teraz szukam sposobów, jak oszukać grillowe szaleństwa bez sałatek z majonezem i śmietaną. Na razie śmietanę zamieniłam na jogurt grecki! Wszyscy bardzo go lubimy, a i zdrowiej nam wyjdzie.

NIE JEDZ PO NOCACH!

Chciałoby się napisać: nie żryj! Uwielbiam to wieczorne podjadanie, kiedy dzieci w końcu usną- taka swoista nagroda, ale ileż można? Trochę te + 12 na wadze zaczęło mi przeszkadzać. Ja z tą wagą to byłam w 6 miesiącu ciąży! Tak nie może być! 🙂 Nie mogę być grubą mamą! Ostatni posiłek jem w granicach 20:00, 21:00, dlatego że późno wracam do domu. Później jest zakaz na wszystko. Żołądek przez pierwszy tydzień nie mógł się przyzwyczaić. Normalnie szłam głodna spać! Ale przetrwałam i pierwszy wilczy napad na lodówkę w nocy miał miejsce dwa tygodnie później. Dziś mnie już do niej nie ciągnie. Najlepszy sposób to iść wcześniej spać! Najgorsze jest to, iż ja po prostu czasem zapominam zjeść kolacji. Wczoraj zjadłam jogurt i poszłam głodna spać. Trudno- za błędy się płaci…

POZNAJ CHODAKOWSKĄ I MEL B NA YOUTUBE!

how-to-get-mel-b-abs.WidePlayer

Włącz Skalpel Chodakowskiej lub wyzwanie 30-dniowe Mel B i po prostu ćwicz. Ćwicz rano, jak nie możesz rano- ćwicz wieczorem tak jak ja! Po miesiącu wyniki są zaskakujące dla samej mnie, a muszę napisać, że nie ominęło mnie choróbsko, w którym przez tydzień nie miałam siły ćwiczyć. W sumie po 3 tygodniach ćwiczeń (4 razy w tygodniu) efekty są następujące:

Pas: – 2 cm

brzuch (oponka) – 3 cm

udo: – 1 cm

cycki- tak samo ;), ale może to i lepiej!

biodra – 0,5 cm

Nic dziwnego, że spodnie zaczęły mi z tyłka spadać. Staram się zjeść kolację koło 20:00, o 21:00 zamykam się w drugim pokoju, rozkładam laptopa, włączam któreś wyzwanie z kolei (zależy jaki to dzień tygodnia) i daję czadu! Zauważcie, że te treningi nic nie kosztują! Za internet i tak się płaci. Osobiście wolę Mel B. Ćwiczenia Ewy są dla mnie zbyt ciężkie, większości nie daję rady zrobić i to jest bardzo niemotywujące. Na dodatek raz nadwyrężyłam sobie mięsień i co chwila jakieś kości mi „chroboczą”. Ćwiczenia Mel B. są bardziej żywe, są przede wszystkim łatwiejsze i ćwiczone jest to, na czym najbardziej mi zależy- brzuch! Na początku zipałam, jak robiłam słynną 60- sekundową deskę. Dziś nie jest dla mnie problemem.  No i do tego te 3 kg mniej. Wow! Oby tak dalej!

NIE CHCESZ ĆWICZYĆ? TO BIEGAJ!

Dziś idę na pierwszą rundę z sąsiadką. Ona też chce zrzucić kilka kilo. Razem raźniej, a i człowiek lepiej się zmotywuje! Ogólnie biegać nie lubię, ale być może raz na dwa dni wejdzie mi w krew? Do tego bieganie nic nie kosztuje, a jeszcze spali się niepotrzebne kalorie zwłaszcza po majowym grillowaniu, prawda?

WYPRÓBUJ DIETY DOSTĘPNE ZA FREE!

Raz na jakiś czas Ewa Chodakowska wrzuca na swój profil facebooka przepisy na dietetyczne dania oraz listę zakupów. Lista zakupów jest tak skonstruowana, aby nic z niej się nie zmarnowało. Polub profil Ewy i zobacz fantastyczne przemiany dziewczyn, które potrafiły zgubić naprawdę dużą masę ciała i mają teraz świetne sylwetki! Dały radę pracując i mając małe dzieci. Ty też dasz radę! Zacznij działać już dziś i nie dokładaj na jutro!

Ja będę motywacją dla Ciebie, a Ty będziesz motywacją dla mnie? Zgoda? 😉

I po pierwsze: NIE OBARCZAJ NIGDY DZIECKA SWOJĄ TRUDNĄ PRZESZŁOŚCIĄ!

Kiedyś myślałam, że to takie proste, opowiedzieć swoim dzieciom o trudnej przeszłości. Nigdy nie chciałabym, aby moje dzieci rozmyślały nad tym, jak mi było ciężko, nigdy nie chciałabym, aby cierpiały z tego powodu. Nie chciałabym, aby miałyby być mi wdzięczne, że stworzyłam im lepsze warunki do życia i rozwoju, niż sama miałam.

Nie chciałabym, aby znienawidziły swoich dziadków. Moja historia jest moją historią. U nich jest to „tabula rasa”- biała karta. Moje dzieci nie wyobrażają sobie (nawet ta moja rezolutna 5-latka), że można nie mieć mamy lub taty lub nie mieszkać z nimi razem. Żyją jak w bańce mydlanej, a ja strzegę ich pod skrzydłami matczynymi od wszelkiego zła emocjonalnego i psychicznego.  Moje dzieci nie wiedzą, co to znaczy stracić kogoś bliskiego, nie wiedzą, co to rozwód, nie wiedzą, co to przemoc- jakakolwiek by nie była.

Dla nich każdy kotek ma mamę i tatę, a tata i mama mają dzieci, jest siostra i brat lub mała dzidzia. Wszyscy są szczęśliwi. Wieczorem jak tylko przechodzę próg mieszkania, uwielbiam słyszeć tekst Natalki: „No i cała rodzina jest w domu”! Jak to pięknie i niewinnie brzmi. Dla nich normalne jest, że tata i mama jadą do pracy, że zarabiają pieniądze. Oczywistym jest fakt, że na dzień dziecka dostaną wymarzone klocki lego i  na zakupach wrzucą ulubiony serek do koszyka.

20160328_133611

Do tej pory zastanawiam się, jaką ja miałam siłę wewnętrzną, która pozwoliła mi pokonać demony przeszłości i zamienić je na same piękne rzeczy. Nigdy nie przypuszczałabym, że w przeciągu niecałych 10 lat moje życie zmieni się tak diametralnie o 360 stopni w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dziś uczę swoje dzieci ufności, pomimo tego, iż ja ufać nie mogłam. Dziś wiem, że warto ukazywać szczere uczucia i warto być na 100% prawdziwym bez masek pozoru. Ja jestem dumna z moich dzieci, a one są dumne ze swojej mamy, ze swoich rodziców.

20160213_184746

Jedyną tragedią moich dzieci jest to, że mucha lata po pokoju, a oni tego gościa nie zapraszali i robią napad z packami. Nie wiedzą, co to awanturujący się alkoholik. Tragedią jest, gdy nie ma więcej ulubionych płatków do mleka i dżemu. Nie wiedzą, że w domu może zabraknąć chleba a nawet energii, bez której nie obejrzą hitu: „Psi Patrol”. One kładą się wieczorem do łóżka z rodzicami, budzą się nad ranem w swoim. Nie rozbudzają ich nocą głośne imprezy i pijackie krzyki. Ich życie jest proste, normalne, takie jak powinno być. Nie mają ograniczeń w stylu: tego nie mów, a tego nie wolno ci powiedzieć, bo nic złego się nie dzieje. Nie boją się, kiedy ktoś puka do drzwi, to tylko ja nadal o 8 rano zrywam się jak puka listonosz, taki odruch bezwarunkowy (bo policja, bo mops, bo coś). Nie boją się wzroku sąsiadów, nie snują domysłów.

Na pewno kiedyś, na pewno kiedyś…. opowiem im o mojej przeszłości. Przyjdzie taki czas, że zapytają, poproszą o wytłumaczenie. Wtedy spokojnie odpowiem, że było mi bardzo źle i ciężko w życiu, ale swoją determinacją odmieniłam swój los. Opowiem im o wielu ludziach, którzy podali mi swoją pomocną dłoń. Opowiem im o przyjaciołach. Opowiem im, jak piękne potrafi być życie 🙂

STUDIA PRZED ZAŁOŻENIEM RODZINY CZY STUDENT-RODZIC? Co się bardziej opłaca?

Nie będę ukrywać różne perspektywy nauki i studiowania za mną. Jedne mniej kosztowne, drugie więcej płatne. Jedne bardziej polotne, drugie mniej ambitne. Jedne jako panienka bez żadnych zobowiązań, drugie z maleństwem przy piersi lub z dwójką dzieci (w tym półroczne zostawiane pod opieką wspaniałej niani). Korzystniejsze są studia przed założeniem rodziny pod względem materialnym, finansowym, emocjonalnym i pod każdym innym względem. Koniec, kropka. Studia jako rodzic są wybierane z większą świadomością, nie są już impulsywnym wyborem, iść aby iść, bo inni idą, bo ktoś mi tak doradza, a później faux pas- UPS TO JEDNAK NIE TO!!! Taki faux pas zaliczyłam dwa razy, ale dziś myślę, że każde doświadczenie uczy i wyciąga się właściwe wnioski w przyszłości.

W tym roku kolejny raz podjęłam decyzję o kontynuowaniu kształcenia na studiach magisterskich z dwójką „prawie odchowanych” dzieci, o ile można tak powiedzieć o 5-latce i jej o 2,5 roku młodszym bracie. Co mogę powiedzieć o tym etapie? Myślę, że jest najlepszym etapem do studiowania jako rodzic.  Etap pieluch teoretycznie już za mną, mleka modyfikowanego również, tematy porodów i sposobów karmienia już mnie nie wzruszają. Stała praca jest (własna działalność) i stabilizacja życiowa w sumie również. Oszczędności kilka też się znajdzie, a jak nie to się z pod ziemi wytrzaśnie, albo rozłoży na raty 😉 Z roku na rok jestem coraz bardziej zadowolona z dokonywanych przez siebie wyborów przeróżnych. Wystarczy bardzo chcieć.

Pierwsze studia nie były moim wyborem. Niby moim, ale nie do końca. To właśnie tak jest, jak młody człowiek wychodzi z liceum i panie premierze, co robić, jak żyć? Każdy doradza, każdy wie najlepiej i pomiędzy tymi wszystkimi sugestiami złożyłam dokumenty na dwa różne kierunki dzienne, na które się nie dostałam. No dobra trzeba się otrząsnąć i coś robić. Bach bach, człowiek przewertował gazety lokalne i internet (matko, wtedy był internet! 😉 całe 10 lat temu! ) i dodatkowa rekrutacja. Albo polonistyka, albo język niemiecki. Dostałam się i tu i tu. Padło ostatecznie na niemiecki, no bo co po tej polonistyce robić? A po niemieckim co? Rzeczywistość zweryfikowała rynek pracy proszę państwa także w szkołach. Po niemieckim także przynajmniej w mojej bliższej i dalszej okolicy pracy nie ma. Licencjat skończyłam, na drugim roku stwierdziłam, że jednak to nie to, no ale co robić-  skończyć trzeba. No więc skończyłam, po kilku latach okazało się, że dopiero we własnej firmie się opłaciło.

[002853]

Byłam w o tyle dobrej sytuacji, że byłam niezależna od nikogo. Byłam niejako za swoją naukę wynagradzana stypendium na kontynuację nauki. Nie uczyłam się, pieniędzy nie było- to bardzo motywowało.  Lecz kiedy jednak tej pracy po studiach językowych nie znalazłam, a za 9 miesięcy miało pojawić się dziecko, trzeba było studiowanie odłożyć na bok. Na pierwszy rzut poszła szkoła policealna- technik hotelarstwa. Kierunek niegłupi, po studiach taka nauka to pestka. Po pierwszej klasie w lipcu urodziłam córkę. Po dwóch miesiącach we wrześniu trzeba było jechać do szkoły. Nie zapomnę do końca życia tych bolących piersi przepełnionych mlekiem, których gdy wracałam domu po kilku godzinach nie można było dotknąć. Jedynie laktator dawał ulgę. Dziecko dławiło się pokarmem, tak jakby piersi chciały naprodukować na zapas. Mleko modyfikowane i heja na kolejny zjazd, gdyby swojego mrożonego nie starczyło. Studia przed założeniem rodziny jednak były łatwiejsze. Natalia była z tych spokojniejszych dzieci, najedzona, przebrana, nic więcej do szczęścia nie było jej trzeba. Gdy miała rok, zdałam egzamin zawodowy i uzyskałam drugi zawód: technik hotelarstwa.

461388_341461635926850_1918771929_o

Kolejny krótki episod to studia licencjackie, niejako na nowo (język angielski), gdy perspektyw na pracę brakowało. Studiowałam jeden semsestr. Nie dorosłam do tych studiów, to był mój drugi faux pas. Myślałam, że jak już przeszłam studia dzienne językowe, to teraz też leciutko będzie na zaocznych. Lecz tak się nie da, tu trzeba było systematyczności, czego mi brakuje. Na dodatek kasa, wiecznie brakowało kasy…. Zrezygnowałam. Myślałam, że z jednym rocznym dzieckiem studiować jest ciężko. Nie wiedziałam, że za dwa lata będę dziubać po nocach na kolejnych studiach zaocznych, i płacić za nie 3 razy tyle, ile za studiowanie z jednym dzieckiem u boku.

Studia podyplomowe były świadomym wyborem i praktycznym (nauczyciel z dwoma kwalifikacjami lepiej brzmi). Edukacja wczesnoszkolna i wychowanie przedszkolne były moim wymarzonym kierunkiem. Skutecznie mi je odradzono po liceum. Gdy młodszy syn miał pół roku, dostałam fajną propozycję pracy w szkole i powiedziałam sobie: teraz albo nigdy! Dało się zapłacić za 3 semestry studiów, dało się wstawać w weekendy o makabrycznej godzinie 5 rano! Dało się pisać eseje do 4 rano na zaliczenie! Dało się przy okazji opłacić nianię (płatności razy 3- czesne+ dojazdy 100 km+ niania). Spełniłam swoje marzenie pomimo wielu wyrzeczeń (choćby czasu dla dzieci w weekendy). Sam poniesiony koszt i finansowy i mentalny mnie do dziś przeraża, ale pchnęło mnie to do założenia własnej firmy. No bo jak nie drzwiami do edukacji dzieci, to oknem!

Dziś jestem na takim etapie, że chciałabym zamknąć dział studiów do 30-tki. Zostały mi ostatnie dwa lata, których nie mogę zmarnować. Studia magisterskie to moje kolejne wyzwanie. Fajnie byłoby mieć na pieczątce firmowej podpis mgr 😉 Wiem, znów będę bulić, znów będę płakać nad czasem dla dzieci, kiedy w tygodniu go mało…. Znów ostatnie pieniądze oddam niani! Później chciałabym zrobić przerwę na urlop macierzyński 🙂 a studiować z trójką dzieci? Hmmmm 😀 Jednak studia przed założeniem rodziny nie były nigdy tak fajne!!!

DSC_4375

JAK ZAROBIĆ DODATKOWE 250 zł NA WAKACJE? ;)

Do promocji bankowych podchodziłam jak do jeża. Oczywistym był dla mnie fakt, że konto bankowe musi być płatne. Przynajmniej od lat mam tak w swoim banku. Niby mogę mieć je za darmo, ale… zawsze jest jakieś ale. Do głowy mi nie przyszło, że na zakładaniu kont bankowych można zarabiać i to nie byle jakie kwoty. Można zarobić dodatkowe 250 zł na wakacje lub nawet więcej!

Jak wiecie prowadzę firmę, konto firmowe założyłam oczywiście w swoim banku Credit- Agricole, no bo jakby inaczej? Taka ze mnie wierna klientka. Jednak gdy podliczyłam, ile bank na tym moim koncie zarabia, za miesiąc zamykam je. 16 zł miesięcznie (prowadzenie konta + śmieszna opłata za smsy) to stanowczo za dużo. Zwłaszcza, że drugie konto firmowe (przy okazji za namową doradcy) w Idea Banku mam darmowe a za comiesięczny przelew do ZUS otrzymuję 37 zł gratis zwrotu. 37 zł razy 12 miesięcy- łatwo można sobie przeliczyć, że taki stan rzeczy się opłaca!

źródło zdjęcia: tapeciarnia.pl
źródło zdjęcia: tapeciarnia.pl

Od jakiegoś czasu regularnie podczytuje (czasem od deski do deski) blogi osób, które regularnie dbają o swoje finanse i z promocji bankowych korzystają:

  1. – Pierwszy blog na mojej liście, który doskonale opisuje promocje bankowe to moniaki.pl – to za ich namową otworzyłam dwa nowe konta bankowe, z których mogę zarobić. Wczoraj skorzystałam z promocji banku WZ WBK (120 zł do zgarnięcia), dziś założyłam konto w banku BGŻ (w sumie mogę uzyskać 130 zł)
  2. – Drugi blog, który bardzo lubię to oszczędnicka.pl– prowadzi świetny projekt: „wyzwanie 52 tygodnie”- czyli bierzemy się za nasze finanse, co tydzień nowa misja!
  3. – Trzeci ulubiony blog to poligon domowy– autorka, co miesiąc publikuje wpisy z podsumowania jej budżetu domowego (wzlotów i upadków), być może ja na ten krok w maju się odważę, choć kwiecień pod względem nieprzewidzianych wydatków to apogeum wszystkiego.
  4. – Nie mogę również zapomnieć o gosia oszczędza, której wpisy obserwuję już dłuższy czas na facebooku oraz jak oszczędzać pieniądze , dzięki Michałowi dowiedziałam się, dlaczego warto oszczędzać pieniądze, jak efektywnie walczyć z długami (wszak np. lodówka, pralka czy laptop na raty to kredyt, w tym również dług), czym jest budżet domowy oraz poduszka finansowa, którą warto „zbudować” na wypadek np. utraty  głównego dochodu rodziny- bardzo ważny temat! Nie sądziłam wcześniej, jak ważny 😉

No więc meritum wpisu, jakim cudem można zarobić dodatkowe 250 zł na wakacje? Możesz przeznaczyć je na cokolwiek chcesz!

Tak jak napisałam wyżej, w końcu zdobyłam się na odwagę i założyłam dwa dodatkowe konta bankowe, których notabene założenie jest banalnie proste, a i warunki aby otrzymać gotówkę również:

  1. Pierwsze promocyjne konto jest w banku BZ WBK (konto całkowicie darmowe do czerwca 2017 roku). Wystarczy, że w kwietniu, maju i czerwcu wpłacę (przelewem) na to konto 800 zł. Mogę te 800 zł w jeden dzień wpłacić, kwota się zaksięguje i na drugi dzień je wypłacić. Karty do konta nie wyrabiałam, w sumie nie będzie mi potrzebna. Na dodatek konto oprocentowane jest na 4%. To nawet lepsze, niż moje dotychczasowe konto oszczędnościowe, w którym mam tylko jedną darmową wypłatę w miesiącu. Jeżeli spełnię te 3 warunki ( przelew na to konto 3 razy 800 zł) w połowie sierpnia otrzymam 120 zł. Proste prawda? Odsyłam cię do moniaki.pl 😉 Przy okazji to konto będzie mi zapewne służyć jako konto oszczędnościowe, a jeżeli będę za jakiś czas w Olsztynie (np w marcu, kwietniu 2017 roku) mogę podejść do banku i konto spokojnie zamknąć, kasy oddawać nie muszę)
  2. Drugie konto promocyjne to konto w banku BGŻ, tam można zgarnąć w sumie 130 zł, wystarczy w maju i czerwcu dokonać transakcje bezgotówkowe na kwotę w sumie 500 zł. Nie jest to trudny warunek, zwłaszcza że człowiek tak czy siak opłaca rachunki przez internet. Jednego dnia zrobię przelew do banku BGŻ i z tej kwoty opłacę rachunki na kwotę 500 zł. Proste jak konstrukcja cepa 🙂 Karta do konta jest potrzebna, ponieważ wykonując przelewy z konta BGŻ potrzebuję specjalnego kodu. Konto bezpłatne jest 3 lata, także nie trzeba bezpośrednio za kilka miesięcy go zamykać. Co jeszcze? Jeżeli spełnię wyżej wymienione warunki, pierwszą wypłatę 60 zł otrzymam do końca czerwca, drugą wypłatę 70 zł do końca lipca. Po resztę informacji zapraszam do moniaki.pl 🙂 Bank BGŻ mam 20 km od swojego miejsca zamieszkania. Przy okazji zakupów mogę śmiało po promocji konto zamknąć.

Nie jest to artykuł sponsorowany, ani reklamujący dane banki lub blogi. Po prostu chciałabym łatwo zarobić dodatkowe pieniądze, a gdzie za darmo dostanę 250 zł :)?  Dużo zachodu nie trzeba. Konta w bankach otworzyłam przelewem weryfikacyjnym (czyli ja robię przelew 1 zł z obecnego rachunku, drugi bank mi zwraca- ważne aby dane się zgadzały, potrzebny jest również skan dowodu) Wy możecie skorzystać z większej ilości promocji, ale wymaga to nie lada organizacji, bo trzeba wiedzieć, kiedy zrobić dany przelew lub na jaką kwotę wykonać zakup, ewentualnie porobić przelewy i tak płacąc swoje comiesięczne zobowiązania. Do blogów oczywiście zapraszam 🙂 Warto wiedzieć więcej. Pieniądze to ważna rzecz, a jeszcze jak można mieć je za darmo? Brać i korzystać i aby na tym nie stracić 🙂

PROSTE SPOSOBY NA OSZCZĘDZANIE- codziennie ;)

Ostatnio mocno zafascynowałam się tematem oszczędzania, prowadzenia budżetu domowego, planowania wydatków i wyłapywania fajnych promocji. Czujesz, że masz pieniądze a przeciekają Ci przez palce? Miałaś/eś dodatkową gotówkę, ale nie wiadomo gdzie i kiedy się rozpłynęła? Niespodziewane wydatki lubią Cię zaskakiwać? Dziś przedstawię proste sposoby na oszczędzanie, które nie zajmują dużo czasu, a pomogą Ci w prowadzeniu finansów i dopną je na ostatni guzik.

Prowadzenie domowego budżetu- wiem, monotonne to i nudne zajęcie jak diabli, ale pozwala zauważyć, gdzie podziewają się Twoje pieniądze. Dzięki systematyczności zapłacisz wszelkie rachunki w terminie i zobaczysz, ile masz wydatków dodatkowych, z których możesz zrezygnować (np dodatkowy mobilny internet, tak jak u mnie lub płatne konto w banku, które płatne wcale być nie musi, co nie?)

Planowanie obiadów– ile razy miałam tak, że stawałam przed lodówką/ zamrażalnikiem i homo niewiadomo 😉 Dzięki planowaniu rozejrzysz się po kuchni, zobaczysz jakie masz zapasy choćby produktów sypkich. Zamiast kupować np kaszy do obiadu, możesz zastąpić ją makaronem i jeden wydatek z głowy. Rano zajrzysz w gotowy plan! (ja taki tworzę w Open Office). Gdy zobaczysz fajną promocję w sklepie/ markecie możesz w każdej chwili plan obiadowy zmienić. Dzięki temu nie wydasz dodatkowych 30 zł do gotową pizzę. Ja często gotuję obiady na dwa dni, zwłaszcza zupy, gulasz też jednego dnia możemy zjeść z kaszą, drugi dzień z ziemniakami.  Możesz ugotować większą ilość zupy i ją zamrozić. Na wyjazdowe dni jak znalazł. Wyciągasz, wrzucasz do garnka, podgrzewasz i masz 🙂

Załatwiaj kilka spraw na raz! Nie tylko oszczędzisz dzięki temu pieniądze, ale również swój drogocenny czas. Zamiast robić 4 kursy samochodem, załatwisz wszystko jednego dnia w kilka godzin. Rachunki płać przez internet, możesz założyć zaufany profil Epuap (zwłaszcza dla osób prowadzących działalność), aby załatwiać szybciej sprawy urzędowe. Wniosek wypełniasz w domu przez internet, a w urzędzie tylko podpisujesz (nawet ten na 500 +)

źródło: http://www.strefabiznesu.polskatimes.pl/

źródło zdjęcia: www.strefabiznesu.polskatimes.pl

Zrób listę zakupów! Podstawowa zasada, aby nie kupować niepotrzebnych rzeczy, które popsute, niezjedzone następnie wyrzucasz do kosza. Plan obiadów + lista zakupów na główne posiłki + chemia. Porównuj ceny w gazetkach, ściągnij aplikację mobilną z aktualnymi promocjami i sprawdź, gdzie danego dnia opłaca Ci się jechać na zakupy. Możesz z aplikacją planować również listę zakupów na cały tydzień!

Testuj produkty!- o testowaniu napisałam już jeden wpis, możesz śmiało w niego skorzystać! Rejestrujesz się na portalach, jak masz chwilę czasu wypełniasz ankietę, której link ląduje na Twoim a-mailu i nuż akurat się uda? Tylko na przełomie marca/ kwietnia testowałam kapsułki do prania Ariela, płyn do płukania Lenor i kaszki Zbożaki dla dzieci!

Wypełnianie ankiet za pieniądze, umieszczanie linków dla znajomych lub zbieranie punktów na kartach lojalnościowych to kolejne sposoby na proste oszczędzanie- codziennie! Jeżeli Twoim dostawcą Energii jest firma pod tą samą nazwą ;), to bierze ona teraz udział w punktach PAYBACK. Za uzbierane 500 punktów za opłacone rachunki w terminie, możesz obniżyć swoją kolejną fakturę o 5 zł 😉 (2 zł=1 pkt payback) Jak zamówisz fakturę elektoniczną na e-maila to odpada Ci kolejny 1 zł. Wystarczy założyć darmowe konto internetowe na Energa 24 i zamówić kartę w PAYBACK. Jeżeli doładowujesz konto w Orange lub robisz zakupy w Empiku to punkty w sumie same na konto wpadają 😉

Kolejny wpis niebawem łącznie z linkami do fajnych blogów o oszczędzaniu, z których można wziąć przykład! 

Ja od końca marca mam dwie misje: zgubić 12 kg  (już 2 za mną) i ogarnąć w końcu finanse domowe- tym wpisem zaczynam nowy cykl artykułów o oszczędzaniu i prowadzeniu budżetu domowego, sama jeszcze jestem laikiem w tym temacie, małymi kroczkami się uczę i mam nadzieję, że wyjdzie to z korzyścią dla mojej rodziny, jak i Twojej!

Ahoj przygodo! 🙂

MASZ TROCHĘ CZASU? DORABIAJ PRZEZ INTERNET ;)

Chciałbyś/abyś dorobić do rodzinnego budżetu? Szukasz czasem fajnych promocji, aby zaoszczędzić? Zdarza ci się wypełniać ankiety w internecie? Wiesz, że możesz za tą samą czynność dostać pieniądze? Tak, możesz 🙂 To prostsze, niż ci się wydaje! Gdy masz trochę czasu, dorabiaj przez internet! 

W tym artykule przedstawię wam kilka fajnych portali i aplikacji, które pozwalają oszczędzać, zbierać punkty i dorabiać przez internet.

QASSA

quassa 1

Jest to portal, za pomocą którego za klikanie w reklamy możemy zarabiać pieniądze. Ja z tamtego roku mam zebranych wirtualnych ponad 200 000 Qoins, aby je wypłacić musimy ich mieć zebranych 1 000 0000.  Mamy 3 opcje wypłaty:

  • w formie kodu rabatowego do dowolnie wybranego przez nas sklepu internetowego (kody rabatowe przewyższają wartość 50 zł)
  • w formie darowizny dla któregoś ze stowarzyszeń
  • w formie gotówki na nasze konto bankowe 😉

W profilu zaznaczamy, ile razy w ciągu dnia lub tygodnia chcemy dostawać maili, w które będziemy klikać. Czasem możemy dostać więcej wirtualnych monet za zakupy w wybranym sklepie internetowym, za skorzystanie np z oferty ubezpieczenia oc lub za polecenie znajomego. Za kliknięcie w reklamę z jednego maila możemy otrzymać ok 500 Qoins.

Quassa

TOLUNA

Portal, na którym dostajemy punkty za wypełnianie ankiet. Najwięcej punktów możemy dostać za wypełnienie dłuższych ankiet, trwających od 15 do 35 minut. Na portalu pojawiła się nowość- testowanie produktów 😉

Za wymienione punkty możemy dostać kupony rabatowe, możemy wymienić je na nagrody, które sami sobie wybierzemy lub po uzbieraniu 70 000 punktów wypłacamy pieniążki na swoje konto.

toluna 1

Informację o dostępnej dla nas ankiecie dostajemy na maila

toluna

AD MINGLE

Portal, na którym realizowane są kampanie, za które możemy zarobić pieniądze. Wypłatę na konto realizujemy po uzbieraniu 100 zł, a nie jest to wcale trudne. Jeszcze bardziej łatwiejsze, niż na poprzednich stronach!

Wystarczy, że udostępnimy np na naszym fb link i nasi znajomi w niego klikną :)! Za każdy klik dostajemy realne pieniądze, np. 0,25 gr! Jeżeli macie sporo znajomych szybko możecie zebrać stówkę za kliknięcia!

admingle 1

ARIADNA

Kolejny panel, na którym wypełniamy ankiety. Link do ankiety przychodzi na maila. Uzbierane punkty możemy wymienić na nagrody! 

ariadna

TROPICIEL OKAZJI

Aplikacja na androida zawierająca wszystkie aktualne promocyjne gazetki ze sklepów. Ściągamy apkę z google play, wybieramy jakie sklepy nas interesują i wszystkie promocje mamy w zasięgu ręki. Ja zazwyczaj z tą aplikacją planuję tygodniowe zakupy. Świetna sprawa! Po co mam zbierać gazetki z marketów, które później tylko walają się po domu? W jednym miejscu, w telefonie mam to, co mi potrzeba! 🙂

tropi

PAYBACK

Zbieraj punkty podczas zakupów w mobilnej aplikacji allegro, dodawaj punkty za zakupy w Empiku, płacąc w terminie rachunek za energię, tankując benzynę lub doładowując konto w orange! 

Mamy z mężem dwie karty Payback i niedawno połączyliśmy konta razem, aby punkty nam się ładnie sumowały. Niedawno zrobiłam zakupy w mobilnej aplikacji allegro pobranej na mojego smartphona i dostałam bon na 10 zł do wykorzystania prawie do końca marca. Zakupy na allegro robię dość często, a więc kupon się przyda 🙂 Punkty można zbierać bardzo długo, ale za to za rok,  dwa lata lub trzy można wymienić je na nagrody lub karty rabatowe (przydają się np przed świętami na prezenty 🙂 )

PAYBACK

ZAJRZYJ RÓWNIEŻ DO POPRZEDNIEGO ARTYKUŁU Z TEGO SAMEGO CYKLU:

DARMOWE TESTOWANIE PRODUKTÓW!

NEGATYWNY WYNIK TESTU CIĄŻOWEGO

Przychodzi taki okres w życiu kobiety, że intuicja zawodzi. Miała być miesiączka w czwartek- jest piątek, mija sobota i niedziela! A tej bladzi brak…. Dwoje dzieci planowanych, czyżby teraz los sobie z nas zakpił? W XXI wieku, gdy środki antykoncepcyjne leżą na wyciągnięcie ręki w markecie i w aptece? Jest niedziela, mąż poza domem, wysyłam sms’a: kup test ciążowy! Dostaję odp. zwrotną: „nie denerwuj się”. Z jednej strony myśli huczą o negatywny wynik testu ciążowego, z drugiej strony komfort psychiczny, bo roczny macierzyński, bo 1000 zł miesięcznie, bo beciowe, bo coś tam….

„Pińcet” razy przeliczam dni w kalendarzu, czy aby na pewno zaznaczyłam dobrze datę, czy aby na pewno miesiączka nie była tydzień później? No jak nic dziś jest 37 dzień! Panika w oczach! Już słyszę komentarze sąsiadek, jak się ładnie w program 500+ wpasowaliśmy. Statystyki dzietności w kraju człowiek poprawi z deka. Rodziny wielodzietnej przybędzie.

pregnacy-test-1313425

Niby człowiek jest pewny o negatywny wynik testu ciążowego, ale już widmo zamknięcia firmy krąży nad głową, nic nie skorzystałam z daru losu jakim jest „mały zus” 😉 Ledwo się rozkręciłam, firmę na nogi postawiłam, a tu trzecie dziecko jeszcze w tym roku! Na dodatek termin porodu wyliczam na listopad jakiś taki… nijaki…. Ani na spacer, bo zimno, dni ciemne, takie malutkie zawiniątko na święta grudniowe… Połowa ciąży lipiec, sierpień, o matko boska….  Jakoś tak tym razem nie po kolei….

Dwoje małych dzieci w domu, jeszcze nie 5-latka i 2-latek. Wyobrażam sobie noworodka na rękach, obok rozhisteryzowanego Tomka i wyjącą Natalię o byle co…. Wyobrażam sobie, jak Natalia z Tomkiem kłócą się i szarpią o zabawkę, oboje beczą, a obok płacze to maleństwo najmniejsze, a mąż w pracy. Kolejny czarny scenariusz to chora trójka i wyjazd naszym autem do pani doktor, przecież trzeba kupić większy samochód! Autobus od razu! Śmiejemy się z mężem w Oplu;) Przypominam sobie jakim trudnym dzieckiem był i nadal jest Tomcio, ile uwagi trzeba mu zapewnić, patrzę na Natalcię ze łzami w oczach, że znów jej odbiorę część sobie…. Przypominam sobie kryzysowe momenty, kiedy trzeba było utulić oboje, a na trzecie rąk mi chyba zabraknie 🙁

  • To sobie odespałam po Tomku! Komentuję mężowi 😉
  • Ten w śmiech, ani do głowy, ani do d…. nie bierze, bo przecież jest pewny….
  • Tak, Ty się śmiej! To nie ciebie będą ciąć trzeci raz w ciągu 5 lat!
  • Mina mu z lekka zbladła….
  • Daj ten test! Jak ma wyjść, to wyjdzie nawet popołudniu! Dajemy radę z dwójką, damy radę i z trójką. Droższych testów w niedzielę powyżej 2 dych to już nie mogli sprzedawać. I ten obrazek różowego roześmianego bobasa na opakowaniu! 

Matki Polki fanaberie. Testu ciążowego jeszcze nie zrobiła,  a już liczy ile z wyprawki najmłodszego zostało, ile pieniędzy trzeba odłożyć, wylicza termin porodu i planuje, gdzie trzeba będzie łóżeczko niemowlęce z powrotem rozstawić. 

WYNIK TESTU CIĄŻOWEGO: NEGATYWNY!!! 😉 Głaz z serca i duszy spadł, prawie roztrzaskał kafelki w łazience….

życie…..

czasem zaplanuje za nas….

na szczęście…. czy nie na szczęście (bo dziecko przecież to szczęście!)

nie teraz!

Lecz zdaję sobie sprawę, że ja już mam dwoje pięknych zdrowych dzieci. Ja cieszę się, że wynik testu ciążowego wyszedł negatywny, a inna kobieta 100 km dalej 6 miesiąc płacze… Pomimo wszystko mam niesamowite szczęście w życiu. 

Poprzedni post z tego samego cyklu 🙂

TO TRZECIEGO DZIECKA JUŻ NIE CHCESZ? – zapraszam!

PROWADZENIE DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ- co mogę napisać po pół roku bycia szefem i matką?

W Polsce utarło się stwierdzenie, że prowadzenie działalności gospodarczej jest najlepszą decyzją, jaką może podjąć kobieta, matka, bądź osoba pozostająca dłuższy czas bez zatrudnienia. Masz fach w ręku? Jesteś ambitny/a? Masz małe dzieci, a nie chcesz całych dni spędzać w pracy? Załóż firmę.

Dziś po pełnych 5 miesiącach prowadzenia firmy, mogę śmiało stwierdzić, iż prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce jest czystym HEROIZMEM i wcale nie przesadzam.  

  • Czasem czuję się jak matka noworodka, bo nie śpię po nocach przygotowując materiały na kolejne zajęcia dla dzieci. Dla obcych dzieci, które chciałabym czegoś nowego nauczyć.
  • Padam ze zmęczenia po 5 przepracowanych dniach tygodniowo. Dosłownie padam. Jestem wykończona fizycznie i psychicznie, ale usatysfakcjonowana osiągnięciami uczniów, bo uczeń 4 klasy S.P po moich korepetycjach zaliczył na trójkę pracę klasową, a nauczycielka w szkole stwierdziła, że z niego już nic wcale nie będzie.
  • Są takie dni, że mam ochotę wszystko rzucić w cholerę. Na drugi dzień słyszę od chłopca na zajęciach, że on angielskiego nie lubi, ale na moje zajęcia przychodzi, bo my się bawimy, a nie tak jak w szkole- cały czas ten sam schemat.
  • Czasem nie widzę starszej córki całe dnie. Kiedy jestem w domu w godzinach porannych, Natalia jest w przedszkolu. Kiedy Natalia wraca z przedszkola, ja wyjeżdżam do pracy, do uczniów. Wracam do domu ok. godz 20:00, kiedy dzieci często śpią.
  • Czuję się czasem jak cyborg, bo według króla ZUSu nie można mi nawet zachorować. Składając w grudniu zwolnienie lekarskie u jednej z pań urzędniczek, nie przypuszczałam, iż zostanę potraktowana jak oszust, a sprawa będzie ciągnęła się do marca i….. końca nie widać …… Miałam czelność opłacając składki chorobowe, „rościć” prawo do zasiłku! W końcu okazało się, że składki płacę, a ubezpieczenia chorobowego nie mam….. bo tak… bo z przelewem spóźniłam się jeden dzień…..
  • Czuję się jak bogacz, gdy policzyłam, że w sumie oddałam do ZUSu ponad 2000 zł. Chciałabym mieć choć tyle oszczędności, aby wyjechać na zasłużony urlop.
  • Mam wrażenie jakbym była w ciąży, bo wahania nastrojów towarzyszą mi każdego dnia. Od zadowolenia, ekscytacji, siły walenia głową w mur, kiedy niemożliwe- staje się jednak możliwe, po zwątpienie, wypalenie i chwile bezsilności totalnej.
doradca-finansowy-praca_0
źródło zdjęcia: regiopraca.pl

Ale….. Ale:

  1. Poszerzyły się moje horyzonty, zaczęłam doceniać inne małe firmy, działalności gospodarcze. Naprawdę, zaprawdę jestem wstrząśnięta tym, iż można oddać w imię prowadzenia własnej firmy ponad połowę zarobionych uczciwie pieniędzy.
  2. Rozwinęła się moja kreatywność, przestałam tkwić w schematach. Co tydzień mam nowe pomysły na rozwinięcie działalności. W przyszłości chciałabym również stworzyć może  jedno, dwa miejsca pracy na początek.
  3. To ja decyduję, jak wszystko będzie wyglądać. To ja decyduję, gdy mam chore dziecko w domu, że dziś zostaję w domu. Odwołuję wszystko, nie ma mnie dla nikogo. Nikomu również nie muszę się tłumaczyć. Bez biegania po zwolnienie lekarskie, od miesiąca marca 2016 przestaję opłacać dobrowolne składki chorobowe, wolę te 30/40 zł miesięcznie odłożyć na konto oszczędnościowe, na leki, na urlop, na przyszłość.
  4. Jestem niezależna od męża, od teściowej, od nikogo. Mam własne pieniądze, małe, ale mam. Nie zastanawiam się w sklepie, czy kupię dziś sałatę, czy pomidora- biorę i jedno i drugie.
  5. Wiem, że jestem dobra w tym, co robię. Każdego dnia wzrasta moje własne poczucie wartości. Potwierdzą to zadowoleni rodzice wcześniej „gorszych” uczniów. Dziś ci uczniowie, wiedzą jak się nauczyć, aby zaliczyć pracę klasową. Dziś ci uczniowie rozumieją kolejny wprowadzony czas lekcji. Kiedy na pierwszych korepetycjach witają mnie z niechęcią twierdząc, że i tak nic z tego, na trzecich z zadowoleniem rozwiązują pracę domową i przygotowane karty pracy.

Kocham prowadzić własną działalność, przez ten czas dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy. Nauczyłam się księgować przychody, wydatki. Nauczyłam się gospodarować pieniędzmi, kiedy wcześniej znikały nie wiadomo gdzie i jakim cudem 🙂 Teraz wiem, że muszę mieć na ZUS i podstawowe opłaty. Wiem, że muszę mieć jakiś grosz na zaś, na w razie gorszego miesiąca.

Dzięki prowadzonym zajęciom i kursom poznałam wielu ciekawych ludzi. Nawet banki się rozdzwoniły z ofertami specjalnymi, kiedy po kilku miesiącach moja zdolność kredytowa okazała się być na plus. Na umowie- zlecenie mogłam pomarzyć o laptopie na raty, ale jako szefowa firmy? Czemu nie 🙂 Raz dzwoniła nachalna pani przed świętami z firmy Orange, naprawdę zdziwiła się bardzo, że nie chcę tak pięknej oferty laptopa, tableta, internetu na firmę za jedyne 200 zł miesięcznie 🙂

Mogę również spełnić marzenia dzieci o nowej księżeczce o śwince Pepce, czy klockach Lego na urodziny. Czasem pozwalamy sobie na wypad z dziećmi do Warmilandii w Olsztynie, przy okazji załatwiania spraw. Cena kawy, czy jedzenia na mieście przestała odstraszać, a ja doszłam do wniosku, że wszystko jest dla ludzi- prowadzenie własnej działalności również 🙂

2,5 ROKU RÓŻNICY POMIĘDZY DZIEĆMI- czy to dobra decyzja?

Zastanawiasz się, czy mając już prawie jedno odchowane 1,5 roczne dziecko, zdecydować się na kolejne? Zastanawiasz się, jak 2,5 roku różnicy pomiędzy dziećmi wpływa na ich wzajemne relacje? Zastanawiasz się, czy będzie Ci ciężko? Nie wyobrażasz sobie dziecka jedynaka? Ja też tak miałam, jeszcze 3 lata temu. 

Dziś z perspektywy czasu, kiedy to młodsze dziecko ma 2 lata, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, iż była to bardzo dobra decyzja. Warto było zdecydować się na drugiego brzdąca, tak aby różnica wieku nie przekraczała 3 lat. Pomiędzy moimi dziećmi to dokładnie 2 lata i 7 miesięcy. Dziś Natalia ma 4,5 roku. Nie pamięta już młodszego brata jako noworodka, a później niemowlaka. Dziś jej brat jest doskonałym kompanem zabaw. Świetnie razem się dogadują.

wp_20160205_004.jpg

Na początku bywało ciężko, nawet w niektórych momentach bardzo. 2,5 roku różnicy pomiędzy dziećmi, skutkuje tym, iż każde z nich nadal potrzebuje Twojej bezustannej uwagi i pomocy. Zawsze wydawało mi się,  że moja córka- to taka mega samodzielna istota, a po urodzeniu młodszego brata nagle zatęskniła do pieluch i okazało się, iż to nadal bardzo małe dziecko. Więcej już rozumiała, jak na swój wiek i lepiej od brata potrafiła powiedzieć, co jej dolega——>>> patrz tutaj: STARSZA SIOSTRA- DUŻA DZIDZIA.

Później przyszedł etap, kiedy starsza córka weszła w okres buntu. Natalia była zazdrosna o młodszego brata i miała ku temu mnóstwo powodów. Tomcio, jako młodszy członek rodziny był bardzo wymagającym dzieckiem. Praktycznie nie spał i ciągle przebywał na moich rękach. W tamtym okresie starsza córka kojarzyła nas jako jedną osobę, bo gdzie mama- tam Tomek, a gdzie Tomek- tam mama——->>> patrz tutaj: KWIECIEŃ POD ZNAKIEM „SPAZMÓW” NATALII.

Nie mogłam doczekać się tego, kiedy młodszy syn skończy rok. Skończyłam karmienie piersią Tomka, ze starszą córką to karmienie jednak przebiegało o niebo łagodniej. W wieku 7 miesięcy młodszy syn zaczął raczkować, w wieku 11 miesięcy poszedł już na własnych nóżkach. Jaką ja wtedy poczułam ulgę nie do opisania! W końcu wolne ręce! Kiedy Tomek zaczął stabilnie siedzieć, pokochał kąpiele ze starszą siostrą w jednej wannie. Starsza córka lubiła wozić go głębokim wózkiem, później spacerówką. Później woziłyśmy się razem latem- ona prowadziła wózek z lalką, ja wózek z Tomkiem 🙂 Pierwszy rok z dwójką moich dzieci był piękny, ale zarazem bardzo trudny. Wiele razy miałam chwile zwątpienia, czy dam radę podołać jako matka dwójki dzieci. Dziś nie mam wątpliwości- na pewno się udało :)——->>> patrz tutaj: WZLOTY I UPADKI Z DWÓJKĄ DZIECI MATKI.

201407051159

Kolejno nastąpił etap, w którym Natalia traktowała młodszego brata, jak lalkę. Chciała decydować, gdzie Tomek teraz będzie siedział i co będzie robił. Tomek oczywiście, jako rozumna istota, tym praktykom siostry się przeciwstawiał. Lubił podchodzić do Natalii i popsuć jej budowlę z klocków lub  rozsypać puzzle. Nigdy nie mówiliśmy Natalii: „Ty jesteś starsza, ustąp”. Do tej pory, tak nie robimy, ponieważ starsza córka, to również dziecko. Tak samo ważne i tak samo może bawić się zabawką jak młodszy brat.

Wbrew przeciwnie. Zachęcaliśmy ją do wspólnych zabaw z bratem. Wspólne rzucanie piłki, odbijanie balonem, wspólne lepienie babek w piaskownicy, kąpiel w basenie u dziadka. W święta okazało się, iż nową wspólną miłością dzieci są klocki Lego. Na półce powinien stać piękny sklepik Lego Friends, zamiast niego codziennie, dosłownie dzień w dzień tworzone są nowe budowle na potrzebę chwili kreatywności dzieci.  Uwielbiają kolorować, łapią puste karki ksero z drukarki, wyciągają kredki i świata nie ma 🙂 Czasem również ściany zmieniają kolory od żółtego, niebieskiego po biurko w czarnym markerze łącznie.

Rodzeństwo to piękne relacje, ja jako dorosła kobieta chciałabym mieć więcej, niż jedną siostrę—- >>> MAGIA RODZEŃSTWA.

20150913_174600.jpg

Tomek tęskni za starszą siostrą, gdy ta jest w przedszkolu. Koło drugiego roku życia zmienił się niebywale w spokojniejsze dziecko. Gdy nie ma siostry, młodszy brat jest grzeczny jak aniołek, ładnie zje, obejrzy bajkę, pomoże załadować pralkę i posprząta zabawki. Gdy Natalia wraca z przedszkola zaczynają się psoty, hałasy, krzyki, wariactwa i tak do wieczora. Czasem zastanawiam się, jak ja tak potrafię funkcjonować w bezustannym hałasie, ale za 20 lat będzie mi tego brakowało.

2,5 roku różnicy pomiędzy dziećmi z perspektywy czasu jest na początku ciężkim zadaniem. Pogodzić dwójkę maluchów, które potrzebują tak samo  mamy. Starsze przyzwyczajone, bo mamę miało na wyłączność, młodsze od urodzenia musi się mamą dzielić. Po roku jest dużo łatwiej. Po dwóch latach jest całkiem fajnie, mogłabym rzec, że jest pięknie. Kłócą się to fakt, czasem jedno drugie szturchnie, pchnie lub uszczypnie. Na szczęście więcej jest tych dobrych momentów.

Po dwóch latach obcowania ze sobą, dzieci stają się coraz bardziej samodzielne. Młodszy brat we wszystkim uwielbia naśladować starszą siostrę. Mówi już naprawdę bardzo dużo. Lubi książeczki z obrazkami- pokazuje, gdzie jest pomidor, a gdzie dynia i słodko wypowiada ich nazwy. Potarza je zazwyczaj po starszej siostrze.

Jedynym minusem jest to, iż Tomcio nam sporo choruje. U Natalii po tygodniu kaszlu nie ma śladu, u Tomka w tym momencie zaczyna się infekcja, gorączka i zapalenie płuc przeszedł już 3 razy. Mam nadzieję, że z wiekiem jego odporność ulegnie znacznej poprawie. Niestety nijak tego nie ominiemy. Dzieci razem są praktycznie non-stop w domu, razem się bawią, razem skaczą i rozmawiają ze sobą. Potrafią razem sobą się zająć, podczas gdy ja mogę spokojnie posprzątać kuchnię lub po prostu wypić ciepłą kawę.

Mieć rodzeństwo to skarb.

2015-10-12 20.46.42

Moje 5- letnie dziecko zostanie w przedszkolu. Do zerówki pójdzie rok później.

Od listopada poprzedniego roku byłam rozdarta wewnętrznie tym, gdzie we wrześniu powędruje moja wówczas 5- letnia córka. Jasne było w sumie, że do zerówki. Dla mojej córki też było to jasne, ponieważ zapewne w przedszkolu też ją o tym zapewniano. Nie chciałam wyprowadzać jej z błędu, chociaż….

Natalia chodzi do przedszkola od 2,5 roku! Najpierw była to grupa popołudniowa 3-godzinna kilku osobowa. W kolejnym semestrze zimowym pospacerowała do 3-latków. W czerwcu nareszcie skończy 4-latki. Nie byłoby w tym nic dziwnego w większym mieście.

W naszym miasteczku jest tylko jedna grupa przedszkolna! I do jednej grupy przedszkolnej moja córka chodzi od skończenia 3 lat. Grupa łączy dzieci od lat 3 do 4. Od września będzie łączyła również 5-latki, czyli moją córkę również.

20151126_100729

W naszym zespole szkolno-przedszkolnym mamy dwie zerówki, chodzą do niej rocznikowo 6-latki. Większość rodziców „zerówkowiczów” orzekło chórem, że dzieci od września do I klasy nie pójdą.

Chciałabym, chciałabym bardzo, by moje dziecko od września poszło do zerówki (nawet na dwa lata), ale jeżeli ma być do zerówka rzekłabym eksperymentalna, bo dyrekcja wymiesza dzieci nowe 5-letnie, 6-latki, które już do klasy „0” chodziły i być może do tego odroczone 7-latki- to ja jako rodzic i nauczyciel rzecz jasna podziękuję za taką zabawę.

Wolę 3 roczniki w przedszkolu, wolę aby moje dziecko uczyło się przez zabawę, niż próbowało za wszelką cenę nadążyć w zerówce za dziećmi, które cyferki, literki znają. Wolę, aby miała równy start w szkole z własnym rocznikiem, niż gonienie z materiałem, bo tak… bo Tomek/Olek czy inny Karolek już to umie.

20150907_144527

W związku z wycofaniem 6-latków ze szkół rząd zamierza zmienić podstawę programową dla klas I-III, zamierza również wprowadzić z powrotem naukę czytania i pisania w zerówce. Zamierza również namieszać konkretnie w oświacie. Najpierw zrobiła to Platforma Obywatelska, teraz Prawo i Sprawiedliwość dokończy dzieło poprzedników.

Nie wyobrażam sobie tego, że moja córka idzie na dwa lata do zerówki, w jednym roku nie uczy się czytać i pisać, w drugim roku już tak. Albo pierwszy rok w zerówce nie uczy się czytania i pisania, idzie do I klasy i okazuje się, że dzieci rocznikowo starsze już umiejętność tą mają opanowaną, bo ktoś znów gdzieś ustawę sobie zmienił.

20160205_130944.jpg

Nie chcę, aby moje dziecko było królikiem doświadczalnym. Wolę (w sumie nie mam wyboru), aby została jeszcze rok w przedszkolu, aby ten cyrk z deka się ustabilizował. Ja się dostosuję. Pomogę mojemu dziecku. Wprowadzę jak najłagodniej w świat szkolnych murów, tym bardziej, że jestem nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej.

Wiem, że ze mną moje dziecko sobie poradzi, szlaczki przecież może rysować w domu pod okiem nauczyciela 😉 (własnego, prywatnego 🙂 Jak będzie mocno chciała nauczę ją literek i czytania. Czemu nie 🙂 Do szkoły pójdzie jako pewna siebie 7-latka!

Tomek- nasz 2-latek :)

Tomek, 10 lutego skończy 2 lata. Porównując ze starszą siostrą jego rozwój postępuje znacznie szybciej. Pomimo tego, iż nie jest jeszcze przedszkolakiem, codzienny kontakt z Natalią i innymi dziećmi sprzyja mu podwójnie.

Ostatnia sytuacja w sklepie potwierdza nasze spostrzeżenia (zakupy Tomka razem z tatą):

Łukasz z Tomkiem stoją i dyskutują w sklepie spożywczym, nagle obok rozlega się głos:

  • Myśli pan, że on taki mały i wszystko rozumie?
  • Tat! – Odpowiedział Tomcio 😉DSC_4443

Tomek ostatnio przeżywa regres związany z pozostawieniem go bez opieki mamy. Od razu cofa się do drzwi, zakrywa buźkę i nie chce się rozbierać. Ciężko go przekupić nawet słodyczami. Trzeba przeczekać, aż foch chłopakowi minie 🙂

Rozrabia nieziemsko, krzyczy, piszczy i kłóci się z siostrą. Uwielbia układać jak ona klocki Lego, te najmniejsze kawałki! Nie ma mowy, aby jedna budowla postała spokojnie dwa dni. Zaraz jest rozbierana, a w jej miejsce tworzony jest kolejny budynek. Nic nie wygląda, jak ten sklepik z katalogu. Widać, że wyobraźnia kreatywność moich dzieci nie opuszcza.

Ciężko jest mi opisać, jakie wyrazy umie wypowiadać moje dziecko, bo jest ich naprawdę wiele:

  • wskazuje i wypowiada nazwy wszystkich członków rodziny: abcia (babcia), adek (dziadek), aja (Natalka), mama, tata, ujo (wujo);
  • mówi, że Natalka jest w przedszkolu (w olu), Natalia w jego wieku nie wiedziała, co to za instytucja w ogóle jest 😉 Tęskni za nią, czeka z utęsknieniem i cieszy się, gdy wraca do domu;
  • mówi: kot, Dzinu (piesek babci);
  • próbuje samodzielnie się ubierać, nieraz protestuje i naśladując siostrę powtarza: „siama”!, choć częściej na szczęście: „ja”!;
  • zbiera zabawki czasem z pomocą, czasem bez, chętniej robi to od starszej siostry;
  • gdy coś boli pokazuje i daje do dmuchania, posmarowania magiczną maścią (niedawno cierpiał w nocy na bóle wzrostowe- nóżki bolały i się rozciągały w nocy)
  • nie ma dnia, aby Tomek nie rozlał picia, czegoś nie spsocił
12507350_990782254328115_8357976949448550171_n
Tomcio tu chciał po prostu zaparzyć kawy dla mamy ;)
  • uparty jest strasznie, trzeba go naprawdę przekonać (namacalnie), że czegoś nie wolno, że czegoś nie ma : dać dotknąć, zajrzeć, założyć i zdjąć.
  • uwielbia bajki: baj, baja!
  • nie lubi się czesać, a włoski ma już takie, że hej. Fryzjera odwiedzimy niebawem 😉
  • lub wszelkie zabawki: prócz kloców, lale, misie, figurki
  • lubi malować, próbuje wycinać
  • karmi królika i sypie karmę dla psa
  • nauka czystości idzie nam coraz lepiej. Czekam już tylko na wiosnę.

No i w marcu jak ruszy rekrutacja do najmłodszej grupy przedszkolnej od 2,5 roku na 3 godzinki dziennie popołudniowe, nie omieszkam chłopaka tam zapisać 🙂 Radę da sobie doskonale!

20151115_144646

 

 

MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ! Motto na cały 2016 rok :)

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że marzenia się spełniają- jeśli tego chcemy- na pewno spojrzałabym na niego z politowaniem i wybuchnęłabym śmiechem. Mnie marzenia miałyby się spełniać? Niby z jakiej racji?

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedziałby mi, że dokładnie za tyle lat będę miała kochającą rodzinę (w sensie męża i dwójkę dzieci), że będę chciała również mieć trzecie takie małe szczęście- popatrzyłabym na niego zdziwiona. Trójka dzieci? Śmiech na sali 🙂

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedziałby mi, że założę własną firmę, będę sama dysponować swoim czasem i robić na co dzień, to co kocham- pomyślałabym, no fajne cholera marzenia! 🙂

Nie obiecam sobie, ani wam  w 2016 roku, że będzie więcej wpisów na blogu, bo o wiele więcej fascynujących rzeczy dzieje się w świecie realnym, moim własnym. Na około mnie dzieje się tyle pięknych rzeczy, że warto tylko je łapać, nimi się zajmować i tylko je pielęgnować, aby zwykłe szare dni nie przysłoniły mi uśmiechu na twarzy.

DSC_4378

Ale tak- marzenia się spełniają! Zaczęłam je spełniać od końca 2014 roku, krok po kroku.

  • Skończyłam ulubiony kierunek studiów: edukację wczesnoszkolną z wychowaniem przedszkolnym
  • Urodziłam drugie dziecko- synka ukochanego, rozkrzyczanego mojego chaotycznego 🙂
  • Założyłam działalność gospodarczą, prowadzę zajęcia angielskiego, kursy języka niemieckiego, udzielam korepetycji indywidualnych. Na zajęcia dla grupy przedszkolnej zabieram również swoją córkę (innych podobnych przez zabawę nie ma w mojej okolicy, w sumie dla przedszkolaków żadnych nie ma, ale ja to zmienię 😉 )
  • Założyłam działalność bez dofinansowania, bez grosza przy duszy! Tak, to możliwe! Na początek pożyczyłam od dziadków 500 zł na kupno flip-charta i boom-boxa :). Mąż wziął drukarkę i laptopa na raty, aby miała na czym pracować. Liczba słuchaczy tych małych i tych dużych przerosła moje oczekiwania! 🙂
  • Wybrałam się z dziećmi na sesję zdjęciową, zawsze o takiej marzyłam! Tym samym spełniałam kolejne swoje marzenie!
  • Ze zdjęć z sesji zdjęciowej stworzyłam piękne fotokalendarze i fotoobrazy dla rodziny, a fotoobraz do naszych ścianach marzył mi się bardzo długo! Naprawdę 🙂
  • Odrzucam ludzi, którzy nie podzielają mojego entuzjazmu. Odrzucam ludzi, którzy zazdroszczą i chcą popsuć to, na co sama pracowałam dłuższy czas.

Sporo rzeczy, jak na tak krótki okres czasu:)

Marzeniem w 2016 roku jest rozwinąć moją działalność o jeszcze jedną usługę. Na razie to tajemnica, nie chcę zapeszyć. Znaleźć choć ciut czasu na pisanie na blogu. Nie będzie to pisanie zarobkowe, a „rekreacyjne”. Wywołać zdjęcia z przeszło 7 lat! Z 5.000 jednym pakietem 🙂 Uwielbiam zdjęcia! I oby ten 2016 rok nie był gorszy od poprzednika.

Życzę wam spełnienia waszych własnych, czy to małych, czy dużych marzeń. Czasem potrzeba dla nich poświęcić sporo czasu, bardzo dużo wytrwałości, czasem nerwów, czasem walki z najbliższymi o swoje własne wewnętrzne szczęście. Życzę wam siły wytrwania w waszych postanowieniach! Żeby spełniać marzenia nie potrzeba dużo pieniądzy, pieniądze przyjdą z czasem. Nie można myśleć i utrzeć się w schemacie, że to one są najważniejsze. Bo nie są :)! I wyjść ze schematu, tego się nie da… bo…

WSZYSTKO SIĘ DA. WSZYSTKO SIĘ UDA! TRZEBA MOCNO CHCIEĆ! 🙂

Sesja zdjęciowa, mam i ja :) A dokładnie Tomek i Natalka!

Dzień przed mikołajkami wybraliśmy się do przesympatycznej Ilony na sesję zdjęciową 🙂 W sumie sesję zaklepałam już w listopadzie, aby zdążyć stworzyć jeszcze przed świętami kalendarze oraz fotoobrazy na prezenty dla rodziny 🙂

Co ja się tu będę rozpisywać, sesję oceńcie sami. Jestem mega zadowolona. Wbrew pozorom, pozowanie to bardzo trudna sztuka. Uśmiech przez całą godzinę i przebieranki, co 5 minut. Efekt jest piękny!

DSC_4340 DSC_4348 DSC_4366 DSC_4370 DSC_4378 DSC_4394 DSC_4413 DSC_4431 DSC_4438 DSC_4443 DSC_4353 DSC_4451

Tworzenie fotoobrazów i fotokalendarzy było przyjemnością z profesjonalnymi fotkami od Fotografia- Ilona Buczyńska. Myślę, że w wakacje zaklepiemy jakąś sesję w plenerze, bo sesja zdjęciowa to wspaniała pamiątka! 🙂

Babeczki, które zawsze wychodzą :) Idealne na święta!

Lubmy z Natalką piec babeczki, w tym roku zaniosłam nasze wypieki na jasełka do przedszkola i będą na pewno gościć na świątecznym stole 🙂 W tym roku święta będą bardziej wychodne/ wyjazdowe, więc warto coś ze sobą zabrać.

Przepis na babeczki, które zawsze wychodzą jest dziecinnie prosty: wrzucić, zmiksować, wymieszać 🙂 A znalazłam go na opakowaniu … foremek do babeczek z Biedronki 🙂 Jeżeli macie swoje foremki, na pewno z przepisu również możecie skorzystać.

20151217_000135.jpg

Co nam będzie potrzebne?

  • 2 szklanki mąki
  • 2 średnie jajka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki śmietany (ja kupuję do babeczek tą 18%), można ją zastąpić mlekiem lub jogurtem (nie wiem, nigdy nie próbowałam)
  • 1/2 szklanki oleju
  • szczypta soli
  • ilość cukru- od dwóch łyżek do 1/2 szklanki (ja wolę tą słodszą opcję 🙂 )
  • Do ciasta można dodać bakalie, czekoladę, owoce)

Z podwójnej porcji składników wychodzi około 40 babeczek.

W dużej misce miksujemy jajka i cukier, następnie dolewany olej oraz śmietanę. Cały czas miksujemy na średnich obrotach. Następnie dodajemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i szczyptą soli. W tym momencie możemy dodać np rodzynki 🙂

Wszystko dokładnie mieszamy i przekładamy po 2-3 łyżki do nagrzanych wcześniej w piekarniku foremek do 180 stopni. Następnie w tej temperaturze pieczemy babeczki od 15 do 20 minut bez termoobiegu.

Ja jeszcze ciepłe babeczki polewam własną czekoladą i sypie kolorową posypkę.

Aby zrobić domową czekoladę wystarczy w rondelku rozpuścić kostkę margaryny lub masła, dodać prawdziwe kakao, tak ze 3 łyżki stołowe, następnie sypać cukier. Czekamy aż wszystko zgęstnieje i polewamy babeczki 🙂

20151217_000135.jpg

Nie masz pomysłu na świąteczne wypieki?

Może upieczesz metrowca? Lub całkiem bez pieczenia przyrządzisz blok czekoladowy? Albo 3BIT- nasz świąteczny hit! 🙂

BLOK CZEKOLADOWY- smak mojego dzieciństwa ;)

Pamiętam, jak mama jeszcze 15 lat temu robiła blok czekoladowy z mleka w proszku. Pamiętam ten strasznie słodki smak i chrupiące herbatniki w środku. Szukałam w internecie idealnego przepisu- na ten blok czekoladowy i znalazłam. Wspólnie z córką zabrałyśmy się za zabawę.

Blok czekoladowy– przepis:

  • 0,5 szklanki wody
  • 500 g mleka w proszku (spokojnie wystarczy 400 g)
  • 250 g masła
  • 1,5 szklanki cukru
  • 6 łyżek prawdziwego kakao
  • ok 300 gram herbatników (3 opakowania herbatników po 100 g)
  • można dodać rodzynki lub orzechy (według upodobania)

wpid-20151107_190443.jpg

My przyrządzanie bloku zaczęłyśmy od pokruszenia herbatników. Natalce sprawiało to nie lada frajdę 😉

wpid-20151107_190458.jpg

Następnie do garnuszka wlewamy pół szklanki wody, wrzucamy masło, cukier oraz kakao i mieszamy aż do zagotowania. Jak się wszystko ładnie rozpuści przystępujemy do następnej czynności.

wpid-20151107_190950.jpg

Do naszej poprzedniej masy dodajemy kolejno mleko w proszku oraz herbatniki i mieszamy aż do uzyskania bardzo gęstej masy.

Gęstą masę przekładamy do małej keksówki lub np pojemnika po lodach (myślę, że równie doskonale sprawdziłoby się na ten cel) i wstawiamy do lodówki. Czekamy aż stwardnieje.

wpid-fb_img_1446923092352.jpg

Sam blok czekoladowy, jeden kawałek jest tak słodki i sycący, że starcza na długi czas, ale chce się go jeszcze i jeszcze jeść 😉

Przepis zaczerpnęłam stąd, wyszedł mi idealny, taki jak kiedyś robiła moja mama. Przypomniał mi się smak z dzieciństwa. Blok czekoladowy jest banalnie prosty, aby wykonać go z dziećmi, lecz pod koniec, gdy masa zgęstnieje w mieszaniu musi pomóc dorosły.

 

Zwycięzcy konkursu: „Bombowa Fryzura Twojego Dziecka” ;)

12143085_944632505583516_3934665674537890100_n

Konkurs : „Bombowa Fryzura Twojego Dziecka” trwał od 15.10.2015 r. do 29.10. 2015 r. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie było polubienie profili sponsorów na facebooku, bez których nasz konkurs nie odbyłby się, zaproszenie dwóch znajomych pod plakatem konkursowym i dodanie zdjęcia Bombowej Fryzury Twojego Dziecka 😉 oczywiście.

KSIĄŻKA DO NAPISANIA – 2 NAGRODY KSIĄŻKOWE

12038393_934955116551255_2688143339226799155_n1. Zwycięzca: Pani Edyta Kasza z córką – będziecie miały dziewczyny, o czym pisać i gdzie wklejać wasze wspólne bombowe fryzury 😉
12106853_972809482762806_6714485938355817711_n2. Zwycięzca: Synek Pani Aleksandry Wachowicz 😉 Mama będzie Ci pisać i czytać ciekawe historie 😉12111922_937641332983018_1012774062563114268_n

WŁASNYMI RĘKAMI– NAGRODA: 3 PIĘKNE POMPONY

12112280_942079939172106_2946079049578364160_n

3. Zwycięzca: Córka Pani Karoliny Tomczak- na pewno się ucieszy 😉

12119136_984604781591103_2565105806628818793_n (1)

WYDAWNICTWO MD- MONIKA DUDA– 2 NAGRODY: ZESTAWY KSIĄŻEK/MALOWANEK

12141805_943704745676292_3508728742534873564_n

4. Zwycięzca: synowie Pani Katarzyny Koseckiej- udanego czytania i malowania 😉

12109250_10205355880278555_1471637477408555284_n

5. Zwycięzca: Jaś- syn Pani Patrycji Juskowiak z odkurzaczowym fryzem 😉

12079422_913191598788551_8656114013698929328_n

HANFIL- UBRANKA DZIECIĘCE– NAGRODA: CZAPKA Z NAPISEM: „NIKE”

12107808_940281756018591_4619418922496016098_n

6. Zwycięzca: Córka Pani Marleny Wędołowskiej z cudnymi warkoczami/ zaplątańcami na głowie! 😉

11167656_1758054537755331_2125066455707480027_n

ANNIAES.EU– NAGRODA: GRA MEMO

12106770_941052232608210_6895019393426435615_n

7. Zwycięzca: Mistrz ciętej fryzury 😉 Synek Pani Ani Piątek- rodzinne granie przed wami!

12140834_963044177085172_4173696807653526158_n

MISOOL.PL– NAGRODA: NIESPODZIANKA 😉

12105974_943609812352452_2947167674158105897_n

8. Zwycięzca: 3 letnia  Kasia- córka Pani Gosi Jatczak z ciekawym, kolorowym wężykiem na głowie 😉

10945577_1640903682858656_6597464492770473488_n (1)

POMOC DLA MARIKI– NAGRODA: ZESTAW KOSMETYKÓW

12107118_941279612585472_1738446406361564758_n

9. Zwycięzca: Maja- córka Pani Pauliny Popławskiej z wesołymi świderkami na głowie 😉

12118708_10207663165676507_5183113263829092920_n

I OCZYWIŚCIE NAGRODA POCIESZENIA OD ORGANIZATORA KONKURSU DLA KTÓREGOŚ  BOBASA I JEGO/ JEJ MAMY 😉

12122408_944482888931811_7343490264507616232_n

10. Zwycięzca: Pani Anna Jeziorna z córką Milenką i fryzurą a’la szczypiorek 😉

12193396_1493421597625534_4592979685920568424_n

Uwaga! Zwycięzcy w ciągu tygodnia zobowiązani są przesłać adres do wysyłki nagrody na terenie Polski w wiadomości pw na fp Kamaszkowa lub e-mailowo: kontakt@kamaszkowoblog.pl !

Niestety nie mogłam każdego nagrodzić, a szkoda. Obiecuję zrobić w grudniu mikołajkowy konkurs: „Bombowa Fryzura Twojego Dziecka” vel 2 😉 z losowaniem nagród na koniec zabawy, ponieważ sam wybór zwycięzców jest bardzo trudny, a nagród stanowczo za mało.

Jednak za te cudne nagrody pięknie dziękuję sponsorom w imieniu swoim oraz małych zwycięzców– podlinkowałam wasze strony internetowe 😉 żeby każdy mógł do was szybciej trafić 😉

Dziękuję za cudowną zabawę! Wszystkie zdjęcia i dzieciaczki były wyjątkowo piękne, a i fryzury bombowe! Do zobaczenia w grudniu. Zaczynajcie cudować już na głowach waszych dzieci ;)!!!

O JEDZENIU SŁÓW KILKA- Czyli Teksty Natalki ;)

Kolacja

Otwieram sobie puszkę szprotek w sosie pomidorowym na kolację z nadzieją, że dzieci nie będą chciały. Natalka z radością stwierdza, że tak, tak na pewno zje rybkę! Ale tak patrzy, patrzy na tą puszkę i po chwili komentuje:

  • Tak, mama, lubię taką rybkę dla piesków!

Haha, normalnie wbiło mnie w podłogę. Moje dziecko kojarzy puszkę jedynie z żarciem dla psa 😉 Po chwili dodaje:

  • Mama, a sama złowiłaś te rybki?

Prawie umarłam ze śmiechu na miejscu.

Takie uśmiechnięte sztućce dostaniecie w sklepie: http://ostry-sklep.pl/p/32/3017/sztucce-dla-dzieci–sztucce.html – masywne, zarówno bardzo lekkie. Nie do zniszczenia i wygięcia przez małe rączki. inwestycja/ prezent na lata. Producent: Berghoff

Przed wyjściem do przedszkola

  • Mama, ja nie lubię surówek w przedszkolu…..

A czemu nie lubisz surówek w przedszkolu? Niedobre są?

  • Tak, niedobre… Nie smakują mi wcale…

Ale przecież Ty lubisz i marchewkę- zaczynam wyliczać

  • No i ogóreczka! Ogóreczka też lubię i takie surówki powinny być w przedszkolu właśnie! No i płatki, bo płatków w przedszkolu nie ma….

Coś mi się dziecko zaczęło skarżyć na jedzenie w przedszkolu po zmianie reformy żywnościowej 😉

wpid-20151102_201548.jpg

Tomek, młodszy brat na szczęście nie wpadł jeszcze w fazę buntu: „nie lubię” lub „nie chcę”. Częściej od siostry krzyczy: „AM” 😉

20151102_201529

NAKAZ ZAPŁATY OD RDGIF i CED- Przedsiębiorco nie płać! To jawne wprowadzenie w błąd!

Od 1 października prowadzę własną działalność gospodarczą. Zostałam poinformowana tu i ówdzie, że założenie własnej firmy jest całkowicie darmowe oraz to, iż wpis do CEIDG również jest darmowy. Po 5 dniach otrzymałam nakaz zapłaty od RDGIF na kwotę 195 zł za wpis do Rejestru Działalności Gospodarczych i Firm. Z kolei nakaz zapłaty od CED otrzymałam po 3 tygodniach na kwotę 195 zł.

Pierwszej faktury od RDGIF nie opłaciłam, wiedziałam, że to oszustwo. Tym bardziej, gdy ujrzałam odbitą pieczątkę z napisem: Rejestr Działalności Gospodarczych i Firm RDGIF. Żadnego imienia i nazwiska na tejże pieczątce, nawet żadnej parafki. Zabrakło mi w piśmie od RDGIF daty napisania tejże korespondencji oaz danych adresata, który to pismo mi wysłał. Dane widnieją dopiero na odcinku do zapłaty. Postraszyło mnie jedynie to, że list przyszedł aż ze stolyycy ;), lecz nie był polecony. W sumie pomyślałam, że o ile miałaby być to prawda, przysłaliby później upomnienie za nieopłaconą fakturę.

20150227kpp1
ilawatv.pl

Mija 3 tydzień mojej działalności, wyciągam ze skrzynki na listy kolejną kopertę z napisem CED z nakazem zapłaty. Zdziwiło mnie bardzo, iż ulica adresata jest inna, niż na poprzedniej kopercie.  Znów pieczątka, znów czerwona! Z napisem: „Starszy referent ds. rozliczeń„, tym razem z parafką, aby ładnej wyglądało. Już z datą i nazwą firmy w nagłówku po lewej stronie i z wypisaniem adresatów niniejszego pisma. Czyli nie jet to upomnienie za poprzednią nieopłaconą fakturę. Następni naciągacze liczą ode mnie na wpłatę. Ci za to napisali nr wniosku, który rzekomo złożyłam 1 października otwierając działalność gospodarczą. UPS POMYLILI SIĘ! 😉 Działalność otworzyłam kilka dni wcześniej z datą rozpoczęcia- 1 października. 

Przyjrzałam się jeszcze raz obydwu pismom. Zarówno jedna fałszywa firma, jak i druga powołują się na ten sam artykuł ustawy (art. 2 ustawy z dnia 2 lipca 2004r. Dz. U. Nr 47, poz. 278, z późn. zm. 1), ale zmieniając na koniec zdania nazwę rejestru/ewidencji:

  • RDGIF pisze o utworzeniu Rejestru Działalności Gospodarczych i Firm
  • CED pisze o Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczych

wpid-20151027_130611.jpg

wpid-20151027_130646

W piśmie od RDGIF na pionowym pasku wzdłuż strony możemy przeczytać, iż firma zachęca nas do płatności poprzez polecenie zapłaty oraz to, iż klient wyraża zgodę na otrzymywanie dwóch faktur, w cenie 195 zł zawarta jest Proszę Państwa opłata za wpis do rejestru i ….. .honorarium za udzielenie licencji do programu WDjoin (18%VAT).

Jak to powiedziałby Ferdynand Kiepski: „Po prostu chamstwo w Państwie”. Inaczej nie umiem podsumować tego wpisu, jak słowami znanego aktora grającego w sitcomie Kiepscy.

I jeszcze jedno:

Prawdziwa Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej znajduje się na tej stronie:  https://prod.ceidg.gov.pl/– znajdziecie tu każdą zarejestrowaną firmę, wpis do ewidencji jest całkowicie darmowy.

A tu są strony firm, którzy żerują na nieświadomości przedsiębiorców:

Niby rejestr i ewidencja firm jest, niby strona internetowa firm jest i wszystko wydaje się być w porządku, ale po co płacić za coś, co jest darmowe? Za coś, za co nigdy nie powinniśmy ponosić opłaty?

Przedsiębiorco nie płać, nakaz zapłaty od RDGIF i CED to oszustwo!!!

KSIĄŻKA DO NAPISANIA- każdy z nas może być jej autorem;)

Niedawno stałam się użytkowniczką Książki Do Napisania. Z wierzchu wygląda jak każda inna książka, lecz jest w niej coś szczególnego. Książka jest cała pusta! To, co będzie w środku zależy tylko ode mnie i od Ciebie- czyli jej autora! Książka Do Napisania jest doskonałym pomysłem na księgę pamiątkową, przepisy lub choćby album do zdjęć. Każdy może z nią zrobić, co zechce. Ja zaprezentuję Wam dziś, jak zaczęłam ją uzupełniać i co się w niej znalazło.

12049542_925563104179865_6047453471711146692_n

wpid-20151013_235957.jpg

Zawsze zastanawiałam się, jacy byli moi pradziadkowie. Babcia częściej opowiadała o swoich rodzicach, niż o dziadkach. Nie wiem, gdzie mieszkali, nie wiem jak się nazywali i gdzie są pochowani. Nie znam historii rodzinnych dalszych, niż do linii moich dziadków od strony mamy. Moje dzieci mają to szczęście, że jeszcze pakiet z mojej strony pradziadków mają i być może będą ich pamiętać. Za to nie będą pamiętać mojej mamy, która zmarła, gdy Natalia miała 2 lata, gdy byłam z Tomkiem w 3 miesiącu ciąży.

Książka do Napisania otworzyła mi oczy i serce- dosłownie. Będą w niej same piękne historie, które pamiętam: święta rodzinne, zdjęcia z dzieciństwa, rodzinne przepisy: Metrowiec i sernik babci- przekazywane z pokolenia na pokolenie, zdjęcia moich dzieci z dziadkami i pradziadkami. Historie rodzinne mojego męża (jego dziadek pochodził z Rosji).

Mam zamiar na święta podarować taką Książkę do Napisania moim dziadkom z prośbą, aby opisali w niej, to co chcieliby, abym ja następnemu pokoleniu przekazała. Dziadkowie przeżyli II wojnę światową, lata komuny, babcia pracowała jako księgowa, dziadek był inżynierem. Chciałabym, aby opisali dzieciństwo mojej mamy, bo nie ma już jej na tym świecie.  Mają bogate doświadczenie życiowe- chciałabym, aby dzięki tej książce również poczuli, że coś po sobie mogą nam młodym zostawić. Pamięć o nich zawsze będzie w nas żyć.

wpid-20151014_000049.jpg

Książka do Napisania posiada sztywną okładkę, co ułatwia jej użytkowanie i przechowywanie. Posiada zakładkę, dzięki której można zaznaczyć ciekawy rozdział, którego autor nie skończył jeszcze pisać 😉 W książce mamy również czystą, sztywną kartę z liniaturą, aby pisało się prosto i bez żadnych śmiesznych „zjazdów”. Kartę wkładamy po prostu pod kartkę, na której zamierzamy pisać.

Ja w Książce Do Napisania napisałam swoje rozdziały i podrozdziały. Dodałam numerację stron oraz spis treści na koniec książki. Podczas pisania złapałam się na tym, że tu nie można edytować, tego co się napisało. Tu nie ma opcji usuń, nawet mnie blogerce i nauczycielce zdarzają się byki i śmieszne połączenia wyrazów. Napisałam np. że uwielbiałam, gdy babcia robiła mi na śniadanie w dzieciństwie jajecznicę na masełku, a do tego mizerię uwaga! Ze śmietaną 😉 Wiadomo przecież, że mizeria ze śmietaną jest heh. Lub np. „włosie anielskie” na choince zamiast włosy. Ludzką rzeczą jest się pomylić, więc dzieci w przyszłości będą miały z czego się pośmiać.

Pisząc książkę miałam wrażenie, że opisywałam zdarzenia z przed 50 lat. Teraz święta rodzinne jednak inaczej wyglądają, nie ma już tej cukierni i takich pączków, o których pisałam moim dzieciom. Nie ma tych gum z naklejkami po 20 groszy, które wykupywaliśmy z dzieciakami tonami, tylko dla tych naklejek z Donaldem, bo gumy były po prostu twarde i po chwili traciły smak oraz robiły się gorzkie.

Książka Do Napisania może być pomysłem na świetny, oryginalny prezent. Może być formą terapii, aby przypomnieć sobie i przeanalizować najlepsze i najszczęśliwsze chwile w życiu. Dzięki tej książce pobudzimy swoją wyobraźnię, pamięć oraz kreatywność. To my- jej autorzy decydujemy, co w niej się znajdzie. Pisałam kiedyś wiersze i opowieści, może do tego wrócę? Może zawrę, to co mam pospisywane w starych zeszytach w tej książce?  Książkę Do Napisania trzeba po prostu mieć- dla samego siebie. Dla refleksji, dla przyszłych pokoleń i dla tej sentymentalnej chwili, która zapisania na kartce papieru nadal trwa w naszej pamięci!!! 

wpid-wp-1444836619765.jpg

wpid-wp-1444837031415.jpg

5 KONT NA INSTAGRAMIE, które lubię obserwować :)

Instagram- portal polega na wrzucaniu zdjęć  z ciekawych miejsc, uchwyconych chwil i spontanicznych spotkań. Zdjęcia możemy oznaczać hashtag’ami (tzw. znacznikami), dzięki którym możemy zawierać znajomości i obserwować zupełnie obce osoby. Aplikację najlepiej zainstalować na smartfonie, laptop nie oddaje już tak magii tego portalu. 

  1. patuhall- opowieść w fotografiach o codzienności, miłości, białaczce. Dwie dziewczynki- siostry. Młodsza Aniela czekająca na mamę i siostrę Franię walczącą z białaczką, kiedy w końcu opuszczą szpitalne mury. Bardzo ujęła mnie ich historia. Piękne, urocze zdjęcia. Mama dziewczynek prowadzi również bloga tutaj.
  2. ciazaicalaresztablog- tego bloga znają chyba wszyscy, którzy losem blogowych dzieci się interesują. Aga, niegdyś walcząca o upragnioną ciążę- zostaje wynagrodzona potrójnym szczęściem. Losy trojaczków możecie śledzić na Instagramie oraz na blogu Agi tutajSwoją drogą nie wiem,  jak Aga znajduje na to wszystko czas 😉
  3. bunnymama-  żeby nie było, że tylko dzieci- to jest profil typowo króliczy 😉 4 króliczki: Rambo, Olive, Eddy i Marbles zostały uratowane ze schroniska. Zwierzęta są piękne, nie raz z córką oglądając filmiki na Instagramie śmiejemy się z małych milusińskich. Na ich stronie tutaj znajdziecie informacje o hodowli królików oraz ich codziennej pielęgnacji. Okazuje się, że króliki wcale nie muszą siedzieć non stop w ciasnej klatce!
  4. BBcbwarszawa.pl– zdjęcia na których ukazane jest normalne życie warszawiaków- w autobusie, w tramwaju, na stacji metra i na imprezach okazjonalnych w najpopularniejszych miejscach w Warszawie. Na profilu przedstawione są oryginalne nazwy ulic i blokowiska, czyli wszytko, z czym zwykłemu zjadaczowi chleba- Warszawa się nie kojarzy.
  5. sucharcodzienny– ten profil lubię zarówno na Instagramie i na Facebooku, uwielbiam te trafione żarty i sytuacje, które przedstawione są na licznych zdjęciach/ obrazkach. Zawsze, gdy tylko przeczytam suchara, uśmiech nie schodzi mi z buzi przez następną godzinę- nie wypada nie lubić! 😀

A Kamaszkowo znajdziecie na Instagramie pod linkiem aga_kamaszkowo– zapraszam 😉

A do jakich profili najbardziej lubicie wy zaglądać na Instagramie? Podzielcie się propozycjami w komentarzach! Zostawcie również link do swojego bloga/fanpage lub do Instagrama właśnie!

PARAPETÓWKA W KAMASZKOWIE- WYNIKI! Kto Wygrał Książkę Do Napisania? ;)

Pierwszy konkurs na nowej stronie internetowej bloga za nami! Wyniki miały być wczoraj, lecz drukarka zrobiła strajk, więc dziś manualnie je ogłaszamy!

Zwycięzcę wylosował jeden z głównych bohaterów bloga- prawie 20 miesięczny Tomcio. A oto fotorelacja z losowania!

WSZYSTKIE LOSY PRZYGOTOWANE:

wpid-20151004_183447

NASTĘPUJE LOSOWANIE:

wpid-20151004_183503

WSTĘPNE TARMOSZENIE LOSU 😉

wpid-20151004_183546

KSIĄŻKĘ DO NAPISANIA WYGRYWA!:

12049542_925563104179865_6047453471711146692_n

wpid-20151004_183608

PANI GOSIA JATCZAK! 

GRATULUJEMY! 😀

PRZEDSIĘBIORCA- Czyli jak zostać szefem samego siebie ;)

Od 1 października 2015 roku prowadzę własną działalność gospodarczą- co najdziwniejsze, nie startuję z żadnym dofinansowaniem na plecach. Nie chodziłam i nie prosiłam rodziny o poręczenie bezzwrotnej pożyczki. Chcę od początku spróbować własnych sił w prowadzeniu firmy. Przedsiębiorca to ja!

Udzielaniem korepetycji zajmuję się już od kilku lat, w trakcie studiów zaczęłam w ten sposób dorabiać. Doświadczenie jako nauczyciel w szkole i w prowadzeniu kursu językowego mam, niedługo też będę miała uprawnienia nauczyciela wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej. Lubię prowadzić zajęcia, których adresatem są dzieci, uwielbiam towarzystwo najmłodszych i tą ich ciekawość świata! Nigdy nie lubiłam zajęć z utartym schematem. Lubię nowoczesne metody nauczania i własnie to, plus brak stałej pracy oraz brak jakichkolwiek perspektyw dla dzieci w moim miejscu zamieszkania pchnęło mnie do założenia swojej na razie jednoosobowej firmy: Mobilnego Centrum Edukacji 😉

logo firmy

Założenie własnej działalności to są tylko dwa proste kroki- rejestracja firmy w urzędzie gminy, w której jesteśmy zameldowani i wizyta w ZUS- ie apropo wybranego ubezpieczenia.

Niektórzy gratulują mi sukcesu otwarcia działalności gospodarczej, a tak naprawdę to dopiero początek mojej ciężkiej, krętej drogi! To ja muszę wyrobić markę jako przedsiębiorca i ja muszę zmienić mentalność, że jednak języki obce dla najmłodszych są bardzo ważne (także ten omijany szerokim łukiem niemiecki). Marzą mi się zajęcia języka angielskiego dla bobasa 😉

W planach prócz zajęć językowych, chciałabym wprowadzić do oferty zajęcia kulinarne z prawdziwego zdarzenia dla dzieci i rodziców połączone z nauką zdrowego odżywiania, zajęcia terapeutyczne oraz masę innych praktycznych umiejętności, które dzieci będą mogły wynieść właśnie z mojego mobilnego centrum! Centrum jest mobilne, bo na dzień dzisiejszy nie posiada własnego lokalu.

Mam masę pomysłów, pomysły po prostu rozsadzają mi głowę- czas zacząć je realizować! Samej lub z pomocą innych osób! Wierzę, że mi się uda. Trzymajcie za mnie kciuki! 🙂

Mam kilka ról w życiu, z którymi się utożsamiam- matka, żona, nauczyciel, blogerka ;), od teraz przedsiębiorca oraz księgowa w jednym, na pewno też logistyk od zarządzania czasu nocą (bo to wtedy zazwyczaj, gdy dzieci śpią, przychodzą do głowy najlepsze pomysły!

PARAPETÓWKA W KAMASZKOWIE ;)

KAMASZKOWO WCZORAJ PRZEPROWADZIŁO SIĘ NA SWOJE!  Z tej okazji odbędzie się parapetówka. Trzymajcie się mocno, bo imprezka będzie niezapomniana 😉 A na koniec zorganizowana zostanie loteria i ktoś z was wygra cudną nagrodę! Rozgośćcie się! Parapetówka na Kamaszkowie trwa cały tydzień!

ca7f1025779_wyborna_parapetowka_milordzie

Jest mi niezmiernie miło ogłosić, iż sponsorem dzisiejszej imprezy jestKsiążka do napisania„- musicie szybko polubić ten profil.

Witam również na parapetówce wiernych znajomych fanów Kamaszkowa, jak również tych nowo przybyłych! „Rozpłaszczcie się” i zapraszam na salony kochani, na salony! 😉

Jak widzicie blog się zmienia, zmienia się dla was! Doszły nowe działy, starsze zostały doprecyzowane. Na stronie internetowej jest nowy system komentowania: disqus– będzie on dużo łatwiejszym narzędziem, ponieważ możecie zalogować się do niego za pomocą facebooka, a ja komentarzami nie pogardzę.

Jest też nowy szablon, dwie nocki i dwa dni poświęciłam, aby porządnie wyglądał, choć poprawki w postaci fajnych wtyczek na pewno naniosę 😉 Mam nadzieję, że szablon jest czytelny i nie razi w oczy. Pozostało mi popracować nad logiem oraz nad innymi szczegółami.

Tak więc, otwieram symbolicznego szampana i zostawiam wam do dyspozycji nową odsłonę bloga! Ale… Ale… W ramach prezentu od każdego z was… W końcu to parapetówka, z pustymi rękoma się nie przychodzi kochani! Poproszę każdego z was o zostawienie jednego komentarza pod tym postem! Za dokładnie tydzień ze wszystkich waszych komentarzy wylosuję jedną osobę, która otrzyma piękną, nową książkę do napisania! I będzie mógł/a tam napisać, co tylko zechce! 🙂 Napiszcie kochani, czy nowa odsłona bloga wam się podoba, co zmienilibyście? Napiszcie od kiedy śledzicie Kamaszkowo i koniecznie polubcie profil sponsora tej naszej imprezy!

12049542_925563104179865_6047453471711146692_n

12004771_916669888402520_6597153984925740730_n

Zostawiam Wam TOP 10 najpopularniejszych wpisów na Kamaszkowie ever! 

Zapraszam do komentowania, polubienia profilu sponsora, polubienie oczywiście Kamaszkowa i wygrywania! 😉

POBYT DZIECKA W SZPITALU Z RODZICEM. Czyli jak szpitale robią biznes na chorobie dziecka!

Co jest najgorsze w pobycie dziecka w szpitalu? Na pewno najgorsza jest wiadomość o tym, że nasze dziecko potrzebuje hospitalizacji. Lekarz rodzinny rozkłada ręce i mówi, że on ambulatoryjnie już nic nie może. W szpitalu zrobią szereg badań, dołączą potrzebny antybiotyk. Mało mówi się o tym, że pobyt dziecka w szpitalu z rodzicem kosztuje. Straszna jest myśl o tym, żeby zostawić dziecko na oddziale dziecięcym samo, więc rodzic pakuje torbę, bierze bezpłatny urlop w pracy, ewentualnie zwolnienie na dziecko i kieruje swoje kroki do szpitala.

W szpitalu: dzień dobry, proszę podpisać zgodę na leczenie dziecka i zapoznać się z regulaminem oddziału. W regulaminie jasno zapisane jest, że „usługa hotelowa” jest płatna. A ile taka usługa hotelowa kosztuje? Każdy szpital cenę narzuca sobie sam. Kwoty wahają się w poszczególnych szpitalach od 15 zł + vat za dobę. Im wyższy szpital rangą tym ceny windują do 50 zł +vat. A oto autentyczne wypowiedzi mam na fanpage, którym zadałam pytanie o tą kwestię.

Pani Patrycja: Jeśli korzystam z łóżka razem z dzieckiem to nic nie płacę, jeśli natomiast chcę osobne łóżko to 20 zł plus 20 zł jedzenie, teoretycznie mama ma wybór, czy chce samo łóżko czy łóżko i wyżywienie, ale w praktyce to musi wziąć łóżko i jedzenie co w sumie daje 40 zł za dobę… Masakra…

Pani Gosia: U nas płacisz tylko za łóżko to od 20 zł do 35 zł. W zeszłym roku byłam z dzieckiem w Istebnej to płaciłam 55 zl za dobę

Pani Aga: W Warszawie płaciłam 25 zł w MSW karmiłam piersią . Placiłam za pościel. W Olsztynie 15 zł za pościel .

Pani Klaudia: Toruń: jeśli ktoś łaskawie uświadomi matkę, że ma w ogóle taka możliwość skorzystać z hotelu „szpitalnego” to 25 zł za dobę. Nie ma nigdy miejsc i generalnie śpi się na fotelu. Przynajmniej na chirurgii 😉

Pani Joanna: u nas 40 zł z wyżywieniem

Z komentarzy mam również wynikało, iż brakuje informacji personelu o tym, czy matka niepełnosprawnego dziecka może mieć pobyt bezpłatny. Matka karmiąca również nie powinna za dobę hotelową płacić, W końcu 2- miesięczne niemowlę potrzebuje pokarmu mamy! Więc pobyt matki jest mu niezbędny! To podobno zawarte jest w karcie praw pacjenta.

20150516_200332
Kamaszkowo- archiwum prywatne

W szpitalu dziecięcym w Olsztynie do godziny 20:00 rodzic przebywa z dzieckiem na krześle. Dopiero od tej godziny może wyjąć i położyć się na łóżko polowe. Cena takiego komfortu to 15 za dobę. O godz. 6:30 łóżko polowe trzeba natomiast szybko schować.

Zastanawiam się, czy cena pobytu rodzica na oddziale rzeczywiście przekłada się tak na rachunki. Bez uregulowania rachunku za „doby hotelowe” rodzic nie otrzymuje wypisu. W szpitalu za tygodniowy pobyt możemy zapłacić około 100 zł. Do tego dochodzi płatna telewizja. Zazwyczaj wygląda to tak, że odbiorniki telewizyjne udostępnia dla pacjentów szpitala firma zewnętrzna.

Gdy „kasa” jest przepełniona tak, że automat nie przyjmuje pieniędzy lub przyjmuje pieniądze i telewizja nie włącza się lub nie działa jak powinna- pielęgniarka oddziałowa ma za zadanie zadzwonić do firmy zewnętrznej (zazwyczaj do sieci tv kablowej 😉 )- przynajmniej tak było w moim przypadku. Człowiek wrzucił 6 zł a tu nic…. Pan z firmy pofatygował się za dwa dni jak szpital opuszczałam.

Zazwyczaj cennik płatnej telewizji w szpitalu prezentuje się następująco:

2 zł – 1 godzina, 4 zł– 2 godziny, 6 zł– 4 godziny, 8 zł– 16 godzin, 10 zł– 24 godziny- A wiadomo ,w szpitalu nudno jak diabli, rodzic jeszcze znajdzie sobie zajęcie w postaci książki, gazety lub fb w smartfonie, ale uziemione dziecko w łóżku chciałoby obejrzeć bajkę na ulubionym programie.

Pani Beata:  Największa dla mnie masakra to płatna telewizja z 1 kanałem z bajkami 2 zł godzina lub 12 zł dzień. Syn dziennie 5-6 kroplówek i miał leżeć nieruchomo, bo wypadały i 4 raz miał zakładane od nowa, a tu nawet nie było, co puścić a żeby zebrać te 2 zł to kupowałam cokolwiek choćby skarpetki bo rozmieniać nie chcieli 🙁

Pani Ania: W Szpitalu Powiatowym w Zawierciu rok temu płaciłam za dobę 10 zł. W zamian nie oferowano nic. Pierwszą noc przespałam na podłodze (byłam w 3 mcu ciąży), później spałam na materacu. O telewizji mogłam zapomnieć 😛 Wprawdzie na ścianach wisiały wypasione płaskie odbiorniki ale cały system był niepodłączony i telewizja nie działała.

Któraś z mam napisała, że tylko w Polsce opiekun musi płacić za telewizję w szpitalu, absurdem jest na dodatek to, iż więźniowie oglądają ją bezpłatnie! Najtańszy abonament radiowo- telewizyjny (gdy opłacimy cały rok z góry) wynosi 6,50 zł za cały miesiąc, w szpitalu opłata wynosi 10 zł za dobę!!! Przebitka niemała co nie? Nawet jeżeli w trakcie pobytu „użyczamy odbiornik”. Można policzyć, ile firma i szpitale zarabiają na rodzicach z chorymi dziećmi na oddziałach dziecięcych.

wpid-20150910_114609.jpg
Kamaszkowo- archiwum prywatne

Odpłatność za dobę hotelową- wiadomo, po jednej nocy na krześle każdy rodzic chciałby choć ciut normalności w postaci łóżka lub materaca do spania. Płatna telewizja- ładny biznes, ładny, jak porównamy nawet z abonamentem telewizji na platformach. Jest jeszcze kochani parking! Oczywiście płatny parking!

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy nasze dziecko czeka dłuższy pobyt w szpitalu, za dobę hotelową zapłacimy 20 zł bez wyżywienia, dokupimy sobie to jedzenie w nietanim! sklepiku szpitalnym, wrzucimy co dzień monetę do tv, bo dziecko płacze za bajką i zapłacimy 25 zł za dobę na parkingu, bo przyjechaliśmy do szpitala specjalistycznego oddalonego o 200/ 300 km!

W Szpitalu Dziecięcym w Olsztynie pierwsze 10 minut parkowania jest darmowe. Pierwsza rozpoczęta godzina kosztuje 2,50. Zanim tatuś wdrapie się po torby rodziny, zniesie dziecko, wpakują się do samochodu + dziecko do fotelika, symboliczne 10 min szybko minie niepostrzeżenie. A jeżeli mama sama z dzieckiem na oddziale przebywa zejście obładowaną potrwa o wiele dłużej. 25 zł kosztuje doba jeżeli zaparkujemy pod szpitalem w Olsztynie na tydzień…..

20150228_174853
Kamaszkowo- archiwum prywatne

Mama Mariki: Szpital specjalistyczny we Wrocławiu: Jeśli chodzi o parking to pierwsze 20 min jest a darmo, potem godz. 4 zł, a doba 40 zł. Ja za wyżywienie nie płaciłam, bo śniadania nigdy nie jem, obiad pani mi dawała-mimo że się nie należy a na kolację mąż przywoził mi kanapki.-  Marika jest niepełnosprawnym dzieckiem.

Tak było jak leżałam z Mariką,rodzice którzy przyjechali z Jeleniej Góry,to mama spała z córką na sali, a ojciec w aucie, bo nie pozwolili mu spać nawet na krześle w szpitalu.

Podsumowując kochani, aby położyć się z dzieckiem do szpitala, rodzic musi trzymać się ostro na portfel, bo na każdym kroku czeka płatna pułapka.  Trzeba mieć zdrowie i pieniądze, aby w naszym kraju chorować.

Choć zdarzają się „ludzkie” przypadki szpitali. Takie, które opłat za dobę hotelową nie pobierają. Takie, w których własny materac nie jest problemem. I takich szpitali jak poniżej zachwalone przez opiekunów, sobie jak i wam serdecznie życzę! 🙂 :

Matka Muszkieterów: U nas w szpitalach to jest inaczej, otóż płaci się za łóżko hotelowe dla siebie ale tylko i wyłącznie jak się go zażyczy, jeśli kogoś nie stać płacić za dobę 25 zł to może bez żadnych problemów przynieść swój materac ,krzesło czy też leżak i bez problemu mieć to na sali. Nie płaci się za łóżko dziecka, bo za pobyt płaci NFZ , owszem są też oddzielne hotelowe pokoje dla matek w szpitalach, czy rodziców którzy z daleka przyjeżdżają we dwoje .
A na oddziale dziecięcym gdzie przebywanie z dziećmi to obowiązek rodziców- są toalety i prysznice dla matek, czy ojców, kuchnia z lodówką ,kuchenką ,mikrofalówka, czajnikiem i nawet stół i krzesła przy których rodzice mogą zjeść posiłek ,dla dzieci nawet w takiej kuchni kącik do zabawy.

Pani Julita: Zależy, który szpital u nas. Bo są takie gdzie nie pobierają nic, a są takie gdzie 7 zl kosztuje doba.

Mama Mariki: Ja jako matka niepełnosprawnego dziecka za łóżko nie płacę.Przynajmniej tak było jak byłam z Mariką w szpitalu jak miała operację.

A komentarz Pani Beaty niech będzie ukoronowaniem całego artykułu:

W Gdyni nie płaci się nic. Łóżka polowe, nie najgorsze nawet. W drugim szpitalu są fajne rozkładane fotele. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby żądać pieniędzy od zatroskanego rodzica!

BOHATER- ROLA DZIECKA W RODZINIE ALKOHOLOWEJ. Dalsza opowieść na podstawie własnych doświadczeń.

  • Czy bohater ma szansę zmienić swoje życie na lepsze? Dalsza opowieść na podstawie własnych doświadczeń.

W pierwszej części  opisałam wam moją alkoholową rodzinę, o tym, jak jako dziecko tłumiłam w sobie emocje, a po cichu odgrywałam rolę bohatera. Bohater towarzyszy mi nadal i pomógł mi przezwyciężyć wiele trudności w życiu. To dzięki roli bohatera tak wiele osiągnęłam!

Pani psycholog bardzo namawiała mnie na studia dzienne i na wyjazd z rodzinnego miasta. Zabrała mnie na meeting DDA organizowany przez jedno ze stowarzyszeń. To wydarzenie rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Okazało się, że pani psycholog również jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Na spotkaniu usłyszałam opowieści ludzi, którzy poprzez błędy popełniane naśladując własnych rodziców alkoholików, zniszczyli swoje życie i tym samym swoim nowym rodzinom. Jedni wpadli w szpony złudnego nałogu alkoholizmu, drudzy żyją w toksycznych związkach, jeszcze inni skomplikowali sobie życie, nie wierząc w to, że może czekać na nich lepsze życie.

Byłam na trzech takich spotkaniach, jeszcze wtedy nie odważyłam się zaufać obcym osobom, aby opowiedzieć im swój życiorys. Moja historia w obliczu ich doświadczeń, wydawała mi się błaha. Z drugiej strony, wracając z tego ostatniego trzeciego spotkania, przyrzekłam sobie, że zmienię swoje życie. Zdałam maturę z rozszerzonego języka niemieckiego i zaczęłam studia dzienne w zupełnie innym mieście i w zupełnie innym otoczeniu. Dziś wiem, że w kierunku języka pchnęły mnie osoby trzecie, ja do końca nie wiedziałam, co dokładnie chcę robić w życiu.

Wyjechałam i rozpoczęłam samodzielne życie odcinając się w zupełności od współuzależnionej rodziny. Nie raz, gdy babcia (mama matki) telefonowała i zamierzała zdać mi relacje z sytuacji jaka panuje w rodzinie, ja protestowałam. Nie chciałam wiedzieć. Czasem wracałam na weekendy, później zaczęłam wracać coraz rzadziej. Zauważyłam, że w akademiku sama, czuję się bardziej bezpieczna i spokojniejsza emocjonalnie, niż w domu rodzinnym.

Gdy skończyłam licencjat, wróciłam w okolice miasta rodzinnego i założyłam z mężem rodzinę. W dalszym ciągu walczyłam o swój wewnętrzny spokój, aby nikt z osób trzecich nie próbował go zakłócić. Dziś myślę, że tylko odwaga wewnętrznego bohatera pozwoliła mi to wszystko odeprzeć. Nadal podczas wizyt u dziadków oraz podczas rozmów telefonicznych mozolnie i do skutku tłumaczyłam im, że nie interesują mnie rodzice, że ja mam własne życie, własne problemy i jedynie na tym chcę się skupić. Mąż oraz jego rodzina próbowali zrozumieć moje postępowanie, z czasem zrozumieli, gdy zaczęłam odkrywać „karty przeszłości”. Mąż mój miał nadzieję na zmianę teściów, ja już tej nadziei nie miałam i z tym było mi lepiej żyć. Ja już nie żyłam niespełnionymi obietnicami bez pokrycia w realnym życiu. Przestałam się łudzić, stało się to dla mnie obojętne, jaki los spotka moich rodziców.

300_0_productGfx_112a52154f4dab77db7e636328fee98b

Gdy córka miała rok, zaczęłam pracę jako nauczyciel języka niemieckiego. Jako matka i jako nauczyciel zaczęłam dostrzegać wiele zależności, które łączyły mnie z moją rodzicielką. Spełniłam marzenie (nie swoje) mojej matki, otrzymując dyplom licencjata z języka niemieckiego. Zaoferowała mi swoją pomoc w opiece nad wnuczką, choć wiedziałam, że nie zawsze będę mogła na niej polegać, zgodziłam się. Wiedziałam jaką radość sprawia jej opieka nad wnuczką. Odwiedzałam ją jedynie w momentach, gdy wiedziałam, że jest trzeźwa. Dyskutowałyśmy często o języku i o macierzyństwie. Ja opowiadałam jej o poczynaniach wnuczki, ona wspominała mnie i moją siostrę w dzieciństwie. Zrozumiałam, jak było jej ciężko i motywy jakie być może kierowały nią w chorobie alkoholowej. Tylko dlatego, że przyjęłam jej role, byłam świadoma postępowania alkoholika i syndromu DDA. Zdążyłam ją zrozumieć i jej wybaczyć.

300_0_productGfx_1d315eaa7b7255b102de6ef630f1d509

Gdy córka miała skończone 1,5 roku oznajmiłam mojej mamie jako pierwszej po mężu, że prawdopodobnie spodziewam się jej drugiego wnuka. To ona poszła ze mną po wyniki badań, czy rzeczywiście jestem w ciąży. Złożyłam jej gratulacje, że zostanie znów babcią prędzej, niż ona mi, że jestem w odmiennym stanie.

Byłam w trzecim miesiącu drugiej ciąży, gdy dowiedziałam się o śmierci matki. Wszyscy zakładaliśmy zawał, wylew…. Śmierć przyszła tak nagle. A jednak: zatrucie alkoholem etylowym. Ja natomiast zamiast rozpaczy, złości, odrzucenia, poczułam spokój. Spokój jak nigdy dotąd. Wiedziałam, że znów pewien etap w moim życiu się zamknął. Wiedziałam, że teraz może być tylko lepiej.

300_0_productGfx_2fdbe9ee79341487994aa37ef0027f87

Gdy urodził się syn, rozpoczęłam procedurę odrzucenia spadku (w tym długów) w imieniu swoim i swoich dzieci, chciałam doprowadzić sprawy do końca. Choć osoby w moim otoczeniu pukały się w głowę, po co mi to wszystko. Wypracowałam poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji w moim osobistym życiu dla siebie, dla dzieci i zabezpieczyłam nasz spokój na kolejne kilka bądź kilkanaście lat. Z ojcem od śmierci matki nie utrzymuję kontaktu. Nie bronię mu kontaktów z wnukami, pod jedynym warunkiem: trzeźwości. Nie chcę, aby moje relacje z nim (czyli żadne) miały wpływ na relacje jego z wnukami, lecz przez te 4 lata nie zainteresował się losem wnuków. A ja sama nie będę o ten kontakt zabiegać. Dziś wiem, że to nie moja rola, że nie mogę kogoś uszczęśliwiać na siłę. Nie zmienię czyjegoś życia, jeżeli ktoś w rzeczywistości tego nie chce.

Po 10 latach zauważyłam, że potrafię marzyć. Spełniałam w końcu swoje marzenie i poszłam na studia podyplomowe z edukacji wczesnoszkolnej, choć dziadkowie nadal zarzucają mi, że nie po kolei (najpierw magister). Teraz już nie słucham, tylko podążam własnymi ścieżkami. Szukam nowych celów i wyzwań w życiu, co daje mi poczucie samorealizacji. Marzę o jeszcze jednym małym krasnoludku, który znajdzie miejsce w naszej rodzinie i od października otwieram własną działalność gospodarczą. 

Przez te kilka lat zrzuciłam z siebie maskę idealnej. Ja też potrafię się mylić i potrafię przeprosić za swoje błędy. Staram się zaczynać i doprowadzać sprawy do końca i nie obiecywać, gdy wiem, że mogę tej obietnicy nie spełnić. Zwłaszcza w stosunku do moich dzieci. Potrafię kochać i wyrażać swoje uczucia. Nadal się tego uczę, ale już potrafię. Czasem z emocji się jąkam, ale dumna jestem z tego, że mi się udało.

300_0_productGfx_bd61dbd6bdc5eeecd4f433fbb76a53f7

Dziś potrafię opowiadać o przeszłości bez większych emocji. Emocje wzbudza we mnie teraźniejszość, to co dzieje się wokół mnie obecnie. Mam kilka wiernych przyjaciółek, które zawsze wysłuchają mnie w potrzebie. Nauczyłam się dystansu do wielu rzeczy i sytuacji. Zmieniłam swoje życie na lepsze. Wiem, że jest to również zasługa kilku osób trzecich, które bardzo pomogły mi na mojej krętej drodze i za to jestem im niezmiernie wdzięczna. Jestem dowodem na to, że DDA nie musi powielać błędów z przeszłości. Jestem dowodem na to, iż rola bohatera pomogła mi i pomoże jeszcze nie raz w osiągnięciu wielu celów w życiu.

Dalsza część nastąpi na pewno za kilka lat 😉

# Te piękne aranżacje pokojów dziecięcych, akcesoria oraz zabawki dla najmłodszych znajdziecie na http://babydeco.eu/. Aż się rozmarzyłam 😉

PRZEDSZKOLNE OBIADY- rozmowy z 4-latką ;)

Godzina 13:00, 1 wrzesień-  odbieram córkę z przedszkola

  • Fajnie dziś było w przedszkolu?
  • Tak, oglądaliśmy takie ślimaki, wiesz mama?
  • A na obiadek co dziś miałaś? (wcześniej zerknęłam na jadłospis)
  • Nie, obiadku nie było. Kolacja była. Naleśniki z dżemem. Takie dżemowe 😉

Śmierdząca zupa

  • Mama, wiesz co? Ja nie lubię śmierdzącej zupy w przedszkolu.
  •  A jaka to zupa śmierdząca?
  • Nie wiem…
  • A mama albo tata gotuje taką zupę śmierdzącą?
  • Nie, taka śmierdząca tylko w przedszkolu jest.
  • Acha….
  • Gabrysia i Franek też nie lubią śmierdzącej zupy.
auerhahn_-_zestaw_sztuccow_4_pcs._smile760001060_2533_t4
https://www.bellodecor.com.pl/jadalnia/porcelana-stolowa– źródło zdjęcia, sklep z porcelaną stołową, warto odwiedzić ;)

Po jakimś czasie w panią nauczycielką doszłyśmy do wniosku, że śmierdzącą zupą musi być zupa fasolowa lub zupa grochowa 😉 Sprawdziłam to dodając do zupy jarzynowej groszek- nie zjadła. Fe mama, zupa śmierdząca 😉

Drugi dzień przedszkola i drugi obiad

  • Natalia, co było dziś na obiad w przedszkolu? (nie zajrzałam w listę 😉 )
  • Makaronik, makaronik z polewką

 

 

 

BOHATER- ROLA DZIECKA W RODZINIE ALKOHOLOWEJ. Czy bohater ma szansę zmienić na lepsze swoje życie?

Dziecko w rodzinie alkoholowej może przyjąć jedną z czterech ról: bohater, maskotka, czarna owca i dziecko we mgle. Na pewno jest tak, że te role tak naprawdę się zazębiają i wpływają na siebie wzajemnie. Dziś chciałabym przedstawić wam rolę bohatera na postawie własnego doświadczenia.

  • Rolę bohatera najczęściej przyjmuje najstarsze dziecko. Czuje się odpowiedzialne za rodzinę, jej problemy, więc poświęca się dla niej rezygnując z własnych potrzeb. Stara się nie sprawiać kłopotów i odnosić sukcesy. To opiekun rodzeństwa, wizytówka rodziny, która pokazuje obcym, że w niej jest wszystko w porządku.

Nazywam się Agnieszka i jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholików. Wychowałam się w rodzinie dysfunkcyjnej, w której przybrałam rolę bohatera. Byłam najstarszym dzieckiem, mam również młodszą siostrę. Matka była z zawodu nauczycielką, ojciec natomiast stolarzem. Matka pracowała i to ona utrzymywała całą rodzinę, ojciec natomiast odkąd pamiętam był bezrobotny, czasem pracował nielegalnie „na czarno”.

Alkohol od zawsze pojawiał się na stole, czy to podczas ważniejszych uroczystości, czy też podczas mniejszych okazji. Nie wspominam swojego dzieciństwa źle, mnie jedynie zabrano brutalnie okres dorastania. Ojciec w moim życiu nigdy nie odgrywał ważniejszej roli. Mieszkał z nami i był, „tak jakby go nie było”. Nie brał czynnego udziału w wychowaniu mnie i siostry. To na matki barkach spoczywało zmierzanie się z codziennymi problemami i prowadzenie gospodarstwa domowego.

Mama wyjechała na leczenie dobrowolnie z własnej inicjatywy, gdy miałyśmy z siostrą po kilka lat (1,5 roku różnicy). Drugi raz dostała nakaz odgórny ze szkoły, w której pracowała, aby się leczyć. Gdy miałam 12 lat matkę zwolniono dyscyplinarnie z pracy za nadużywanie alkoholu. Od tego czasu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Matka załamana brakiem pieniędzy i brakiem perspektyw zaczęła popadać razem z ojcem w ciągi alkoholowe. Trzeci raz- ostatni pojechała na sądowe, przymusowe leczenie, gdy w wieku 14 lat trafiłam razem z siostrą do domu dziecka. Podczas leczenia z choroby alkoholowej przyjechała na przepustkę i nigdy więcej nie wróciła do szpitala. Nawet po swoje osobiste rzeczy.

dziecko
źródło zdjęcia: www.emito.net

W szkole nigdy nie zwierzałam się rówieśnikom z problemów w domu. Bałam się wyśmiania i wstydu. Nauczona doświadczeniem z poprzedniej podstawówki (notabene- matka była tam nauczycielką), kiedy byłam kozłem ofiarnym, w gimnazjum wśród nowych koleżanek stworzyłam swój nowy wizerunek silnej osoby. Miałam jedną przyjaciółkę, której zawsze mogłam się zwierzyć. Mieszkała razem z ciocią, jej rodzice byli również alkoholikami. W gimnazjum byłam przeciętną uczennicą, nie wyróżniałam się niczym, pośród innych nastolatków, może jedynie trochę gorszym ubraniem. Lubiłam uczyć się języka niemieckiego, na początku bardzo pomogła mi w nauce mama, której marzeniem było zostać germanistą. Z języka angielskiego miałam w podstawówce dwóję, więc w gimnazjum mama przepisała mnie na niemiecki, w którym mogła mi pomóc.

  • Bohater to osoba powściągliwa w okazywaniu uczuć. Wypiera i tłumi złość na rodziców. Stara się okazywać tylko pozytywne emocje. Ma poczucie winy oraz wstyd za sytuację rodzinną. Czuje się „gorszy” od innych, mniej wartościowy. Odczuwa lęk przed utratą sympatii i aprobaty. żyje w ciągłym napięciu.

Gdy rodzice mieli ciągi alkoholowe, po libacjach nocnych, niewyspane często opuszczałyśmy z siostrą zajęcia szkolne. To ja siostrę w takich momentach zaprowadziłam na apel 1 września do V klasy, gdy matka przepisała ją do drugiej szkoły bliżej domu (gdy już w poprzedniej straciła pracę). To ja wcześniej zaprowadziłam ją na rocznicę pierwszej komunii świętej. To właśnie wtedy zaczęłam odgrywać rolę bohatera. Nauczone byłyśmy nie mówić o tym, co się działo w domu. Matka czasem znikała na noce, raz nie było jej kilka dni…. Gdy odcięto nam energię za niezapłacone rachunki i gdy sytuacja faktycznie zaczęła być nieciekawa sytuacją naszą zainteresował się MOPS i pedagog szkolny. W pewnym momencie przestałam udawać. Dłużej nie dałam rady utrzymać tajemnicy alkoholowego domu.

Podczas ciągów alkoholowych i libacji nocnych ojciec zachowywał się agresywnie. Nie raz podczas furii pchnął matkę lub uderzył. Lecz pewnego razu tak nas sterroryzował krzykiem, wyzwiskami, okładaniem pięściami bez opamiętania matki, że postanowiłam uciec. Pamiętam, że bardzo krzyczałam i panicznie się bałam. Pamiętam, jak ojciec podbiegł z pięściami i zagroził, że mnie uderzy. Matka krzyczała, abyśmy uciekły do sąsiadów i wezwały policję. Po cichu otworzyłam drzwi i na boso w dresach w środku zimy wybiegłam na ulicę do budki telefonicznej. W szoku, w panice wyciskałam różne kombinacje numerów na policję. Bałam się wrócić do klatki schodowej, do sąsiadów. Bałam się wstydu i wyśmiania. Pobiegłam dwa kilometry na boso w zaspach śnieżnych do dziadków, ponieważ wiedziałam, że im mogę zaufać. Gdy dobiegłam o 23:00 dysząc z wysiłku, wypowiedziałam jedno zdanie: „Tata zabił mamę”. Dziadkowie zadzwonili natychmiast na policję, okazało się, że sąsiedzi słysząc wcześniej mój krzyk interweniowali. Matka po tym wydarzeniu miała mi za złe, że nie pobiegłam do sąsiadów, a ja miałam poczucie satysfakcji, że najważniejszej osobie w życiu uratowałam życie i zostałam przez to skarcona. Później uciekałam również wiele razy. Czasem wystarczył tylko podniesiony głos ojca, brzdęk butelki. Polubiłam rolę bohatera.

  • Bohater jest najczęściej osobą lubianą i akceptowaną, popularną wśród rówieśników. Posiada tendencję do sprawowania kontroli nad innymi, opiekowania się oraz przejmowania odpowiedzialności. Może nie mieć czasu dla kolegów i koleżanek w związku z obowiązkami domowymi. Poszukuje towarzystwa osób starszych od siebie, wśród których czuje się lepiej. Najczęściej lubiany przez nauczycieli jako dobry uczeń.

W domu dziecka byłam ulubienicą wychowawców i dyrekcji. Jako jedna z nielicznych wychowanków uczyłam się w liceum i podeszłam do matury. Byłam przewodniczącą grupy i samorządu podopiecznych. Prowadziłam kroniki placówki. Czułam się wyjątkowo i w końcu poczułam się akceptowana, czego bardzo brakowało mi w rodzinnym domu. Wychowawcy lubili wykorzystywać to, że byłam uległa i nad wyraz „ułożona”. Wiedzieli, że jak poproszą mnie o rozwieszenie firanek na piętrze lub posegregowanie prania, zrobię to bez wahania. Ja z kolei lubiłam się dowartościowywać pochlebnymi komentarzami na mój temat.

Gdy do domu dziecka trafiła prawie 3-letnia dziewczynka, zajęłam się nią i zamieszkała w moim pokoju. Uczyłam ją mówić- znała jedynie dwa słowa: „ami i aami”, co oznaczało: „siku i kupa”. Przyszła w pieluchach- uczyłam ja załatwiać potrzeby do toalety, razem z wychowawcami „rozdzierałam ją” z ramion odwiedzającej matki w momentach histerii… Nigdy nie pozwoliłam jej skrzywdzić. Przytulałam nocami. Obce osoby uważały mnie za jej matkę, choć ja miałam jedynie 17 lat. Bardzo przeżyłam jej adopcję do innego kraju. Po kilku latach Karolina odnalazła mnie na portalu społecznościowym i napisała łamaną polszczyzną: „Czy to ty Agnieszka?”. Pięknie potoczyły się jej losy w rodzinie adopcyjnej. Realizuje się i spełnia marzenia.

Ja jako nastolatka nie potrafiłam marzyć. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, co będę robić za kilka lat. Wiedziałam, że chcę pomagać i chcę pracować z dziećmi. Dlatego też wybrałam kierunek pedagogiczny. Nie miałam przyjaciół wśród rówieśników. Zawsze czułam się dojrzalsza i miałam większe ambicje od reszty koleżanek. Ulubionym towarzystwem było zawsze towarzystwo dorosłych osób, czyli wychowawców. Wykorzystywała to matka, kiedy pijana prowadziła ze mną dyskusje. Dopiero później dowiedziałam się, że człowieka pod wpływem alkoholu nie można słuchać.

W wieku 17-18 lat zaczęłam przeżywać okres buntu przeciwko utartym schematom. Nagle zaczęli imponować mi rówieśnicy, zaczęłam być asertywna oraz wyrażać swoje zdanie, co spotkało się z dużą dezaprobatą w otoczeniu. Stało się to po tym, gdy pani psycholog pracująca w placówce, uświadomiła mi, jak mocno syndrom DDA wpływał na moje dotychczasowe postępowanie. Jak wychowywanie w rodzinie alkoholowej mocno odcisnęło swoje piętno w mojej psychice. Zastanawiam się, co byłoby gdybym okres buntu zaczęła przeżywać jako 12-13- letnia dziewczynka? Co byłoby, gdyby w porę nie zabrano mnie z domu rodzinnego? Dziś już nie poznam odpowiedzi na te pytania.

Dalsza część opowiadania wkrótce…. 

  • Opis roli bohatera wytłuszczonym drukiem zaczerpnęłam stąd
  • Ten artykuł był moją pracą zaliczeniową ” na dowolny temat” z psychologii na studiach podyplomowych z edukacji wczesnoszkolnej
  • W trakcie pisania pracy moja 3,5 letnia córka skasowała połowę. Skutkiem było nie wysłanie pracy w terminie. Na szczęście nie przeszkadzało mi to w otrzymaniu oceny bardzo dobrej.
  • Czekajcie na dalszą część 😉

A może ktoś z was chciałby podzielić się swoją historią, nawet anonimowo? Zmienimy imiona bohaterów… Zapraszam 😉

DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA, czyli historia o tym, jak nie założyłam firmy….

Działalność gospodarcza, być sobie samemu szefem- jak to pięknie brzmi. Zakochałam się w tych hasłach kilka razy. Kilka razy miałam też pomysł na własną firmę, zawsze był to pomysł związany z dziećmi: sala zabaw, przedszkole, klub malucha lub żłobek. Wykształcenie już prawie mam, mąż mój tez już wykształcenie prawie ma, dobrych chęci również nie brakowało.

Przeczytałam internety wzdłuż i wszerz, że to wcale takie proste nie jest, ale opisane krok po kroku jak wszystko szybko zorganizować i jeszcze z własnej firmy mieć duże korzyści zatrudniając np osobę niepełnosprawną. Tylko często, gęsto jest tak, że teoria nijak ma się do rzeczywistości. Jedna wizyta w Urzędzie Pracy rozwiała moje wszelkie wątpliwości, że na własną działalność nie mam szans. Musiałabym mieć bogatą rodzinę, przynajmniej pracującą i zarabiającą więcej, niż najniższa krajowa, albo mieć trochę kasy odłożonej na koncie oszczędnościowym. Ale do rzeczy.

W internecie przeczytałam, że działalność gospodarczą można założyć nie tylko samemu, ale również z innymi bezrobotnymi lub niepełnosprawnymi osobami- można założyć tzw. spółdzielnię socjalną. Dofinansowanie na spółdzielnię socjalną jest o tyle większe, że na każdą osobę zatrudnioną możemy pozyskać do 20 tysięcy złotych bezzwrotnej pożyczki na otwarcie działalności. Istnieją również wynagrodzenia pomostowe, przez 12 miesięcy można otrzymać pomoc w postaci wynagrodzenia, czyli przez pierwszy rok zarabiamy jedynie i rozwijamy naszą firmę- cud miód i orzeszki ;)Pojechałam więc do Powiatowego Urzędu Pracy po wniosek i dowiedzieć się, jak to w zupełności wygląda. Pisało również, że wniosek o bezzwrotną pożyczkę na otwarcie działalności można złożyć już po 3 miesiącach od zarejestrowania w urzędzie pracy.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy dwie miłe panie w urzędzie pracy wyprowadziły mnie z błędu! 

  • Proszę Panią, ale my wniosków na rozpoczęcie działalności przez spółdzielnię socjalną nie mamy! Nigdy nikt o taki wniosek nas nie prosił i spółdzielni nie zakładał!
  • Dofinansowania na spółdzielnię socjalną w ogóle nie ma, urząd pracy na ten cel nie przewidział funduszy.
  • Takie dofinansowanie wynosi max 14 tysięcy (super- za taką kasę to ja nawet profesjonalnej kuchni dzieciom nie przystosuję, aby mogły zjeść ciepły sycący, zdrowy posiłek- a nie taki z cateringu, nie mówiąc już o żaroodpornych dywanach, farbach bez chemikaliów i zabawkach, meblach z atestami.

61

141

211

301

310

  • Wynagrodzeń pomostowych nie ma, ani dla spółdzielni socjalnych, ani dla samodzielnego przedsiębiorcy.
  • A ZUS chociaż może być obniżony? Tak, 400 zł przez 2 lata. (No tak, fajnie tylko ja myślałam, co najmniej o 5 pracownikach na początek- tak z grubej rury 😉 )
  • Żeby załapać się na bezzwrotne środki trzeba być zarejestrowanym minimalnie przez 12 miesięcy w urzędzie pracy (no tak, tylko cholera jasna- ja mam dwójkę dzieci na utrzymaniu)
  • Trzeba mieć również dwóch żyrantów zarabiających niemniej, niż 1400 netto! ( dziadkowie za starzy, siostra zarabia najniższą krajową, ojciec nie pracuje, teściowie dorabiają, a mąż ma za mały dochód w sumie- nie ma szans)
  • W przypadku spółdzielni socjalnej trzeba mieć co najmniej 10 żyrantów (dla każdego po dwóch)

Tak się skończyła moja przygoda z założeniem działalności gospodarczej. 

P.S. Takie piękne projekty kuchni, jak i gotowych aranżacji kuchennych znajdziecie na: http://www.kuchniewarszawa.com.pl/ – ja się w nich zakochałam 😉

WIRUS NA FACEBOOKU- jak go usunąć???

Wirus na facebooku atakuje ze wszystkich stron konta znajomych. Wygrywają Iphony, Samsungi S6, udostępniają szokujące wiadomości o odwołanych feriach i przedłużonych wakacjach. Dokopali się do złotego pociągu w Wałbrzychu i sprawdzają ile dni spędzili na facebooku. Ciebie krew zalewa, wysyłasz wiadomości, a oni twierdzą, że w nic nie klikali! 

Jeżeli tobie lub twojemu znajomemu wirus zasypuje konto nieustannym spamem, jeżeli wyświetlają ci się obrazki widoczne poniżej, zobacz instrukcję usuwania niechcianych aplikacji i udostępnij ten wpis dalej, zanim wyrzucisz spamerów (bez ich winy) ze znajomych! 

3

4

2

1

 

Wirus na facebooku- jak go usunąć? To naprawdę proste! 🙂

Wirus zainfekował konto mojego męża, który twierdzi, że on w nic nie wszedł, jedynie tylko w post o złotym pociągu- swoją drogą- bardzo ciekawe, bardzo ;). Jeżeli widzicie post dziwnej treści,  na dodatek udostępnia go 5 znajomych, na pewno nie jest to prawdziwa wiadomość, ani konkurs. Jeżeli przed przeczytaniem artykułu bądź przed obejrzeniem filmiku musisz go udostępnić- jest to pułapka. Aplikacja wymusza dostęp do publikowania w naszym imieniu postów i ma dostęp do listy naszych znajomych, często ich dodatkowo oznaczając bez naszej wiedzy. Przecież tylko kliknęliśmy!

  1. Żeby usnąć paskudnego wirusa z naszego konta na facebooku klikamy w lewej kolumnie na napis: aplikacje. Po kliknięciu raczej nie pokaże nam się nic podejrzanego. Lećmy dalej:

6

2. Klikamy w ustawienia aplikacji- i tu jest proszę państwa koń pogrzebany!

7

 3. Następnie klikamy- pokaż wszystkie- poniżej wyświetlonych ikon aplikacji i szukamy tego, co może być podejrzane.

4. Na pewno taką aplikacją będzie aplikacja: Przejdź dalej, która udostępnia za nas treści.

9

5. Klikamy: usuń  i wyskakuje nam kolejne okienko.

10

6. Zaznaczamy na dole kwadracik, który informuje nas, że aplikacja usunie wszelkie posty z naszego konta, które za nas udostępniła. Klikamy usuń- to wszystko.

7. Robimy tak ze wszystkimi podejrzanymi aplikacjami! Najlepiej wyczyścić aplikacje do minimum. I nie wchodzimy więcej w żaden chłam 😉

KOREPETYCJE? – CZY SZKOŁA JĘZYKOWA? Co wybrać dla dziecka?

Korepetycje z definicji oznaczają prywatne zajęcia stanowiące pomoc w nauce zarówno dla słabszych uczniów, jak i tych lepszych. Zazwyczaj podczas korepetycji uczeń ma wyłączny kontakt z nauczycielem, w każdej chwili może zapytać o trudne zagadnienie a korepetytor indywidualnie wytłumaczy i skoryguje błędy. Uczniowie potrzebują korepetycji z rozmaitych przedmiotów, zaczynając od najpopularniejszych języków obcych, matematyki a kończąc na zagadnieniach z chemii, fizyki, geografii, czy biologii.

Szkoły Językowe wyrastają jak grzyby po deszczu tworząc konkurencję dla indywidualnych lekcji. Zazwyczaj zajęcia prowadzone są w niewielkich grupach- do 10 osób. Szkoła językowa kładzie głównie nacisk na konwersacje, które są niezbędne, aby zdobyć np dobrze płatną pracę za granicą. W szkole językowej możemy przezwyciężyć barierę językową. Dziś odchodzi się od poprawiania błędów podczas rozmowy. Każdy lektor zdaje sobie sprawę, że najważniejsza jest umiejętność porozumienia się z cudzoziemcem, co nie oznacza, że podstaw gramatyki mamy nie znać- ona jest również bardzo ważna.

Little hands drawing between school supplies and apples
źródło: freeimages.com

Korepetycje? Czy szkoła językowa? Jedno i drugie ma swoje zalety. Spróbuję niżej przedstawić wam różnice z perspektywy osoby, która miała do czynienia ze szkołą językową jako uczeń oraz z korepetycjami jako student i nauczyciel w jednym 😉

  • Cena- indywidualne lekcje wahają się pomiędzy 20 a 70 zł- w zależności w jakim dużym mieście mieszkamy i jakiej rangi jest nasz korepetytor (ukończone studia, doświadczenie zawodowe).  Z korepetytorem możemy rozliczać się w kwotach miesięcznych lub za pojedynczą lekcję- to wszystko jest do uzgodnienia. Szkoła językowa wymagać będzie od nas umowy i zapłaty za semestr/ rok nauki z góry. Każda umowa jest inna i płatność być może można rozłożyć na raty. Jeżeli podzielimy tą kwotę na liczbę miesięcy i lekcji to cena wyjdzie nam mniejsza, większa lub taka sama jak za korepetycje. W szkole językowej lekcji nie przełożymy, ani nie odwołamy.
  • Uczeń słabszy/ uczeń lepszy– przez ucznia słabszego rozumiemy tu ucznia mającego braki w nauce języka obcego. Ucznia, który ma problemy z przyswojeniem kolejnego materiału do opanowania. Dla takiego dziecka najlepsze będą korepetycje indywidualne. Nauczyciel skupi się konkretnie na tym, gdzie leży problem. Uczeń musi być również zmotywowany do dalszej pracy, aby osiągnąć sukces. Uczeń lepszy na pewno poradzi sobie sam z odrobieniem pracy domowej, na korepetycjach nauczyciel omówi z nim dodatkowe zagadnienia, których program nauczania w szkole jeszcze nie obejmuje (zasób słownictwa, gramatyka, teksty do czytania, rozmówki, gry i zabawy językowe). W szkole językowej grupa „idzie” określonym programem. Nie ma tu miejsca na indywidualne braki u kursantów. Oczywiście, znajdzie się miejsce na szybkie powtórki, jeżeli grupa tego sobie życzy. Uczeń nie mający problemów z nauką, w szkole językowej poprawi wymowę słów, przełamie tak ważną barierę językową. Dzięki innym uczniom będzie miał dodatkową motywację, aby podążać za nimi, a nie zostawać w tyle. Nawiąże nowe przyjaźnie, zintegruje się z rówieśnikami i wróci zadowolony z z zajęć.
  • Zajęcia w domu/ zajęcia w szkole– Sporo korepetytorów odwiedza swoich uczniów w domu, to tak naprawdę jest najwygodniejsze dla rodziców. Uczeń zna miejsce, w którym się uczy, czuje się bezpiecznie, wie że zawsze za ścianą jest rodzic. Niektórzy nauczyciele wolą prowadzić korepetycje w swoich domach. Do szkoły językowej uczeń musi dojść/ dojechać. Szkoła językowa nie przyjedzie do ucznia 😉 Szkoła językowa jest dla ucznia, który lubi towarzystwo kilku osób, który lubi współpracować (np rozmówki z parach). W szkole językowej porozmawiamy na jeden temat ze wszystkimi osobami, a na korepetycjach znamy zdanie tylko jednej osoby- nauczyciela.
  • Motywacja do nauki–  bez odpowiedniej motywacji i chęci ze strony ucznia nic nie osiągniemy. Rodzice będą płacić za prywatne lekcje i zajęcia a postępów nie będzie widać. Ważne jest dobre nastawienie ze strony ucznia i ze strony nauczyciela. Bez tego ani rusz. Uczeń nie poprawi stopni, jeżeli nie nauczy się tego, co pokazał mu i wytłumaczył korepetytor. Tłumaczenie, pokazywanie to jedno, a chęć zapamiętania drugie. W szkole językowej lektor również będzie wymagał nauki słówek oraz przypomnienia sobie najważniejszych zagadnień.

A więc zachęcajmy i motywujmy nasze dziecko! Nie ma takiego przypadku, z którym dobry nauczyciel nie da sobie rady 😉 Jeżeli uczeń chce się uczyć i poszerzyć horyzonty, a rodzic jest skory zapłacić- to na pewno musi się udać!

1,5- ROCZNY TOMEK- słownictwo i umiejętności ;)

1,5- roczne dziecko, to już nie takie maleństwo, choć wydaje mi się, że Tomciuś jest wciąż mały i mały 😉 Po prostu jest mniejszy od starszej siostry Natalki. Jak na swój wiek dużo już umie, a chciałby jeszcze więcej- tylko albo małe nóżki, albo małe rączki mu na to nie pozwalają.

wpid-20150825_152913.jpg

Na bilansie pielęgniarka zapytała, czy Tomek mówi 8 słów, jak na jego wiek przystało? Zamarłam na chwilę w niewiedzy swojej i w myślach zaczęłam wyliczać. Wyszło,że chyba mówi 😉 Od urodzenia nie mieści się w żadnych schematach rozwoju. To jest po prostu nieprzeciętny chłopiec. Ale po kolei. Od skończenia roku Tomek sam je widelcem, łyżką- a na nakarmienie przez drugą osobę odpowiada stanowcze: „NIE” i odkręca głowę w drugą stronę w ramach głośnego sprzeciwu.

Tomcio bardzo lubi klocki. Potrafi sam iść do swojego pokoju i po cichu układać domki. Lubi również lale siostry. Wszystkie misie są lalami, z lalami Tomek lubi tańczyć i kłaść je spać w łóżku. Chodzi coraz większe dystanse, czasem sama jestem zdziwiona, ile on potrafi przejść na tych małych nóżkach. Uwielbia wszelkie butki, w tym kapcie taty ubóstwia :).

wpid-20150823_153958.jpg

Nasz 1,5 roczniak ma jeszcze jedną drzemkę w ciągu dnia, choć bywają dni, że spać idzie dopiero wieczorem.  Ogląda bajki razem ze starszą siostrą, a ulubioną są Piraci z Nibylandii. Coraz częściej sięga sam po książeczki, przynosi je i ogląda, Potrafi napisać się z normalnego kubka. Tomek przesypia już w zasadzie całe noce, choć zdarzają się wyjątki, jak u każdego dziecka.

Słowniczek 1,5- rocznego Tomka:

  • am– jeść
  • di- di– pić (zazwyczaj kaszkę z mlekiem)
  • ti- ti– pić (może być woda 😉 )
  • ta- ta– wiadomo- najważniejszą osobą w rodzinie jest tata, wszędzie gdzie Tomek się nie ruszy, mówi: tata.
  • ma-ma– mama to się cieszy, jak to słowo raz na tydzień usłyszy 🙂
  • aja– czasem Tomek krzyczy: aja, gdy woła Natalkę, a czasem gdy woła Maję, koleżankę Natalki
  • au- to każdy piesek, kotek i mucha
  • ała– przy upadku 😉
  • tiiiiiiiiii– każdy stojący, przejeżdżający i każdy usłyszany z daleka samochód
  • lala– każda lala i każdy miś
  • ba-ba– piłka lub bańki mydlane
  • nie– słowo wypowiadane 100 razy w ciągu dnia i to samo znaczące 🙂
  • pa– z równoczesnym machnięciem ręki na do widzenia
  • pru-pru (du-da) – butki, czyli ubieramy i idziemy 😉

Wydaje mi się, że Tomek mówi dużo więcej, niż jego siostra w tym wieku. Czasem się śmiejemy jak to Natalka nam coś tłumaczy, o co Tomkowi w danym momencie chodzi. Fajny z niego chłopak.

DZIURAWA PAMIĘĆ- po prostu nie pamiętam…

Dziurawa pamięć zaczęła mi przeszkadzać niedawno, kiedy chciałam odtworzyć jakieś zdarzenie związane z moimi dziećmi. Najbardziej zszokowała mnie moja dziurawa pamieć w momencie, kiedy padł dysk twardy w laptopie, a z nim wszystkie zdjęcia i filmy z roku 2012. Cały rok z życia, okres czasu, kiedy starsza córka miała pomiędzy pół a półtora roku. 

Dziurawa pamięć nie przeszkadzała mi w momencie, gdy chciałam o czymś zapomnieć w młodości. To ta pamięć mnie chroniła. Wszystkie przykre zdarzenia odchodziły daleko, nie dopuszczałam do siebie złych myśli, żeby po prostu psychicznie wytrzymać trudne sytuacje, a w moim młodym wieku było ich wiele. Siadałam w kącie i powtarzałam, że to się nie dzieje naprawdę, zaraz minie i ja o tym wszystkim zapomnę. Większość sytuacji zapomniałam, dziś nie pamiętam, z jednej strony to dobre, a z drugiej strony dziś mam problem z zapamiętywaniem.

Nie pamiętam twarzy znajomych, często nie poznaje ich na ulicy. Rozmawiam z kimś, przyjeżdżam do domu i 3 dni myślę, kto to mógł być. Czasem daną osobę rozpoznaję po głosie. Często proszę o przypomnienie miejsca, bądź osoby, dzięki której się znamy.

No co ty? Nie pamiętasz? Przecież to było pół roku temu! – potrafię zapominać proste sytuacje, które tak naprawdę nie były dla mnie złe. Mam problem z odtworzeniem sobie, dlaczego obraziłam się na kogoś, dlaczego z nim nie rozmawiałam. Z jakiego powodu? Często mąż sam jest zdziwiony, że o takich rzeczach nie pamiętam.

Najbliżsi dziwią mi się często, dlaczego zdjęcia są dla mnie taką sentymentalną pamiątką. Po co trzymam je wszystkie na dysku? Po co segreguję? Po co przeglądam?

Bez tytułu

Właśnie po to, abym mogła szybko różne wspomnienia odtworzyć. Gdybym nie zapisywała wspomnień z dzieciństwa moich dzieci na blogu i nie robiła im zdjęć, dziś zapewne mało pamiętałabym. Nie pamiętałabym tekstów Natalki i naszych wspólnych wycieczek. To z bloga ściągnęłam masę zdjęć, gdy padł dysk, resztę z facebooka. Fakt, nie mają dobrej rozdzielczości i gdybym chciała je dziś wydrukować, miałyby wielkość biletu komunikacyjnego, ale są- są moje wspomnienia! – na laptopie zawsze większe 😉

Dziurawa pamięć ma też swoje zalety- nie rozpamiętuję długo o różnych rzeczach, sytuacjach. Często, gęsto nawet szybko mi złość przechodzi. 

A ty jaką masz pamięć?

ZNÓW SIĘ WYŁĄCZYŁAM….

Przyszedł znów kolejny etap w życiu, w którym się wyłączyłam.  Bieg kolejnych zdarzeń zadecydował o tym, iż przewartościować muszę wiele rzeczy. Żyję w jakimś dziwnym zawieszeniu, stoję i obserwuję. Znów jestem ostrożna, jak nigdy dotąd. Wszystko dzieje się wokół mnie, mnie jakby w tym nie ma.

Nie lubię, gdy ktoś mnie rani, gdy ktoś depcze moje uczucia. Ze mną jest o tyle trudniej, że ja próbuję zrozumieć na siłę każdego. Jestem świadoma różnych zachowań,oddziaływań i relacji. Czasem wolałabym nie wiedzieć i żyć w błogiej nieświadomości.

394277_5125

Kolejny etap w życiu, w którym uczę się na kim polegać, a na kogo nie tracić swoich sił. Z kim nie utrzymywać bliższych relacji, bo zawsze i tak pozostanę tą obcą.

Uczciwość, szczerość, rodzina- to dla mnie najważniejsze wartości. Okazuje się, że są ludzie, dla których nie ma żadnej świętości. Bardzo przykre.

Nasze serce jest jak taka szafka. Wkładamy do niej nasze codzienne życie: relacje z bliskimi, uczucia, skrajne emocje, nerwy, łzy. Chciałoby się zamknąć taką szafkę na klucz i nie wracać do tego, co było. A to serce pamięta, pamięta i trudno mu wybaczyć 🙁

product_main_40_38680
źródło zdjęcia: http://erabox.pl/szafka-pracownicza

SZEŚCIOLATKI W SZKOLE- Poradnik dla rodziców i nauczycieli

Czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o sześciolatku w szkole, a czego nie pokażą ministerialne spoty reklamowe! Sześciolatki w szkole- to poradnik dla rodziców i nauczycieli-  napisany przez dwie matki, na bazie doświadczenia i wiedzy psychologa:

  • Dorota Smoleń- mama Piotra, który do I klasy poszedł w 2011 roku jako sześciolatek. Głównie z obawy, że za rok spotkają się dwa roczniki. Piotruś świetnie radził sobie w przedszkolu, a podstawowym problemem nad jakim rodzice stanęli, kiedy poszedł do I klasy- to systematyczna praca zarówno w szkole, jak i w domu.
  • Karolina Piękoś- mama Gabrysi i psycholog. Córka pani Karoliny poszła do szkoły jako siedmioletnia dziewczynka. Została jeszcze jeden rok w przedszkolu waldorfskim, gdzie mogła podbudować poczucie własnej wartości i „rozwijać umiejętności, które kształcą się w zabawie i pracy  na rzecz rodziny i grupy, a które trudniej byłoby pielęgnować w rytmie szkolnych zadań i lekcji”.

Na poradnik: „Sześciolatki w szkole” trafiłam przy okazji omawiania tego zagadnienia na studiach podyplomowych, ponieważ nigdy wcześniej na studiach dla nauczycieli wczesnoszkolnych nie omawiano szczególnie rozwoju sześciolatków. Do szkół po prostu szli uczniowie o rok starsi. Postanowiłam do niego wrócić, ponieważ jest sierpień i wielu rodzicom spędza sen z powiek awans dziecka z przedszkolaka na pełnoprawnego pierwszaka 🙂

wpid-20150729_192936.jpg

Książka pomaga rozwikłać wiele wątpliwości rodziców, apopo posłania 6- latka do szkoły. Pomaga odpowiedzieć na pytanie, czy mój sześciolatek/a jest na rozpoczęcie I klasy gotowy/a. Poradnik podzielony jest na konkretne rozdziały:

  1. Jaki jesteś sześciolatku?  Czyli opowieść o tym, jak zachowuje się nasze „takie, duże, mądre dziecko”. Dlaczego nagle zaczyna przypominać dwuipółlatka: buntuje się, wpada w histerie i obraża z byle powodu.
  2. Założenia reformy i szkolna rzeczywistość.  Poradnik został wydany w II połowie 2013 roku, ale już brał pod uwagę rocznik 2014/2015, czyli ten w którym do szkoły pójdą wszystkie sześciolatki bez wyjątku. W tym rozdziale opisane jest, jakie były założenia reformy i czy zostały dostosowane do realiów polskich szkół.
  3. Jak przygotować dziecko do szkoły? Opisana tu jest m.in. ocena gotowości szkolnej, przykłady zadań dla dziecka, jak ćwiczyć samodzielność i jak ośmielić dziecko nieśmiałe.
  4. Już w szkole- konkretne problemy i zagadnienia. Tutaj autorki omawiają takie zagadnienia jak m. in. Adaptacja i relacje, plan dnia i kłopoty z pobudką, zadania domowe, za mało zabawy, świetlica szkolna, dzieci z dysfunkcjami.

wpid-20150729_193008.jpg

Pani Dorota Smoleń w poradniku opowiada o tym, z jaką nową rzeczywistością musiał zmierzyć się jej syn po przekroczeniu szkolnych murów. Pisze o tym, jak proste 20- minutowe zadanie domowe zamieniało się w 3-godzinną udrękę dla dziecka. Jak temu zapobiec już na samym początku i jak wypracować wspólny kompromis i systematyczność od 1 września z dniem pójścia do szkoły. Jak poskromić 6- latka, który tylko chciałby się bawić? I jak zaspokoić w końcu nieustanną potrzebę ruchu?

Natomiast pani Karolina próbuje okiem specjalisty wytłumaczyć, (językiem rodzica) dlaczego niektórych cech u dziecka nie warto hamować, że np zabawa- to jest naturalna potrzeba dziecka. Dziecko nie przestawi się od tak- teraz się uczysz, nie jesteś już dzieckiem- tak się nie da! Pani psycholog wyjaśnia, w jaki sposób dziecku z dysfunkcjami (Dysleksja, Dysgrafia, Dyskalkulia) pomóc lepiej funkcjonować w szkole. O tyle jest to ważne dla nauczycieli, ponieważ dzieci z dysfunkcjami mogą uczyć się tak samo jak ich zdrowi rówieśnicy w tej samej szkole i w tej samej ławce. W poradniku dowiecie się również jak przeciwdziałać fobiom szkolnym (fobia to nie tylko: ” paluszek i główka to szkolna wymówka).

wpid-20150729_193053.jpg

Jeśli jesteś rodzicem i zapisałeś sześcioletnie dziecko do I klasy, dowiesz się, że nie jesteś jedyny/a. Pani Dorota ma podobne doświadczenia jak większość z was i opowiada o tym na łamach poradnika. Pani Karolina natomiast wytłumaczy, skąd się biorą pewne zachowania 6-latka i podpowie, jak pomóc dziecku na samym starcie w szkolnej rzeczywistości. 

Polecam jako rodzic i jako nauczyciel. Poradnik jest bardzo ciekawy, zapewne nie raz do niego wrócę, za dwa lata znów, kiedy córka będzie wybierać się do I klasy. Fajna propozycja jako prezent dla przestraszonego rodzica, ponieważ w książce znajdziemy również odpowiedzi innych specjalistów na trudne pytania dotyczące szkolnych zagadnień. Na pewno nie jest tak źle, a będzie tylko lepiej. Syn pani Doroty w II klasie radził sobie genialnie po trudnych początkach  w I klasie opisanych w poradniku.

WYPRAWKA DO PRZEDSZKOLA- Co kupić?

Każdy rodzic 3,4 i 5- latka głowi się nad tym, co będzie potrzebne dziecku od 1 września. Wyprawka do przedszkola- w końcu to nie lada wydatek. Co więc skompletować, kiedy jeszcze nie dostaliśmy listy przydatnych rzeczy? W wielu małych miejscowościach jeszcze tak bywa. 

Przedstawię wam przykładowe rzeczy, które rok temu zakupiłam mojej 3-latce zgodnie z listą otrzymaną 1 września. Wtedy to było kompletne szaleństwo znaleźć na raz wszystkie wycinanki, bloki, kredki. Usiadłam i zamówiłam całość w księgarni internetowej.  Wiem, wygodna ze mnie matka. Nie chciałam robić 3 wycieczek do miasta, aby skompletować całą wyprawkę. Kurs do większego miasta to zużyte 2 litry benzyny. 2 litry benzyny to 10 zł. A 10 zł to 5 bochenków chleba- jakby nie liczyć.

Na początek musimy zakupić:

  • wygodne kapcie na zmianę– najlepiej stabilne z elastyczną podeszwą,  z zapiętkiem i ze schowanymi palcami. Dobrze, jeżeli będą na rzepy lub wygodne zamknięcie, które dziecko samodzielnie potrafi założyć.  Pamiętajmy, że dziecko będzie w nich spędzać najmniej 5 programowych godzin.
  • wygodne ubranie– dzieci w przedszkolu biegają, skaczą, tańczą, nie raz zdarzy im się zasnąć, jeżeli nie ma leżakowania (moja córka lubi 😉 )- wygodne i praktyczne są leginsy i tzw. getry. w chłodniejszych porach dziecko nie pogardzi również rajstopkami. W naszym przedszkolu praktykuje się, że dziewczynki zimą ściągają spodnie, a na wierzch na rajstopki mają pozostawione na zmianę spódniczki.
  • ubranie na w razie awarii– na początek dla 3-latka radzę zaopatrzyć się w 2/3 zmiany pozostawionych ubrań. Wiadomo, dziecko nie raz tak się fajnie zabawi, że nie zdąży lub źle się podetrze. Różnie to bywa, czasem dziecko zachlapie bluzkę zupą lub pobrudzi dżemem, a ubranie na w razie awarii ratuje sytuację. Panie przedszkolanki często przebierają swoich podopiecznych.
  • chusteczki higieniczne- chłodniejsza pora roku wiąże się z niekończącą się opowieścią pt. katar. W naszym przedszkolu raz w semestrze każdy rodzic zobligowany jest do kupna takich wyciąganych chusteczek z opakowania, takie chusteczki zawsze są pod ręką, łatwo się je wyciąga i każde dziecko ma do nich dostęp.
  • szczoteczka, pasta i kubek do mycia zębów- raczej w każdym przedszkolu dzieciaki myją ząbki po porannym śniadaniu. Jest to bardzo dobra profilaktyka, moja 4-latka nie ma jeszcze ani jednego chorego ząbka. Może to dzięki przedszkolu? 🙂 Powiem wam, że Biedronka jest fajnie zaopatrzona w takie zestawy.

wpid-20150806_185143.jpg

  • blok techniczny biały i blok techniczny z kolorowymi kartkami
  • ryza papieru ksero- w tamtym roku w naszym przedszkolu przyjęło się, że rodzice nie muszą kupować drogich ćwiczeń dla maluchów. Panie nauczycielki same kserują, co jest potrzebne akurat na dane zajęcia ze swoich zasobów pomocy dydaktycznych.
  • nożyczki z okrągłymi końcówkami
  • klej w sztyfcie- przed końcem roku szkolnego cienki klej w sztyfcie na pewno się skończy, więc lepiej od razu kupić grubszy.
  • Kredki ołówkowe grube– taki zestaw grubszych kredek jest o wiele droższy od tych cienkich, ale za to jaki komfort temperowania i malowania- nieporównywalny!
  • Kredki świecowe
  • Temperówka
  • Wycinanki samoprzylepne
  • Farby plakatowe, pędzelek i kubek– niektóre przedszkola wymagają fartuszków
  • Plastelina
  • Teczka na rysunki

To jest taka przykładowa wyprawka do przedszkola, którą możecie się sugerować podczas codziennych zakupów. A nuż akurat wpadnie wam coś w oko. Ja w tym roku zrobię to samo- według listy zamówię wszystko z jednej księgarni internetowej, ceny i tak są porównywalne. Nie lubię bawić się w wyścigi w Biedronce, czy Lidlu podczas tygodni tematycznych. Zamawiam i za dwa dni zanoszę wszystko w jednym kartonie do przedszkola i układam w półce dziecka. Zazwyczaj wysyłka też jest darmowa od określonej kwoty 😉

A jeżeli macie w domu starszaki i w sierpniu chcielibyście coś ciekawego dzieciakom zaproponować, to —> obozy językowe w Polsce —> mają ciekawą ofertę. Wy- rodzice odpoczniecie, a młodzież podczas świetnej zabawy podszkoli język angielski 😉 Swoją drogą jako nauczycielka języka popieram takie inicjatywy.

KRÓLIK MINIATURKA- Poznajcie naszą Daisy ;)

Od początku maja zamieszkał z nami królik miniaturka, a że jest płci żeńskiej, na imię ma Daisy. Takie imię dla króliczki wybrała poprzednia właścicielka, a my je zaakceptowaliśmy. Nic nie chcieliśmy zmieniać, tym bardziej, że zwierzaka czekał i tak nie mały szok. Cztery małe rączki, które chciałyby cały czas królika głaskać, duże ręce, które karmią i zmieniają pościel z siana i pies zazdrośnik. Ledwo zaakceptował małego Tomka, który odrósł od ziemi, a już znów ktoś nowy z futrem skacze po klatce 🙂

20150430_092634

Daisy jest dość duża jak na królika miniaturkę, przymierzam się do szukania dla niej nowej, większej klatki. Na początku była bardzo spłoszona i wystraszona. To oczywiste- nie znała nas, a my jej. Z resztą ja w dzieciństwie miałam tylko kota i chomika, królika nigdy. Wypytywałam dziewczyny na fanpage kamaszkowa, czym królika karmić i jak oswoić z nami. Podczytywałam przy okazji wujka google wpisując temat: królik miniaturka 😉 Któraś pani podpowiedziała mi, aby otworzyć klatkę i jak królik się oswoi, to sam wyskoczy na podłogę i miała rację! Stało się to o 1 w nocy, kiedy wszyscy domownicy spali, zbudził mnie jedynie stukot i szarpanie w klatce i królika nie było 🙂

Po 3 miesiącach mogę napisać tyle: polubiliśmy się. Królik miniaturka jest fajnym zwierzakiem i pupilem dla dzieci. Nie gryzie- jak na gryzonia przystało, także spokojnie do klatki mogą wędrować małe rączki w celu pogłaskania. Ulubione smakołyki naszej Daisy to suchy chlebek, nasiona owsa, mięta, liście kapusty, kalafiora, buraka, mlecza, zielony groszek i liście każdej sałaty.  Królik chętnie zjada również liście świeżo zmienione sianko. Ostatnio się schytrzyłam i zbieram skoszoną na ogródku lub przed blokiem trawę. Lato i okres wakacyjny jest to świetny czas do żywienia naszego pupila, ponieważ wszystkie składniki mamy praktycznie za darmo! 

20150612_211234

Oczywiście każdy zwierzak musi być również charakterny. Daisy nie lubi marchewki na przykład i kabaczka nie lubi. Nie je, nie rusza, nie tyka i koniec. Dziwny z niej królik miniaturka 😉 Gryzie kable i lepiej nie kłaść tapety na przedpokój, jeżeli chcemy królika puszczać po domu luzem- podobno to u tych gryzoni normalne. Raz ją przyłapałam, odcięłaby nas od Cyfrowego Polsatu 😉 Gdy ją zostawiam z klatką na ogródku kopie dołki i wyjada całą trawę wokół.

Jest tylko jeden mankament- raz na 4-5 dni trzeba zmienić pościel w klatce, bo po prostu śmierdzi. Jednak jest to robota dla rodzica, nie oczekujmy, że dziecko zrobi to za nas.

Królik miniaturka to fajny zwierzak, co nie? 😀

 wpid-20150722_114934.jpg

DENTYSTA- lęk przed leczeniem stomatologicznym- jak nie przenieść własnego lęku na dziecko?

Dentysta- jedno słowo, a ja blednę, mam ciarki na całym ciele i mam ochotę jak małe dziecko schować się w kąciku i nie wychodzić z niego do wieczora.  Boję się, choć leczenie uzębienia jest mi znane. Przejrzałam ofertę kilku stomatologów w okolicy- szału nie ma, a muszę w końcu wybrać się z 4- letnią córką. Tylko jak nie przenieść dentofobii na własne dziecko? 

Jedno wspomnienie, jedno wydarzenie i jedynie ból zęba przypomina mi o wizycie u dentysty. Byłam małą dziewczynką, miałam ok. 8-9 lat. Pamiętam gabinet stomatologiczny w szkole podstawowej, do której uczęszczałam i słowo, które już zawsze będzie dźwięczało mi w uszach: RWIEMY! Trzymały mnie chyba dwie, trzy osoby, a ja się wyrywałam. Ból potworny! Nikt mi wcześniej nic nie wytłumaczył, nie przygotował…. Koleżanka opowiadała, że słychać mnie było w całej szkole. Nie mam od tamtego momentu stałej 7-ki, po dziś dzień nie wiem dlaczego. Po kilku latach nawet matka nie umiała mi wytłumaczyć.

Jednak świat się zmienia i rodzice na każdą interwencję czy badanie muszą wyrazić zgodę, są informowani o stanie zdrowia swojego dziecka. Okazuje się, że co drugi dorosły Polak boi się chodzić do dentysty, a głównym powodem tej niechęci jest strach. Ja w obydwu ciążach dzielnie znosiłam badania ginekologiczne przez kilku lekarzy, w ciągu dwóch i pół roku dzielnie zniosłam dwa cesarskie cięcia (to też operacja 😉 ), a wizyty u stomatologa panicznie się boję!

W poczekalni zawsze odpycha mnie zapach dochodzący z gabinetu stomatologicznego, na fotelu lampa przeraźliwie świeci w oczy, a waciki powodują odruch wymiotny. Już nie wspomnę o widoku samego wiertła! Gdy byłam w gimnazjum, pani stomatolog lubiła sobie podczas leczenia moich zębów gwizdać po nosem i śpiewać. Ja umierałam ze strachu i bólu, w nagrodę, na złość kopałam w tą paskudną lampę nad sobą. Wiem głupie!!! Mam ochotę schować głowę w piasek ze wstydu. Może za to do dziś mam w miarę mocne zęby? Nie wiem, jako dorosła osoba nigdy do tej pani stomatolog nie wróciłam i tego nie uczynię.

dentist-04-1459378
źródło: freeimages.com

Dentysta- przeszłam kilku w moim 27- letnim życiu. Nie lubię, kiedy stomatolog zaczyna komentować, dlaczego tak późno. A dlatego, że się boję. Mam wrażenie, że za chwilę ktoś mnie wyśmieje, gdy się do tego przyznam. Cieszę się, że nie muszę chodzić do dentysty do momentu…. Do momentu, kiedy ząb się ukruszy, zrobi się dziurka, potem dziurka robi się jeszcze większa i stomatolog w pewnej chwili mówi: KANAŁOWE. Nawet sobie tego nie wyobrażam. Jedna ś.p. pani stomatolog uratowała mojego zęba przed tym „zabiegiem”, po dwóch dniach bólu do dziś jestem jej niezmiernie wdzięczna. Niestety śmierć nie wybiera :(, a chociaż ona potrafiła zapytać, co dwie minuty: boli? Jeszcze troszeczkę 😉

Zęby ostatnio leczyłam w drugiej ciąży, w 7 miesiącu. Pomyślałam, że teraz albo nigdy, ale znów trafiła się pani stomatolog komentująca i nie przypadła mi ani do serca, ani do gustu. Sama osobiście udzielam korepetycji z języków obcych, ale po dziś dzień nie przyszło mi do głowy, aby komentować, dlaczego dziecko wcześniej nie uczyło się podstaw! Koncentruję się na brakach i zapewniam ucznia, że na pewno damy radę! I nigdy nie było inaczej! Więc nie potrafię zrozumieć takiej postawy stomatologa.

Podczas praktyki w przedszkolu u 3- latków przeraziły mnie dwie, trzy buźki dzieci- brak zębów i czarne dziurki w dziąsłach 🙁 Pomyślałam, że nie mogę tego zafundować swojemu dziecku. Jak bardzo kocham moją córkę, tak muszę zadbać o jej zdrowie, pomimo swojej wyimaginowanej fobii. Tylko jak nie przenieść mojego lęku na dziecko?

Dentysta- pani stomatolog- młoda, w opiniach internetowych z podejściem do dzieci. Prywatny gabinet w domu jednorodzinnym- umowa podpisana z NFZ. Ponad dwa miesiące oczekiwania. Wybieramy się razem we dwie. To będzie pierwsza wizyta mojej córki, o czym zamierzam na samym wstępie wspomnieć pani stomatolog oraz ja duża/ mała z dziurawym zębem. Paraliżuje mnie wewnętrzny strach, który muszę przemóc przy dziecku, aby się nie bało. Być może w końcu odważę się poprosić o znieczulenie. Być może będzie inaczej…

Nie zamierzam przekupować córki, że ma się nie bać. Nie zamierzam straszyć i potęgować niewiedzę zdaniem: „ale się nie bój, to nic nie boli”, bo to nieprawda. Choć być może nic złego się jeszcze z ząbkami mlecznymi nie dzieje, ale na pewno po tej wizycie odczekamy godzinę, dwie i wybierzemy się na jakieś fajne lody lub gofry 🙂

Jako rodzic cieszę się, że powstała lista przyjaznych gabinetów stomatologicznych dla dziecka. Pomoże to w wyborze odpowiedniego lekarza dla dzieci, co drugiego dorosłego, który sam boi się wizyty u stomatologa.

DSCI0018

WYJAZD DO NIEMIEC- Opiekunka osób starszych- tak czy nie?

Przedwczoraj dostałam propozycję pracy za granicą, jako opiekunka osób starszych. 30 lipca wyjazd do Niemiec. Potrzebny komunikatywny niemiecki i prawo jazdy- czyli kwalifikacje mam. Zarobki podobno dobre, bo bez polskich pośredników. Umowa z niemiecką firmą, kilka starszych pań pod opieką, a ja tylko krążę samochodem i zaglądam do każdej z nich co dzień na dwie, trzy godziny. Cud, miód i orzeszki. Jednak rzeczywistość może okazać się bardziej bolesna i rozłożyć nasze marzenia na łopatki- o dobrze płatnej, lekkiej pracy w Niemczech za euro i tylko w euro. Poznajcie moją historię, która wydarzyła się 5 lat temu…

DSCI0018
Frankfurt am Main- Archiwum prywatne

2 dni temu plan był taki- ja 30 lipca wyjeżdżam, na miejscu dostaję pokoik lub kawalerkę, zostaję zameldowana, a niemiecka szefowa pomaga załatwić wszelkie formalności, w tym Kindergeld. Umowa na stałe. Mąż rezygnuje z pracy, opiekuje się dziećmi. 2,3 miesiące, może pół roku, ściągam ich do siebie. W sumie dlaczego nie zaryzykować? Na dzień dzisiejszy pracy nie mam, a niemiecki znam, więc dlaczego nie? Prawdziwy dar od losu! Ja zarabiam na godne życie, a rodzina niemiecka ma na miejscu opiekunkę.

prezent-greno(1)
źródło zdjęcia: http://hotelgreno.pl/

Podobną propozycję dostałam 5 lat temu. Skończyłam licencjat, miałam narzeczonego, byłam jeszcze bezdzietną panną bardzo ufną i naiwną- z biegiem czasu tak mogę o sobie napisać. Marzyłam o pójściu na studia magisterskie i chciałam na nie zarobić. Na dodatek przeprowadziliśmy się na stancję, pieniądze były po prostu potrzebne. Miałam pieniądze na kontynuację nauki, ale człowiek zawsze chciałby mieć więcej.

Praca była „załatwiana”przez osoby trzecie bez żadnej umowy na czarno. Miałam przez miesiąc opiekować się starszą panią na zastępstwo. Zarobić 1000 euro. Poprzednia opiekunka z dnia na dzień odeszła, a druga zmianowa potrzebowała pojechać do Polski na pogrzeb i po prostu do rodziny. Zapewniano mnie, że praca jest pewna i rodzina ok. Starsza pani miała nie potrzebować aż tak bardzo mojej opieki. Ot- ugotować, podać, zmienić pościel, pogadać z nią- kto nie potrafi?

Rzeczywistość okazała się bardzo brutalna już na miejscu w Niemczech. Z dworca odebrała mnie córka starszej pani- sama miała 60 lat. Pracowała, aktywna zawodowa kobieta. Przez całą drogę utrzymywałyśmy kontakt sms-owy. Zdziwiła się bardzo, że jestem taka młoda. Miałam 22 lata, zapytała o doświadczenie w opiece nad starszymi osobami- doświadczenie żadne. „Ktoś tu nas zrobił w konia”. Zarówno ona, jak i ja miałyśmy strach w oczach, jak ja sobie poradzę. Ale ja optymistka, nie wiedziałam, co mnie czeka na miejscu. 

DSCI0014 (2)
Zdjęcie autentyczne.

Gdy dotarłyśmy do domu, oczom ukazał mi się taki obrazek jak wyżej. Starsza pani, bardzo starsza- miała 98 lat! Na wózku inwalidzkim! Na miejscu była jeszcze polska opiekunka, z którą szybko wymieniłyśmy kilka zdań. Zawsze to szybciej po polsku załapać, co się do mnie mówi, kiedy byłam w ciężkim szoku, że będę musiała „babci” zmieniać pampersy, a ja tego nigdy  w życiu nie robiłam! Małemu dziecku nigdy dotąd pampersów nie zmieniałam, a co dopiero prawie 80- kilogramowej babci. Miała specjalne łóżko rehabilitacyjne z zabezpieczeniem przed upadkiem z niego. Była bez zębów, czyli jej komunikowanie w języku ojczystym było co najmniej utrudnione. Miała sztuczną szczękę, której nie używała, bo była jakimś cudem za duża. Jedzenie musiałam jej rozdrabniać widelcem lub blenderem. Stwierdziłam, że zacisnę zęby i wytrzymam dla tych pieniędzy. Dla niczego więcej.

Starsza pani była bardzo oschła, traktowała mnie jak intruza. Pierwszy tydzień nie odezwała się do mnie ani słowem z wyjątkiem potrzeb fizjologicznych. Krzyczała wtedy: Ein Topf. Musiałam ją podnieść z wózka lub łózka i posadzić na drugim wózku ze specjalną dziurą na ten cel i miską podstawioną pod spodem. Nie raz miała problem z wypróżnieniem, a ja rzygałam kilka razy w ciągu tych czynności. Co rano i co wieczór musiałam ją podmywać. Jeszcze zanim miałam własne dzieci, nauczyłam się do czego służy Sudokrem i podkłady. Babcia miała jakąś wrogość w oczach, ani razu przez cały pobyt nie uśmiechnęła się do mnie, nie pochwaliła. Za to, jak przychodziła córka potrafiła krzyczeć, że mam wracać do Polski, że jestem zła, że ona chce tą swoją stałą opiekunkę. Problemem była szklanka pozostawiona samotnie w zlewie, kiedy ja nauczona byłam oszczędzania wody, tam każdą byle łyżeczkę musiałam osobno zmywać. Ordnung muss sein w końcu.  Pewnego razu zauważyłam na ścianie autentyczną pocztówkę z roku 1936, z początku II wojny światowej z faszystowskimi znakami. I zrozumiałam, że tego pokolenia, zwłaszcza niemieckiego nie zmienię. Jak język niemiecki sam w sobie kocham, tak pokolenia „nad ludzi” nie uważam.

DSCI0005
Autentyczna niemiecka pocztówka z 1936 roku

Wolny czas miałam o 13:00, o ile zdążyłam babcię nakarmić, pozmywać i położyć na popołudniową drzemkę. Musiałam wracać punkt 15:00. Miałam mieć wolną niedzielę, miałam- jak rodzina niemiecka z łaską przyszła o 16:00 i pozwoliła mi wyjść. Miałam dostać zwrot kosztów biletu, jak tylko dojadę do Frankfurtu. Dojechałam, o pieniądze musiałam prosić. Córka- Niemka nic o tych ustaleniach nie wiedziała. Z łaską wypłaciła mi pierwszą tygodniówkę. Gdyby ktoś z sąsiadów zapytał, co tu robię, miałam mówić, że jestem z rodziny, przyjechałam na wakacje. Byłam tam bez zameldowania, bez ubezpieczenia, byłam po prostu nielegalnie.

Babcia miała w pokoju telefon, chyba raz go użyłam, żeby zatelefonować do córki starszej pani, że coś się działo. Było również urządzenie z przyciskiem, którym musiałam odmeldowywać, że babcia jest cała i zdrowa. Gdybym go nie nacisnęła o 9 rano, mogłam mieć całe służby niemieckie na głowie 😉

Babcia miała Alzheimera, momentami zapominała, że umie mówić po niemiecku, wydawała mi rozkazy po angielsku. Byłam w prawdziwym szoku, że taka sędziwa staruszka umie angielski! Wydawała rozkazy: ESSEN, TRINKEN, PIPI MACHEN. Krzyczała, że chce umrzeć, że potrzebuje lekarza. Odmawiała przyjmowania leków, gdy znajomi dzwonili z życzeniami urodzinowymi, krzyczała w słuchawkę, że to nieprawda, że ona urodzin nie ma. W tamtym momencie wyjazd do Niemiec był całkowitym nieporozumieniem. Wpadłam chyba w jakąś depresję, na dodatek po 2,3 nieprzespanych nocach, gdy babcia nie dawała mi spać, krzycząc w nocy! Miałam na górze w pokoju urządzenie, słyszałam kiedy starsza pani się obudziła. Gdy co 5 noc chciałam przespać w całości, wyciszałam urządzenie. Każdego ranka bałam się, że zastanę babcię martwą. Pierwszym moim zakupem była paczka papierosów na CPN- ie, ponieważ tylko stacja paliw w niedzielę była w okolicy otwarta. Zamiast płakać, paliłam papierosy. Stawiały mnie na nogi rano, w południe i wieczorem przed znów ciężką nocą. Płakałam też nad tym, że wydałam na nie 4 euro, ale w końcu bez nich byłoby ciężko.

Po 2 tygodniach pobytu zaszła do mnie inna Polka, która wróciła z kraju do Niemiec i myślała, że zastanie moją poprzedniczkę. O 13:00 wyszłyśmy razem do miasta na zakupy do „Aldi- ka”. Rozmawiałyśmy po drodze po polsku- oczywiście. Nagle z tyłu za nami odzywa się polski głos: ” Matko a ja już myślałam, że już nigdy tu polskiego nie usłyszę” 😉 Znalazłam na miejscu bratnie dusze. Wprawdzie były to już dojrzałe kobiety, ale łączyło nas jedno- opieka nad tymi niemieckimi staruszkami. Okazało się, że „moja niemiecka rodzina” chciała zaoszczędzić i nie płaciła niemieckiej firmie za pielęgnowanie starszej pani. W sumie po co jeżeli wszystko może zrobić jedna polka?

W przerwach drzemki starszej pani wychodziłam na spacery i trafiłam w końcu do centrum handlowego. Pamiętam mój drugi zakup, prócz tych nieszczęsnych papierosów- aparat cyfrowy- za jedyne 39 euro 😉 Był moim wiernym przyjacielem przez jeszcze 3 lata, aż umarł śmiercią nienaturalną z rąk mojej 2- letniej córki. Tyle markowych ciuchów, ile ja tam nakupiłam na wyprzedażach letnich, nigdy nie kupiłabym na miejscu w Polsce za 100 euro. Miałam do centrum handlowego pół godziny drogi piechotą, czyli godzinę w środku haha :), ale uwielbiałam tam chodzić. Wydane euro rekompensowały mi moje stargane nerwy.

DSCI0023

Gdy zostało mi ostatnie 3 dni pobytu i miałam wykupiony bilet w drugą stronę na konkretną godzinę, latałam prawie na skrzydłach ze szczęścia.  W końcu przyjechała druga Polka i zmieniła mnie. Przyszła córka starszej pani się ze mną rozliczyć. Wypłaciła mi 200 euro mniej za…. to, że wszystko nie było ok. Gorszego upodlenia w życiu nie zaznałam. Naprawdę! Do tej pory nikt nie potraktował mnie tak przedmiotowo! Na podróż powrotną nie kupiłam już papierosów, ale gdy pasażerowie podczas postoju wychodzili na dymka, pamiętam jak mną targał nikotynowy głód. Jeszcze jakiś tydzień po powrocie leczyłam się z nałogu.

DSCI0002

Do tej pory pamiętam, jak pocieszne króliczki skakały w drodze do centrum handlowego. W tych dwóch godzinach czułam się wolna, tak jak i one 😉  Po czasie zdałam sobie sprawę, jakie gorsze niebezpieczeństwo mogło czyhać na mnie poza granicami kraju. Bez umowy, bez ubezpieczenia. Jeżeli wybieracie wyjazd do Niemiec- koniecznie wyróbcie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (dostępna w oddziale NFZ). inaczej wszelkie ewentualne koszty leczenia- pokrywacie z własnej kieszeni. Jedźcie ze sprawdzoną firmą, nawet z polskim pośrednikiem, który więcej zgarnie, ale będziecie cali i bezpieczni na miejscu. Później poszukacie czegoś lepszego. Nie gódźcie się na pracę za granicą na czarno- w razie czego, żadne prawo nie będzie po waszej stronie. Z takim pracodawcą nic nie wywalczycie.

Ja nauczyłam się na własnych błędach i do pracy jako opiekunka osób starszych nie pojadę. Ktoś powie, a co ty chcesz? Kasa dobra, jesz za darmo, mieszkasz za darmo. No tak- tylko pracujesz 24/h i wychodzą marne grosze. Wiem, znam historie, kiedy Polki trafiają lepiej. Ale jak ja mam jechać za granicę, to wolę z czymś- nie chcę wrócić znów jak zbity pies i dochodzić do siebie przez kolejny miesiąc. Jedyną radością były pieniądze, które w mig wydałam- i chyba one jedynie mnie z tego wyjazdu do Niemiec wyleczyły.

W tej chwili wyjeżdżając na stałe do Niemiec- będę tam nikim. Taka jest prawda. A już z dyplomem nauczycielki- przedszkolanki z językiem niemieckim? No właśnie. Nie mówię NIE wyjazdowi do Niemiec, ale jeszcze nie teraz. Teraz jeszcze będę tam nikim, a popychadłem nie chcę być. 

 

 

 

NAJPIERW POKOCHAJ MOJĄ MAMĘ, później mnie..

Będzie to historia o miłości, którą potrafi zabić nadopiekuńcza teściowa. O pępowinie, która już dawno powinna zostać przecięta pomiędzy nią a synem. O synu, który pomimo utraconej miłości ślepo podąża za swoją matką…

Najpierw pokochaj moją mamę, później mnie..

Autor zdjęcia/źródło: Photl.com

Ona, lat 22, szatynka, nie za ładna, nie za brzydka, taka w sam raz. Wierząca, praktykująca katoliczka. Skończyła zawodówkę. Uczy się w liceum uzupełniającym. Troszkę pracowała, w międzyczasie poznała jego. Nadal mieszkała z rodzicami pod jednym dachem. Pochodzi z rodziny wielodzietnej, bardzo zaradna.

On, lat 26, brunet, lubiący imprezki i dziewczyny. Skończył zawodówkę, nie pracował, na rencie. Mieszkający wspólnie z rodzicami i chorującym, starszym dziadkiem.

Byli ze sobą zanim nie stanęli na ślubnym kobiercu ponad 4 lata, ale nie mieszkali ze sobą, bo tego nie życzyła sobie mama chłopaka. Widywali się w weekendy po 2, 3 godzinki. Nie mieszkali daleko od siebie – dzieliło ich 30 kilometrów. Ona mieszkała w małym miasteczku, on w większym mieście.

Rodzice chłopaka założyli rodzinny biznes, na początku ciężko jest rozkręcić to, co dopiero się zaczęło, a więc syn im pomagał i pracował razem z nimi. Gdy firma zaczęła dobrze prosperować i osiągnęła pożądane zyski, zbudowali duży dom na peryferiach miasta. Rodzice chłopaka dbając o jego przyszłość zrobili jemu i jego przyszłej małżonce mieszkanie na poddaszu. Oni zaś zamieszkali na dole domu.

ZARĘCZYNY – Nadszedł dzień, kiedy chłopak postanowił oświadczyć się wybrance swojego serca. On pojechał do jej rodziców i zaprosił ich oraz dziewczynę na uroczystą kolację. Na owej kolacji oświadczył się jej. Ona bez wahania zgodziła się, w końcu go kochała, każda zakochana dziewczyna marzy, aby stanąć na ślubnym kobiercu w pięknej, białej sukni.

Po zaręczynach i poznaniu się obu rodzin młodzi wspólnie udali się do księdza w jej rodzinnym miasteczku, aby porozmawiać o ślubie i odbyć nauki przedmałżeńskie.

Zaczęły się gorące przygotowania do ślubu i wesela, lecz ślub w pierwszym terminie nie odbył się. Dziewczyna miała wątpliwości, postanowiła poczekać jeszcze rok. W tym czasie jedni rodzice przyjeżdżali z wizytą do drugich. Spotykali się na rodzinnych uroczystościach, świętowali nawet razem imieniny.

Po roku dziewczyna nadal miała wątpliwości, lecz wybranek serca przyjeżdżał, namawiał, mówił, że kocha. Był jeszcze drugi termin ślubu na czerwiec, ale ostatecznie odbył się 6 sierpnia. Rodzice pary zorganizowali wielkie wesele na ponad 150 osób. Suknia ślubna wypożyczona za 1500 zł, najlepszy zespół, sala weselna, kamerzysta, fotograf.

Po ślubie świeżo upieczona żona zamieszkała w domu męża. Czekało na nich trzypokojowe mieszkanie z kuchnią i łazienką na poddaszu domu. Wymarzony start w dorosłe życie. Dziewczyna szybko zaczęła nazywać teściów swoimi rodzicami, natomiast jej rodzice byli bardzo zadowoleni, że wydali córkę za mąż w tak „dobre ręce”.

Dziewczyna zaczęła poszukiwania pracy w nowym mieście, niczego nie znała. Zaprosiła znajomych, aby pokazać im swoje nowe gniazdko. Pokazywała wspólnie z mężem film oraz zdjęcia z pięknego ślubu oraz wesela. Na każdym kroku powtarzali jak bardzo są ze sobą szczęśliwi.

Po miesiącu wspólnej sielanki teściowa znalazła pracę dla syna. Dodatkowo nadal musiał pomagać w rodzinnej firmie. Żona natomiast miała szukać pracy oraz zajmować się domem. Na co dzień sprzątała, robiła zakupy – na zakupy dostawała listę od teściowej, co ma kupić. Dostawała solidnie wyliczone pieniądze na ten cel. Nie mogła ich wydać dla siebie na ciuch lub kosmetyki. Na swoje „zachcianki” miała sama zarobić. Gdy poprosiła męża w weekend aby pomógł jej wytrzeć kurze, a ona w tym czasie odkurzy pokoje, za chwilę z pretensją przybiegała teściowa. Przecież mąż na co dzień ciężko pracuje. Ona w domu „nic nie robi”. Mężowi po jakimś czasie przestały smakować obiady żony. Teściowa zaraz wpadała na kontrolę i ustalała, co i jak dla jej syna powinna gotować. Następnie doszła jej opieka nad starszym, schorowanym dziadkiem, gdy reszta domowników była w pracy. Zmieniała mu pieluchy i karmiła. W nagrodę mogła sobie „zarobić”, sprzątając mieszkanie teściowej na parterze domu. Teściowa siedziała na kanapie i uważnie patrzyła, czy synowa dobrze wykonuje swoją pracę. Założyła nawet specjalny zeszyt, aby później ją rozliczać.

Po 3 miesiącach wspólnego życia teściowa zaczęła ingerować w każdy aspekt wspólnego życia młodych. Dziewczyna pragnęła dziecka, ale mąż stwierdził, że jeszcze nie jest na tyle odpowiedzialna, aby zostać matką. Chciała zamieszkać z nim oddzielnie na stancji, wyprowadzić się- ale mąż powiedział, że nie wystarczy im pieniędzy. Zaproponowała, aby zamieszkali u jej rodziców- również się nie zgodził. Powiedział, że nigdy nie wyprowadzi się od mamy.

Po pół roku uciekła, wróciła do rodzinnego miasteczka, po kilku dniach przyjechała tylko po swoje rzeczy. Teściowa pieniądze z kopert z wesela miała na swoim koncie. Zapowiedziała synowej, że odzyska swoją połowę, gdy się wymelduje. Tak też uczyniła, mąż stwierdził, że „nie chce z nią być”.

Obecnie pieniądze z wesela przeznacza na rozprawy rozwodowe, ponieważ mąż i teściowa chcą za wszelką cenę udowodnić jej winę.

Dziewczyna wygrała sprawę rozwodową, założyła nową rodzinę, jest szczęśliwą mamą małej Zosi.

*Artykuł opublikowany 03.02.2012 roku na portalu familie.pl- Najpierw pokochaj moją mamę, później mnie, ostatnie zdanie dzisiejsze 😉 Niektóre dane i imię córeczki zmienione na potrzeby artykułu.

*Zapraszam również do artykułu z tej samej kategorii: Obca synowa.

FRYZURY DLA DZIEWCZYNEK- z długimi włosami na LATO! Czyli fryzurki Natalki ;)

Natalia ma dość długie włosy, w ciągu 4 lat może dwa razy fryzjerka podcięła córce końcówki. Długie włosy wyglądają pięknie, choć już samo czesanie ich czasem sprawia trudność. Potrafią plątać się i sklejać np podczas jedzenia gumiżelków 😉 Kilka dni temu rozpoczęłyśmy z Natalką proces: „zapuszczania grzywki”. Jakieś dwa miesiące i zwiążemy wszystkie  włoski w jeden kucyk! Dziś przedstawię wam fotorelację z hodowania włosów przez okres 4 lat! 

W sekrecie powiem wam, że ja jako dziecko i już jako dorosła osoba nigdy nie miałam tak długich włosów. Być może dlatego, że są kręcone i czesanie ich było totalną masakrą zarówno dla mnie i dla mojej mamy. Fryzury dla dziewczynek- o tym mogłam pomarzyć- albo kucyk albo rozpuszczone. Kiedy tylko odważyłam się ściąć moje kręcone włosy (zawsze miałam je maksymalnie za szyję) zupełnie na krótko- już przy nich zostałam, tak mi jest po prostu wygodniej.

Dziś przedstawię wam kilka trików na fajne fryzurki z długich włosów. Nawet niekoniecznie wykonane przeze mnie. Ja czasem się śmieję, że nie powinnam mieć córki z długimi włosami, bo po prostu nie potrafię czesać magicznych fryzur dla dziewczynek 😉 

DSCI0023

Tu Natalka miała pół roku. Na głowie jak widać mały kucyczek 😉 Już po urodzeniu małej byłam zdziwiona ilością włosów, z biegiem czasu praktycznie się nie wytarły.

DSCI0014

Córka, 1,5 roku, włoski rozpuszczone, w niczym nieprzeszkadzające. Przy takiej długości, rozpuszczone włosy wyglądają bardzo ładnie.

20130609401

Na dwa lata włosy sięgały szyi, więc co nie co można było z nich przeplatać.

DSCI0220

Pierwsze nasze wakacje u rodziny na Śląsku i pierwsze cudo na głowie wykonane przez ciocię Reginę w salonie fryzjerskim RENE w Wałbrzychu.

DSCI0218

DSCI0040

Włosy do ramion- 2,5 roku

201407111292

Warkoczyk czesany z powstałego kucyka to najszybsza i najczęstsza fryzurka do przedszkola i wycieczki rodzinne. Tu jeszcze ten warkocz nie był tak okazały jak dziś ;)- Natalia- 3 lata.

kr

Dobieraniec- arcydzieło cioci Teresy, raz w roku ma okazję taki warkocz na Natalii głowie stworzyć 😉 A ja muszę przejść u cioci kurs szybkiego przeplatania, bo mi się jedna z drugą stroną myli.

20150411_110740

Warkocze dwa. Prawie 4 lata- specjalność mamy 😉

wpid-20150707_194504.jpg

Subtelny koczek

20150531_135802

Festyn rodzinny. Włosy zebrane na jedną stronę i spięte warkocz. Tak samo utworzona fryzura weselna- zdjęcie niżej z maja tego roku.

20150509_180833 (1)

A teraz jesteśmy na etapie hodowania grzywki i takiej długości włosów!

wpid-20150715_124427.jpg

wpid-20150715_124614.jpg

wpid-20150715_124805.jpg

A wy macie jakieś sprawdzone fryzury  dla dziewczynek z długimi włosami? 

RODZEŃSTWO SIĘ KŁÓCI- czyli monolog Natalki względem młodszego brata…

No ja już z Tobą nie wytrzymam! No nie wytrzymam z Tobą!

Nagle z mężem słyszymy taki oto tekst córki dobiegający z drugiego pokoju.

– Dość już mam z Tobą się bawić! 

Wkraczam do pokoju, Natalia układa puzzle, tomek siedzi obok.

– Tomek, nie! Ty nie umiesz! Nie układaj!

Myślę, jak tu interweniować? Teoretycznie siostra brata może mieć czasem dość jak żona męża i odwrotnie. Zawsze jednak próbuję zachęcić rodzeństwo do wspólnej zabawy. Fakt- 1,5 roczny Tomek 100-częściowych puzzli nie ułoży, ale lgnie do nich jak najęty.

wpid-20150707_194504.jpg

– Natalko, Tomuś też chce się bawić razem z Tobą. Pozwól mu. Poucz go układać puzzle- spróbowałam przemówić do rozumku starszej siostry 😉

No dobra, siedź i ucz się! Możesz się pouczyć układać puzzle.

No bo to takie specjalne puzzle są od cioci Klaudii 😉 

Post specjalnie jej dedykowany!

 

A ostatnio myślę nad fajną fototapetą z postaciami bajkowymi na ścianę do dziecięcego pokoju moich dzieci.  Przed malowaniem mieszkania były w tym miejscu na ścianie dwie postacie malowane farbami olejnymi przez tatę, jednak ich zlikwidowanie trwało trochę czasu. A tapeta ciach i będzie odklejona 😉

Co myślicie o tych wzorach?

400_F_44032399_L9HzUTd4Ri6cTR4nJbV7sdDAbBgIqLP1

400_F_44408480_nlYAyWH5ezx8L29ZDB2uG1ZX849hXmlA

400_F_60399548_DDkvcw0jW0VrKX9KxadXnB2uRWnHoCQs400_F_51313951_hMSizoJt8LL6jYTHwoXI8qUz9faRovTM

Źródło zdjęć fototapet: http://fototapetynawymiar.com/– tam jest dużo takich cudowności, nie tylko dla dzieci 😉

 

 

LIST DO MAMY- Nie zdążyłaś zobaczyć swojego wnuka…

21 lipca minie 2 lata od Twojej śmierci…. Nie zdążyłaś ujrzeć wnuka, który dziś ma prawie 1,5 roku! Na pewno uśmiechnąłby się na Twój widok i wyciągnąłby rączki w Twoją stronę! Powiedziałby: ba-ba! Miałaś dwie córki, o wnuku marzyłaś! On teraz bawiłby się tymi kolorowymi pokrywkami w Twojej szufladzie, jak 2 lata temu Natalka- mówiłaś, że zwykłe pokrywki od słoików, a jakie potrafią być kreatywne (różne kształty, budowle można z nich układać, liczyć je i wskazywać kolory! – Najtańsze i najlepsze zabawki na świecie! Ale o tym wie tylko matka! Dziś o tym wiem! 😉

DSC_4443

Natalka już Cię nie pamięta… Jednak czas robi swoje…. Nie zaprosi już Cię na dzień babci do przedszkola i nie namaluje pięknej laurki! Czegoś a raczej kogoś już zawsze będzie jej brakować. Ma komplet pradziadków, a brakuje jedynej babci. Babcię od strony taty uwielbia, do Ciebie też na pewno  tak lgnęłaby, gdybyś żyła! niedługo pojadę z nią na cmentarz, kupimy ładny bukiet kwiatków, znicz i postawimy na Twoim grobie…

DSC_4406

Mnie dziś Ciebie brakuje najbardziej, bo matki nikt nie zastąpi. Matkę kocha się pomimo wszystko, choćby ją się w tym samym stopniu nienawidziło. Najbardziej matki brakuje w tym momencie, kiedy samemu zaczyna się odgrywać w życiu tą samą rolę. O wiele rzeczy chciałabym dziś się Ciebie dopytać, o wielu sytuacjach porozmawiać. Rozmawiam nie raz w myślach….. Czasem mam tak, że wsiadam w samochód i po prostu jadę przed siebie… Na cmentarz, popatrzeć, powzdychać, pomyśleć.

Myślę wtedy spokojnie, co Ty byś mi Mamo doradziła, a umiałaś radzić mądrze. Nie raz wskazywałaś mi dobrą drogę, choć sama w życiu bardzo się pogubiłaś. Wiem, że mi dobrze życzyłaś. I gdy tak stoję na cmentarzu, zazwyczaj po kilku minutach przychodzi mi rozwiązanie do głowy! Mam wrażenie, że stoisz obok i szepczesz mi podpowiedź do ucha!

Lubię jak mi się dobrze śnisz- zawsze Cię o to proszę. Nie lubię, gdy z Twoim udziałem śnią mi się koszmary- tydzień czasu później nie mogę dojść do siebie, dlatego może ostatni dobry sen z Tobą miałam już dawno temu.

Wiem, że nad nami czuwasz. Wiem, że jesteś tam po drugiej stronie moim Aniołem Stróżem.  Jeszcze niedawno bałam się panicznie śmierci, dziś się nie boję. Wiem, że dobrze się mną zaopiekujesz. A dopóki żyję tu na ziemi, moja pamięć o Tobie nie zginie.

[002995]

Warmia i Mazury- gdzie na weekend z dziećmi?

Każdy rodzic marzy o wyjeździe z dziećmi do luksusowego hotelu z opcją All Inclusive, lecz często jest tak, że te nasze portfele i zarobki z marzeniami nijak nie chcą współpracować. Zatem gdzie wybrać się latem na weekend z dziećmi bądź na jeden dzień, tak aby nie zbankrutować? Warmia i Mazury są fajną opcją turystyczną i atrakcją pod względem imprez otwartych i cudów natury, które możemy pokazać naszym dzieciom.

Jeżeli chcemy uciec z miasta w głuszę z dala od zgiełku samochodów i zbiorowisk ludności, możemy zamieszkać w ośrodku wypoczynkowym, schronisku, które ma w ofercie domki letniskowe lub pokoje do wynajęcia i nie wykosztować się przy tym ogromnie. Gwarancją tutaj są tereny zielone, las, dostęp do jeziora ( w tym do łódek, kajaków) i pomosty do wędkowania. Możemy również w internecie poszukać prywatnych kwater, ponieważ ceny za dobę mogą się znacząco różnić.

JEZIORO DADAJ

Jezioro morenowe, położone w odległości 4 km do Biskupca i 37,5 km od Olsztyna. Bez tytułu Ryby występujące w jeziorze Dadaj to: leszcz, sandacz, sieja, szczupak, węgorz. Gratka dla wędkarzy!

jezioro symsar 

Jezioro Symsar położone jest 5 km od Lidzbarka Warmińskiego (05 km od Kłębowa), a 48 km od Olsztyna. Bez tytułu

Okolice jeziora Symsar to raj dla wędkarzy i miłośników przyrody. Spotkać tu można różne zwierzęta, organizować wycieczki rowerowe po okolicy lub łowić ryby.

jezioro bęskie

Jezioro położone w gminie Kolno, 10 km od Biskupca, a 55 km od Olsztyna. Jezioro należy do jezior linowo- szczupakowych. Bez tytułu

warmia i mazury- atrakcje w pobliżu pięknych jezior

Dla tych rodzin, które lubią zwiedzać:

  • Sanktuarium Maryjne w Świętej Lipce
  • Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie
  • Zamek w Reszlu
  • Zamek w Lidzbarku Warmińskim
  • Zamek w Kętrzynie
  • Zemek we Flomborku
  • Była kwatera Hitlera w Gierłoży za Kętrzynem

Dla tych rodzin, które nudzi zwiedzanie 😉 :

  • Spływ rzeką Krutynią
  • Szlak Rzeki Dajny
  • Ranczo Zielony Koń
  • Piknik Country w Mrągowie (26-27.07.2015)
  • Miasteczko westernowe Mrongoville w Mrągowie
  • Rejs Statkiem po jeziorach mazurskich (Port Giżycko, Mikołajki, Ruciane NIDA, Węgorzewo)
  • Rezerwat Żubrów koło Giżycka
  • Mazurolandia- park miniatur Warmii i Mazur, grodzisko rycerskie, park zabaw- Gierłoż
  • Park dzikich zwierząt w Kadzidłowie
  • Ełcka kolej Wąskotorowa
  • Park rozrywki Nowa Holandia w Elblągu
  • Inscenizacja Bitwy pod Grunwaldem (18.07.2015)
  • Mazury AIRSHOW- pokazy lotnicze nad jeziorem Niegocin- Giżycko (1-2. 08. 2015)
  • Mazurska Noc Kabaretowa- Mrągowo (11.07.2015)

Także kochani na weekend  z dziećmi pakujemy w plecak dużo picia, cierpliwości i jeszcze więcej dobrego humoru. Warmia i Mazury to przepiękny region mazurskich jezior, który warto odwiedzić choć na jeden dzień! Smarujemy siebie i swoje dzieci kremem przeciwsłonecznym z filtrem odpowiednim do wieku, ubieramy lekkie przewiewne ubrania, baleriny gabor, koniecznie jakieś nakrycie na głowę i żadne upały letnie nam nie straszne! Wyruszamy w trasę! 

Życzę wam udanych wakacji i ciekawych, atrakcyjnych, pełnych wrażeń podróży z dziećmi! 🙂

TABLET DLA DZIECKA? TABLET I SMARTFON- Od tego nie ma ucieczki!

Jaki kupić tablet dla dziecka? Prosi i prosi o niego już trzeci miesiąc! Smartfon dostał pół roku temu i jeszcze mu mało! Rodzice chcą za wszelką cenę chronić dzieci przed zgubnymi skutkami świata wirtualnego, ale czy nie jest tak, że nasze dziecko w końcu poczuje się odrzucone? Nam dorosłym ciężko jest, kiedy nagle stracimy dostęp do internetu. Nasze dzieci bez internetu i bez portali społecznościowych nie będą umiały żyć. Od tego nie ma ucieczki- taka jest okrutna prawda.

Świat pędzi do przodu i nam dorosłym ciężko jest czasem zrozumieć najnowsze technologie. Jeszcze 20 lat temu postrach budziły komputery, kiedy nagle weszły na stałe do biur, bibliotek i zakładów pracy. Dziś laptop i smartfon jest osobistą rzeczą, jak choćby szczoteczka do zębów! Bez tego dziś nie można się obejść. Kto dziś pisze CV ręcznie lub pracę dyplomową? Nareszcie kto dziś przepisuje ręcznie informacje ze stron internetowych? Kopiuj, wklej, drukuj- wszystko ładnie i sprawnie i po co się trudzić? Po co tracić czas na rzeczy tak oczywiste? I tak tego czasu jest jak na lekarstwo.

1417085029.75
Źródło zdjęcia: http://www.czescisamsung.pl/

W klasach młodszych nikogo już nie dziwi, kiedy uczeń II klasy wyciąga z plecaka telefon. I nie jest to zwykły telefon. Często jest to lepszy smartfon od tego, który posiada nauczyciel. Kiedy dziecko wcześniej kończy lekcje, dzwoni na przerwie do mamy, żeby ta jak najszybciej po nie przyjechała.  Kiedy uczeń IV klasy wyciąga  z plecaka telefon z manualną klawiaturą, nagle rozlega się głośny śmiech, bo cegła, bo siara, bo jesteś biedny.  Po szybciej napisanej pracy klasowej, kiedy do końca lekcji postało 15 minut, uczeń pyta nauczyciela (IV,V klasa), czy może pograć na tablecie.  Mnie osobiście uczniowie uczyli niektórych funkcji na tablecie, a ja zafascynowana, wracałam do domu i pokazywałam mężowi! 26-letnią kobietę uczyły dzieci 12-letnie. Ja już się czułam jak „zacofana staruszka”, a co ma powiedzieć moja 75- letnia babcia, której Urząd Skarbowy każe od następnego roku PIT zdawać wyłącznie internetowo!?

Nie ma ucznia V- VI klasy,  który nie zna i nigdy nie grał w  Minecraft. Nie ma dziewczynki, która nie szaleje za Violettą. Z kolei następnym hitem wśród małolatów jest Zniszcz ten dziennik. My jako rodzice chcielibyśmy czasem zatrzymać ten pędzący świat- ponieważ sami zaczynamy w nim się gubić. Odkrywamy co i rusz nowe rzeczy, które dla naszych dzieci są oczywiste jak bułka z masłem: „To pani nie wiedziała?”. A no nie wiedziała, a jeszcze okazuje się, że ma badziewny telefon, znaczy się ok, że smartfon, ale mógłby być lepszy. O tekstach uczniów z telefonem w tle pisałam tutaj.

Pozwólmy dzieciom korzystać z nowinek technicznych. Pozwólmy czerpać z tego wirtualnego świata jak najlepsze rzeczy, a przy tym ostrzegając o czyhających niebezpieczeństwach. nie pozwalajmy grać i siedzieć na tablecie/ laptopie non- stop. Zdziwiła mnie ostatnia sytuacja w przedszkolu, może kiedyś takie sytuacje przestaną mnie dziwić:

PRZEDSZKOLE, POŻEGNANIE ROKU SZKOLNEGO, PRZEDSTAWIENIE, POCZĘSTUNEK DLA RODZICÓW:

– Mamo, daj mi pograć na telefonie! Rzecze mi moja córka do ucha.

– Natalko, ale teraz jesteśmy w przedszkolu. Idź pobaw się z innymi dziećmi. Niedługo już przedszkola nie będzie przez dwa miesiące wakacji.

– Mamo, ale ja chcę telefon!

– Nie kochana, teraz jesteśmy w przedszkolu, nawet nie ma takiej opcji!

Ja w ogóle zdziwiona byłam postawą mojej córki, która prosi o pogranie na telefonie w innym miejscu, niż nasz dom. Patrzę za chwilę na dziewczynkę obok, która gra na telefonie mamy. Mama pozwoliła na uroczystości dzieci. Zapewne bała się focha małej księżniczki.

Bez technologii nasze dzieci zginą. Przez internet już teraz można pracować i zarabiać pieniądze i pomału ludzi przestaje to dziwić. Zakupy również zamawiamy przez internet. Zapisujemy dzieci do przedszkola internetowo. Pocztę mamy internetową i przechowujemy pliki w chmurze. Mamy kamery i aparaty cyfrowe. Telewizja, telefony, zegarki i tablety są „smart” czyli z angielskiego mądre/ inteligentne. Pozwólmy naszym dzieciom wkroczyć w ten świat. Dla nich to jest i będzie zwykła codzienność.

4 LATA- 1 lipca skończyła Natalia ;)

Jak co roku robię krótkie podsumowanie umiejętności Natalki.  4 lata jest już całkiem poważnym wiekiem, zwłaszcza, że dziecko od 1 września będzie w przedszkolu starszakiem, a za rok powędruje do zerówki. Niedawno się urodziła, niedawno stawiała pierwsze kroki, niedawno poszła do przedszkola i całkiem niedługo pójdzie do szkoły. Przez te 4 lata zmieniła się niebywale! 

DSCI0128

Była taka malutka! Cichutka, dziecka w domu nie było! Jak porównuję Natalię i Tomka za czasów niemowlaka, takiego dziecka każdemu życzyłabym. Dużo spała, mało płakała i często się śmiała! I tak jej zostało do dziś proszę państwa 😉 Śpioch z niej nieziemski i marek nocny- zapewne po mamie, choć ostatnio bardzo lubi chodzić spać do babci- mam się czuć zazdrosna? Panna (4 lata) pakuje piżamę, ciuchy na drugi dzień i woli atrakcje u dziadków. Młodszego brata zostawia z rodzicami. Ona jest już duża i chodzi uczyć jeździć się na „dużym rowerze”. Czyli takim na czterech kółkach, a nie takim dla małych dzieci biegowym 😉

20150611_121735

Zwierzaki ubóstwia, wita się z każdym napotkanym kotkiem lub pieskiem, w domu lubi dyskutować z królikiem potocznie nazwanym „królem” ;). Zabawy z psem Elvisem nie mają końca. Natalia wie, jak się nazywa i gdzie mieszka. Czasem zapomni, ile ma lat. A czasem po prostu odpowiada potocznym: „nie wiem”.

Siostra z niej cudowna. Bawi się z młodszym bratem Tomkiem i często uczy go, czego nie wolno. Kocha nad życie plac zabaw, wszelkie trampoliny, skakańce i dmuchańce. Lubi bawić się w panią przedszkolankę, kiedy to zamyka brata w pokoju i mówi, że po pracy po niego przyjdzie i żeby nie płakał. A kiedy Tomek zrobi kupę w pampersa, Natalia zmienia się w mamę, mówi, że ten będzie miał karę, czyli zakaz oglądania bajek lub grania na telefonie.

Przy okazji telefonu, androida dziewczynka ma w małym paluszku, odpala youtuba i ogląda ulubione filmiki z dziećmi lub bajki. Tak samo tablet dla niej nie ma tajemnic. Z technologią dziecko jest na TY.  Do przedszkola chodzi chętnie, choć ciężko rano ją z łóżka ściągnąć. Na pewno w wakacje jest szczęśliwsza, bo można dłużej pospać. Natalia ma również swoje ulubione bajki na Disney Junior: Myszka Miki, Doktor Dośka, Księżniczka Zosia. Według Natalki każdy z nas ma przydzieloną „swoja bajkę”:

Natalia lubi Myszkę Miki

Tomek lubi Piratów z nibylandii

Tata lubi Chip i Dale

Mama lubi Scooby Doo

Często pada pytanie: Mama, a to jest twoja bajka? Lubisz tą bajkę? 😉

wpid-20150509_193238.jpg

Kocham tą pannę nad życie. 4 lata to już całkiem poważny wiek, choć beztroskie dzieciństwo nadal trwa! Kochana córciu! rośnij duża i silna! Nie choruj, a jak już, to tylko troszeczkę, tak wiesz… tyci, tyci 😉 

PIKNIK RODZINNY W BARTOSZYCACH, brawo! Więcej takich inicjatyw!

Wczoraj całą rodziną mieliśmy okazję uczestniczyć w Pikniku Rodzinnym zorganizowanym przez Urząd Miasta Bartoszyce. Piknik rodzinny był świetnie rozreklamowany na funpagach lokalnych instytucji na facebooku. W niedzielę zapowiadało się wiele atrakcji, a godzina 14:00  również była odpowiadająca większości rodzin z dziećmi. 

Trzeba przyznać, że jeżeli chodzi o atrakcje dla rodzin z dziećmi w młodszym wieku, w mieście niewiele się dzieje. W sumie jest jedna sala zabaw, basen odkryty czynny w sezonie i to rodzice głównie muszą stanąć na wysokości zadania, aby wakacje w mieście lub poza nim były udane. 4-5 letnich dzieci nie wyślemy jeszcze na tygodniowy obóz, ewentualnie pojadą do dziadków na wieś, o ile mamy takich w zasięgu. Nie każdą rodzinę stać, aby zabrać maluchy i wyjechać nad morze lub w góry. Dlatego fajnie, że jakaś mądra głowa w urzędzie wpadła na pomysł organizacji imprezy specjalnie dla tych najmłodszych bartoszyczan i to zupełnie za darmo! Rodziny będąc z na Pikniku Rodzinnym w Bartoszycach nie wydały ani złotówki, a dzieciaki wróciły do domów zadowolone, uśmiechnięte z zabawnymi malunkami na twarzy,  z balonami w kształcie zwierzaków i ze wspomnieniem smaku najlepszej waty cukrowej na świecie! 😉

A oto fotorelacja z Pikniku Rodzinnego:

wpid-20150628_142609.jpg

Do dyspozycji dzieci były:

  • zjeżdżalnie,
  • tory przeszkód,
  • łódeczki,
  • trampolina.
  • mega piłkarze,
  • euro bangee,
  • miasteczko animacyjne

wpid-20150628_144327.jpg

  • kącik fryzjerski
  • malowanie twarzy
  • fotobudka
  • bajkowa postać SpongeBob
  • Szczudlarze
  • Balonowe ZOO
  • wata cukrowa dla każdego dziecka 😉

wpid-20150628_162050.jpg

wpid-20150628_143150.jpg

wpid-img_20150628_173541.jpg

wpid-20150628_155422.jpg

wpid-20150628_161140.jpg

wpid-20150628_161339.jpg

wpid-20150628_144233.jpg

wpid-20150628_142633.jpg

wpid-20150628_163524.jpg

wpid-20150628_142620.jpg

wpid-20150628_143805.jpg

wpid-20150628_144517.jpg

Żadnych budek z fast-food’ami, lodami, popcornem i frytkami! Żadnych wystaw z chińskimi zabawkami, a za to konkursy dla małych i dużych z fajnymi nagrodami i mnóstwo dziecięcych atrakcji. Mali bartoszyczanie na pewno długo będą pamiętać taką inicjatywę i czekają na kolejne, które będą równie ciekawe, kolorowe i oczywiście bajeczne. 

FAJNE ZABAWY NA URODZINY- czyli czym zająć małych gości?

Zbliża się wielki dzień naszej starszej córki. Za 3 dni skończy 4-lata. Planuję dla niej zorganizować mały kinderbal. Przydałyby się też fajne zabawy na urodziny, aby umilić czas małym gościom. Chciałabym, aby wyszli z imprezki uśmiechnięci i długo wspominali urodzinowe atrakcje. Oto 10 sposobów na uatrakcyjnienie wspólnie spędzonego czasu, czy to w domu, czy w ogrodzie- wiadomo, że ta druga opcja jest sto razy lepsza. 

1. Naśladowanie zwierząt/ osób podczas piosenki

Przykład zabawy, podczas której fajnie bawią się nie tylko przedszkolaki i trochę „większe szkolniaki”, ale też  starsi członkowie rodziny. Włączamy głośno piosenkę podczas, której dzieciaki mają za zadanie naśladować postacie z niej. Mogą być to żaby, bociany, krasnoludki, misie. Poniżej kilka przykładów zaczerpniętych z serwisu youtube.pl. Wystarczy kliknąć, a piosenka się odtworzy. Oczywiście po tej zabawie nagradzamy wszystkie pięknie bawiące się dzieci!

hqdefault
MY JESTEŚMY ŻABY ABY ABY Piosenka pochodzi z płyty: „Kiedy maluchy zmieniają się w zuchy”
Janusz Radek- KOT
Janusz Radek- KOT
KOTEK KŁOPOTEK
KOTEK KŁOPOTEK
3f6c91ba-08dd-11e4-a5fc-0025b511226e
MUCHA W MUCHOLOCIE
pobrane (8)
KACZUSZKI- niezastąpiony przebój każdej dziecięcej zabawy!

2. PĘKAJĄCE BALONY

Wszyscy znamy doskonale zabawę, jak dzieci tańczą w parach w kółeczku, pomiędzy brzuszkami mają balony. Balony podczas tańca nie mogą im wypaść, ani tym bardziej pęknąć. W tej zabawie jednak zasada będzie inna- balony mają pękać! I to pod pupami! Musimy oznajmić, iż zabawa jest dla odważanych dzieci! Każde dziecko otrzymuje po balonie, na czas start, każde dziecko ma za zadanie usiąść na nim. Ta osoba, której pierwszej balon pęknie wygrywa zabawę!

3. BAŃKI MYDLANE

Przepis na bańki mydlane:

  • litr ciepłej lub letniej wody
  • ok. 30 ml płynu do naczyń
  • ok. 15 ml gliceryny (apteka)– gliceryna sprawia, że bańki są trwalsze i kolorowe

Bańki mydlane pobudzają fantazję i kreatywność u dzieci. Zabawa może polegać na tym, iż nagradzamy dziecko, które zrobiło największą bańkę lub komu udało się wypuścić najwięcej baniek naraz.

4. GĄSKI, GĄSKI DO DOMU

  • Gąski, gąski do domu!
  • Boimy się…
  • Czego?
  • Wilka złego!
  • A gdzie on jest?
  • Za górami, za lasami, szczypie gąski pazurami!
  • Gąski, gąski do domu!

Na początku zabawy wilkiem może być osoba dorosła, a następnie zabawę przejmują dzieci. Dzieci i wilk stoją po przeciwnej stronie. Gdy zostanie wypowiedziany cały dialog, gąski biegną do domu, a wilk spośród nich łapie jedną osobę. Ta osoba jest następnie wilkiem 😉

5. JEDZIE POCIĄG Z DALEKA

Piosenki same w sobie mogą zachęcać twórczo nasze dzieci do zabaw, a fajne zabawy na urodziny wcale nie muszą być drogie. Piosenkę: „Jedzie pociąg z daleka” znają chyba wszyscy, również starsi członkowie rodziny np dziadkowie i tak samo mogą przyłączyć się do zabawy tworząc pociąg i wybierając z pośród siebie maszynistę lub konduktora 😉

JEDZIE POCIĄG Z DALEKA- LULEK.TV
JEDZIE POCIĄG Z DALEKA- LULEK.TV

6. ZABAWA Z JAJKAMI

Rozkładamy surowe jajka na podłodze lub trawie tak, aby utworzyły tor przeszkód. Gdy zawiążemy już chętnej osobie przepaską oczy, zbieramy szybko jajka. Prosimy widownię o dyskrecję 😉 Następnie widownia prowadzi ochotnika w lewo lub w prawo nie zdradzając sekretu, że żadnego jajka już nie rozdepcze.

7. ZABAWA W KOLORY

Do tej zabawy potrzebna będzie nam piłka. Dzieci tworzą kółko, wyznaczamy jedno z nich, aby weszło do środka. Dziecko rzuca piłkę do wyznaczonej osoby mówiąc nazwę koloru: zielony, czerwony, biały. Na kolor czarny żadne dziecko nie może złapać piłki. Jeżeli to zrobi, ma za zadanie uklęknąć na kolana i z tej wysokości łapać piłkę. Jeżeli uda mu się złapać poprawny kolor wstaje z kolan na nogi.

8. PRZECIĄGANIE LINY

Dzielimy dzieci na dwie przeciwstawne drużyny. Po środku rysujemy grubą linię kredą i wręczamy dzieciom linę. Na czas start dzieci muszą przeciągnąć przeciwną drużynę na swoją stronę. Za wygraną rundę otrzymują punkt. Dzieci ustalają do ilu rund chciałyby zagrać.

9. TALERZ SMAKOŁYKÓW

Przygotowujemy talerz, na którym układamy różne produkty spożywcze: ciastka, czekolada, ser, ogórek, groszek, pomidor, wędlina. Zadaniem dzieci z zakrytymi oczami jest odgadnąć, co przed chwilą spróbowały.

10. ZABAWA Z POSĄGI

Dzieci tańczą w rytm muzyki, ale w nieoczekiwanym momencie muzyka wyłącza się. Zadaniem uczestników jest pozostanie w bezruchu, tzn. w takiej pozie w której została przerwana muzyka. Muszą zachować tę pozycję przez dziesięć sekund. Kto się poruszy lub zachwieje wypada z gry.

Fajne zabawy na urodziny wcale nie muszą być kosztowne, czasem wystarczy kilka balonów, bańki mydlane i dobra dziecięca muzyka! Zawsze podczas całego kinderbalu można ogłosić konkurs na najgrzeczniejsze dziecko, na najlepiej bawiące się dziecko, a po imprezie urodzinowej rozdać dyplomy upamiętniające zabawowe atrakcje. Inwencja twórcza zależy od was drodzy rodzice! Dzieci podchwycą wszystko, co jest zabawne i śmieszne. Dzieciaki uwielbiają zabawę. 

2,3 pomysły na zabawy zaczerpnęłam z artykułów na:

ZABLOKOWANE KONTO NA FACEBOOKU, tym samym zablokowany funpage bloga…

TWOJE KONTO NA FACEBOOKU ZOSTAŁO ZABLOKOWANE- Takie ostrzeżenie ujrzałam, po tym gdy chciałam po prostu zalogować się na swoje konto.  Na początku ogarnęło mnie lekkie zdziwienie. Jak to? Ja mam zablokowane konto na facebooku? Myślałam, że takie sytuacje zdarzają się jedynie spamerom lub osobom o fikcyjnych danych. Jednak straciłam możliwość zalogowania. Próbowałam aktualizować dane, wpisać raz imię jedno, raz imię drugie i nic…. Wyskoczył błąd.

Bez tytułu

Żadnego kontaktu do administracji facebooka, żadnej dodatkowej informacji w pomocy, nic, kompletnie nic. Spróbowałam zalogować się na konto facebooka drugiego dnia. Znów ten sam scenariusz, a ja już zaczęłam się niecierpliwić. Człowiek zdaje sobie po krótkim czasie sprawę, jakim uzależnieniem jest ten portal społecznościowy.

W zasadzie na facebooku użytkownik ma wszystko: zdjęcia, kontakty do znajomych, ulubione gry i konkursy. Jesteśmy członkami przeróżnych grup kulinarnych, edukacyjnych lub sprzedażowych, mamy polubione fanpejdże blogów, sklepów i osób publicznych. Codziennie na naszych wall-ach wyświetlają się treści, które nas interesują. Tablica sąsiada jest już zupełnie inna. Więc w momencie, kiedy zaczęłam mieć zablowane konto na facebooku, zaczęłam mieć również wrażenie, że nie istnieję. W końcu wszyscy tam są! Nagle dostaję jednego smsa, bach drugiego! Dlaczego usunęłaś mnie z facebooka? Nie wiedziałam, co odpisać. Co miałam odpisać,?  Fb mnie usunął? 🙂 Straciłam wirtualnie ponad 4 lata życia?

Jednak konto prywatne można założyć na nowo. Najgorsze było wrażenie, że wraz z zablokowanym kontem mam zablokowany funpage bloga. Przyzwyczaiłam się, że gdy coś fajnego się wydarzy lub zastanawiam się nad jakąś sprawą, mogę napisać na Kamaszkowie, a wy doradzicie. Facebook to też doskonałe miejsce do promocji bloga, w końcu większość unikalnych użytkowników wchodzi poprzez linki umieszczone na funpage. I nagle tego nie ma. Mogę jedynie wejść polubić mojego funpage z nowego konta, które notabene jest puste.

Bez tytułu

Co teraz zrobić? Założyć nowe funpage bloga? Wykupić szybko promocję, aby odnaleźli mój blog fani, którzy wcześniej lubili Kamaszkowo? Jak wytłumaczyć, że poprzedni profil jest nieaktualny? Jak usunąć stary profil? Pytań jest milion, a odpowiedzi żadnej. Najlepiej byłoby odzyskać stare konto.

Nie dałam za wygraną facebookowi. Kombinowałam na wszelkie sposoby z wpisywaniem jednego imienia, drugiego imienia, pełnego nazwiska. Wcześniej miałam w nazwisku umieszczoną jedynie pierwszą jego literę, ze względu na spamujących zaproszeniami do znajomych uczniów. Miałam problem z głowy. Oni wpisywali moje dane w wyszukiwarce, mnie nie było. Jenak powróciłam do opcji pełnego nazwiska. Wcześniej miałam wprowadzone drugie imię, jakim jest Marta. Gdy zablokowane konto na facebooku pokazało, że Marty nie uznaje piąty i dziesiąty raz, a imię Agnieszka jedno jest niewystarczające, wpisałam w drugie imię również: Agnieszka i uwaga! Moje dane zostały zaktualizowane, odzyskałam dostęp do konta na fb i dostęp do funpage bloga. Po długich dwóch dniach niebytu 😉 Mam teraz w profilu dwa tak samo brzmiące imiona, być może niedługo spróbuję to zmienić, o ile facebook znów mi nie napisze: Twoje konto jest zablokowane.

Zablokowane konto na facebooku wcale nie oznacza końca świata, jednak życie wirtualne bez fb byłoby bardzo trudne. Zwłaszcza, gdy prowadzi się bloga, po cichu marzy się o przejściu kiedyś na swoją własną domenę a statystyki z odwiedzin jednak są najważniejsze 😉

 

OBCA SYNOWA!

Jesteś kilka lat po ślubie, a w rodzinie męża czujesz się obco?

Masz teściów, a po dzień dzisiejszy ciężko ci powiedzieć do nich: mamo, tato?

Jest jakiś mur między wami? Czujesz, że nigdy się nie przełamiesz?

Mam tak samo, pomimo tego, iż teściów wcale z głupich kawałów nie mam. Dbają o swojego syna, dbają o swoje wnuki, a ja? Ja jestem tylko synową. Jestem dodatkiem. Zamykam całość. Pracuję, studiuję, zajmuję się dziećmi, jednak idealnemu obrazowi synowej nie dorównam, nie zrobię tego wszystkiego tak, dobrze jak moja teściowa. Ona jest idealna, bez skazy, choćbym się super starała, zawsze jest jakieś ALE.  Nie wpasowałam się w schemat. Mam swoje zdanie, żyję po swojemu ze swoim mężem a teściów nie słucham. Jeden mankament a dzieli wszystko. Przepaść nie do przeskoczenia.

– Dziecko zachoruje? Zaniedbałaś- usłyszałam.

– Pies przegryzł smycz? Nie dopilnowałaś.

– Coś się zepsuło? Twoja wina, niepotrzebnie kupiłaś….

Przykre uczucie. Bardzo przykre, zwłaszcza, że w swoich własnych rodzicach nie mam oparcia. Matka nie żyje, ojciec alkoholik. Chciałabym mieć oparcie chociaż w nich. Na wiele rzeczy nie mam wpływu, po prostu. Nie wszystko jest moją winą. Też jak każdy człowiek mam gorsze dni. Brakuje mi ich akceptacji, ich zrozumienia. Popełniam błędy, to oczywiste, ale nie potrzebuję wytykania. Nie pamiętam już kiedy ostatnio usłyszałam od nich dobre słowo, chociaż ostatnio tak, ale za chwilę było znów jakieś… ale…

Czasem się śmieję i nawet mówię dla męża, żeby mnie szanowali i kochali, bo mają mnie jedną…. SYNOWĄ.  Czasem się śmieję, że jak trafi im się „gorsza” druga synowa (taka, co sobie nie da 😉 ), to dopiero docenią. Najgorszy jest moment w życiu, kiedy człowiek myśli, że wszystkie rozumy już zjadł. Kiedy myśli, że wszystko w życiu już osiągnął. Tylko prawdziwych, szczerych relacji z najbliższymi nie zbudował. Ot, cała bolączka świata…

sxc.

Nie rozumiem jak opinia ludzi może być ważniejsza od relacji z najbliższymi… Kiedy najbliżsi uciekają się do kłamstw,  aby się przypodobać. Ja nie kłamię, „nie cwaniakuję”, jestem szczera do bólu, czasem dostanę za to po tyłku. Jednak moralność ma dla mnie duże znaczenie, niekoniecznie opinia ludzi. Musiałam nauczyć być szczerym- męża swojego własnego 😉 przynajmniej w stosunku do mnie i do dzieci. Dla mnie jest to najważniejsza wartość.

– Bo co ludzie powiedzą- Ot, całe pokolenie teściowych wpajają synowym, że to ludzie są najważniejsi, nie one! Nie ich zdanie! Stąd rodzą się kretyńskie dowcipy, że najlepsza teściowa to ta na dwa: dwa metry za domem i dwa metry pod ziemią. Straszne.

Z teorii te teściowe mają zastępować nam matki, jak nie zastępować- to mają nimi być. A jak jest w rzeczywistości? W większości przypadków stają się największymi wrogami! One nie mają już nas wychowywać- nikt im nie każe. One nie mają już nam mówić, jak wychowywać nasze dzieci. Nie mówić nigdy: POWINNAŚ! A doradzić umiejętnie. Nie wytykać: NIE UMIESZ, a zaproponować pomoc. Czasem przytulić, czasem pogratulować. Czasem to one powinny pierwsze wyciągnąć do nas synowych rękę… Ponieważ paradoksalnie są starsze i mądrzejsze. Mają doświadczenie życiowe. Tylko to doświadczenie życiowe staje się nieraz bronią skierowaną w stronę żony syna, a tak nie powinno być.

Kochane teściowe powinny bezgranicznie szanować i akceptować żonę syna, a ona na pewno odwdzięczy się tym samym. W innym przypadku będą zgrzyty i historie rodem z kawałów…

W wieku 27 lat dużo osiągnęłam jako kobieta i jako matka. Nie dam siebie tak po prostu stłamsić, wmówić winę za losy całego świata. Jestem dobrą matką, dobrym pracownikiem i dobrym człowiekiem. Synową idealną nie muszę być. Podobno nie można mieć w życiu wszystkiego.

 

DLACZEGO NAUCZYCIELE NARZEKAJĄ NA PRACĘ W SZKOLE?

Zastanawiam się, dlaczego nauczyciele narzekają na pracę w szkole? Sama jestem z zawodu nauczycielem, niedługo z dwoma specjalnościami, za dwa lata po ukończeniu magisterki ze specjalnościami trzema. I doprawdy zastanawiam się, dlaczego nauczycielom jest źle pracować w szkole? Z czego to tak naprawdę wynika? Osobiście mam niewielki staż w pracy w szkole, na umowę o pracę pracowałam semestr zimowy na zastępstwo, dane mi było pracować w niewielkiej szkółce z fajnymi dziećmi o sporych osiągnięciach. 3 lata natomiast pracuję (do czerwca) na umowę zlecenie w dwóch szkołach wiejskich prowadząc zajęcia z projektu unijnego (dla dociekliwych- wygrałam przetarg- tak, prowadzenie zajęć w szkole również można wygrać najniższą ceną!)

Pracując w szkole, nauczyciel pracuje na kartę nauczyciela- 18 godzin tygodniowo + 2 godziny karciane, które dyrektor zazwyczaj przydziela na dodatkowe zajęcia wyrównawcze, kółka lub zajęcia przygotowujące do testów/ matury. Ja pracując na niecałe pół etatu- 7 godzin tygodniowo + 1 godzina karciana dostawałam pół najniższej krajowej + np. dodatek za łączoną klasę. Za 7 godzin tygodniowo! Nie za 20 jak każdy inny pracownik! Dodam, że nie jestem jeszcze dotąd nawet nauczycielem stażystą. W grudniu przed Wigilią mogłam liczyć na paczkę dla dziecka i dodatek na zakupy świąteczne z pakietu socjalnego.  Po nowym roku z radością czekałam na 13-kę, a jak wpłynęły jeszcze dodatkowe pieniądze, tytułem- wyrównanie- byłam w siódmym niebie! Ale nadal pracowałam za najniższe pieniądze! No nie miałam na co narzekać! Jedynie może na to, że przysługiwała mi tylko jedna, jedna, jedyna!!! ryza papieru ksero na cały semestr. Więc papier ksero, jak i resztę materiałów „tachałam” swoje.

Zacytuję mojego dziadka: „No co ty chcesz? Nauczyciel to najlepsza praca, jak masz rodzinę!”. Święta racja.  Mając dwoje dzieci doceniłam wolne weekendy i ferie oraz to, że dziecko odbierałam o 15:00 z przedszkola, o czym rodzice pracujący na 3 zmiany mogą jedynie pomarzyć. Pracując nawet na cały etat jestem teoretycznie 6 godzin w pracy, po czym jestem z moimi dziećmi w domu! To nic, że z kupą papierów na głowie: z dziennikami, sprawdzianami, diagnozami, opiniami! Ale z dziećmi w domu! Swoimi dziećmi! Nawet siedząc noce zarywając, pisząc dokumenty, ja mam je na oczach.

Na umowie zlecenie prowadząc zajęcia, nie przychodząc, nie przyjeżdżając danego dnia do pracy- nie dostaję za nieprzeprowadzone zajęcia pieniędzy. Chyba, że jestem na zwolnieniu lekarskim, dostanę kilka złotych, o ile sama odprowadzam składki chorobowe. Na umowie o pracę jako nauczyciel żadnymi składkami się nie martwię. W szkole nie spotkałam się z żadnymi złymi spojrzeniami dyrektora, gdy nauczyciel musiał iść na zwolnienie, bardzo chętnie znajdą się zawsze koledzy/ koleżanki aby kogoś zastąpić. Nie ma problemu z powrotem do pracy po urlopie macierzyńskim, tym bardziej po wychowawczym. Miejsce zawsze na nauczyciela czeka.

Little hands drawing between school supplies and apples
źródło: sxc.hu

Minusy pracy w szkole są, w której pracy ich nie ma? Nauczyciel narażony jest co dzień na stres, zasypywany jest milionem „papierologii” ( i będzie jej coraz więcej). Często pracuje poza godzinami pracy w domu bądź w szkole przygotowując apel. Musi wykazać się kreatywnością wychodząc poza schemat, pracując z podstawą programową. Nie oszukujmy się, szkoła kreatywność zabija, nie tylko w uczniach. W szkołach pracuje masa wypalonych zawodowo nauczycieli, dla których dodatkowy dokument to kolos nie do udźwignięcia, którzy wszystkie szczeble kariery „belferskiej” przeszli i po co się wysilać. Nauczyciele muszą wciąż się doszkalać/ studiować, lecz uważają, że są najmądrzejsi- no cóż „zboczenie zawodowe” 🙂

Jest również masa plusów. Poza wynagrodzeniem i wolnym weekendami (które możemy przeznaczyć na doszkalanie 😉 ) jest również satysfakcja z sukcesów uczniów i tego już się nie przeliczy na żadne pieniądze! To, że znajomi wciąż nie mogą się nadziwić, jak to ci jako nauczycielce dobrze! Ja to nawet sama wychwalam ten zawód, a niech zazdroszczą. Lubię nawet ten przyszyty kalendarz i telefon do ręki. Te wykreślanie zaplanowanych rzeczy i wciąż dopisywanie nowego, żeby w czasie się wyrobić. To życie w biegu, bycie non- stop na najwyższych obrotach! Nie ma czasu na nudę, zawsze czas urozmaici kilkugodzinna rada pedagogiczna, kontrola z ministerstwa lub dyżur na szkolnym korytarzu w przysługującej „przerwie w pracy”.

Przyszło mi w życiu pracować również fizycznie, na czarno, na umowę- zlecenie, bez umowy, współpracując, na umowę o dzieło, karta nauczyciela jest najlepsza! Jestem z tych nauczycieli, którzy jak twierdzą koleżanki po fachu: „mają jeszcze skrzydełka” 🙂 i obym tych skrzydełek nigdy nie straciła. Pracowałam w hurtowni sortując warzywa, niańczyłam starszą panią w Niemczech, pracowałam zdalnie, pracowałam w restauracji jako kelnerka zarówno sprzątając pokoje! Tak, ja wielka pani nauczycielka po studiach! I korona mi z głowy nie spadła! Naprawdę! Jak ktoś chce pracować, to będzie i żadna praca mu nie straszna! Jak się nie oczekuje tylko: „daj, bo mnie się należy”. Pracowałam po 12 godzin obsługując wesela i poprawiny (dalej lubię tak sobie w sezonie dorobić do rodzinnego budżetu), nie mówiąc o tym, że niedawno odbywałam praktykę w przedszkolu za darmo, tym samym płacąc niani za opiekę nad dziećmi i ładując kasę w paliwo, bo trzeba było 30 km dojechać.

Teraz będę miała przerwę 2 miesięczną wakacyjną. Nieodpłatną. Kończy mi się umowa- zlecenie. Z dniem 1 lipca potulnie poczłapię do urzędu pracy i uzyskam ubezpieczenie zdrowotne. Spędzę maksymalnie fajnie czas z moimi dziećmi w domu, po to aby w drugiej połowie sierpnia oczekiwać przylepiona w ekran telefonu na telefon ze szkoły! Którejkolwiek! Dostałam 2 tygodnie temu propozycję pracy w restauracji (tylko tu wchodzi najniższa krajowa, praca 40 godzin w tygodniu, często po 12 godzin + imprezy okazjonalne) i odrzuciłam. Nie będę pracować za free, płacąc większość wynagrodzenia niańce i wkładając w paliwo. Po prostu nie opłaca się, ale gdyby na dzień dzisiejszy nam brakowało, gdybym obawiała się o jutro, propozycję tą przyjęłabym. Już nie raz byłam w takiej sytuacji. Teraz na szczęście nie muszę…

Zaczynam ładować baterie do września! Mam nadzieję, ba…. Ja jestem pewna pracy w szkole jako nauczyciel. Nie ma innej opcji! CV rozwiezione do każdej placówki szkolnej i przedszkolnej w promieniu 30 km. A od września ruszam maksymalnie: zaczynam pracę, kończę podyplomówkę, zaczynam magisterkę, korepetycje, przedszkole, niania, życie na najwyższych obrotach! KOCHAM TO!!! 🙂

CIESZMY SIĘ Z BOBASA, TAK SZYBKO DZIECKO Z TEGO ETAPU WYROŚNIE; )

Bobas! Bobas! Krzyczą i biegają za Tomaszkiem koledzy Natalki (starszej siostry)  na przedszkolnym placu zabaw! Jaki on przy tych 3-4- latkach jest malutki! Taki mały biegający i wszędzie chcący wejść bobas! Taka mała rodziców i dziadków maskotka! Taki dzieciaczek, co to go jeszcze się całuje i pieści bez opamiętania!  

Ten etap ma to do siebie, że dziecko już chciałoby być samodzielne, a jeszcze nie końca mu się wszystko udaje:

– łyżka nie chce dokładnie trafić do buźki

– nóżki często się o siebie potykają

– buzia nie chce wypowiedzieć słów, których jeszcze nie umie

20150605_101915

Kiedy Natalka była w Tomka wieku, zaczynałam myśleć o rodzeństwie dla niej, żeby było jej weselej. Aby miała towarzysza zabaw. A Tomek już na dzień dobry miał koleżankę a zarazem siostrę do zabaw! Już nie roczniak, jeszcze nie dwulatek- taki sobie bobas , z którego trzeba się cieszyć i jak najwięcej czerpać, bo ten czas tak szybko minie;)

Te malutkie paluszki! Te malutkie nóżki! Jeszcze nie umie mówić (dosłownie kilka słów, najczęściej: tata), a już tyle rozumie! Wie, gdzie stoją buty i wie, gdzie znaleźć własnoręcznie wyniesionego pilota! Umie nasypać piasek do wiaderka zarazem próbując go zjeść ze szpadelka plując przy tym okrutnie 😉 Interesuje się wszystkim, pokazuje jak ptaszek lata, naśladuje szczekanie psa i … bardzo dużo je! Zje porcję swoją i za chwilę kończy porcję siostry! Tak to jest z tymi bobasami! Rosną na potęgę i jedzą jak szalone 😉

20150602_113129

Bobas to pociecha, która nie broni się jeszcze przed wycałowaniem przez wszystkich członków rodziny, a śmieje się z tego w głos! To taki mały człowiek, który idąc na swoich małych nóżkach, zwraca na siebie uwagę każdego przechodnia i wywołuje uśmiech na twarzy! Taki mały prawie samodzielny, a jeszcze bardzo bezbronny! Bez rodziców sobie nie poradzi, bez siostry byłby przylepiony cały czas do mamy. O uwagę walczy wciąż, potrafi ugryźć, płakać, krzyczeć i szczypać.

20150607_123341

Bobas to bardzo fajny czas w życiu dziecka, ja już wspominam z sentymentem, kiedy Natalia była taka malutka. Ona już wyrosła, 4- latka, która co dzień powtarza, jaka ona jest już duża! jeszcze pozostał mi malutki Tomcio, do jakiegoś 2,5 roku będzie słodkim bobasem. Później zaczniemy myśleć nad przedszkolem. Teraz pozostało mi tylko tulić, kochać i całować ze wszystkich sił! Ten czas już nigdy nie wróci! Dzieci rosną w zastraszającym tempie!

A tak niedawno wyglądała Natalcia, Tomcio był wtedy małym marzeniem. Jeszcze jedno małe marzenie w moim sercu się tli. Kiedyś na pewno to marzenie się spełni. Kocham moje dzieciaki, są motywacją, motorem do działania, bez nich świat byłby smutny.

DSCI0014

 

DLACZEGO MAM WYBIERAĆ MNIEJSZE ZŁO?

Dlaczego za każdym razem jako wyborca, mam wybierać mniejsze zło? A jeżeli jedna partia i druga partia jest dla mnie złem? Od ukończenia 18 lat byłam na każdych wyborach, w sumie z dowodem osobistym nie opuściłam żadnej okazji do głosowania. Uważam, że jako obywatelka tego kraju, mam nie tylko obowiązek, ale również okazję do wyrażenia aprobaty bądź odwrotnie- sprzeciwu dla danego kandydata. Jak większość młodych ludzi w Polsce mam dość rządów dwóch partii- pomimo tego, iż większość mandatów ma PO, to równo z PIS rządzą naszym krajem tworząc piękny i wyrazisty POPIS niezmiennie od kilku lat.

Jedna partia podwyższyła wiek emerytalny nie pytając obywateli o zdanie, nie dając nic w zamian, wprowadziła ustawę nakazując iść 6-latkom do szkół, w której rodzic nie ma żadnego zdania, poza odroczeniem dziecka. Druga partia bije się już x lat o Smoleńsk i Tupolewa, trzyma sztamę z kościołem nie zwracając uwagę na obywatela, a my państwem katolickim przecież nie jesteśmy, a świeckim- o tym się zapomina! Chciałabym mieć możliwość zapisania dziecka w szkole na etykę, kiedy przyjdzie do domu i powie: „Mama na religię nie chcę chodzić”. Chciałabym, aby moje dzieci mogły mieć wybór!

Chciałabym nie bać się o lepsze jutro dla mnie i dla moich dzieci. Chciałabym żyć choćby na średnim poziomie, abym nie musiała wybierać pomiędzy torebką dla siebie  a nowymi butami dla dziecka. Chciałabym mieć „coś” na w razie co i nie musieć martwić się, czy wystarczy do kolejnego przelewu. Chciałabym czuć, że mam jakieś prawa w tym kraju, kiedy to na najniższych szczeblach rządzi „mafia”, kiedy wiesz, że jako obywatel nawet w „małym świecie” w swoim samorządzie nie masz najmniejszych szans.

maxresdefault

Głosowałam na Pawła Kukiza. Mój głos był głosem sprzeciwu. Głosem 1/4 społeczeństwa. Ten głos był taką małą rewolucją zapowiadającą dużą rewolucję na wyborach samorządowych już jesienią tego roku. Wierzę, że tak będzie! Wierzę, że ja jako wyborca również mogę decydować, że matki z niepełnosprawnymi dziećmi dostaną, to co im się od dawna należy, a decydować w sprawie dzieci będziemy MY RODZICE. Nie zniknie na pewno partyjność i „znajomki” w małych miasteczkach, przekupstwa w przetargach, ale wierzę, że głos młodych ludzi, młodych ludzi mających dziś rodziny, że te głos coś zmieni! I nie będzie wybieraniem pomiędzy złem, a złem, a demokracji ŻADNEJ!

Na wybory w II turze pójdę, ale mój głos będzie nieważny! Nie popieram ani jednego kandydata, ani drugiego. Nie wiem jeszcze, czy dopiszę trzeciego kandydata z nazwiskiem: Kukiz, czy skreślę i zamażę całą kartę do głosowania.  Niech nieważne głosy w II turze będą przestrogą dla obecnie panujących 🙂 Niech przyszły prezydent i partie wiedzą, że nie będą na zawsze, że w tym kraju muszą zajść zmiany. Ja w to wierzę. Niezmiennie od 9 lat. Zawsze pozostaje wyjście wyjazdu, ale robię wszystko, aby zostać tu na miejscu, bo Polska jest moim krajem.

Mam prawo głosować i z tego prawa skorzystam. A TY? 

NATALKA JESTEM ;)

Wieczorkiem przed spaniem, Natalka dyskutuje:

Natalka jestem, Natalka De.

– A gdzie mieszkasz?

W domu.

Proste, prawda? 😉

10390544_855022071237468_3524872741093736503_n

——————————————————————————————————————————–

Na placu zabaw:

– Natalka, musimy już jechać do domku, tata obiad zrobił.

Mama, jeszcze się trochę pobawimy. Tu jest tak miło!

No nie mogłam nie ulec 😉

———————————————————————————————————————————

Wsiadamy rano do samochodu, bo obiecałam koleżance zawieźć ją z synkiem do lekarza. Przy okazji odwożę 2 kroki Natalkę do przedszkola, a przedszkole mamy na przeciwko domu.

Mama, a gdzie jedziesz?

– Odwieźć się do przedszkola, a później mama jedzie zawieźć Wojtusia do lekarza,’bo jest chory.

Ojej, znów Wojtuś jest chory?

– Tak.

A ja się mama martwię o Wojtusia. 

Taka mała dorosła 😉

———————————————————————————————————————————

Na weselu u kuzynki męża w październiku, Natalka dostała ze sobą do domu ananasa. Panna młoda zadaje pytanie Natalce:

– A co to jest, wiesz?

Wiem. Kwiatek 😀

Dziś byliśmy na poprawinach i znów śmialiśmy się z kwiatka. Ananasa oczywiście ze sobą Natalka do domu zabrała 🙂

big_ananas

 

 

MAMA, JEDZIEMY NA KOLOROWE "BUJA"?

Rozpoczęliśmy sezon na plac zabaw! Całkiem z pompą, bo w tym miejscu jesteśmy praktycznie codziennie, choć jeden raz! Chyba, że pogoda nie jest sprzyjająca. Gdy jedziemy do domu, jakieś 2 km od naszego miejsca zamieszkania, Natalka zawsze krzyczy: „Mama, pojedziemy na to kolorowe „buja”? Rzeczywiście ten plac zabaw emanuje żywymi kolorami.

Jechać rowerkiem biegowym za daleko, przynajmniej w drugą stronę wiem, że córka po ponad godzinnej zabawie no nie da rady, a i Tomka trzeba zabrać z nami spacerówką. Uprościłam nam drogę i wsiedliśmy w samochód. 3 minuty i byliśmy na miejscu. Plac zabaw inny, niż wszystkie, bo nawet roczne dziecko może już na nim pohasać. Widać, atesty spełnia! Spełnia atesty również małego Tomka, który padł po zabawie w samochodzie i nie zdążył zjeść obiadu 🙂

wpid-20150503_130520.jpg

wpid-20150503_130419.jpg

wpid-20150503_131804.jpg

wpid-20150503_132004.jpg

Tomek dużo uczy się od starszej siostry, naprawdę we wszystkim próbuje jej dorównać i denerwuje się strasznie, gdy mu nie wychodzi ;), ale z czasem nadrobi na pewno, w końcu jest 2,5 roku młodszy 🙂

 

 

TESTUJEMY KAMERKĘ ZERKAM.PL Z PORTALEM FAMILIE.PL

Niedawno otrzymałam propozycję z portalu Familie.pl testowania kamerki od Zerkam.pl. Jak na początku bardzo się cieszyłam, tak później nastawiłam się do niej jak do jeża. No bo jak? Nagrywać swoje dzieci? Jak w programie: „Idealna niania”, ale z czasem oswajałam się z myślą, że to wcale nie musi być złe rozwiązanie.

Dziś musiałam zaprowadzić starszą 4-letnią córkę do przedszkola, a młodszy roczny synek jeszcze spał. A spał tak mocno, że szkoda mi go było wybudzać. I właśnie wtedy przyszła mi na myśl kamerka od Zerkam.pl, która leży w szafie. Przecież tak super rozwiązałaby sprawę! Przedszkole mamy na przeciwko domu, jakieś 5 min drogi w tą i z powrotem! A synek spałby spokojnie! A niewyspane dziecko to najgorsze ZUO! Każdy rodzic to wie! 😉

Mamy też psa Elvisa, którego jak zostawimy w domu, piszczy i szczeka. Przynajmniej przez jakiś czas. Sąsiadów mamy z deka starszych, to i skarżą się czasem na niego. Nie raz jak wrócimy po kilku godzinach do domu, na przedpokoju zastajemy rozszarpane pudło kartonowe od butów lub pogryzione ulubione gumowe kapcie pana.  Kiedyś pogryzł mi nowe buty przed weselem kuzynki. Także fajnie byłoby i jego poobserwować.

KAMERKA ZERKAM.PL PRZED MONTAŻEM

wpid-20150330_234415.jpg

KAMERKA ZŁOŻONA- BANALNIE PROSTA SPRAWA 😉

wpid-20150424_083453.jpg

PO ZŁOŻENIU KAMERKI I PODŁĄCZENIU, LOGUJEMY SIĘ NA ZERKAM.PL I WPISUJEMY PARAMETRY NASZEJ SIECI WI-FI

wpid-20150424_083513.jpg

NA KONIEC SKANUJEMY KOD I ZERKAMY 😉

wpid-20150424_084144-1.jpg

OCZEKUJCIE FILMIKU PREZENTUJĄCEGO KAMERKĘ, ZAMIERZAM TEŻ ŚCIĄGNĄĆ APLIKACJĘ NA TELEFON I TABLET, ABY WSZĘDZIE NIE CIĄGAĆ ZE SOBĄ LAPTOPA. INTERNET MAM TAKI, ŻE ZABIORĘ GO W DOWOLNE MIEJSCE NA ŚWIECIE 😉

NASTĘPNA CZĘŚĆ TESTOWANIA NASTĄPI 😉

JAK DOCENIĆ SAMEGO SIEBIE? ( po latach bycia głąbem?)

Jak docenić samego siebie, skoro życie serwuje nam co dzień przykre doświadczenia? Jak się dowartościować, kiedy ludzie wokół nawet na dzień dobry nie potrafią odwzajemnić uśmiechu? To pytanie zapewne zadaje sobie wielu z nas. Jak iść przez życie z podniesioną głową i nie ulegać zbytnim frustracjom?

Dorastałam w rodzinie, w której nigdy za nic mnie nie chwalono. Przynajmniej ja tego nie pamiętam. Zawsze byłam za coś karcona i zawsze, ale to zawsze ja byłam najgorszym głąbem, bo często gęsto nic mi się nie udawało. Być może to przez to, że żaden z rodziców nie zbudował we mnie poczucia własnej wartości. Zazwyczaj byłam gorsza od młodszej siostry, ponieważ ona wszystko robiła lepiej, ładniej, dokładniej. Zazdrościłam zawsze koleżankom, które mogły pochwalić się swoimi rodzicami tzw. „chwalipiętom”. Taką chwalipiętą na dzień dzisiejszy jest moja 4-letnia córka, jak na swój wiek jest bardzo pewna siebie i ma swoje zdanie. Mnie nikt nigdy o moje zdanie nie pytał. Miało być tak jak rodzice chcieli, koniec, kropka.

Pech chciał, że dorosłam. Dorastałam i zaczynałam łamać schematy, oczywiście w granicach normy. Łamałam schematy, lecz nie przekraczałam dostępnych norm, nie łamałam tym prawa. Uciekałam od sztywnych reguł, do dziś ich nie lubię. Dziś jestem nauczycielką i łamię reguły, nie lubię monotonnych lekcji, co najmniej raz w miesiącu dzieci robią coś „ponadprzeciętnego” i nawet zgadza się to z programem nauczania.

wpid-20150411_113613.jpg

Wiedziałam zawsze, że chcę uciec z tego „zaszufladkowania” i wiedziałam, że jestem więcej warta. Chciałam wszystkim pokazać, że mogę więcej. Chciałam zmienić swoje życie, choć do końca nie wiedziałam, co chcę w nim robić. Chciałam zajmować się dziećmi, chciałam robić to, co lubię, miało to być związane z dziećmi- po prostu 😉

Poszłam na studia, skończyłam je, w między czasie założyłam rodzinę. Uwielbiam moje dzieciaki i nigdy nie dam ich nikomu skrzywdzić. Nigdy nie nazwę leniem, głąbem, ponieważ wiem, że słowa potrafią mieć moc. Nawet tą negatywną. nie lubię dzieci zastraszać, ani bić i tego nie robię. Traktuję je tak samo, jakbym sama chciała być traktowana. Często spoglądam z perspektywy dziecka. Do czego zmierzam?

Dzieci bardzo mnie dowartościowały. Rola matki potrafi uskrzydlać. Jest ktoś, kto kocha nas bezgranicznie, kto nie zna słowa: „kłamstwo” i powie nam wszystko szczerze. Ten ktoś jest mały, a potrafi powiedzieć kocham i tęskniłam za Tobą 😉 Ten ktoś wyciąga rączki i chce się przytulić, pomimo złego humoru mamy.

Drugą rzeczą, która może nas dowartościować to praca. Miejsce, w którym możemy się wykazać. A jeżeli jest to praca, którą lubimy i miejsce, w którym lubimy spędzać czas, to nic więcej do szczęścia nam nie trzeba. Dla mnie tym miejscem jest właśnie szkoła i obcowanie z dzieciakami. Nawet przedszkole mnie fascynuje, a myślałam, że nie przełamię się w kontakcie z 3-latkami. A one same lgną się przytulać, biorą za rękę i przynoszą samochodzik do naprawy lub chwalą się nowymi kapciuszkami, które kupiła mama.

Studiowanie również, nawet niekoniecznie studiowanie- co samo dokształcanie się w danej dziedzinie. W dziedzinie, która nas fascynuje. Warto się przekwalifikować, jeżeli dzisiejszy zawód nie daje nam gwarancji pracy lub ramy czasowe nie są odpowiednie dla młodej mamy. Można również porwać się na własną działalność. Ale można również też narzekać, stać w miejscu i nic nie robić. Można. I czekać na cud. Niestety, nic samo do nas nie przyjdzie.

Warto mieć również przyjaciół- nawet jedną osobę, do której możemy zadzwonić i wygadać się o każdej porze dnia i nocy. Osobę, która poradzi, a nie oceni. Przyjaciela, który wysłucha i nie będzie prawił nauk. To ten ktoś może podnieść nas na duchu, kiedy żyć się odechciewa, a są takie momenty, są niestety. Kiedy ma się wszystkiego dość. Kiedy człowiek dochodzi do momentu, po co mi to wszystko? Po co się starać? 

A właśnie dla siebie! Dla własnej satysfakcji! Aby się samemu dowartościować. Aby to nam samoocena wzrosła, a niekoniecznie komuś. Czasem trzeba być zdrowym egoistą. I można dojść do wszystkiego, do czego się chce. Tylko trzeba mocno w to wierzyć.

Ja uwierzyłam, a Ty?

 

KOMUNIKACJA TOMKA ROCZNIAKA.

Tomcio różni się znacznie od swojej starszej siostry w tym wieku. Roczniak jednak wszystko podpatruje od starszego rodzeństwa i słownictwem szybciej może się porozumieć. Nie jest tego słownictwa nie wiadomo ile, częściej jest to mowa niewerbalna, czyli mowa ciała.

Tomuś umie już powiedzieć:

  • Ta- Ta– drugie dziecko moje jest „tatowe”, ta-ta roczniak chodzi i powtarza cały czas przy każdej okazji.
  • Ma- Ma– to jest słowo używane przez Tomka w akcie totalnej desperacji, podczas wielkich żali  za coś, czego mama nie pozwoliła ruszyć.
  • Pa- Pa– machanie na dowidzenia komuś( lub gdy ulubiona bajka się kończy ) maluch ma opanowane do perfekcji
  • Aaaaaaa– od kołysanki „kotki dwa”. Gdy Tomek chce spać, zaczyna śpiewać swoją melodię.
  • Di-Di (ewentualnie ti-ti)- Gdy Tomek budzi się w nocy powtarza te dwie sylaby, czasem gdy usiłuje długo usnąć również z żalem wypowiada Di-Di 😉

Roczniak komunikuje się niewerbalne natomiast tak:

  • cmok– cmoka, gdy woła psa do siebie, żeby rzucić mu ulubioną zabawkę.
  • yyyyyy- wszystkie jęczenia, stękania, aby coś z góry dać , czego aktualnie Tomek nie może dosięgnąć 😉

wpid-20150411_113613.jpg

Święta jest butelka w naszym domu, ma po prostu magiczną moc, gdy Tomek zobaczy swój mleczny napój z kleikiem ryżowym, rytualnie wchodzi na łóżko i czeka, aby mu tylko ją podać. W jednym momencie następuje cisza i syneczek jest w niebie.

Tomaszek uwielbia naśladować swoją starszą siostrę, wszystko chciałby robić, co ona. Malować, wycinać, rozrzucać i psocić najbardziej. Lubi do niej podbiec, zabrać daną rzecz i przebierać nóżkami uciekając momentalnie do drugiego pomieszczenia 😉

wpid-20150411_121407.jpg

Tomek ma jedną dłuższą drzemkę podczas dnia, zazwyczaj między godziną 12:00-13:00, później lubi paść ze zmęczenia około 17:00-18:00. Lubi układać klocki, stukać wszystkimi łyżkami, zabawkami o podłogę. Najzabawniejsze jest to, że ulubionymi rzeczami Tomka są mop, wiadro od mopa i odkurzacz. W kogo on się wdał z tymi porządkami? 😉 Tylko jak otworzy oczy rano, biegnie do łazienki po wszelkie przyrządy, a ścielenie łóżka razem ze swoją starszą siostrą ubóstwia 😉

WIELKANOC OCZAMI (SŁOWAMI) NATALKI ;)

wpid-img_20150404_141837.jpg

Tata, jutro idziemy do przedszkola?

– Nie, jutro jest święto, Wielkanoc.

A ja chcę do przedszkola!

– A pamiętasz, co dzisiaj zaniosłaś do kościoła do święcenia?

Koszyczek.

– A co było w tym koszyczku?

Nagrody.

– (tata wielce zdziwiony) A jakie to nagrody były?

Cebula i … świeczka! (buahaha, śmiechów nie było końca)

Już Natalka nie pamiętała, jak miała ochotę spałaszować kielbaskę z koszyka 😉

———————————————————————————————————————————

Natalka wstaje rano, biegnie do okna, wtem staje jak wryta i rzecze:

Hyyyyyy mama, śniegu nie ma!!

– No nie ma……..

Ale święta przecież są!

– No są święta.

No to co to za święta bez śniegu 🙁

CO NAPRAWDĘ SIEDZI W SZTUCZNYCH BARWNIKACH DO JAJEK?

Sztuczne barwniki do wielkanocnych jajek, czy naturalne? Wiadomo, naturalne jest zdrowe i bezpieczne. A co może się stać, gdy wybierzemy barwniki sztuczne? Co w nich tak naprawdę siedzi? Przy okazji robienia eksperymentu na studia na metodykę edukacji przyrodniczej postanowiłam wziąć pod lupę również barwniki sztuczne.

kolaż

Do naturalnych barwników możemy zaliczyć: sok z buraka, czerwonej i żółtej cebuli, pora, malin, jagód – eksperymentować tu można tak naprawdę do woli. Wystarczy dobrze wyposażona piwnica i pólka sklepowa, jeżeli o warzywa chodzi. Dodajemy wrzątek, ocet i wrzucamy jajko. Zostawiamy jajko w roztworze na dłuższy czas i gotowe! A wystarczy tak niewiele:

20150403_204908

A oto konkurent———–>>>>> SZTUCZNE BARWNIKI:

20150404_113552

20150404_113600

W ICH SKŁADZIE ZNAJDZIEMY:

E-110– Substancja ta może wywołać nasilenie się objawów astmy (pokrzywka, duszności) u osób na nią cierpiących, Ponadto występuje prawdopodobieństwo wystąpienia nadpobudliwości i dekoncentracji u dzieci. Barwnik azowy zakazany w kilku krajach.
E-133– Jest to barwnik syntetyczny, bardzo dobrze rozpuszczalny w wodzie. stosowany głównie do produkcji takich artykułów jak lody, żelki, napoje alkoholowe i bezalkoholowe. Powszechnie uważany jest za nieszkodliwy. Zakazany w Szwajcarii.
E-102– Jest to jeden z niebezpiecznych barwników stosowanych w żywności. U astmatyków i osób z nietolerancją aspiryny może powodować reakcje alergiczne, bezsenność, depresję, nadpobudliwość i dekoncentrację. Szczególnie niepożądane jest stosowanie tego związku u dzieci z syndromem ADHD. Ponadto może wywołać dychawicę.
E-124– jest barwnikiem azowym, nie jest wskazany dla astmatyków może również powodować nadpobudliwość u dzieci. Znajdziemy go również w lodach, słodkich napojach mlecznych, oranżadach i herbatach w proszku.

Sól I  Antyzbrylacz (czyli dodatek do soli)– W zachowaniu sypkości soli pomaga żelazocyjanek potasu (E-536)- antyzbrylacz. Żelazocyjanek potasu dodaje się często, aby sól nie zbijała się w twardą bryłę pod wpływem wilgoci, która może wystąpić przy niewłaściwym przechowywaniu.

Stearynian magnezu– To biały proszek nieposiadający zapachu, który zwiększa przyczepność i zmniejsza pylistość. Składa się z kwasu stearynowego i jonu magnezu ale wbrew nazwie nie zawiera ani trochę przyswajalnego przez nasz organizm magnezu. To tani i skuteczny wypełniacz. Kwas stearynowy może uszkadzać układ immunologiczny, a ten ma kluczowe znaczenie przy zachowaniu zdrowia i odporności.

aż strach się bać!!!

A można pomalować jajka niedrogo, tanio i bezpiecznie. Wymaga to tylko więcej czasu i zaangażowania 😉

20150404_094542

 

NIE JESTEM IDEALNĄ MATKĄ. Idealność potrafi być zabójcza….

Cieszę się, że nie jestem idealną matką. Cieszę się, że nie dążę do idealności, choć takie zapędy nie raz miewam, patrząc na koleżanki matki, które mają sto rad na wszystko. Kiedy któraś dzwoni i pierwszym pytaniem jest: dlaczego twoje dzieci płaczą? I tłumacz każdej po kolei, że dziecko ma prawo płakać, a jeżeli ich dzieci nie buntują się i we wszystkim je słuchają- to pozostaje mi jedynie pogratulować. Ani moje dzieci, ani ja idealni nie jesteśmy.

Jestem z zawodu nauczycielem języka niemieckiego, udzielam również korepetycji z języka angielskiego. Moja starsza córka  powinna już przedstawić się w dwóch językach i wymienić co najmniej wszystkich członków rodziny. Natalka lubi bajkowe filmy w języku angielskim i mimowolnie zapamiętuje ich teksty, prosi zawsze o ich włączenie, np „Family finger” w różnych aranżacjach.  Prawdopodobnie angielski pozna dopiero w podstawówce, a niemiecki w gimnazjum. Z drugiej strony jak mówię komuś, że od września chciałabym zapisać córkę na zajęcia grupowe z języka, słyszę: dlaczego sama jej nie nauczysz? Dlatego, że w towarzystwie innych dzieci i w towarzystwie fajnej pani na pewno moje dziecko załapie język szybciej. Ja zaczynam na razie od osłuchiwania dziecka z językiem obcym, na razie chciałabym ją nauczyć literek w języku polskim, dopiero później przyjdzie czas na prawdziwą naukę języka obcego, choć wiem, że prawdziwa nauka języka najlepsza byłaby poza granicami naszego kraju na żywo.

Moje dzieci nie umieją same zasypiać, naszą 4-latkę trzeba po zaśnięciu wynosić do jej łóżka. Uwielbiam wieczory, gdy dochodzi godzina 21:00- ja kładę się pomiędzy nimi i czasem razem z nimi usypiam- taka sytuacja 😉 Mam koleżankę, której dzieci o 20:00 śpią już w swoich łóżkach- bez wyjątku- świątek, piątek, czy niedziela. Ja swoim dzieciom w piątek lub sobotę daję pohasać nawet do 23:00 byleby były w miarę cicho. Szanuję  ciszę nocną i innych sąsiadów, ale idealnie kłaść spać moich dzieci nie umiem i nie zamierzam tego czynić. Dopóki im się krzywda przez to nie dzieje, dopóty ja jestem spokojna.

Nie jestem matką polką i nie lubię spędzać czasu w kuchni. Umiem gotować, ale nie przepadam za tą czynnością. Czasem ułatwiam sobie  drogę kupując gotowe pyzy lub pierogi. Jakoś przeraża mnie wizja lepienia pierogów przez pół dnia. Moje dzieci tak samo mają problem z wybrzydzaniem, bo wiedzą, że jak jednego nie zjedzą, to drugiego nie dostaną i kropka. Nie pamiętam z mężem, abyśmy my jako dzieci kiedykolwiek wymyślali z jedzeniem, żeby matka stała i dekorowała nam kanapki, czy z parówek robiła ośmiornicę. Lubię chwile, kiedy z córką wspólnie pieczemy ciacho, ale są one rzadkością. Za to z utęsknieniem obie czekamy na jakiś specjalny czas (święta, imieniny, urodziny), aby znów mieszać, wsypywać i miksować.

Nie mam też idealnie wysprzątanego mieszkania, często między nogami spotykam klocki lub pampersy, które Tomek zdążył rozrzucić. Nie lubię podlewać kwiatów i nie lubię o nie dbać, może dlatego w domu mam ich aż dwie, trzy sztuki. Kwiatami zajmuje się mąż, jak sobie oczywiście przypomni…. Ulubionym sprzętem jest odkurzacz i pralka, mniej wolę mopa i zmywanie podłóg, ale też nie uważam jak moja teściowa, że tą z kolei trzeba zmywać 3 razy dziennie….  Mój dom muzeum nie jest. Zawsze powtarzam jedno zdanie, jak tylko podreperujemy naszą kondycję finansową, to zaproszę do nas jakąś panią raz w tygodniu do porządnego ogarnięcia domu, aja będę miała więcej czasu dla dzieci.

Idealność potrafi być zabójcza dla nas samych, ponieważ wielu ludzi w około nie potrafi docenić tego, o co tak mocno się staramy, nawet czasem najbliższe osoby, niestety. Jest takie mądre przysłowie: „Życie nas nie rozpieszcza, więc pieśćmy się same ;)” Ja próbuję za wszelką cenę się dowartościować, ale nie wszystko musi być idealnie. Uwielbiam realizować się w pracy i praca sprawia mi radość. Często opowiadam o niej w domu i cieszę się, że wybrałam zawód nauczyciela. Zamknięta tylko z dziećmi w domu nie czułabym się dobrze. Nie potrzebuję krytyki innych osób apopo moich wad, ponieważ je bardzo dobrze znam i jeżeli tylko będę chciała, będę z nimi walczyć. Kolejnych kompleksów nie potrzebuję. Czasem zdarzają się sytuacje na które kompletnie nie mamy wpływu i wtedy ta idealność może porządnie podstawić nam nogę, a my sami poturbujemy się psychicznie.

wpid-2015-03-26-11.21.27.jpg.jpeg

Połamana kredka, czy grająca zabawka wrzucona do kąpieli to nie koniec świata- to tylko rzecz nabyta. Oczywiście- uczymy dzieci szacunku do rzeczy- ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Uważam, że najważniejsze w związku i rodzinie są relacje pomiędzy ludźmi, niekoniecznie zawsze czysta podłoga. Oboje z mężem uwielbiamy słuchać muzyki i tym zarażamy nasze dzieci, próbujemy nie zwracać uwagi na przyziemne rzeczy, ponieważ szkoda na nie czasu. Nie studiujemy miliona poradników, szukamy informacje i niektóre wybiórczo wprowadzamy w życie, chcemy aby były zgodne z naszymi poglądami.

Chcę nauczyć moje dzieci tolerancji, aby nie zaszufladkowały ludzi po pierwszym wrażeniu, aby byli otwarci na nowe znajomości i nowe sytuacje. Chciałabym, aby przyszli zawsze do mnie z każdym problemem. Nie chcę być dla nich tyranem, a przyjaciółką. Chcę, aby miały o mnie dobre zdanie, tak samo jak ja je zawsze pomimo wszystko będę wspierać w ich życiowych drogach. Nie chcę, aby pamiętali z dzieciństwa wiecznego sprzątania i tylko tego. Sprzątamy zazwyczaj wspólnie . Chciałabym, aby mieli zdrowe podejście do wszystkiego, co je otacza, aby z byle czego nie robiły problemów i aby nie dały się nigdy przekrzyczeć i zaszczuć. To moje takie jedyne matczyne marzenia. Aby poradziły sobie w życiu. Nie jestem idealną matką, chcę aby moje dzieci mnie taką kochały 🙂

SKOŃCZYŁAM KARMIĆ PIERSIĄ I PRZYTYŁAM :(

Skończyłam karmić piersią i przytyłam, co nie przydarzyło mi się po pierwszej ciąży, bo w pierwszej ciąży przytyłam 14 kg, a schudłam w mig 20 kg. Ważyłam mniej, niż przed ciążą i myślałam, że tak będzie w przypadku ciąży drugiej. Widocznie nic nie ma bez wyrzeczeń.

Po drugiej ciąży do swojej idealnej wagi dochodziłam około 8 miesięcy, lecz karmiłam piersią coraz mniej, bo praca, bo obowiązki, bo studia. Za to nadrabiałam podjadaniem wieczorami. Ponad miesiąc temu wskoczyłam na wagę.  Wiedziałam, że przybrałam tu i ówdzie, bo wałeczki zaczęły się z deka wylewać. Lecz nie przypuszczałam, że waga wskaże równe 70 kg. Zachodząc w ciążę I ważyłam dwa kilo mniej, a w ciążę II- 7 kg mniej!

fridge-interior-15900-m
źródło: sxc.hu

 

Natychmiast postanowiłam, że przestanę podjadać wieczorami, co skutkowało tym, że waga po miesiącu pokazała kilogram mniej. Brakuje jeszcze tych 4 kg… Najlepiej 6.  Ściągnęłam wczoraj  ze strychu stary rower stacjonarny i zaczynam pedałować 😉 Po wczorajszej pół godzinnej przejażdżce czuję dziś zakwasy w nogach, będę codziennie ten czas wydłużać, do co najmniej godziny dziennie.

Restrykcyjnej diety na razie sobie nie narzucam, poczekam na efekty za miesiąc. Pamiętam kilka lat temu zaparłam się i w dwa miesiące schudłam 7 kg- ćwicząc na rowerku w siłowni i odrzucając prawie wszystkie węglowodany. Wszystkie ciuchy musiałam wymienić. Dziś nie muszę tego robić, bo ciuchy mam, tylko zrobiły się z deka obcisłe 😉 Sprawię, aby znów były w sam raz, a w nagrodę dokupię jakaś fajną kieckę na wesele. To też jest dodatkowa motywacja- wesele kuzynki męża w maju! Trzeba jakoś wyglądać. A jak „podleczę” kondycję na rowerku w domu, to może wyruszę w trasę pobiegać, choć z tym zawsze byłam na bakier. Wiem, że mi się uda!

Inspiracją do napisania tego tekstu i wzięcia się za siebie była Szalonooka, po jej poscie o odchudzaniu pomyślałam, że trzeba zacząć działać. A tekst Mamali dał mi dodatkowego kopa na rozpęd i zniosłam rower 😉

 

KARMIENIE PIERSIĄ 2,5 LATKA JEST DZIWNE?

Dwa tygodnie temu, gdy synek przebywał ze mną na oddziele dziecięcym z szpitalu powiatowym, dzielił salę z 2,5 letnim chłopcem, którego mama karmiła piersią. Chłopiec był chory na zapalenie krtani, odmawiał posiłków w szpitalu  i dużo czasu w związku z tym przebywał przy piersi mamy.

Reakcje pielęgniarek, salowych i lekarzy były różne, zazwyczaj oznaczały duże zdziwienie i niedowierzanie. Gdy sztab ludzi wychodził z naszej sali po obchodzie, słychać było dziwne szepty o karmieniu tak długo dziecka.  Panie salowe były najbardziej wyrozumiałe. Przychodziły, zagadywały i opowiadały swoje przygody z karmieniem piersią.

Ja sama jestem pełna podziwu dla mam długo karmiących, ponieważ nie miałam na tyle cierpliwości i swoje dzieci zaraz po skończonym roku odstawiłam. Z drugiej strony nie czułam i nie czuję żadnego niespełnienia, ponieważ dla mnie cały rok karmienia jest wystarczający. Zwłaszcza po przygodach z młodszym dzieckiem z 3 zapaleniami piersi pod rząd. W 2 miesiącu życia Tomka miałam ochotę przerzucić małego na butelkę, ale nie poddałam się i dziś jestem z tego dumna. Nie neguję też decyzji innych mam o zaprzestaniu karmienia piersią w dowolnym momencie życia dziecka.

Z kolei często czytam posty Agaty na blogu promującym karmienie piersią Hafija.pl, chociaż sama już karmiąca nie jestem. Nie raz śmiałam się z opisywanych przez nią stereotypów i niekompetencji polskich lekarzy apropo laktacji i długiego karmienia. Pielęgniarki na oddziale nie mogły nadziwić się 2,5- latkiem przy piersi mamy. Po cichu chwaliły i przyznawały się , że same karmiły dzieci do 3 roku życia. Panie doktor przyznawały otwarcie, że dawno już nie spotkały na oddziale 2,5- letniego dziecka, jeszcze karmionego piersią. I do tego mama otwarcie się do tego przyznaje! No przedziwne zjawisko! Normalny obrazek na końcu korytarza oddziału dziecięcego to czajnik bezprzewodowy, wysterylizowane butelki, podgrzewacz i mleko modyfikowane- sponsorowane przez szpital.  

W sumie nie byłoby w tym wszystkim nic zaskakującego, gdyby nie jedna sytuacja z panią ordynator na czele. Po skończonym obchodzie dziecko rzekło do mamy: „chcę cycusia”. Na to pani doktor odpowiedziała: „Co? Taki duży chłopak i je z piersi? Proszę natychmiast odstawić! Natychmiast! Dziecko w tym wieku już je normalne posiłki, a pani pokarm nie ma dla niego już żadnych wartości! To powiedziała pani doktor, ordynator oddziału dziecięcego- szpitala powiatowego, w którym brak jakiegokolwiek doradcy laktacyjnego, po czym wyszła, a my we dwie stałyśmy jak „wryte” i słowa nie mogłyśmy wykrztusić.

Wychodząc z oddziału do bufetu, gdy synek spał natknęłam się na plan dnia obowiązujący na naszym oddziale dziecięcym i wcale już zdziwiona nie byłam. Wszystko stało się jasne, dlaczego prawie żadna matka z naszego szpitala dziecka poniżej 1 roku życia piersią nie karmi:

wpid-20150301_122759.jpg

Nie od dziś wiadomo, że niemowląt piersią nie karmimy na zawołanie, co 3 godziny, a na żądanie. Uwielbiam wyłapywać absurdy codziennego życia, a niekompetencja lekarzy apropo karmienia piersią mnie dodatkowo poraża!

Zapraszam do Agaty! Do najlepszego bloga parentingowego ever 🙂 HAFIJA.PL 

1000 ZŁ MACIERZYŃSKIEGO OD 2016 ROKU! Lepiej rodzić, niż pracować na śmieciówce!

1000 zł  miesięcznie zasiłku macierzyńskiego od 2016 roku jest fajną alternatywą dla każdego rodzica, a jeżeli ten zasiłek (nowa nazwa: świadczenie rodzicielskie) będzie można otrzymać bez opłacenia ani jednej, wręcz żadnej składki do ZUS- to przepraszam bardzo za głupie pytanie- po co pracować?

Co ciekawe nowe świadczenie otrzymają kobiety, które uwaga! Nie są ubezpieczone w ZUS, czyli wszystkie pani bezrobotne, pracujące na umowę zlecenie, na umowę o dzieło i nie odprowadzające żadnych składek.  Więc przypuszczam nie będziemy mieli już tylko wojen matek o karmienie piersią, czy butelką/ o poród naturalny, czy cesarskie cięcie/ ale także  o ten nieszczęsny zasiłek macierzyński.

źródło zdjęcia:: komorkomania.pl
źródło zdjęcia: komorkomania.pl

Najbardziej ucierpią na tym matki, które pracują i nie otrzymują nawet najniższej krajowej.  Można pracować na niepełny etat.  Najniższa krajowa + opłacane składki = najniższy zasiłek macierzyński (200, 300 zł miesięcznie). Znów w drugą stronę na umowach zleceniach zacznie się kombinatorstwo, jak pominąć przepisy i ubezpieczyć się przy mężu/ rodzicach, aby tylko nie w ZUS, żeby świadczenie w wysokości 1000 zł otrzymać.

W najlepszej sytuacji znajdą się panie niepracujące w ogóle, ubezpieczone w Urzędzie Pracy lub właśnie przy mężu, również studentki na studiach dziennych. W sumie nie pracuję, więc nie martwię się, że składki są małe, że w ogóle nie opłacone, a jak już urodzę 1000 zł miesięcznie wpadnie, bo o dochód nikt nie zapyta. A jak to już będzie trzecie lub czwarte dziecko z kolei- to będzie modna karta dużej rodziny, pierwszeństwo dostania się do placówki przedszkolnej i po tym roku zwrot z urzędu skarbowego w wysokości ok 4 tysięcy złotych (o ile mąż pracuje i utrzymuje rodzinę)

Tak się zastanawiam, gdzie tu jest sens i logika takiej ustawy „prorodzinnej”. Czy nie lepiej te 1,2 miliarda złotych (przewidywany roczny koszt świadczeń) przeznaczyć na rozbudowę żłobków i przedszkoli?  Większość mam po roku do pracy nie wraca, gdy ma oddać obcej pani (niani) prawie całą pensję.  Czy nie lepiej zwiększyć kwotę zasiłku rodzinnego i w tym kryterium dochodowe, aby rodzice nie musieli martwić się o ceny mleka modyfikowanego i oryginalnych pampersów dla małego alergika?

Dobrze jeżeli to świadczenie rodzicielskie stanie się fajną alternatywą dla bezrobotnych mam chcących założyć własną działalność, nawet pół tej kwoty przeznaczyć na rozwój i start biznesu- to już spory zastrzyk bez kredytu i bez wniosków o dofinansowanie działalności. Dobrze, gdy mama studentka opłaci czesne za dalsze studia, w tym nie musi obawiać się o byt dziecka przynajmniej do ukończenia przez nie roku. Super, gdy młodzi rodzice pomyślą o większym bezpieczniejszym samochodzie i atestowanych fotelikach dla swoich dzieci. Te pieniądze naprawdę, gdy pomyślimy można dobrze spożytkować, a nowy potomek „przy okazji” da wiele szczęścia rodzinie.

Obawiam się jednak, że pójdzie to też w drugą stronę. W stronę kombinatorstwa, w stronę „jak robić, aby się nie narobić, a jeszcze zarobić”. W stronę: „ile jeszcze z tego państwa mogę wyciągnąć”? W stronę: „po co mam pracować?, co rok to prorok”- 12 tysięcy rocznie + 4 tysiące zwrotu z Urzędu Skarbowego daje ładny wynik. I w sumie przy tym zasiłku macierzyńskim, zasiłek rodzinny w kwocie 77 zł miesięcznie zostaje daleko w tyle. „Wypłata” miesięczna już jest.

ZNISZCZ TEN DZIENNIK- Czym przyciąga nastolatków?

„Zniszcz ten dziennik”- to światowy bestseller, który zafascynował całą rzeszę nastolatków. Czym przyciąga młodych ludzi? Co w tym dzienniku jest tak nadzwyczajnego? Z pewnością nie jest to „książka do czytania” i z tego powodu tej fascynacji nie rozumieją rodzice wyrostków. 

wpid-20150211_170617.jpg

„Zniszcz ten dziennik” ma służyć kreatywnej destrukcji.  Sprzedał się w nakładzie ponad 2 mln egzemplarzy. Pierwsza pochwaliła mi się dziennikiem 13-letnia dziewczynka podczas korepetycji. Wzorowa uczennica. Popatrzyłam na pomalowane, pobazgrane kartki, w sumie nie wnikałam. Jej mama skomentowała książkę następująco: „No zobacz Agnieszka, wydałam 30 zł na książkę, którą ona teraz bazgrze- no tak jęczała i jęczała, że musiałam kupić, po prostu musiałam”. Skomentowałam zdanie jedynie tym, że za oceny na pewno zasłużyła. Same piątki i szóstki, więc czemu nie kupić dziecku książki w nagrodę?

Kolejne korepetycje, dwoje rodzeństwa: starszy brat- 1 klasa gimnazjum, młodsza siostra- 5 klasa szkoły podst. Oboje właściciele książki pt: „Zniszcz ten dziennik”. „Zobaczy Pani, jakie tu są fajne zadania w tej książce”. Ale o co chodzi? Co w tych zadaniach jest takiego odkrywczego? Popatrzyłam i zaniemówiłam. „Tą stronę wyrwij i komuś podaruj”. Na kolejnej tabelka i w każdej kolumnie/ kratce ” zrób plamę z czego chcesz”, „z tej kartki zrób samolot”, „tą kartkę zgnieć w kulkę, z książki zrób namiot i turlaj kulkę nogą”. Na dodatek 13-latek opowiada mi jak tą książkę z kolegami wyrzucają przez okno w szkole, jak turlają ją z górki i jak się nad swoimi „dziennikami” uczniowie po prostu znęcają.

wpid-20150211_170735.jpg

„No i wie Pani,  jak wracam taki mega wkurzony ze szkoły, to ja rzucam tą książkę o drzwi w pokoju, dziobię ją scyzorykiem”I po tym zdaniu mnie kompletnie olśniło, popatrzyłam na tą „książkę” z perspektywy nastolatka i zapytałam: „To chyba jest tak, że wy w tym dzienniku wyrażacie swoje emocje? Zostawiacie je tutaj”. A on mówi, że dokładnie tak jest. Nastolatkowie w tym „głupim” wieku przechodzą bunt. Bunt przeciwko światu, bunt przeciwko schematom, bunt przeciwko ustalonym regułom (nie chwaląc się mi to zostało po dziś dzień). Szukają swojej drogi, nie koniecznie chcąc podążać ze wskazówkami rodziców. Fascynuje ich wszystko, co jest na NIE i ta „książka” jest właśnie na nie. Ona jest inna, niż wszystkie książki do tej pory. Tą książkę można zniszczyć, można ją opluć, zalać, podpalić, nabazgrolić i się z tego cieszyć. Cieszyć jak małe dziecko, bo z innymi książkami tego robić nie wolno.

wpid-20150211_170509.jpg

Niszczenie książek jest społecznie nieakceptowane, pozaginane rogi kartki świadczą o niechlujstwie ucznia, w społeczeństwie dorosłych ludzi papier/książka/dokument jest rzeczą świętą. Już od maleńkości byliśmy karceni za poplamienie/popisanie książki: przy książce się nie je! Chcesz czytać? Musisz umyć ręce, żeby nie pobrudzić. I tak samo karcimy nasze dzieci. Nagle zbuntowany nastolatek dostaje książkę, z którą może zrobić cokolwiek chce. Stąd ten fenomen. Stąd, że on w tej książce może wyrazić swój sprzeciw. Może zachować się destrukcyjnie i tą destrukcję zamienić w kreatywność, no bo kto pomyślałby, ile plam można zrobić na jednej kartce papieru? Ile destrukcyjnych, pobudzających kreatywność rzeczy można zrobić z jedną książką? Nawet iść z nią pod prysznic. „Ale proszę Pani, już więcej tak nie zrobię, bo już trzeci dzień suszę i zobaczy Pani jak ona wygląda” 🙂

wpid-20150211_170714.jpg

Opinie o „książce” są skrajne. Jest ich mnóstwo w internecie. Nastolatkowie zachwalają pod niebiosa, natomiast druga strona,  ci starsi czytelnicy nie mogą pojąć, jak można wydać 30 zł na coś, co za chwilę trafi do kosza. Piszą, że lepiej wziąć te 30 zł i je podrzeć, na to samo wyjdzie. Piszą, że gdzie tu kreatywność? Skoro są polecenia do wypełnienia na każdej stronie: np „ponumeruj każdą stronę zaczynając stąd” . Z kolei autorka Keri Smith podkreśla, że polecenia każdy może interpretować na swój sposób, namawia do eksperymentowania. A więc w sumie możemy ponumerować według naszej fantazji: 1,3,5,7,9,4,6,8…..   Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał, aby zbierać naklejki z owoców i przyklejać je na stronę książki? Akt „wandalizmu/ destrukcji, ale też pomysłowości. Tym samym uruchamia nam się wyobraźnia.

wpid-20150211_170657.jpg

Dla nastolatka uruchamia się wyobraźnia, w momencie, gdy tak naprawdę każdą destrukcję może zamienić na kreatywność, nie zapominajmy o origami- niszczymy kartkę, nie jest już prosta i gładka jak na początku, ale jednak powstaje z niej coś fajnego. Ta książka pokazuje nastolatkom, że świat można zmieniać, że nudna książka nie jest warta przeczytania ( paradoks szkolny ;), że powinniśmy zwracać uwagę na wartościowe rzeczy.

„Zniszcz ten dziennik” podbił serca nastolatków, niekoniecznie serca rodziców. A ciebie też zafascynował?

ROK ZA NAMI- czyli wzloty i upadki z dwójką dzieci matki.

Pierwszy raz siedzę i nie wiem, co mam napisać o moim dziecku. O moim szalonym jak rwąca rzeka chłopcu, o moim krzykliwym, rozdartym na wszystkie strony świata Tomku. Kiedy synek ostatnio usnął- zastanawiałam się, jak to byłoby mieć tylko jedną Natalkę i chyba byłoby nam nudno. I to bardzo nudno. Jako mama jednego dziecka żyłam beztrosko, jak w bajkowym świecie. I ta bańka pękła w momencie narodzin drugiego dziecka.

Ten rok był dla nas wszystkich trudny. Trudny dla mnie jako mamy już dwójki dzieci, trudny dla Natalki, bo nagle musiała podzielić się rodzicami z innym małym człowieczkiem. Trudny dla Tomka, bo nie tylko pochylaliśmy się nad nim- my rodzice, ale również starsza siostra. Natalka jako pierwsze dziecko miała tylko nas, a on od razu musiał walczyć o odrobinę więcej uwagi. Z biegiem czasu tak sobie to wszystko tłumaczę.

dzieciaki_0000

– 2 dni temu rozkręciłam łóżeczko. Cały rok stało i zagracało dziecięcy pokój. Miałam nadzieję, a raczej tą nadzieję dawały mi inne osoby: „A bo może on do łóżeczka się przekona?” Nie przekonał się, ale za to polubił łóżko mamy i bardzo lubi spać u siostry. Położenie w łóżeczku było równoznaczne z otwartymi oczami i krzykiem.

– Na początku naszej mlecznej drogi miałam ogromne wyrzuty sumienia, co później przełożyło się na lekki stan depresyjny. Pierwsze dziecko wykarmiłam praktycznie bezboleśnie,  karmienie piersią nie sprawiało mi problemów. A przy drugim dziecku wszystko stało się trudne. 3 zapalenia piersi dały mi ostro do wiwatu, nieustanne kolki dwa razy dziennie. W tamtym okresie przestałam praktycznie jeść, aby tylko synek nie krzyczał i nie płakał.

– Ząbkowanie to istny horror. Tomek nie mieścił i nie mieści się w żadnym schemacie rozwoju dziecka. Podobno ząbkowanie nie powinno już mu tak bardzo dokuczać, a jednak potrafi mnie gryźć i drzeć się jak opętany. Na dzień dzisiejszy ma już 8 zębów: wszystkie jedynki i dwójki.

10613079_745485608831541_5638697354763565079_n

– Przez ten rok nie przespałam ani jednej nocy w całości. Pamiętam przez pierwsze 3 miesiące padałam na pyszczek po maratonie pobudek jakie mi serwował synek, co dwie godziny, jak w zegarku. Z czasem przyzwyczaiłam się, zaczęłam z nim wspólnie spać. Niemożliwe było zrywanie się co chwila, w dzień również musiałam być dostępna dla starszej córki, która także mnie potrzebuje.

– Po pół roku wydłużyły się synkowi drzemki. Teraz potrafi przespać 2 godziny w ciągu dnia. Jednak 15 minutowa drzemka, a 2 godzinny sen robi różnicę i to niebywałą! Jako noworodek i niemowlę do pół roku synek nie sypiał praktycznie w ogóle. Wszystko robiłam z nim na rękach, co skutkowało  zazdrością Natalki.  Ona chciała mieć tylko mamę, do tej pory mówi: „Mama, pograj ze mną balonem, ale posadź Tomka” 🙂

1450233_827706153942819_4750698659640555553_n

– Starsza córka na początku była bardzo pomocna, interesowała się dzidzią. Zabierałam ją razem na ważenie, podawała pieluszki, dawała dla młodszego brata smoczka. Później zaczął się etap buntu, Natalka zaczęła pokazywać na co ją stać, zaczęła być nieznośna, musieliśmy ustalić sztywne granice jej zachowań, choć do tej pory było to niepotrzebne. Z czasem oswajała się z sytuacją, że brat zagościł na stałe w jej życiu. Pomału zapraszała go do zabaw, przytulała, całowała, gilgotała- do tej pory po pobudce Tomka rozśmiesza go słowami: „gili, gili” 🙂 Uczyła Tomka chodzić! Łapała za ręce i prowadzała po pokoju, nadal tak robi, ściąga brata z łóżka na rękach, na co ja reaguję stanowczym sprzeciwem.

-Teraz po roku jesteśmy na etapie: „Tomek, to nie lalka!”. Najbardziej Natalka nie lubi, kiedy układa swoje ulubione puzzle, a brat przybywa jak burza i wszystko lata w powietrzu. To samo z klockami, malowankami. Najchętniej ona posadziłaby go w jednym miejscu, a tak się nie da. Tomek- jako 11 miesięczny chłopiec zaczął chodzić, a już jako 7- miesięczne niemowlę przemieszczał się na czworaka. Natalka lubi odepchnąć, uderzyć, kopnąć, a Tomaszek zaczął oddawać- ciągnie siostrę za włosy, szczypie i gryzie. Trzeba rozdzielać i docierać kto zaczął. Jedno dziecko zająć jednym, drugie drugim. Natalka jako starsza siostra lubi rozkazywać, pokazywać dla brata- co w tym momencie ma robić- niestety tak się nie da, bo „Tomek to nie lalka” 🙂 Pięknie jest natomiast popatrzeć, kiedy razem się bawią, uwielbiają razem się chlupać w wannie, dzielą się serkiem lub ciachem.

10403350_804147042991638_2404987607319988667_n

– Spanie i karmienie: po roku odstawiłam synkowi pierś. 3 dni było krzyku, ciągnięcie za bluzkę, ale byłam nieugięta. I wiecie, że zaczęłam się wysypiać? Pomimo dwóch pobudek na butlę w nocy! Ja teraz w nocy mam dwie pobudki, a nie przysysanie się do piersi i wybudzanie mnie co chwilę. Jest różnica i to ogromna. Pomimo tego, iż kocham karmić piersią, kiedy dziecko kończy rok, jest to dla mnie sygnał, że już wystarczy. Tak samo było w przypadku starszej córki.

– Udało mi się do końca odpieluchować starszą córkę. W dzień nie nosiła już pieluchy 1,5 roku, ale jednak w nocy była potrzebna. Natalia do tego stopnia polubiła pieluchę, że gdybym rano jej nie zdjęła, ona mogłaby w niej chodzić cały dzień. Wiąże się to też trochę na pewno z zazdrością o to, że młodszy brat nie musi siusiać na nocnik lub sedes. Ostatecznie rozstaliśmy się z pieluchą- rozmiar 5, a w wakacje na pewno zrobimy przymiarkę na nocnik dla Tomka.

Kiedy młodszy synek miał 2 miesiące, ja marzyłam o tym żeby już skończył pół roku. Gdy miał pół roku, marzyłam o tym, aby skończył rok. Pierwszy rok z dzieckiem jest zawsze wielkim przełomem, każdy z nas na nowo uczył się swojej roli, głównie dzieci. Dużo dał nam ten czas radości z pokonywania przeciwności losu.  Kiedy wyżynał się nowy ząb, ja skakałam z radości, że w końcu chwilę odsapnę, takie samo uczucie gdy udało mi się nie podać butli w ciągu dnia dla 3-miesięcznego Tomka. Uczucie satysfakcji towarzyszy mi, gdy Natalka mówi, że kocha braciszka, bo „to jest jej braciszek” i wszystkie dzieci w przedszkolu wiedzą, że Natalki brat ma na imię Tomek. To coś znaczy 🙂

 

DARMOWE TESTOWANIE DLA KAŻDEGO

Dziś przedstawię Wam portale, na których można za darmo testować różne produkty. W portalach, w których czasem udaje mi się testować różne rzeczy- nabór testerów jest preferowany poprzez wypełnianie ankiet.

WWW.STREETCOM.PL

platforma streetcom

Na portalu streetcom.pl po zarejestrowaniu, uzupełnieniu danych, mamy możliwość wypełnienia ankiet za punkty. Im więcej zbierzesz punktów, tym większa szansa na testowanie. Zazwyczaj w paczce ambasadorskiej dostajesz pełnowartościowy produkt dla ciebie i próbki dla twoich znajomych np. ty dostajesz pudełko kapsułek do prania a twoi znajomi po jednej kapsułce. Twoim zadaniem jest promować dany produkt wśród rodziny i znajomych, którym rozdałeś próbki lub też nie i umieszczać raporty z rozmów na specjalnie do tego stworzonej platformie. Możesz również prowadzić kampanie na swoim blogu lub forum. Nie muszą być do rozmowy dosłownie twarzą w twarz. Ważne, aby informacja o kampanii testerskiej dotarła do jak największej liczby osób dzięki tobie. Informację o dostępnych ankietach na profilu dostaniesz przesłaną mailem. Każda twoja aktywność będzie punktowana: ankieta, udostępnienie na fb grafiki, zaproszenie znajomego do społeczności streetcom, polubienie fp marki startującej w kampanii.

-Ja miałam możliwość przetestowania maść Bepanthen link tutaj

– testowałam razem z córką także kaszkę Nestle link tutaj

W Streetcom zarejestrowana jestem przeszło 2 lata. Dotąd udało mi się dostać do 3 kampanii testerskich.

WWW.SAMPLECITY.PL

samplecity

Kolejny portal umożliwiający testowanie za darmo. Ten portal nie przypomina o dostępnych akcjach przez maila. Trzeba wejść raz na jakiś czas na ich stronę internetową i obserwować, czy zaczęła się akcja zbierania testerów. Jeżeli tak, klikasz w dane okienko z produktem na głównej stronie i wypełniasz ankietę. Za kilka dni sprawdzasz wyniki, czy dostałaś/eś się do akcji.

– Na tym portalu udało mi się testować kosmetyki dla dzieci marki Skarb Matki.

Na Samplecity jestem zarejestrowana od około roku. Ostatnio z powodu braku czasu (wolałam go spędzić z rodziną po pracy) przegapiłam kilka akcji testerskich.

WWW.TESTMETOO.COM

testmetoo

Portal, na którym aby zacząć testować trzeba zebrać swoją grupę i wykonać cel tygodnia- celem tygodnia jest zaproszenie znajomego, aby z naszego linku zarejestrował się w serwisie. Ja jeszcze nic tu nie testowałam, zbieram grupę, kliknij w link na górze i dołącz do mnie 🙂 A może razem uda nam się testować.

WWW.REKOMENDUJ.TO

rekomenduj to

Na Rekomeduj to także możemy testować produkty. Zarejestrowana tam jestem też ok. roku. Udało mi się dostać raz  zostać ambasadorem marki kosmetyków Le Petit Marseillais. Nie pamiętam, aby portal wysyłał mi maila przypominającego o akcjach- samemu trzeba pamiętać. Jeżeli dostaniesz się do akcji, otrzymujesz na swój adres paczkę ambasadorską, którą dzielisz się ze znajomymi. Rozmawiasz, zbierasz opinie i piszesz raporty.

WWW.TALKMARKETING.PL

talkmarketing

Dołączyłam do tej platformy całkiem niedawno. Dopiero stawiam tam pierwsze kroczki. Nowa planowana akcja to testowanie nowej margaryny Ramy.  Telemarketing polega na tym samym, co w innych tego typu akcjach testerskich. Rozmawiamy o produkcie, jak nam się podoba- promujemy i raportujemy. Jeżeli akcja testerska będzie pasowała do naszego profilu, otrzymamy maila z informacją. W telemarketingu jesteśmy uwaga! Nie ambasadorami, a AGENTAMI 🙂

WWW.BANGLA.PL

bangla

Serwis, w którym możemy dzielić się naszymi spostrzeżeniami na temat danego produktu. Kupując produkt czasem jesteśmy zadowoleni bardzo, a czasem chcielibyśmy przestrzec inne osoby przed wydaniem pieniędzy w błoto. Raz na jakiś czas odbywa się akcja testerska, w której mogą wziąć udział zarejestrowani użytkownicy. Z bangla na wiosnę zeszłego roku miałam okazję testować wkładki laktacyjne Campol Babies.

WWW.EVERYDAYME.PL

everyday me

Na tym portalu jestem już sporo czasu. Od czasu do czasu zamawiałam jakieś próbki. Na pewno otrzymałam próbkę płyny do płukania Lenor, szamponu przeciwłupieżowego. Czasem zapominałam, że coś zamówiłam i w skrzynce pocztowej czekała na mnie miła niespodzianka. Później fajnie jest się podzielić opinią z testowanego produktu na portalu.

Everyday me stworzyło niedawno platformę ambasadorów. Zalogowałam się i wypełniłam ankietę.  Ciekawa jestem, co z tego fajnego wyniknie. Bardzo lubię ten portal 🙂

Szykuję dla was również kolejny wpis, tym razem o płatnych ankietach oraz portalach, w których za wypełnianie ankiet dostajemy punkty, które następnie wymieniamy na nagrody. Z ciekawości pozakładałam tam konta, jeżeli rzeczywiście okażą się ok, dam was znać nowym postem 🙂

ŻYCIE W MAŁYM MIASTECZKU- "PRZYJEDŹ DO MNIE!"- CZĘŚĆ II

O, będziesz jutro w Bartoszycach? Zajedź do mnie! Mieszkam w Sępopolu, w niewielkiej miejscowości oddalonej od Bartoszyc (miasta powiatowego) o 18 km. W Bartoszycach mam siostrę, dziadków. W samym mieście lub okolicach mam kilka znajomych bardzo dobrych koleżanek- każda z nich raz na jakiś czas wypowiada przez telefon magiczne zdanie: „Zajedź do mnie”. 

Samochód już jest prawie do mnie przyszyty, do tego stopnia, że kluczy z kieszeni płaszcza nie wyjmuję wcale. Nie wyobrażam sobie bez niego życia, mobilność ma swoją cenę- a ja z niej korzystam. Lekarz, zakupy, załatwienie sprawy- wsiadam, jadę. I może dlatego większość bliskich mi osób postrzega mnie pod kątem tej mobilności. W moim miasteczku, na miejscu koleżanek nie mam- nie mówię tu o znajomych mamach, z którymi tylko jestem na „cześć”- bo znamy się po prostu… z widzenia, bo nasze dzieci razem chodzą do przedszkola. Tyle.

Więc, aby skorzystać z zaproszenia którejś z wymienionych wyżej osób muszę wsiąść w samochód i jechać. Tylko nie lubię jeździć jak nie muszę. Benzyna kosztuje. Samochód na wodę nie jeździ. Niestety. „Ale dawno już u mnie nie byłaś”- słyszę z drugiej strony telefonu. Tylko Wy u mnie byłyście/byliście raz lub wcale lub podczas specjalnych okazji…. A oczekujecie ode mnie, że rzucę wszystko, zapakuję dwójkę dzieci na plecy i heja. Najlepiej do każdego po kolei! Dnia mi nie starczy, aby każdego odwiedzić.

10345548_367316506781659_9027705702497216846_n

Przez 3 lata mieszkania 18 km od miasta wypracowałam sobie kompromis dotyczący odwiedzania znajomych. Robię to przy okazji załatwiania różnych spraw zazwyczaj. Jadę na zakupy- przy okazji kogoś odwiedzę- po prostu.

Uwaga prezentuję typowe wyjście gdziekolwiek z dwójką małych dzieci (różnica 2,5 roku).

– Ubieranie się-

Wyjście z domu oznacza pół godziny: ubierania, szamotania, krzyków, jęczenia, płakania, szarpania się z: butami, kluczami, psem, bo chce między nogami z mieszkania uciec i łapanie w między czasie wszystkiego, co zapomniałam, a co nagle mi się przypomniało, śmieci na przykład).  

Jak ubieram tą moją prawie 4- letnią dziewczynę (to znaczy sama się ubiera (ale mama pomóż) i tego mojego drącego się w wniebogłosy roczniaka, sama się zdążę spocić jak idź stąd i nie wracaj. Sama się już „doubieram” na klatce schodowej w locie. Schodzę pierwsza po schodach tyłem trzymając Tomka na rękach asekurując starszą (że gdyby spadła to złapię- akurat 😉 )

– Wejście do samochodu.

Klatka schodowa minięta, pies w domu szczeka. Czyli jest ok. Najpierw pakuję tego młodszego w fotelik. Gdy tylko zapinam pas zaczyna się aria darcia jak zwykle zresztą. Znów drugi raz się pocę przy zapinaniu starszej, bo mały nadal się drze.

Jazda samochodem zazwyczaj przemija bez większych atrakcji, no chyba, że młody pół drogi się drze, ale z wiekiem mu pomału przechodzi. Zazwyczaj na szczęście śpi.

Wejście do kogoś znajomego bądź do zwykłej Biedronki. Budzenie dzieci.

Moje dzieci tak mają, a najczęściej to młodsze, że 3 minuty jazdy i śpi. Starsza zasypia po ok 15 minutach. Czyli zasypia, a ja za 5 minut parkuje samochód. No i trzeba budzić…. Najpierw z samochodu wyciągam starszą- biorę za rękę i przemieszczamy się na drugą stronę samochodu po młodszego śpiącego. Starszą za rękę, młodszego na ręce, torebka, czasem jeszcze inne dodatkowe tobołki i lecimy.

Powrót wygląda podobnie, z tym, że młody gorzej się drze. 

Znów na nowo ubieranie dzieci, wkładanie do fotelików (to jest chyba moje przekleństwo!)

2 miesiące temu przyjaciółka zapytała, widząc u siebie moje jęcząco- płaczące towarzystwo, jak ja to robię, że ubieram się i żadne się nie zgrzeje.

Na początku zawsze ubieram starszą. Z nią  jest prościej. Jak ubiorę najpierw młodszego i zabieram się za starszą, to młodszy się drze, więc trzeba odwrotnie. Więc ją zawsze ubieram do spodni i do bluzy i wtedy małego od dołu do samej góry- czyli od pampersa po samą czapkę. Małego drącego sadzam i w tym czasie szybko starszej pakuje buty na nogi (chociaż w tym czasie zawsze każe jej je założyć- trudna sprawa), kurtkę i czapkę. Mam gotowe towarzystwo do drogi. Wychodzę z mieszkania.

Wyszłam z mieszkania. Zimno. Mnie zimno, chwytam z wieszaka płaszcz, czapkę, szalik i wszystko ubieram już na klatce podtrzymując kolanem małego, aby nie spadł. I jakoś to idzie.

Dlatego na samą myśl wyjścia gdzieś z dwójką dzieci płakać mi się chce. Nie dlatego, że nie chcę jechać, że nie chcę kogoś odwiedzić. Do siostry np muszę wdrapać się na III piętro z dziećmi. Na III piętro!!! Jak wiem, że mogę liczyć u kogoś na dłuższy pobyt- typu kawa, ciasteczka, dzieciaki się pobawią, fajne pogaduchy, relaks,  czasem obiad (obiad najczęściej u dziadków) to jadę chętnie. Ale jak mam jechać na godzinę czasu! Godzinę! A samo wyjazd i przyjazd mi tyle wychodzi- to ja dziękuję bardzo. Wolę posiedzieć spokojnie w domu. Lub wyjść na spacer. Szybciej małego wsadzę w wózek i przyjemniej. Ot co!

Zapraszam do siebie!

P.S. CHYBA TO WYDRUKUJĘ I WYŚLĘ DO ZNAJOMYCH 🙂

DZIECI LUBIĄ DUŻE POJAZDY- FENOMEN ŚMIECIARKI I AUTOBUSU :)

Dzieci lubią duże pojazdy i budowle- dzieci lubią wszystko, co jest duże. Dla dzieci duże pojazdy są takie wow!!! Za każdym razem słyszę to wow, gdy na spacerze z radością odzywa się Natalka: „Mama, popatrz autobus, taki duży żółty autobus! Widzisz?”

Fenomen śmieciarki i autobusu jest na tyle ciekawy, że przypomniała mi się  zabawna sytuacja jeszcze na studiach licencjackich. Jedną z wykładowczyń zaniepokoiło zachowanie synka. Zapytała nas (jeszcze 19- letnich studentów), czy jest to normalne i czy jest to powód do niepokoju, że jej kilkuletni synek marzy o tym, aby jeździć śmieciarką! Po kilku dniach okazało się, że synek podpatrzył pana, który po opróżnieniu kontenera na śmieci, jedzie na pojeździe trzymając się z tyłu uchwytu. I to go tak zafascynowało w owej śmieciarce 😉

20150123_091711[1]

Pamiętam, jak kiedyś  na podwórku na wsi w sierpniu zbiegała się cała chmara dzieci, gdy nagle na horyzoncie pojawiał się wielki w naszych dziecięcych oczach kombajn! Tak naprawdę to nawet ja po tych 20 latach jadąc samochodem, widząc z daleka z naprzeciwka przemieszczający się kombajn,  w myślach uciekam gdzie pieprz rośnie 🙂 Mam wrażenie, że zaraz mnie wciągnie tymi zębiskami z przodu.

826475_79849266
źródło: sxc.hu

W dobie samochodów osobowych, kiedy prawie każde gospodarstwo domowe choć jeden samochód na stanie ma, przejażdżka autobusem jest czymś wyjątkowym. Pamiętam rok temu, jak popsuł nam się samochód i z dwoma przesiadkami godzinę czasu okrężną drogą jechaliśmy do wsi oddalonej 10 km od naszej miejscowości na urodziny Kasi. Jaka była wtedy radocha córki 🙂

20150121_170139[1]

Prawie 30 km od naszej miejscowości na specjalnej rampie na dworcu kolejowym, stoi zabytkowa lokomotywa. Wracając od lekarza specjalnie zabrałam córkę w tamto miejsce. Była wprost oniemiała, gdy zobaczyła takie duże cudo! Stanęła pod nią, dotknęła! Co roku staramy się jeździć pociągiem do rodziny na Śląsku, podróż trwa w sumie 10 godzin, w tym 8 godzin w pociągu. Choć raz w roku moje dzieciaki mają możliwość przejechania się pociągiem, autobusem coraz mniej.

201408191414

201408191415

 

JAK ODROCZYĆ 6- LATKA? CZYLI- RODZICE CHCĄ MIEĆ WYBÓR!

Jak odroczyć mojego 6-latka? To pytanie zadaje sobie niejeden rodzic patrząc na dziecko, które beztrosko spędza czas w zerówce.  Jak jeden mąż to dziecko pójdzie we wrześniu 2015 roku razem ze swoimi rówieśnikami do I klasy. „Rodzice chcą mieć wybór”- to ogólnopolska akcja społeczna  mająca na celu uświadomić rodziców i posłów, o licznych błędach jakie nasz rząd popełnił wysyłając młodsze o rok dzieci do szkoły. Jest to kontynuacja ogólnopolskiej akcji z przed kilku lat: „Ratujmy maluchy”.

logo_rodzice_chca_miec_wybor_0

Projekt: „Rodzice chcą mieć wybór” zakłada:

1. RODZICE BĘDĄ DECYDOWAĆ O TYM CZY ICH DZIECKO ROZPOCZNIE EDUKACJĘ SZKOLNĄ JAKO SZEŚCIO CZY SIEDMIOLATEK 

Jeszcze kilka lat temu nikt nie bulwersował się faktem (ani rodzice, ani rząd, ani nauczyciele), gdy rodzic chciał odroczyć swoje 7- letnie dziecko. Rodzic miał prawo udać się z przyszłym uczniem do poradni psychologiczno- pedagogicznej po opinię gotowości szkolnej swojego dziecka.

Gotowość szkolna to inaczej stopień rozwoju dziecka niezbędny do podjęcia obowiązków związanych z rozpoczęciem nauki w szkole. To zespół tych cech psychofizycznych ukształtowanych w okresie pierwszych 6 lat życia, które umożliwiają dziecku przystosowanie się do nauki w szkole. Dojrzałym po podjęcia nauki szkolnej jest dziecko o takim stopniu rozwoju, który umożliwi mu naukę czytania, pisania i liczenia, przystosowanie się do wymagań szkoły, zgodne współżycie z grupą rówieśniczą. Sześciolatek jest gotowy do nauki w I klasie szkoły podstawowej, jeśli posiada umiejętności oczekiwane od dzieci kończących przedszkole, jest zainteresowany szkołą, stara się być wytrwały w podejmowanych zadaniach.

Już w tym roku wielu rodziców szturmuje poradnie psychologiczno- pedagogiczne wnioskami o odroczenie obowiązku szkolnego u przyszłego ucznia. Jednak ministerstwo chce ukrócić praktyki rodziców walczących o dobro dziecka. Publiczne poradnie pod naciskiem Ministerstwa nie chcą odraczać 6- latków.  Decyzją MEN diagnozą mogą być objęte dzieci NIE WCZEŚNIEJ, niż w maju w roku, kiedy rozpoczyna się rok szkolny. Co to oznacza dla rodziców? Rekrutacje do przedszkoli kończą się w marcu i dziecko, nawet jeśli uzyska opinię pozwalającą na odroczenie w obowiązku szkolnego w maju lub w wakacje, nie będzie miało szans na miejsce w przedszkolu.

logo1
Logo na stronie MEN zachęcające rodziców do posłania dziecka do I klasy

Uwaga! Ministerstwo jednak odbija piłeczkę w stronę nauczycieli wychowania przedszkolnego. Na stronie MEN można przeczytać taki oto fragment poradnika tutaj:

„Co ma zrobić rodzic, gdy słyszy w przedszkolu, że jego 6-letnie dziecko nie osiągnęło gotowości szkolnej, a obowiązek obejmie je już od września 2014 roku?
W takiej sytuacji warto zapytać wychowawcę, który wykonał diagnozę przedszkolną, w jakich obszarach przedszkole nie przygotowało dziecka w pełni do podjęcia nauki w szkole.”
I jeszcze jeden kwiatek:
„Poradnia podała rodzicom odległy termin diagnozy gotowości szkolnej dziecka, przypadający po skończonej rekrutacji do szkół i przedszkoli. Jak rodzic może ubiegać się o decyzję o odroczenie w szkole?

Wniosek o odroczenie realizacji obowiązku szkolnego rodzice mogą składać przed rozpoczęciem roku szkolnego lub już w trakcie jego trwania – do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 lat– czyli najlepiej w październiku lub listopadzie cofnąć dziecko z powrotem do przedszkola, czytamy dalej:

Jeśli odroczenie nastąpi po okresie rekrutacji do szkół i przedszkoli, może się okazać, że w przedszkolu, do którego uczęszczało dziecko nie ma już miejsca. W takiej sytuacji gmina zobowiązana jest zapewnić miejsce dla dziecka w innej z placówek.
Dziecko może zatem kontynuować zajęcia w placówce, do której do tej pory uczęszczało lub też w innej – wskazanej przez gminę.” – tylko, co z gminami, w których jest jedno przedszkole? I rekrutacja w maju się skończyła? Hop, siup- niech sobie dziecko idzie do innej placówki, do innej pani, do innego budynku i do innych dzieci. Tylko dziecku rodzic musi potem wytłumaczyć zaistniałą sytuację, a nie gmina czy Ministerstwo Edukacji Narodowej!
Polecam ciekawy artykuł do poczytania wpolityce.pl o tutaj.

2. EDUKACJA PRZEDSZKOLNA BĘDZIE PRAWEM DZIECKA I OBOWIĄZKIEM PAŃSTWA A NIE ODWROTNIE

To chyba proste i żadnemu rodzicowi nie trzeba tłumaczyć, jak ciężko dostać się dziecku do przedszkola zwłaszcza w większym mieście, które:

a) nie wychowuje samotna matka

b) nie jest niepełnosprawne, nie ma niepełnosprawnego rodzica lub rodzeństwa

c) nie ma rodzeństwa uczącego się w tym przedszkolu, do którego chce się dostać

d) nie mieszka w najbliższym obszarze przedszkola

Obowiązek wychowania przedszkolnego powinien objąć również wszystkie dzieci 3 i 4-letnie chcące dostać się w danym roku szkolnym do placówki przedszkolnej.

3. RODZICE BĘDĄ MIELI REALNY WPŁYW NA PROGRAM NAUCZANIA

Na dzień dzisiejszy na program nauczania ma realny wpływ jedynie Ministerstwo Edukacji Narodowej, a każdy nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej powinien znać program nauczania jak biblię i wiedzieć czego naucza uczniów, ponieważ pani minister zapowiedziała „kontrole” i wizytacje na zajęciach w I klasach.

Dlaczego nasze dzieci wciąż uczą się tych samych treści, których my uczyliśmy się 20- 30 lat temu? Dlaczego dzieci w klasach I- III nie mają zajęć o współczesnym świecie na przykład? Zajęć o kosmosie z prawdziwego zdarzenia lub tematów o dinozaurach i lotnictwie- to co naprawdę interesuje maluchy!

Przecież o takiej pizzy można byłoby zrobić interesującą lekcję- tak jak w krajach zachodnich: dzieci liczą, ile pizza ma kawałków; jakie składniki się na niej znajdują; ile mają kalorii; na pizzy można liczyć ułamki, ułożyć rymowankę o pizzy; zaśpiewać piosenkę; porozmawiać o fast food-ach, zagłębić uczniów w problematykę otyłości, a tym samym zaczepić o akceptację drugiego człowieka. Tego niestety program nauczania nie zakłada. Nasze dzieci nadal będą się uczyć tych samych treści, których my uczyliśmy się ileś lat temu. I nasze wnuki również będą uczyć się w kółko tego samego i w ten sam sposób- czyli w sposób podawczy.

W następnych częściach postaram się ująć kolejne 3 punkty projektu: „Rodzice chcą mieć wybór”- czyli o ministerialnym jedynym właściwym podręczniku, o dodatkowych zajęciach w przedszkolu oraz napiszę o standardach dotyczących transportu dzieci do szkół. Opiszę Wam również oblicza polskiej integracji i jak lekcje 6-latków powinny w rzeczywistości wyglądać.

Rodzice, którzy chcą odroczyć swoje dziecko szukają pomocy, a pomocy tej udziela Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców

Strona internetowa Stowarzyszenia

 Wydarzenie na fb, gdzie rodzice szukają porad

Przy Stowarzyszeniu działa również Infolinia odraczania 6- latka.

17 grudnia Projekt: „Rodzice chcą mieć wybór” trafił do sejmu. Zebrano prawie 300.000 podpisów.

DOBRA NIANIA TO SKARB :)

DOBRA NIANIA DO SKARB– wie o tym każda mama, która wracając do pracy, postanawia zostawić swoje małe dziecko w dobrych rękach. Dobra niania to ktoś, kto zajmie się należycie dzieckiem podczas nieobecności mamy.

Ja mam to szczęście, mam dobrą nianię dla swojego synka. W sumie dla obojga dzieci. Nie raz zdarza się, że nie mogę córki zaprowadzić do przedszkola ze względu na antybiotyk bądź inne sytuacje. Zawożę wtedy oboje do pobliskiej miejscowości oddalonej o 10 km.

Nasza niania ma na imię Gosia i ma również swoje dzieci: 7 letniego Wojtusia i prawie 3 letnią Kasię. Bardzo chętnie zajmuje się również moimi szkrabami w razie potrzeby. Czasem jak chcemy zrobić większe zakupy, jest zimno i nie chcemy ciągnąć dzieci ze sobą na dwie godziny- zawozimy je do cioci Gosi- dzieci mają doborowe towarzystwo, a my spokojnie oboje załatwiamy swoje dorosłe sprawy.

20150116_163251
Od lewej: Natalka, Wojtuś, Tomuś, Kasia

Ciocia Gosia nie pracuje, ale dorabia sobie opieką nad moimi dziećmi. Jest świetną gospodynią domową- potrafi piec pyszne ciasta i ugotować smaczny obiad składający się nie tylko z zupy i drugiego dania, ale również przyrządzi do tego zdrowy, pomysłowy podwieczorek. Nie raz jak wracam zmęczona po pracy, aby odebrać synka mogę liczyć na ciepłą kawę i pogaduchy bez naliczania dodatkowej opłaty konsumpcyjnej heh 🙂

2015-01-05 14.42.26
Kasia z Natalką- prawie jak siostry 🙂 Rok różnicy!

Śmieję się z tego, że obydwie mamy dzieci- synka i córkę. Tym samym Natalka nie ma tylko młodszego brata, ale też starszego, a Tomek też ma brata i do tego dwie siostry. Jak zbierze się cała czwórka na raz- to jest domowe przedszkole. Tomek u niani czuje się jak u siebie. Do tego stopnia, że Natalka stwierdziła, że chce być z powrotem dzidzią i chce jeździć do cioci Gosi.

MAM TAKI SAM TELEFON JAK PANI.

Koniec lekcji. Zadzwonił dzwonek na przerwę, w tym momencie większość uczniów już w szkole podstawowej pakując się, wyciąga telefony komórkowe/tablety, bo na przerwie można. Korzystając z okazji, a nie mając dyżuru- chciałam do kogoś zadzwonić- a uczniowie to baczni obserwatorzy. Los chciał, że sprawiłam sobie w tym czasie nowego Samsunga- a co, mam być gorsza od uczniów? 🙂

Nauczyciel, który nie podąża za nowinkami i technologią, nie dopytuje i nie wie o co caman, traktowany jest prawie jak prehistoryczny wyginięty dinozaur 🙂 Na przerwie podczas dyżuru można nie raz usłyszeć o Maincrafcie, że tyle to się angielskiego z tej gry można nauczyć oraz choćby o  PS3, które uczniowie podostawali w prezentach świątecznych.

No więc wyciągam z torby po dzwonku na przerwę tego mojego cudnego nowego Samsunga i nagle ze środka klasy dobiega głos:

Proszę Pani, ja mam taki sam telefon jak Pani! (uczeń IV kl SP)

O naprawdę? Fajnie. A wytrzymały jest chociaż? (bo to wiadomo spadnie, coś się rozleje, gdzieś się stuknie, wyprać to ja tylko telefony piorę :p)

No, wytrzymały. Od świąt go mam.

Acha, ja od nowego roku.

Roześmialiśmy się w tym momencie oboje. Dobrze wiedzieć, że jego Samsung jest pół miesiąca wytrzymalszy od mojego.

Druga sytuacja miała miejsce w innej klasie pomiędzy uczniami, gdzie niechcący się wtrąciłam.

A moja mama kupi mi za kilka dni Samsunga Galxy Ace 4. Bardzo fajny jest.

E tam, badziewie to jest jakieś. Lepszy jest Samsung S4.

Serio?  A dlaczego takie badziwie? (Próbuję bronić mojego Samsunga hehe)

Nie spełnia moich wymagań. Ma za mały aparat i w ogóle (uczeń wymienia jeszcze inne aspekty techniczne obydwu telefonów)

Acha.

W sumie dobrze, że dla mnie wymagań technicznych to on ma nadto. Poczułam się jakoś tak… staro? Tak jakbym w pewnym momencie coś przegapiła.

Nie wspomianając już o tym, że uczennica na kolejnej przerwie uczyła mnie grać w POU, bo nie mogłam ogarnąć jednej funkcji, pokazując mojej 3-latce- przecież to kompletna siara!

Proszę Pani tu się po prostu porusza ekranem, raz przechyla się w lewo, raz w prawo! Widzi Pani? 🙂

MAM ROCZEK I NIE MOGĘ DOSTAĆ SIĘ DO LEKARZA.

Cześć, nazywam się Tomek, za niecały miesiąc skończę roczek. Od ponad tygodnia towarzyszy mi kaszel. Na początku mama myślała, że kaszel związany jest z moim ząbkowaniem, ponieważ mam katar. Niestety, od ostatnich dwóch nocy nie mogę spać, ponieważ duszę się mokrym kaszlem. Mama postanowiła zapisać mnie do lekarza.

Mama od dzisiejszego ranka telefonuje i strasznie się denerwuje. Mówiła żebym się nie martwił, że ktoś nas musi przyjąć. Zadzwoniła do naszej przychodni rodzinnej przed 9 rano. Pani z rejestracji powiedziała, że na dziś nie ma już numerków. Mama ma po 13 zadzwonić do lekarza i poprosić, aby mnie pani doktor przyjęła. Tylko dlaczego mama ma prosić? Skoro pracuje i co miesiąc odprowadza składki zdrowotne na ubezpieczenie?

Mama mówi, że do 18 roku życia powinienem mieć zapewnioną podstawową opiekę zdrowotną nawet za darmo. Kurcze, tylko ja mam rok i już mnie nikt nie może przyjąć, bo limity….. Co będzie przez następne 17 lat?

Mądra pani w rejestracji powiedziała, że trzeba przyjechać o 8 rano i stanąć w kolejce, bo zapisów telefonicznych już nie ma 🙁 Tylko kto da gwarancję mojej mamie, że ja do godziny 10 rano dostanę się do lekarza pediatry. Mama pracuję na umowę- zlecenie i l4 jej nie przysługuje. A gdy nie pojedzie do pracy, nie będzie miała pieniędzy na leczenie….. a leczenie podobno jest darmowe. Jestem taki malutki, a nie jestem w stanie tego pojąć. Mama mówi, że jest duża i też nie potrafi mi tego wytłumaczyć.

Mama zadzwoniła do drugiej przychodni. Zapytała, czy gdy dziś wypełni deklarację wyboru lekarza, to czy przyjmą mnie po południu. Mama pracuje do godziny 15:00. Przychodnia otwarta jest do 18:00. Pani powiedziała, że to niemożliwe i żeby mama próbowała się dostać do naszej przychodni. Mama powiedziała tej pani przez telefon, że jest już zdesperowana i prawie się popłakała.

Próbowała dodzwonić się do trzeciej przychodni, poleconej przez jej przyjaciółkę z dzieckiem. Tam pan doktor nie może już przyjmować w  tym roku małych pacjentów, ponieważ lekarz- nie pediatra od tego roku nie ma już do tego prawa. Hmmm odebrali mu nagle uprawnienia? Ani mama tego nie rozumie, ani tym bardziej ja.

Ja jestem malutki, mam kaszel- chcę się tylko dostać do lekarza!

Mama powiedziała, że na głowie stanie i w najbliższym czasie znajdzie lekarza, który z uśmiechem i bez łaski przyjmie mnie na NFZ, gdy mama wcześniej zapisze mnie telefonicznie. Nawet gdyby to miałaby być przychodnia oddalona o 40, 50 km od naszej miejscowości.

Tylko czy jest to w ogóle możliwe?

PO CO NAM PAKIET ONKOLOGICZNY, SKORO NIE MOŻEMY SIĘ DOSTAĆ DO LEKARZA PODSTAWOWEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ?

 EDIT: TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:

Jak mama obiecała, znalazła mi i mojej rodzince nową panią doktor i nową przychodnię! Pani doktor miła z podejściem do dzieci, jak i cały personel w owej przychodni. Mama dzwoni o 8:30 i zapisuje mnie na dany dzień i tak powinno być. Nie inaczej! Wystarczyło się rozejrzeć 20 km dalej w drugą stronę. Droga trochę nierówna i dziurawa, przychodnia w innej gminie i nawet powiecie, ale ma to teraz najmniejsze znaczenie.

PRODUKTY BIOCZYSTOŚĆ

Zacznę od tego, iż recenzje miały być dwie: produktów do sprzątania Bioczystość i produktów dla dzieci Bioczystość. W związku z tym, iż z produktów dla dzieci otrzymałam tylko chusteczki nawilżane (dodatkowo mieliśmy również otrzymać pieluszki i mydełko) recenzja będzie jedna- wspólna.

Oto produkty, które otrzymałam (od lewej):

1) Bioczysty uniwersalny płyn do czyszczenia, bezzapachowy

2) Bioczysty płyn do mycia naczyń o zapachu lawendy i mięty

3) Bioczysty płyn do czyszczenia powierzchni drewnianych, rumiankowo- cytrynowy

4) Bioczyste chusteczki nawilżane

Zdjęcie-0053

Wiedząc, iż na dniach otrzymam do testowania taką oto paczuszkę od razu zaplanowałam wielkie generalne sprzątanie pod koniec listopada, aby przed świętami mieć już co nie co ogarnięte. Płyny testowałam wspólnie z przyjaciółką Gosią. Na co dzień nawzajem sobie pomagamy i ostatnio także wspólnie testujemy.

W związku z tym, iż sprzątnie było bardzo generalne, bioczysty uniwersalny płyn do czyszczenia wyszedł nam najszybciej. Sama byłam w szoku, gdy poradził sobie z najgorszymi zabrudzeniami na kuchence lub z sadzą na kafelkach po odsunięciu pralki i kuchenki (wiadomo, tam brudu zbiera się najwięcej). Płyn stosowałyśmy również na meble (kurz), wyczyściłyśmy ramy w oknach, różne kąty, zakamarki, podłogi, lampy, no cuda na kiju 🙂 Płyn zdał egzamin na 6+ albo i na 10- w skali od 1 do 10. Najdziwniejsze jest to, iż płyn nie zawiera ciężkich rozpuszczalników, jest bezzapachowy i nietoksyczny- a brud puszcza tak samo jak reklamowane środki.

Cena w sklepie www.bioczystość.pl – 18,70 za 946 ml

Płyn jest droższy od reklamowanych środków czyszczących, ale ulega całkowitej biodegradacji. Płyn starczył nam na jakieś 42 m2 mieszkania, ale sprzątnęłyśmy nim wszystko. Gdy było trochę na dnie, dolałam wody (zazwyczaj tak robię, gdy szkoda płynu, który się skończył) i zostało mi trochę na przedświąteczne sprzątanie, choć już tego było mniej 🙂

Zdjęcie-0056

Drugi z tych fajnych produktów to bioczysty płyn do mycia naczyń o zapachu lawendy i mięty. Ekonomiczny- spokojnie zmywałam nim naczynia przez miesiąc, od czasu do czasu dodałam kilka kropli do mopa i śmignęłam podłogę. Zapach ładny, bardzo ładny połysk na naczyniach, dosyć gęsty.

Cena w sklepie bioczystość.pl – 18,70 za 739 ml. Płyn do mycia naczyń nietoksyczny i całkowicie hipoalergiczny. Nie zawiera szkodliwych oparów.

Zdjęcie-0058

Trzeci w kolejności to bioczysty płyn do czyszczenia powierzchni drewnianych. Szczerze mówiąc (bądź pisząc) jestem zwolenniczką wilgotnej ściereczki i już. Takich płynów zwolennikiem jest mój mąż.

Mało mamy w domu powierzchni całkowicie drewnianych, dlatego ten płyn służył nam bardzo długo. Lepszy jest od chusteczek nawilżanych do mebli, bo trzeba psiknąć, przetrzeć i już. Ładnie pachnie, ładnie nawilża i nie pozostawia żadnych smug. Wydaje się, jakby na meblach pozostawiał dodatkową nawierzchnię- jest to naturalny olejek kokosowy- fajny efekt.

Cena w sklepie bioczystość.pl – 24,50 za 532 ml, płyn jest nietoksyczny, bez amoniaku i sztucznych barwników.

Zdjęcie-0057

Zdjęcie-0054

Chusteczki nawilżane– bioczyste! One również bardzo szybko zniknęły z obiegu. W związku z tym, iż chusteczek używa się przy dziecku bardzo często miałam okazję dostrzec różnicę pomiędzy tymi właśnie droższymi nietoksycznymi a pełnymi chemii z najniższą ceną sklepową.

Pierwsza różnica- trwałość! Chusteczki np Fitti z Biedronki lub marki Aro są bardzo miękkie i bardzo nawilżone. Nieraz żeby sprzątnąć zawartość pieluszki potrzebuję zużyć na raz od 8 do 10 chusteczek. Chusteczek Bioczystość zużywałam 3 razy mniej. Po drugie- są większe, mają wzorki- same plusy. Po trzecie- wyciągają się pojedynczo! A nie całą brygadą jak tańsze odpowiedniki. Na dodatek również jak wszystkie produkty Bioczystość są nietoksyczne i hipoalergiczne.

Cena w sklepie Bioczystość– 19 zł za 62 szt.

Cena trochę przerażająca jak dla pracującej matki na kończącym się w styczniu urlopie rodzicielskim 🙂 Dwoje dzieci- jednego podetrzeć, drugiemu na spacerze przetrzeć rączki, buźkę. Jak zobaczyłam cenę pieluszek również się przeraziłam- ale te z drugiej strony nie zawierają substancji szkodliwych, lateksu, chloru itp, itd.

Zdjęcie-0055

Produkty Bioczystość Seventh Genration miałam okazję testować dzięki portalowi rodzinnemu familie.pl.

Dla zaciekawionych wyżej wymienionymi produktami zapraszam na stronę internetową producenta. Ja z testowania jestem zadowolona.

MAMA DZIECKA I ODDAM BRATA W DOBRE RĘCE.

#takasytuacja  #kochanaSiostra

Kochanego brata mam. Kochanego brata. Jakiejś mamy!

Jakiej mamy?

Nie wiem. Jakiejś. Jakiejś mamy dziecka.

I ta mama dziecka nam Tomka oddała?

– Tak, oddała nam.

Acha, a myślisz, że możemy oddać Tomka z powrotem dla mamy dziecka?

– Tak, tylko trzeba pojechać.


 

Mamo, mamo jakiś ptaszek płacze!

A czemu ptaszek płacze?

– Chyba ptaszek zgubił mamę swoją. Musimy pomóc znaleźć jego mamę.

#MamaJestNajważniejsza

 

TOMEK- NIE BĄDŹ CZŁOWIEK PUSZCZA! :)

Puszcza się i puszcza ten 10- miesięczny młodzieniec. Puszcza się stołu, puszcza się krzesła oraz łóżka, potrafi sam stać bez podtrzymywania kilka sekund, a może nawet i z pół minuty. Jeszcze chwila i całkiem stanie się mobilny ten mój mały człowiek „Puszcza”.

Tomuś- nie bądź człowiek Puszcza! Mama czeka na twoje pierwsze kroki!

201411251645

Za chwilę święta, za niecałe dwa miesiące roczek! Pamiętam jak rok temu o tej porze prałam niemowlęce ciuszki i nie mogłam doczekać się nowego członka rodziny. A dziś mój mały „gigant” wejdzie w każdy kąt, czy to na czworaka, czy to na dwóch nogach z podparciem. Sam wypije z niekapka, zje kanapkę pokrojoną w kosteczkę, ściągnie oraz stłucze bombkę z choinki i zanuci: aaaaaaaa- ulubioną melodię do usypiania! „Aaaaa kotki dwa….. kolejne ulubione słowa to: ta-ta. pa-pa, ba-ba. Ma-ma to tylko raz jakieś takie ledwo zrozumiałe w akcie totalnej desperacji w środku nocy usłyszałam 🙂

Moje dzieci są „tatowe” i jedno i drugie proszę państwa.

201411301673

Tomeczek posiada 6 zębów- wszystkie jedynki, górne dwójki i kolejna para tych ostatnich daje nam się we znaki. Katar po pas od ząbkowania, a z katarem w parze jak zwykle kaszel, ale walczymy! Miłośnik cucusia na całego! Myślę, że przeprawa z odstawieniem do łatwych należeć nie będzie, ale do wiosny daleko. Na głowie mojego synka z tygodnia na tydzień obserwuję coraz to więcej włosków i rośnie ten mój synek szybko niepostrzeżenie!

201411291656

 

 

Najśmieszniejsze/ najdziwniejsze frazy z wyszukiwarki, po których znajdziecie Kamaszkowo :)

1. Jak wypożyczyć zwierzęta z Zoo?

Myślicie, że jest możliwość wypożyczenia żonglującego słonia lub żyrafy na Kinderparty? 🙂

2. Czy z etatu i umowy zlecenia są dwa macierzyńskie?

A chciałoby się 🙂

3. Czy można opłacić ZUS nie mieć umowy o pracę żeby mieć macierzyński?

Chyba nie ma takiej opcji.

4. Reakcja na trojaczki

Na pewno bardzo radosna. W końcu dzieci to szczęście największe w życiu dla każdego rodzica!

5. Wisi na piersi albo nodze

Terrorysta jakiś, na pewno!

6. Chcę cesarkę

Ja też chciałam, o tutaj:

7. Wielki ptak na pudlu…

8. 38 tc i nic, 39 tc i nic. 

Dziewczyny, macie tak samo jak ja w obu ciążach 🙂 Też było wielkie nic 🙂

9. Co mam w torebce?

Mam zgadywać?

10. Kiedy ci smutno

Zapraszam do Kamaszkowa 🙂

NATALIA- MOJA PRAWIE 3,5 LETNIA DZIEWCZYNKA :)

Dziś wpis będzie poświęcony specjalnie dla Natalii, o tym jak rośnie i czym zadziwia mnie każdego dnia. Powinnam napisać 3 posty- o starszej siostrze, przedszkolaku i córce ogólnie- ale spróbuję wszystko ująć za jednym zamachem :)Trudno jest napisać na dzień dobry, jak zmienia się moje dziecko. Musiałabym co najmniej po każdym dniu zapisywać w specjalnym notatniku dwa zdania, tak aby nic mi nie umknęło.

PRZEDSZKOLAK

Dobre wiadomości są takie, że Natalia mało choruje, czasem zostanie w domu tylko dlatego, że nocą gorączkowała, a w dzień z kolei nic złego się nie dzieje. Katarek i kaszelek normalna sprawa- zdarza się każdemu.  Czasem są to też „wagary” od przedszkola, kiedy to ja jadę do pracy jedynie na 3 godzinki, w weekend mam zjazd na studia i chciałabym z córcią pobyć troszkę dłużej. Każdego dnia daję jej odczuć, że jest dla mnie bardzo ważna.

Natalka jest cichym przedszkolakiem, lub swoją grupę i panie, ale podchodzi do wszystkiego z dużą rezerwą i dystansem. Woli bawić się sama klockami lub puzzlami w kąciku, niż biegać i rozrabiać z innymi dziećmi. Zupełnie odwrotna sytuacja, niż w domu. Apropo puzzli i klocków- to ukochane zabawy Natalii oraz ziemniaczek Pou na tablecie, z którym można pogadać i nakarmić. Codziennie córka z przedszkola przynosi nowe umiejętności: praktycznie nie myli się, co do kolorów, coraz ładniej maluje, śpiewa przedszkolne piosenki i uczy się nowego pierwszego wierszyka na Jasełka, w których będzie aniołkiem nr 6 🙂

201411301679

Zaczynamy też naukę angielskiego w domu, ponieważ nie ma tego języka w przedszkolu, a bardzo szkoda. Zaczęliśmy od piosenek, które można znaleźć na serwisie youtube.pl- np „Family finger”. Co jest zaskakujące w nauczaniu takiego maluszka? Ucząc go przez zabawę, dziecko samo powtarza słowa przy ulubionych bohaterach. Jak Natalia oswoi się po 2,3 miesiącach z piosenkami w języku angielskim, pomalutku będę wprowadzać jej nowe słownictwo w formie gier i zabaw. Mam nadzieję, że za 2 lub 3 lata uda mi się jej wprowadzić również język niemiecki, którego na początku w szkole nie ma.

Każdego dnia w przedszkolu, gdy Natalka dostaje do domu podwieczorek w zależności, czy to słodycz, czy owoc- twierdzi, że to nagroda za grzeczne zachowanie. Stwierdziliśmy, że nie będziemy jej z błędu wyprowadzać. Ostatnio Natalka mówi:

– Mama, choć z nami oglądać film, ja oglądam, tata ogląda. Lubisz oglądać film?

Lubię, ale nie chcę oglądać.

– Mama no no, babcia nie da ci nagrody. Babcia nie da ci serka. Ja dostane i tata dostanie, bo my oglądamy film.

Hehe. Mniej więcej tak to wygląda. Ubaw po pachy 🙂

W pewnym czasie obiadki w domu zaczęły być gorsze od tych w przedszkolu, co zaowocowało tym, że Natalia dużo rzeczy jeść „nie lubi”. 

201411031584

STARSZA SIOSTRA

Natalia w roli starszej siostry spełnia się znakomicie. Ma poczucie przynależności do rodziny i odpowiedzialności za młodszego brata. Nigdy go od Tomaszka nie odganiałam, a wręcz zawsze zachęcam ją do pomocy lub wspólnych zabaw. Zawsze, gdy Natalka jeździ konikiem na biegunach, mówi, że najpierw ja, a potem Tomek będzie jeździł. Dzieli się z nim klockami, to znaczy Natalka układa, a Tomek łapie, obślinia i rzuca w inne miejsce 😉

Starsza siostra złości się często na młodszego brata, gdy ten coś jej psuje lub coś nie jest po jej myśli. Puzzle są zarezerwowane specjalnie dla niej, do tego stopnia, że zabiera jej na swój stolik (który został zakupiony z tego powodu) i tam układa, aby Tomek nie dosięgnął i nie zabrał.

Uwielbiam, gdy Natalka wraca z przedszkola, w progu wita ją Tomek na czterech łapkach, a ta nie zdąży się rozebrać, musi Tomusia przytulić i pocałować w czółko. Rozbrajające uczucie. Często widziane są również buziaki na dzień dobry zaraz po wstaniu lub na dobranoc. Do tego wypowiedziane słowa: Kocham Cię Tomaszku.

Natalka lubi o Tomka dbać, do tego stopnia, że po jedzeniu wyciera buźkę chusteczką nawilżającą, co niekoniecznie braciszek uwielbia. Natalka bardzo lubi podkreślać, że jest już duża i że nie jest dzidzią. I proszę dziecko traktować jak najbardziej poważnie. Nie zawsze też daje się przytulać z taką częstotliwością, jak wcześniej. Twierdzi, że „nie lubi”.

Bardzo lubi powtarzać zdanie, że Tomek na coś jest za mały, że robi kupę w pampersa i nie umie mówić. Musi na każdym kroku podkreślić, że Tomek jest mały 🙂201410271565

MAMA MNIE NIE PRZYTULA :(

Mnie mama nie przytula. Jestem na to za duża”– wypowiedź 7 letniej Emilki.

– A jak płaczesz? To kto cię przytula?

Nikt, na przytulanie jestem za duża”- odpowiada z przekonaniem Emilka. Jak płaczę to mam iść do swojego pokoju, mam siedzieć cicho, aż się nie uspokoję.”

Zapraszam do zabawy! Ale wszystkie dzieci, Paweł dlaczego nie chcesz się bawić?

Bo ja się nie będę bawić z Adą…

I ja też nie! – odpowiada Karol.

I ja! – dodaje Emilka.

Słuchajcie, ale u mnie na lekcji tak nie ma. Albo bawimy się razem, albo wyjmujemy książeczki i będziemy rozwiązywać ćwiczenia. Wybór należy do Was.

Ale proszę Panią, Ada nie umie pisać. Ada co tu pisze? – Emilka podbiega z kpiącym śmiechem do tablicy i pisze jakieś słowo.

Hehe. Ada a ile jest 5 razy 6? Proszę Pani, Ada też nie umie liczyć- dodaje Kuba.

Emilka i Kuba, ja nie pytałam, czy Ada umie pisać i liczyć. Chciałam, abyśmy wszyscy razem się pobawili. Krzywdzicie bardzo Adę swoim zachowaniem, Ada też ma swoje uczucia- to zdanie powtarzam już chyba czwartą lekcję, kiedy chcę ich razem zintegrować.

Proszę Pani, oni mi zawsze tak dokuczają 🙁 Zawsze się ze mnie śmieją. Wie Pani, że oni śmieją się ze mnie, że mnie mama przytula?

Posłuchajcie mnie wszyscy, to nie oceny świadczą o człowieku. A może Ada umie najlepiej z was jeździć na rowerze, a może umie najlepiej grać w jakąś grę na komputerze. A co jest śmiesznego w tym, że Adę przytula mama? To bardzo dobrze, że tak robi. Ja mam swoje dzieci i również je przytulam. To jest oznaka miłości do dzieci. Jestem dorosła i uwielbiam być przytulana! 

Kogo jeszcze mama przytula?

Mnie! – odpowiada Emilka

I mnie!– krzyczy z trzeciej ławki Karol.

A Ciebie Patryk mama przytula? Pytam 8- letniego chłopca, który nigdy nie chce się wspólnie bawić. Wszystko jest „nudne”.

– Nie. – Odpowiada Patryk

źródło: sxc.hu
źródło: sxc.hu

A Ciebie Emilka przytula mama?- pytam 7- letnią dziewczynkę.

Mnie mama nie przytula. Jestem na to za duża”

– A jak płaczesz? To kto cię przytula?

Nikt, na przytulanie jestem za duża”- odpowiada z przekonaniem Emilka. Ja płaczę to mam iść do swojego pokoju, mam siedzieć cicho, aż się nie uspokoję.”

Uczniów w klasie II jest ośmioro. Połowę, czyli 50% uczniów mama nie przytula. Jestem w szoku i chyba jeszcze kilka dni będę dochodzić do siebie po wypowiedziach 7 i 8- letnich dzieci. Jeżeli te dzieci nie doznają miłości i akceptacji w domu, to skąd mają te uczucia znać? Dlaczego mają dobrze traktować rówieśników?

Dla mnie przytulanie dziecka, nie ważne czy 5-letniego, czy 15- letniego jest tak oczywistą sprawą- nie powinno to podlegać jakimkolwiek dyskusjom, a jednak….. Jednak są rodzice, którzy swoich pociech nie przytulają. Dzieci te nie wiedzą, co to miłość, bezwarunkowa akceptacja, czy w końcu poczucie bezpieczeństwa.

Jak nieprzytulana Emilka i nieprzytulany Patryk mają traktować Adę, która ma problemy z nauką. Mówi się, że dzieci w szkole podstawowej i gimnazjum potrafią być bezwzględne, ale skąd takie zachowania się biorą? Z domu właśnie. Z domu….

To my jako rodzice dajemy przykład naszym dzieciom:

  • Przykład miłości: nawet, gdy sami w dzieciństwie jej nie doznaliśmy
  • Przykład akceptacji: gdy nie oceniamy dziecka według ocen, wybryków
  • Przykład kultury: kulturę nabywamy w kontakcie z innymi ludźmi.

Kochani przytulajmy nasze dzieci! Bo miłość rodzi miłość 🙂 Dzięki przytulaniu nasze dzieci wyrosną na silnych ludzi i stabilnych emocjonalne- a to bardzo ważne.

Na potrzeby artykułu imiona dzieci zostały zmienione. Historia autentyczna.

 

 

POZEW O ALIMENTY- Wzór

Pozew o alimenty. Jak go napisać? Mało rodziców wie, że pozew o alimenty oraz większość pism sądowych można napisać samemu, bez pomocy prawnika. Oszczędzamy tym samym i cenny czas i przede wszystkim pieniądze. Jak taki pozew napisać?

Pozew o alimenty można napisać przy pomocy wzoru podstawiając po prostu nasze dane w miejsca, gdzie są one niezbędne. Pozew o alimenty kierujemy do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich w Sądzie Rejonowym.

W pozwie piszemy wszystko to, co jest zaznaczone pogrubionym drukiem. Mam nadzieję, że komuś z Was chociaż trochę pomogę, choć nie jestem prawnikiem.

 

Miejscowość, data

Sąd Rejonowy w ……………………..

……..Wydział Rodzinny i Nieletnich

ul. …………………………………………...

POZEW O ALIMENTY

POWÓD:

Małoletnie dziecko/ małoletnie dzieci:

  • Katarzyna……………………………, ur. …(data urodzenia dziecka)….., nr pesel: ……………………………….
  • Amelia  ………………………………, ur. …(data urodzenia dziecka)….., nr pesel: ……………………………….

Reprezentowane przez przedstawiciela ustawowego: matkę/ojca ……………………………………, zamieszkałą/y  w ……………………., ul. ……………………………………………………………………………….., nr pesel: ………………………….

POZWANY/A:

Ojciec/ matka małoletnich dzieci:

…..(imię i nazwisko)………………………., zamieszkały/a w ……………………………………………, ul. ………………………

 

Wartość przedmiotu sporu: …………… zł. (czyli kwota alimentów, o jaką chcemy zawalczyć dla naszych dzieci)

W imieniu moich małoletnich dzieci/ mojego małoletniego dziecka wnoszę o:

  • alimenty od pozwanego w kwocie: …………… płatnych z góry do rąk własnych do 10. dnia każdego miesiąca. (datę ustalamy sami)
  • wydanie wyroku zaocznego w przypadku niestawienia się pozwanego na rozprawę.
  • zasądzenia od pozwanego/ pozwanej kosztów rozprawy.

UZASADNIENIE

Małoletnie dzieci urodziły się podczas trwania związku małżeńskiego (jeżeli jest inaczej, piszemy jak było w rzeczywistości), pozwany/a …(data) np 25 maja……………wyprowadził/a się z domu/ mieszkania i od tego czasu otrzymałam/ nie otrzymałam/em ……….. zł kosztów utrzymania i wychowania naszych dzieci. (podajemy datę, od kiedy pozwany nie prowadzi już z nami gospodarstwa domowego i jeżeli od tego czasu nie łożył na utrzymanie dziecka- taką informację również zawieramy).

Pozwany pracuje w firmie ………………. w ..(miejscowość)……………….., jako ………………………, otrzymuje ……………………. zł brutto wynagrodzenia miesięcznie. Obecnie prowadzi wspólne gospodarstwo domowe razem z …………………………………….  ( Tutaj opisujemy sytuację drugiego rodzica, gdzie mieszka, czym się zajmuje i z czego się utrzymuje. Jeżeli mieszka z drugą osobą i prowadzi z nią/nim wspólne gospodarstwo domowe- również o tym wspominamy.

1429268_31816314

Ze względu na to, iż pozwany/a nie prowadzi gospodarstwa domowego wspólnie ze mną, jeszcze przed rozwodem wnoszę o rozdzielność majątkową dla dobra swojego, a przede wszystkim dobra naszych małoletnich dzieci.

Nasze dzieci: ………………..(imiona)………….. są w wieku szkolnym. Uczęszczają do ……………………(szkoła podstawowa, przedszkole)…………………………………….. Dzieci potrzebują wyprawki szkolnej w postaci: książek, artykułów papierniczych, szkolnych, ubrań codziennych oraz na zajęcia w-fu. Oprócz tych wydatków zdarzają się również opłaty na ubezpieczenie, wyjazdy na basen, składki okolicznościowe.

W następnym akapicie opisujemy naszą sytuację finansową, czyli czy pracujemy i gdzie, czy pozostajemy bez zatrudnienia i z jakiego powodu. Musimy dla sądu podać informację z czego utrzymujemy się razem z dziećmi.

 Załączniki:
1)odpisy skrócone aktów urodzenia dzieci
2)odpis skrócony aktu małżeństwa
3)zaświadczenie z pracy / MOPS o osiąganych dochodach

 

 

 

 

 

TO TRZECIEGO DZIECKA JUŻ NIE CHCESZ? :)

„A widzisz! A ty trzecie dziecko chciałaś!”- Uwielbiam te teksty wypowiadane z ust kogoś bezdzietnego lub z jednym dzieckiem 🙂 Uwielbiam, gdy ktoś daje mi dobitnie do zrozumienia, że myśl o trzecim dziecku jest nierealna, prawie jak lot w kosmos. Na dodatek nawet jak w żartach napomknę o „takim pomyśle” od razu rozmówca ucina temat lub skutecznie daje do zrozumienia, że byłaby to całkowita udręka, tak jakby na tym trzecim dziecku życie się kończyło- bo przecież orka straszna jest już z dwójką dzieci- trzeba na nie pracować, ubierać, żywić, zmienić pampersa, zaprowadzać do przedszkola, zawozić do niani, no i jeszcze za to wszystko płacić!

A przecież każde dziecko to szczęście, które wnosi coś nowego do rodziny! Wraz ze swoim pojawieniem, wywraca całe uporządkowane życie do góry nogami i nie ważne, czy będzie to pierwsze, drugie, trzecie, czwarte dziecko-  każde z nich jest wyjątkowe i każde z nich ma prawo być kochane i akceptowane przez inne osoby. Można by rzec, że pierwsze i drugie dziecko jest akceptowane społecznie, a trzecie- uważane jest zazwyczaj za wpadkę lub czyste szaleństwo- no bo na co komuś trójka bądź więcej dzieci? Po co pchać się kolejny raz w pieluchy, kolki i ząbkowanie? Trzecie dziecko to trzecia w kolejności wyprawka do kupienia, kolejny raz wraca temat przedszkola, niani i szkoły. Tak, czy siak- wszystko obraca się wokół pieniądza- dziecko równa się wydatek.

brotherhood-at-sunset-1-1361205-m

Prawda jest taka, że ja mam co robić przy dwójce dzieci. Ja dopiero teraz po 9 miesiącach zaczynam powoli wychodzić na prosto z ogarnięciem wszystkiego- praca, dom, zajęcia dodatkowe, studia. Nie raz mi rąk brakuje, gdy trzymam 9- miesięcznego Tomka na rękach, za moment przychodzi 3,5- letnia Natalka i ona również chce do mamy. Często czekam godzinę albo dwie do pory drzemki młodszego dziecka- a wtedy? CZAS START- czekają na mnie brudne naczynia w zlewie lub dwie miski wypranych ciuchów do rozwieszenia na strychu, bo poukładać to je mogę podczas zabawy dzieci.

Ale zaczyna mi czegoś brakować…. Tego zapachu małego niemowlęcia- który jest niepowtarzalny! Gdy widzę, że dwoje moich dzieci podczas snu, tak słodko się do siebie tulą- chciałabym te chwile złapać i zatrzymać na zawsze- w sercu! Tomaszek zaczyna stawać na nóżkach, wypowiada pierwsze słowa- a ja czuję, że pewien okres w życiu się dla mnie zamyka. Okres niemowlęcy, który przyszło mi przeżyć drugi raz. Cel został osiągnięty- dwoje dzieci- do tego parka- każde z nich ma siebie.

Archiwum domowe- Kamaszkowo

Chciałabym w przyszłości mieć trzecie dziecko, ale chciałabym też żeby ta obecna dwójka była samodzielna. Chciałabym też najpierw odbić się trochę zawodowo i finansowo- w końcu nie samymi dziećmi i macierzyństwem człowiek żyje 🙂 Czasem sobie myślę, jakie byłoby to trzecie dziecko? Spokojne i ułożone jak Natalia? Czy rozkrzyczane i energiczne jak jej młodszy brat Tomek? Organizm mój również musi odpocząć. W ciągu najbliższych trzech lat nie chcę fundować sobie następnej operacji, bo tylko takie rozwiązanie ciąży jest w moim przypadku możliwe. Dwa cesarskie cięcia w przeciągu 2,5 roku na razie mi wystarczy. Więc jak nie teraz to kiedy?

Mam siostrę Alicję, która jest ciocią moich dzieci i matką chrzestną syna. Jest między nami 1,5 roku różnicy. Całe dzieciństwo bawiłyśmy się ze sobą oraz się nie raz tłukłyśmy- to jest nieuniknione. Teraz w potrzebie również dzwonimy do siebie i zawsze jedna może polegać na drugiej. Chciałabym, aby takie a nawet lepsze relacje łączyły moje dzieci. Czasem sobie myślę, fajnie jest mieć do kogo zadzwonić. Siostra to siostra, już nie koleżanka, przyjaciółka- łączą już nas więzy krwi- a to już coś więcej.

Mam też swoje niespełnione marzenia, może jednak nie marzenia, a OCZEKIWANIA apropo trzeciego potomka 🙂

  • Chciałabym być z dziećmi w domu przez rok urlopu macierzyńskiego. Tak z DZIEĆMI, nie z dzieckiem. Wtedy już trzeba będzie garnąć całą trójkę, w tym zapewne przedszkolaka lub dwójkę „szkolniaków” plus noworodka, przypilnować w odrobieniu lekcji, mieć czas na spokojną rozmowę, na przeczytanie bajki, na sprzątnięcie mieszkania.

Z pierwszą córką wróciłam do pracy po 8 miesiącach spędzonych z nią w domu (nie miałam urlopu macierzyńskiego), z drugim synem wróciłam do pracy, gdy ten miał 1,5 m-ca. Stanowczo za szybko- nie chcę, aby kolejny raz ten sam scenariusz się powtórzył.

  • Chciałabym mieć możliwość skorzystania z urlopu wychowawczego. Zarazem mieć stabilną pracę i wynagrodzenie i nie bać się, że któregoś dnia zostanę bez środków do życia.

W tym roku rozpoczynam studia- podyplomowe, mam zamiar ukończyć również studia magisterskie. W czasie tych kilku lat (3,4,5) mam zamiar zrobić jeszcze staż zawodowy i awansować może o jakiś stopień w górę 🙂

A czy znów wrócę w pieluchy, kolki i ząbkowanie? Nie wiem.

Na razie wyciszam mój instynkt macierzyński. Odzyskuję pomału moją niezależność, którą zdążyłam poczuć po Natalce, a utraciłam wraz z pojawieniem się Tomaszka. 

Jeżeli kiedykolwiek zdecyduję się na trzecie dziecko, to Was kochani, nie będę pytać o zdanie. Zapewne zadecyduję sama (no może trochę z pomocą męża 😉 ), iż to jest ten czas. Jeżeli się nie zdecyduję, to trudno, ale być może będę czuć do końca życia jakiś niedosyt….

TO TRZECIEGO DZIECKA JUŻ NIE CHCESZ?

Tego nie powiedziałam 🙂

CO SŁYCHAĆ U TOMASZKA I NATALKI ?

Rosną dzieciaki, a czas pędzi jak szalony. Co dzień praca, przedszkole, niania, ważne sprawy, czasem warto się zatrzymać i uchwycić ulotne chwile- a tych ostatnio bardzo wiele 🙂

Tomaszek ma już 8 miesięcy, nic nie zostało już z płaczącego niemowlęcia. Miesiąc temu szkrab zaczął sam raczkować, a w tym tygodniu podpiera się wszystkich mebli– jak i gdzie tylko można przyprawiając mnie prawie o zawał serca, bo uwielbia przy tym boleśnie upadać na swoją łysą główkę, a siniaki bolą, niestety. Raczkuje wszędzie za mną lub za siostrą: my do kuchni, on do kuchni, Natalia bawi się w pokoiku, za moment i Tomek tam się zjawia, aby popodgryzać troszkę zabawki 🙂

10682185_739109926162017_2476506907391469005_o

Natalia dzielnie co dzień maszeruje do przedszkola z przerwami na mocny kaszel i gil do pasa. Z przedszkola przyniosła kilka negatywnych zachowań: pokazywanie języka, wymuszanie, krzyk, płacz na zawołanie oraz stała się niejadkiem. Wszystko to dosłownie w tydzień. Mam nadzieję, że to tylko taki przejściowy etap i zaraz jej minie. Poza tym córka śpiewa piosenki, układa puzzle, ogląda bajki, chodzi na spacerki, układa klocki- to co każde dziecko lubi najbardziej.

10671276_730313147041695_345515524473407874_n

Z dnia na dzień Tomek staje się coraz lepszym towarzyszem zabaw, co prawda nie umie jeszcze odrzucić piłki, ale tak samo jak Natalka zaczepia psa, umieją już razem sobie przybić piątkę i … kąpią się w wannie. Gdy Natalka idzie się kąpać, to koniecznie z młodszym bratem- innej opcji nie ma! Chlapanie siostry to najlepsza zabawa młodszego brata, a Natalka piszczy i krzyczy, a w łazience potop heh :v :v :v

1653631_715500738522936_2039611351597225203_n

Jest październik, a ja czekam już na święta Bożego Narodzenia. Czekam aż będę miała dłuższą chwilę, aby nacieszyć się moimi dziećmi. Tak szybko rosną! Tak szybko się zmieniają! 

JAK ODRZUCIĆ SPADEK W IMIENIU MAŁOLETNICH DZIECI?- część II

W poprzednim poście pisałam, jak uzyskać pozwolenie Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego na odrzucenie spadku w imieniu małoletnich dzieci: —————————————Jak odrzucić spadek w imieniu małoletnich dzieci- część I————————–

Gdy po 21 dniach od odbycia się rozprawy odbieramy odpis wyroku (trzeba złożyć wniosek o odpis wyroku w sekretariacie wydziału, znaczek sądowy: koszt: 5 zł) , udajemy się z nim i z resztą dokumentów znów do Biura Podawczego i składamy wniosek już o odrzucenie spadku w imieniu małoletnich dzieci.

Do wniosku o odrzucenie spadku należy dołączyć następujące dokumenty:

– Odpis wyroku sprawy sądowej o pozwolenie Wydziału Rodzinnego na odrzucenie spadku

– Skrócone odpisy aktów urodzenia dzieci

Skróconego odpisu aktu zgonu już nie potrzebujemy, ponieważ zostawiliśmy go poprzednio w aktach Wydziału Cywilnego, kiedy sami spadek odrzuciliśmy. Potrzebne będą natomiast:

Numery pesel dzieci

Trochę byłam zdziwiona, kiedy zostałam wezwana przez sąd listem poleconym do uzupełnienia w.w. informacji, których notabene w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich nie potrzebowałam.

A więc ja swój wniosek o odrzucenie spadku napisałam mniej więcej tak:

W tym wniosku do Wydziału Cywilnego muszą być wnioskodawcami oboje rodzice dziecka! Tak zostałam poinformowana w Biurze Podawczym.

Miejscowość, dnia_________________

____Imię i nazwisko wnioskodawców__

__________Pełny adres___________

________Nr telefonu______________

                                                                                                                           SĄD REJONOWY

_____ WYDZIAŁ CYWILNY

ADRES SĄDU REJONOWEGO

WNIOSEK O ODRZUCENIE SPADKU W IMIENIU MAŁOLETNICH DZIECI

Zwracamy się z prośbą o odrzucenie spadku w imieniu naszych  małoletnich dzieci:

  • imiona i nazwisko dziecka, data urodzenia, nr pesel
  • imiona i nazwisko dziecka, data urodzenia, nr pesel

W dniu ________ roku zmarł/a babcia/ dziadek dzieci, a moj/a matka/ ojciec ______________..

________ roku odrzuciłam spadek po zmarłej/ym w Sądzie Rejonowym, _________ Wydziale Cywilnym.

________roku Wydział Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego wydał pozytywną decyzję, odnośnie pozwolenia na odrzucenie spadku w imieniu naszych dzieci.

sxc.hu
sxc.hu

 

Na wniosek naklejamy znaczek sądowy (znaczek sądowy w przypadku jednego dziecka: 50 zł, dwójki dzieci 100 zł, trójki 150 zł itd.)

W ciągu tygodnia, dwóch dostajemy wezwanie na rozprawę sądową odnośnie złożenia oświadczenia o odrzucenia spadku po zmarłym/ej.

I jak w przypadku poprzednich rozpraw, ta również trwa ok 15, 20 minut. Wyrok uprawomocnia się od razu!

I na tym kończy się odrzucenie spadku w imieniu małoletnich dzieci. Jest trochę z tym zachodu, ale możemy być pewni, że któregoś pięknego dnia komornik już do nas nie zapuka :), ale może zapukać do kolejnych krewnych w linii prostej, którzy dziedziczą po naszych dzieciach (rodzice, brat, siostra zmarłego- oni również mogą się spadku zrzec w ciągu pół roku od tej rozprawy). Warto ich poinformować, że są kolejnymi spadkobiercami.

Rozprawa może się już odbyć po pół roku od śmierci spadkodawcy, to nic na szczęście nie zmienia. Liczy się data złożenia wniosku, aby się w tym czasie zmieścić. Tak nam tłumaczył sędzia. U mnie trwało to w sumie około roku. Może z moimi wskazówkami i wyliczeniami kosztów, komuś z Was uda się szybciej. 

Po rozprawie możemy odebrać z Biura Podawczego odpis wyroku sądu (każda strona: koszt 6 zł- u mnie były to dwie strony). Wniosek dostępny powinien być w Biurze Podawczym.

JAK SZYBKO SCHUDNĄĆ PO CIĄŻY? Krok po kroku

Przedstawię Wam dziś moje magiczne 10 punktów, dzięki którym doszłam do nawet mniejszej wagi, niż przed obiema ciążami! Jak szybko schudnąć po ciąży? Dowiesz się tylko z tego postu!

1. Zważ się zaraz po porodzie i schowaj wagę na co najmniej 3 miesiące.

Waż jedynie dziecko na wadze dla niemowląt (nie razem z dzieckiem na tej zwykłej- oszukuje :-p ) i ciesz się, że ono nabiera a to 100 g, a to 200 g 🙂 Najgorsze, co można zrobić po ciąży- to obsesyjnie ważyć się, co drugi lub trzeci dzień. Wiem, co piszę. Sama dałam się w to wkręcić, co poskutkowało jedynie moją frustracją i gorszym dołem.

Nie prawdą jest to, że ciało wraca do siebie jedynie przez pierwsze 6 tygodni połogu! Nie prawda! Jeżeli myślisz, że połóg minie, a ty i twoja sylwetka oraz kondycja dojdziecie ze sobą do ładu- mylisz się i nie próbuj się za to zadręczać. Po tym czasie zważyłam się i co? I wielkie g……… !!! Co z tego, że wyszczuplałam w biodrach, co z tego, że brzuch mniejszy, skoro waga ani drgnie? Spadło… 7 kg po cesarce, a co z resztą kilogramów?

2. Nie stosuj specjalnych diet karmiąc piersią.

Wpadłam w ten wir również. Tego nie można, bo wzdęcia. Tego nie można, bo cytrus. Tego nie można, bo mleko. Tego nie można, bo tłuste. Tego nie, bo smażone/ pieczone. A zapytaj kogoś, co jeść. Każdy powie: pierś z kurczaka. WTF!??? Ile tej piersi z kurczaka można jeść?

Faktycznie synek miał kolki, ale to nie od mojego jedzenia, bo ja tylko w sumie albo aż jadłam zupę mleczną lub zupę jarzynową, no i kawa. Napój bogów, a raczej matki 😉 Czasem wciągnęłam kanapkę, jak porządnie zgłodniałam o północy, gdy dzieci spały. W końcu położne dały mi radę: Te kolki to od mleka! Myślałam, że strzelę sobie w łeb! Ja i tak już nic praktycznie nie jadłam.

Syn nie najadał się moim pokarmem, nic dziwnego. Wydawałam krocie na dokarmianie mlekiem hipoalergicznym bez recepty.  W końcu najadłam się porządnie na Wielkanoc, w tyłku miałam wszystkie zasady! Siedziałam i jadłam, jak nigdy od ponad dwóch miesięcy! Myślałam, że będę miała w nocy ekstremalny atak kolki syna, a tu nic… Poza tym, że syn nie chciał już butli, pierś w zupełności zaczęła wystarczać. Zaczęłam jeść i zaczęłam karmić! 

3. Karm piersią! 

Nie, nie jestem fanatyczką karmienia piersią. Ode mnie nie usłyszycie morałów, bo różnie to w życiu bywa. Córkę wykarmiłam bez problemów, ba! Ja wioskę smerfów mogłam wykarmić 🙂 Z synem, z drugim dzieckiem za to było pod górkę, czego nigdy nie spodziewałabym się. Wystarczy tyle, ile na jego potrzeby i nie wycisnę ani kropelki więcej.

Pomimo tego waga spada. Nie spadła nagle jak po pierwszym porodzie (w rok schudłam 14 kg ciążowych i 7 dodatkowych), skończyłam karmić piersią, nadal chudłam, aż zaszłam w drugą ciążę.

W drugiej ciąży przytyłam w sumie 17 kg. Po porodzie spadło pierwsze 7 kg. Musiało minąć kolejne 4 miesiące, aby spadło kolejne 5 kg. To nie był taki radykalny spadek, jak po ciąży I. Teraz to były typowe wahania. Złośliwość rzeczy martwych? 🙂 Kilogram w dół, za kilka dni kilogram w górę. Fajnie jest 2 kilo mniej, za tydzień: co??? Znów wróciło? Waga bumerang! Efekt jojo! Po prawie pół roku wahań wagi, w końcu urządzenie wskazało optymalnie 65 kg. Dla mnie w sam raz, idealnie. Co będzie dalej? Czas pokaże…

4. Pooddawaj ciuchy z przed ciąży siostrze/ koleżance i wybierz się na polowanie do ciucholandu!

Po 2 i 4 miesiącach, gdy nadal nie mieściłam się w swoje ciuchy, bez skrupułów pooddawałam je dziewczynom. Resztę, której nie chciały położyłam przy śmietniku.  Było mi trochę szkoda, ale nie łamałam sobie głowy otwierając szafę i nie mogąc ich założyć. Na drugi dzień pojechałam z koleżanką upolować kilka rzeczy do ciucholandu. Nic tak nie działa pozytywnie, jak grzebanie w szmatkach w babskim towarzystwie, nawet z przewieszonym przez ramię nosidełkiem z dzieckiem.

Nowych ciuchów przez pierwszy rok po porodzie nie opłaca się kupować, ewentualnie na chrzest dziecka, do pracy lub jakieś wesele. A za miesiąc, dwa nie pożałujesz, że wydałaś na spodnie 100 zł. Autentycznie, co dwa tygodnie kupowałam sobie spodnie za 10-15 zł, po jakimś czasie i tak spadały z tyłka. Leżą na mojej półce jeszcze jedne z przed… żeby nie skłamać…. 7 kilo. Tak mnie straszą swoim rozmiarem, a zarazem napawam się dumą, że się udało! Chyba też się ich pozbędę, bo zawalają miejsce. Poza tym jest lato, wszystkie kiecki mile widziane 🙂

 5. Jedz razem z dzieckiem, ale po nim nie dojadaj!

Ze starszą córką mamy już ten etap za sobą, choć jak tylko przygotuję sobie wieczorem mleko z płatkami lub niedawno makaron z truskawkami, mogę być pewna, że całej porcji sama nie zjem. „Mama daj trośke, trośke tylko”, z tego „trośke” robi się zawsze kilka łyżek, a po tych kilku łyżkach: „Mama mi teź takie źlub”, „lubie baldzio pałatki” ;-). No i marsz do kuchni, co spala dodatkowe kalorie, bo nie dość, że sama nie dojem, to po przerwie jeść mi się odechce, bo coś innego ważniejszego do rąk mi wpadnie i szkoda czasu na jedzenie.

Młodszy synek pomału wkracza w świat wyjadaczy z maminej miski. Jak tylko przyniosę sobie zupę lub drugie danie (podwójnie nigdy nie gotujemy, albo jedno, albo drugie), Tomasz już piszczy jak oszalały i łapie za moją łyżkę. On nie je osobno gotowanej marchewki, czy ziemniaczka. On woli sięgnąć z maminej porcji. Nie nakładam mu osobno porcji nigdy, no chyba, że jest to gotowy słoiczek. Jeżeli nie, Tomek je razem ze mną. Dziś np szuflował wspólnie z mamą rosół, wczoraj ziemniaczka z drugiego dania. Natalia bodajże do pierwszego roku życia jadła razem ze mną. Prawda, jakie to proste?

A jeżeli już zrobimy osobno obiadek dla naszego dziecia, mamy nie żałujcie tej marchewki, co ją wyrzucić trzeba! Nie żałujcie tego ziemniaka ani kawałka mięska! To też idzie w uda! W cycki niekoniecznie 😀 W tyłek też nie. Rozwiązaniem może być pies- ale mój akurat nic prócz mięsa z obiadu więcej nie rusza.

źródło: stressfree.pl

 6. W samo południe nie jemy już śniadania! 

Często łapię się na tym, że w południe zaczyna mi burczeć w brzuchu, czasem dopiero po 16:00 (to już poza domem) orientuję się , że dziś nic jeszcze nie zjadłam. Jeśli jest to jak zakładałam za samym początku, południe, godzina 12:00 w dzień to nie ma sensu jeść śniadania, kiedy za chwilę obiad. Bez sensu zapychać się dwoma kromkami chleba,a po tym zjeść jeszcze pół talerza ziemniaków. W sumie wychodzi na to, że zjadamy podwójną porcję w jednym czasie.

Odczekajmy tą godzinę, z głodu nie umrzemy i zjedzmy obiad. Koniecznie z dzieckiem- patrz punkt 5 ! 😀

Kiedy jest to już popołudnie, hmm ciężka sprawa. Brzuch już boli, na nogach się słaniasz. jeżeli wracasz do domu, zajdź lub zajedź do pobliskiego sklepu, nie ryzykuj omdlenia lub innej przypadłości. Jak jesteś już w domu, złap w locie jakąś przegryzkę i kawę! Kawa dobra jest na wszystko!

Na mega wieczorny głód nie mam recepty. Albo mam! Dziecko musi podrosnąć! Z 3 letnim dzieckiem w domu w miarę normalnie zjesz, więc i burczenie w żołądku około północy ci nie grozi. No chyba, że zajadasz stres. Dopóki dzieci małe, a tym bardziej dwójka lub trójka, kiedy poczujesz wieczorny głód, idź spać. A gdy głód nie daje usnąć, zrób tą kanapkę (wiem, wiem, na jednej się nie kończy), dopóki karmisz piersią nie obawiaj się o kalorie. Jeżeli ssak budzi się cię w nocy na karmienie, z pewnością tą kanapkę z ciebie wyciągnie 🙂 Przynajmniej zawsze się tak pocieszam i działa!

7. Stres spala kalorie!

Podenerwuj się trochę. Złość piękności szkodzi, ale za to działa na nadprogramowe kilogramy. Sytuacji stresowych w życiu znajdziemy dużo: a to dziecko cały dzień marudzi, nie ma nawet jak mieszkania sprzątnąć, a co dopiero umyć głowę, dziecko zachorowało, brakuje pieniędzy, samochód drugi raz w miesiącu się zepsuł, laptop nawalił itp., itd. Mogłabym tak wymieniać do jutra. Czasem szkoda, bo odbija się to na osobach trzecich. Ja jestem akurat taką osobą, że jak mam „stresa” to zapominam o jedzeniu, bo żołądek mi się ściska, nic nie umiem przełknąć. Zazwyczaj po takich sytuacjach nie umiem normalnie zasnąć. Gdy zmęczenie sięga zenitu, również zaczynam się denerwować i musi minąć trochę czasu zanim dojdę do równowagi psychicznej.

8. Pij kawę!

Na stres (patrz punkt 7), na głód (patrz punkt 6), na nocne ekscesy z dzieckiem nic nie działa tak pobudzająco po 3 godzinach snu, jak kawa! Zazwyczaj, gdy ktoś pyta: Kawa czy herbata? Odpowiedź jest jasna! Choć nie przekraczam dziennej dawki 3 filiżanek. Kawa działa moczopędnie i nie ma kalorii! Pod warunkiem, że nie dosypiemy jej 3 łyżeczek cukru, tłustej śmietanki i nie dołożymy gałki lodów 🙂

Kawa to taka moja przerwa podczas której budzę się na nowo do życia, to chwila podczas której nikt nie ma prawa mi przeszkodzić (acha, przyznaj się mamo, zimna jest najlepsza, co nie? :-p), kawa po prostu stawia na nogi, gdy patrzysz, jak już dzieci dały ci w kość, a do zakończenia dnia zwłaszcza latem jeszcze hoho!

9. Twoja nadwaga to nie sprawka twoich genów!

W mojej rodzinie (mojej mamy i taty) wszystkie ciotki są duuuże, moja mama też taka była. Twierdziła nawet, że to po ciążach tak się roztyła i nie miała okazji, żeby zrobić ze sobą porządek. Obaliłam całkowicie ten mit. Nigdy nie byłam szczupłą dziewczynką, zawsze ktoś się ze mnie śmiał. Schudłam w końcu na studiach, gdy przestałam jeść węglowodany i zaczęłam ćwiczyć. Samo niejedzenie nic by mi nie dało! Schudłam bodajże 7 kilogramów i od tamtego momentu staram się unikać nocnego podjadania i (choć czasem trzeba- patrz punkt 6) nie kupuję jedzenia na zapas (wtedy częściej zaglądam do lodówki a tak trzeba iść do sklepu i już się nie chce heh), nie mam w domu słodyczy w ogóle! Ja zechcę raz na tydzień idę i kupuję bez żadnych wyrzutów sumienia, że np. w nocy wszamałam dwie tabliczki czekolady :-p

Reasumując jestem „grubokoścista”, bo jestem. Po pół roku od porodu mąż pyta: „Gdzie twój tyłek?” (zginął na wojnie 🙂 ), piersi jeszcze mam, ale też niedługo, do zaprzestania karmienia. Przed I ciążą ważyłam 68 kg przy wzroście 170 cm. Sporo, ale od czasu diety na studiach, ta waga utrzymywała się jeszcze dwa lata i ani mniej ani więcej. Po I ciąży po zrzuceniu bagatela 20 kg (w tym 14 kg ciążowych) waga zatrzymała się na 63 kg i dalej leciała w dół. Z ciążą drugą nabrałam dodatkowe 17 kg. Dziś po pół roku od porodu ważę 65 kg. Jest ok 🙂 Złamałam stereotyp kobiety w mojej rodzinie, że po ciąży powinna się zaniedbać i być gruba. Ja nie jestem i dobrze mi z tym.

10. Najlepszą dietą mamy są dzieci!

Pamiętasz kiedy ostatnio porządnie się wyspałaś?

Kiedy wypiłaś ciepłą kawę do końca?

Kiedy spokojnie posiedziałaś na ławce, wówczas gdy dziecko słodko bawiło się na placu zabaw?

NEVER EVER!!!

Kiedy spokojnie posiedziałaś na facebook’u nie mając dziecka na kolanach lub uwieszonego na nodze? 

Kiedy zjadłaś obiad, ani razu nie przerywając tej czynności na inne typu?: Karmienie dziecka, nagłe: mama siku! Bądź wywalenie przez dziecko pół talerza na podłogę.

Dla mnie dzieci są najlepszą dietą, a Twoją? 🙂

 

 

 

 

Bałagan! Bo nie mogę! Lody i gdzie jest pan myszka? :)

Natalia od pewnego czasu bardzo dużo mówi i bardzo fajnie dedukuje 🙂 Nie raz śmiejemy się obydwoje haha z tych jej tekstów.

Ostatnio ulubionym wytłumaczeniem naszej trzylatki są słowa: Bo… Bo nie mogę. Bo nie umiem, Bo po prostu nie.

#Taka Sytuacja nr 1

Wchodzimy do mieszkania na chwilkę. Tomek usnął u babci, więc z Natalką poszłyśmy szybko do domu, żeby zdążyć powiesić pranie.

  • Mama, bałagan! Bałagan tu jest!

Tak, Natalko, a kto zrobił ten bałagan? Idź zanieś zabawki do swojego pokoju! To Twoje zabawki.

  • Nie mogę teraz, nie mogę

Ale czemu nie możesz?

  • Bo nie mogę! Bo idę do babci.

O_o! Każde wytłumaczenie jest dobre! :-p

#Taka Sytuacja nr 2

Tata z córką zajadają lody, wchodzę do pokoju.

  • O, mama koniec lodów, jeszcze chcę.

Tata daj jej jeszcze kawałek (Widzę, że mąż jeszcze trochę ma na talerzyku), to Natalka duża urośnie!

  • Tata, zjadłam już zjadłam tata, daj jeszcze, bo nie jestem jeszcze duża, nie jestem 🙂

#Taka Sytuacja nr 3

Słychać odgłos klaksonu z podwórka.

  • Pan przyjechał! Pan! Policją pan przyjechał

Tata: Nie, kochanie, to nie policja.

  • Nie policja? Karetką pan przyjechał, karetką! 

Tata: Nie, nie karetką. Samochodem pan przyjechał.

  • Samochodem, innym samochodem? 🙂

#Taka Sytuacja nr 4

Natalia ogląda bajkę.

  • Tata, a cio to jest? Cio to? Pokazując na telwizor.

Tata: Pani myszka.

  • A gdzie jest Pan myszka? O_o! 🙂

Tomkuś- prawie półroczny facet!

Co ja mogę napisać po prawie półrocznym obcowaniu z moim małym mężczyzną? Zakochana jestem w nim po uszy! Jest to zupełnie inna miłość, niż ta którą darzę córkę. Jeszcze w ciąży zastanawiałam się, jak pomnożyć tą moją miłość do jednego dziecka, aby podzielić ją na dwoje. Okazało się, że ja jej wcale nie muszę dzielić. A wręcz przeciwnie! Ona- ta miłość- mnoży się we mnie każdego dnia! I nigdy nie osłabnie!

201407071234

Tomuś jest mega wrażliwym charakternym chłopcem, tego nie da się ukryć już na tym etapie 🙂 Zakochana jest w nim, pomimo, iż po jego urodzeniu nie przespałam jeszcze ani jednej całej nocy. Nauczyłam się funkcjonować po 5- godzinnym śnie- do tego 5 razy przerywanym płaczem lub grymaszeniem Tomka. Zazwyczaj śpi ze mną, blisko. Jak mnie czuje, śpi spokojnie. Gdy śpi w łóżeczku pobudka jest nawet, co godzinę! Średnio pobudkę mam zapewnioną 3 razy każdej nocy.

W dzień również nie ma mowy o spaniu, gdy jest chłodniej, Tomek potrafi strzelić sobie dwa razy po godzinnej drzemce, gdy jest parno jak dzisiaj nie ma na to najmniejszych szans. Drzemka jedna lub dwie dziennie trwają maksymalnie 15 minut! Ostatnio wraz z roZszerzeniem diety po obiadku Tomaszek ma dłuższą drzemkę. Idzie spać na godzinę, nawet dwie- jest to dla mnie prawdziwe święto. A jeszcze jak dzieci zasną w jednym czasie obydwoje! Cud miód 🙂 Gorzej starszą za to później zagonić spać, ale Tomek usypia normalnie.

201407081275

Z rozszerzaniem diety szło nam trochę opornie, o czym nie raz was informowałam i prosiłam o rady, przerwa dwutygodniowa wystarczyła, aby Tomek przekonał się do jedzonko i smaków z tym związanych, Nauczyłam się nie trzymać do końca utartych schematów karmienia niemowlęcia. Nie z każdym dzieckiem tak się da, co udowodnił mi syn na sobie. Samego ziemniaczka oraz marchewki gotowanej, startej nie zje, ale już z rosołkiem lub inną zupką przetarte/ zblenderowane tak. Chłopak ma gust! gdy otwieram słoiczek, zaraz czai się starsza siostra Tomka, która musi spróbować, gorzej, że pół słoiczka dla chłopaka już nie starcza. 

Na szczęście minęły już czasy, kiedy Tomaszek tylko krzyczał i płakał. Teraz gaworzy, w tej chwili śmieje się do telewizora- no ładna ta pani wiadomości prowadzi 🙂 Synek śmieje się i często zaczepia starszą siostrę, a ona jego. Tomek śledzi wzorkiem każde wygłupy Natalki, gdy ona biegnie, Tomek wyrywa się z rąk. Mam wrażenie, że zaraz mi z tych rąk wyskoczy. Dziś przysnęłam na moment, mąż poszedł zrobić kawę, nie było go dwie minuty, bo czajnik zagwizdał. Słyszę ŁUP i krzyk dziecka. Spadł z bujaczka, kaskader jeden. 

201407111291

Synek jest taki ruchliwy na brzuszku (ulubiona pozycja po nocnej pobudce, przy harcach z siostrą), że odpycha się nogami i podpiera rękami. Mam wrażenie, że miesiąc, dwa będzie raczkował, a na rok to będzie uciekał od matki, gdzie pieprz rośnie. Jest taki niepokorny, a przy tym słodki na medal 🙂

Najlepiej mu na rękach mamy oraz oczywiście przy piersi. Każdy incydent pod tytułem: „Choć babcia weźmie cię tylko na chwileczkę na ręce” kończy się wielkim krzykiem, piskiem i wrzaskiem. To samo z każdą ciotką. Do taty już troszkę chłopak się przekonał, ale łatwo nie jest. Gdy nie ma mnie w pobliżu około godziny, w domu odbywają się dantejskie sceny. Gdy podjeżdżam pod blok, pod swoje okna samochodem, już sąsiadka pokazuje na moje mieszkanie i mówi: „Słyszysz”. No słyszę, ciężko nie słyszeć. Ten typ tak ma, ale krzywda mu się nie dzieje.

201406291139

Podsumowując: maluch daje mi na co dzień porządnie w kość. Przy nim spokorniałam i złagodniałam. Nauczyłam się spokoju, inaczej się nie da. Zaakceptowałam Tomka takim jakim jest „wariatkiem” moim małym kochanym. Nauczyłam się wyłapywać momenty, w których mogę w spokoju ogarnąć mieszkanie, choć z wierzchu. Nauczyłam się Ciebie synku na pamięć ;-*

 

Moja 3-latka!

1 lipca minęło dokładnie 3 lata, jak przywitałam moją córcię na świecie 🙂 Z maleństwa wyrosła mała panna!. Przez 3 lata Natalia zmieniła się niesamowicie, do tego od ponad 4 m-cy uczy się roli starszej siostry oraz od pół roku jest przedszkolakiem. Kocha nad życie plac zabaw, rowerek biegowy i wózek dla lalek z bobasem, który dostała na urodziny. Mówi pięknie proszę i dziękuję, a oprócz tego maluje po ścianach i łobuzuje jak każde inne dziecko w jej wieku. Fala buntu pomału się wycisza i z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej.

NATALIA_0000

Brakuje mi słów, jak opisać to moje dorastające w zastraszającym tempie dziecko. Nawet się nie obejrzałam, jak zaczęła mówić całymi zdaniami, zaczęła się wymądrzać i na wszystko mieć swoje wymówki, choćby proste: „bo nie”, „bo tak”, „bo… coś tam”. Gdy idziemy do sklepu zawsze pytam, co mamy kupić. Zaraz dostaję odpowiedź, że nie ma ulubionego dżemu, mleka, „kałka”, czy płatków. Bez tych produktów spożywczych nie ma życia 🙂

Odkąd urodził się młodszy brat Natalia stała się bardzo opiekuńcza, krzywdy dla Tomkusia naszego nie dałaby zrobić, ale to jest temat na inny oddzielny wpis. Właśnie piszę post, gdy Tomaszek śpi, a babcia zabawia wnuczkę- jedyna taka okazja! Blog ostatnio świeci pustkami…. Piękna pogoda, dużo obowiązków, plac zabaw, spontaniczne wypady do znajomych, rodziny. Wakacje! 🙂

NATALIA2_0000

Natalka jak każda dziewczynka lubi zabawy lalkami. Jedną z tych lalek jest lalka: „Wanda” Dlaczego Wanda? Takie imię wymyślił jej dziadek. Lala jest tak wyciągana przez córkę, jest tak dobita, pomazana, ale najbardziej ulubiona. Nowa chyba ma na imię Ania, ale nie przyciąga tak bardzo swoimi funkcjami, jak ta stara poczciwa Wanda 🙂 Kolejnymi najlepszymi zabawkami są klocki, wszelkie puzzle, Domino, układanki, skoczek krówka. Natalka lubi też malować, nie tylko w malowance. Chyba rośnie mała artystka, potwierdza to każdy kto wejdzie do naszego mieszkania i spojrzy na cudnie pomazane ściany.

201407051156

Natalia jak każde dziecko uwielbia oglądać bajki. Gdy akurat w telewizji na Disney Junior leci Klub Przyjaciół Myszki Miki, Księżniczka Zosia lub Zou, dziecka nie ma w domu- dosłownie. Dziecko zatapia się przed szklanym ekranem- nic więcej nie jest ważne. Oczywiście przy okazji pożądana jest każda zabawka, książeczka z wizerunkiem ulubionych bohaterów.

Natalia dzięki pobycie półrocznym w przedszkolu w grupie Stokrotek bardzo szybko łapie kontakt z rówieśnikami, lgnie do innych dzieci. Niestety, place zabaw, dwa w naszym otoczeniu zazwyczaj są opustoszałe…. Czasem bawi się jedno, dwoje dzieci… Za to jest jeszcze huśtawka i piaskownica u dziadka, We wrześniu Natalka idzie do 3- latków. Cieszę się, że nadal będzie miała w grupie koleżankę Gabrysię oraz wiele innych dzieci które dopiero pozna, ponieważ grupa będzie o wiele większa.

201406291127

 100 lat córeczko! Każdego dnia zadziwiasz mnie czymś innym, kocham Cię nad życie, rośnij nam i przynoś jak najwięcej dumy! 😉

 

Skoczek sun baby- fotorelacja z testowania

Skoczek sun baby przyjechał do Natalki miesiąc temu, dzięki portalowi familie.pl. Jeszcze przed przybyciem kuriera, zatelefonował miły pan z firmy i mogłam wybrać kolor- zielony wydaje mi się kolorem uniseks, a więc zielony przybył!

20140605960

Skoczek w zestawie ma pompkę, pompuje się go wyjątkowo łatwo. Po minucie, dwóch skoczek stał na „nogach”. Na początku byłam trochę sceptycznie nastawiona, co do skoczka dla 3-latki. Wydawało mi się zawsze, że takie zabawki, to dla mniejszych dzieci. Natalia ma w domu piłkę z uszami, która leży w kącie i się kurzy.

20140605961

Pierwsza prezentacja skoczka krówki :

20140605963

20140605962

20140605964

Córka była u babci, kiedy krówka do nas przybyła. Gdy wracałyśmy powiedziałam jej, że coś na nią w pokoiku czeka i będzie na tym skakać.

skoczek 1_0000

Skoczek sun baby jeszcze tego samego dnia wyszedł ze swoją właścicielką na plac zabaw. Skoczek wykonany jest z bardzo mocnej gumy, łatwo go umyć i pomimo różnych zabaw z jego udziałem- nie odkształca się, ani nie trzeba go dopompowywać.

skoczek 2_0000Przedłużyliśmy o ponad tydzień testowanie skoczka, ponieważ chciałam sprawdzić, czy będzie miał wzięcie w większej grupie dzieci podczas urodzin. Jak widać na załączonym zdjęciu- anty ład, a wśród niego krówka! 🙂 Cieszyła się powodzeniem każdego dziecka, tego małego i tego większego. Krówka stanęła nawet do rywalizacji z konikiem na biegunach. Był remis!SKOCZEK 6_0000

3 latki mają bujną wyobraźnię. A oto zabawa- huśtanie krówki w wanience młodszego brata. Krówka stała się również stolikiem i poduszką. A tak Natalia skacze na nowym nabytku 🙂 :

skoczek 4_0000

skoczek 3_0000

Zając też się zdarza!

skoczek 5_0000

Lecz pomimo uciekających zająców, krówka zdała test na 6 z plusem. Oprócz lali, Natalka targa wszędzie skoczka sun baby 🙂

III tura wyników i… ostatnia :) konkursu: "Anty ład z dzieckiem za pan brat"

Mam nadzieję, że miło zaskoczę osoby, które znajdą swoje zdjęcie tuż przy nagrodzie. A pozostałym osobom życzę powodzenia w następnych konkursach. Kolejny planuję późną jesienią, być może nie fotograficzny, bo wiecie… transfer 😀

Pierwsze osoby nagrodzę z Bartoszyc i okolic, które mogą osobiście odebrać nagrody:

Pani Magdalena J. z synkiem Kacprem wybiorą się na rodzinny wypad do Grubego Benka 🙂

S__FA40

9387_-1

A Pani Adriana T. ze swoim synkiem Alankiem pojedzie na sesję zdjęciową u Fotografia- Ilona Buczyńska 🙂

dcdc

1796413_555933974519987_7150024949816576874_n

Amelka, 7- miesięczna córka Pani Dominiki G. otrzymuje opaskę na głowę od Alice Rękodzieło 🙂

*  W sprawie opaski proszę wysłać wiadomość do mnie, czyli do Kamaszkowo .

photo

10426721_628671390550880_4058762310164236845_n

Kolejną opaskę na głowę, tym razem od Maminki otrzymuje Oliwia, córka Pani Katarzyny K. 🙂

Anty ład10425732_1504219273124481_594135904_n

Do Oskara, synka Pani Karoliny W. frunie nagroda od    Mały Artysta  oraz rabat na jednorazowe zakupy od Halotoja 🙂

20140202_145319

10423440_652268584849698_726177569_n (1)

halorabat1

A do Pani Agnieszki K. za piękny anty-ład córki Julki wędruje nagroda od Mamusia- Adusia

DSC_4824 (1)

102_2207

Syn tobiasz wylosował dla Pani Iwony W. nagrodę od Biżuteria Hanmade 🙂

CAM0098710350355_1491260931106862_2687922731490742693_n

I ostatnia już nagroda, niestety pula już się wyczerpała.

Ostatnią,

Naj… „Najostatniejszą” 😉 nagrodę od wyprawka24

dla synka Grzesia

otrzymuje Pani Renata O. 🙂

Collage 2014.06.28 20.17.53

prod_czapka_szary wyprawka 24

 

GRATULUJĘ ZWYCIĘZCOM, DZIĘKUJĘ SPONSOROM ZA ŚWIETNĄ ZABAWĘ! 🙂

 

I tura wyników konkursu: "Anty Ład z dzieckiem z pan brat" :)

Chciałabym Wam wszystkim podziękować za udział w kamaszkowym konkursie! Wszystkie fotki są cudowne, ale nie wszyscy niestety mogą wygrać. Mam nadzieję, że była to dla Was świetna zabawa- fotografować dzieciaki w akcji! 

Dodatkowo oczywiście nie zapominam o naszych sponsorach- to dla nich należą się ogromne brawa 🙂 Mam nadzieję, że podziękujecie im ładnie po ogłoszeniu wyników i podeślecie fotkę z nagrodą w roli głównej 🙂 Będą one strzegły jak oka w głowie porządku w pokojach Waszych dzieci- najbardziej nagrody handmade, którym trzeba poświęcić więcej czasu, motywacji i … pieniędzy- materiał i wysyłka również kosztują.

Pierwsze nagrody fruną do mamuś maleńkich dzieci, za odwagę pokazania swojego anty- ładu po magicznym, nie raz burzliwym przyjściu nowego członka rodziny na świat:

AGNIESZKA K. RAZEM Z SYNKIEM STASIEM WYGRYWAJĄ NAGRODĘ OD SELENKOWO 🙂

Anty-ład

selenkowo

 MILENA B. WRAZ Z CÓRCIĄ KORNELIĄ WYGRYWAJĄ NAGRODĘ OD SOVA 🙂

iutfdddffsova

Kolejne nagrody wędrują do starszych psotników, które z tych maleństw wyrosły!

DO IWONY M. ORAZ CÓRKI WIKTORII WĘDRUJE JEDNA Z NAGRÓD OD BELTRANI 🙂

585

NATOMIAST DRUGĄ NAGRODĘ OD BELTRANI OTRZYMUJE IWONA P. Z SYNAMI IGOREM I KACPREM 🙂

DSCN1560128NASTĘPNA MAMA PAULA Z SYNKIEM ZBYSIEM, OTRZYMUJE NAGRODĘ TO KLUBU MAMUSIEK 🙂

1901201_496645273790568_460795693_n30024_1 DO MAGDALENY W. Z CÓRKĄ NATALKĄ PRZYLECI NAGRODA OD SWEET&LOVE I MANIMAMA 🙂

* Proszę zgłosić się po nagrodę do ManiMamy!

DSC0725710449241_868090739872580_1645911716_o

PANI DONATA A. Z SYNKIEM ALANKIEM WYGRYWA NAGRODĘ OD BELLE PARIS 🙂

Anty-ład z dzieckiem za pan brat - Donata Andrzejewska4475bac6271d9e6dd70dda1c72e324c5

W kolejce po nagrody ustawia się również rodzeństwo:

MIKOŁAJ ORAZ MATEUSZ, SYNKOWIE PANI ANNY R. WYGRYWAJĄ NAGRODĘ OD EDUKATOREK 🙂

Anna Rataj

edukatorek

Starszaki też chciałyby coś wygrać:

JULKA Z MAMĄ MARTĄ P. WYGRYWA NAGRODĘ OD BALONOWE INSPIRACJE ANITY 🙂

kamaszkowo (1)

10313571_1412014435737032_1670266179929175537_n

PANI MONIKA F. Z CÓRKĄ AMELKĄ OTRZYMUJE NAGRODĘ OD KOKARDKOWO/ BOWLAND 🙂

czyste szaleństwo

kokardkowo bowland nagroda

KONIEC

CZĘŚCI

I

OCZEKUJCIE KOLEJNYCH LAUREATÓW WKRÓTCE 🙂 

 NA ODEZWANIE SIĘ DO SPONSORÓW MACIE 5 DNI! ZGŁASZACIE SIĘ OSOBIŚCIE Z WASZYCH PROFILI FB POWOŁUJĄC SIĘ NA LINK DO TEGO ARTYKUŁU Z WYNIKAMI! 🙂

"ANTY- ŁAD Z DZIECKIEM ZA PAN BRAT"- REGULAMIN KONKURSU

ZAPRASZAM WAS KOLEJNY RAZ DO UDZIAŁU W KONKURSIE NA BLOGU: KAMASZKOWO 🙂

KONKURS O WDZIĘCZNYM TYTULE: „ANTY- ŁAD Z DZIECKIEM ZA PAN BRAT”!

PRZEDSTAWIAM NASZYCH CUDNYCH SPONSORÓW ORAZ NAGRODY!

* KAŻDY UCZESTNIK KONKURSU ZOBOWIĄZANY JEST DO PRZECZYTANIA I ZAAKCEPTOWANIA REGULAMINU DOSTĘPNEGO PONIŻEJ!

  FOTOGRAFIA- ILONA BUCZYŃSKA

1796413_555933974519987_7150024949816576874_n

NAGRODA: SESJA ZDJĘCIOWA DO WYBORU: SESJA PRZYSZŁEJ MAMY, MALUSZKA LUB RODZINNA W BARTOSZYCACH

EDUKATOREK

edu logo FB-01edukatorek

NAGRODA: GRA „ZŁAP PIŁECZKĘ”

 TWIGA

1426740_630634946987827_1861716171_n

91c32e530eee81919dcc1b5232455674

2 NAGRODY: CZAPKA POLAROWA Z KOMINEM + RABAT 10% NA ZAKUPY JEDNORAZOWE

 KOKARDKOWO/ BOWLAND

bowtique_kokardkowo_logo

kokardkowo bowland nagroda

NAGRODA: OZDOBY DO WŁOSÓW

LITTLE MONSTERS SEWING

1620554_679894098734855_661527009_n

Little Monster Sawing

NAGRODA: CHORĄGIEWKA DO ZABAWY + WORECZEK NA SKARBY

BELTRANI

10357600_527193814051185_3693527326014934448_n

skórzane_0000

2 NAGRODY: SKÓRZANA BRANSOLETKA DLA DWÓCH OSÓB

JOYERIA

1800479_229424430595254_1881033635_n

JOYERIA_0000

4 NAGRODY: BRANSOLETKA + 3 KUPONY 30% NA JEDNORAZOWE ZAKUPY

MAMINKI

10273919_1508547412691667_6110446714948640103_n

10425732_1504219273124481_594135904_n

NAGRODA: OPASKA Z KWIATKAMI

SELENKOWO

10171107_283995448435076_5022706968317174914_n

selenkowo

NAGRODA: MUSZKA DLA CHŁOPCA

LALUNIA

LALUNIA

do konkursu

NAGRODA: PODUSZKOWIEC

4MUM

1559672_732094350156714_904047583_n

NAGRODA: RABAT 50% NA DOWOLNĄ KOSZULKĘ CIĄŻOWĄ ZE SKLEPU ALLEGRO.

BARTOSZYCE NA SPORTOWO – Funpage do polubienia, a pizzę sponsoruje:

1557568_563351350408158_830052384_n

9387_-1

NAGRODA: PIZZA O ŚREDNICY 40 CM Z  4 DOWOLNYMI SKŁADNIKAMI- do odbioru w Bartoszycach!

WYPRAWKA24

wwyprawka wszywka 02

prod_czapka_szary wyprawka 24

NAGRODA: CIENKA DRESOWA CZAPKA, ROZMIAR- 1- 4 LATA

BIŻUTERIA HANDMADE

10174965_1479137238985898_1673317172495759253_n

10350355_1491260931106862_2687922731490742693_n

NAGRODA: BRANSOLETKA

SOVA

sova

woreczek sensoryczny_0000

NAGRODA: WORECZEK SENSORYCZNY- METKOWIEC

HALOTOJA

halorabat1

NAGRODA: RABAT 30% NA JEDNORAZOWE ZAKUPY

BALONOWE INSPIRACJE ANITY

BALONOWE

10313571_1412014435737032_1670266179929175537_n

NAGRODA: BALONOWA NIESPODZIANKA

LUBIĘ POSOLIĆ

10168015_252218451631157_5725075389856646029_n

NAGRODA ULEPIONA Z MASY SOLNEJ WEDŁUG

POMYSŁU ZWYCIĘZCY

MAŁY ARTYSTA

mały ARTYSTA10423440_652268584849698_726177569_n (1)

NAGRODA: ZAWIESZKA DO SMOCZKA + APASZKA LENIA

KLUB MAMUSIEK

1515042_274125376074947_1137693568_n30024_1NAGRODA: PERFUMA DLA CHŁOPCA

BELLE PARIS

10003480_656191311119628_37300388_n4475bac6271d9e6dd70dda1c72e324c5

NAGRODA: PODUSZECZKA

WU ROBI

Agnieszka Dawidowicz2

wu robi

NAGRODA: PRZYPINKI

MYDŁO I SPÓŁKA

MYDŁO

mydło i spolka

NAGRODA: GLICERYNOWE MYDEŁKO O ZAPACHU BZU Z

ODROBINĄ NIEBIESKIEGO MAKU

SWEET&LOVE I MANIMAMA

 konkurs_0000

10449241_868090739872580_1645911716_o

NAGRODA: OPASKA NA GŁOWĘ

LILI

1148833_236016039936303_1564279350_n

10417032_255473727990534_1807595770_n

NAGRODA: OPASKA NA GŁOWĘ Z KOKARDĄ

MAMUSIA- ADUSIA

1012237_631831580210138_1036100696_n

102_2207

NAGRODA: KOLCZYKI + ZAWIESZKA 

BOMALI

bomali

NAGRODA: 30% RABATU NA JEDNORAZOWE ZAKUPY

 CUDAWIANKI HANDMADE

1621688_759939227352393_499748987_n

truskawki ozdoba CNAGRODA: MATERIAŁ OZDOBNY Z RĘCZNIE WYSZYTYMI DWOMA TRUSKAWKAMI

ALICE RĘKODZIEŁO

10426721_628671390550880_4058762310164236845_n

NAGRODY: CZAPECZKA DLA NOWORODKA I OPASKA DLA DZIEWCZYNKI MNIEJ WIĘCEJ NA PÓŁ ROCZKU.

KAMASZKOWO

KAMASZKOWO DO CZAPECZKI OD CUDAWIANEK DORZUCA ZESTAW PRÓBEK DLA MŁODEJ MAMY 🙂


REGULAMIN

KAŻDY UCZESTNIK MA ZA ZADANIE:

  • POLUBIĆ WSZYSTKICH SPONSORÓW WIDNIEJĄCYCH POWYŻEJ ** (nazwy sponsorów zawierają linki przekierowujące do profilów funpage)

  • POLUBIĆ PLAKAT KONKURSOWY**

    PLAKAT ZAWIERA LINK PRZEKIEROWUJĄCY DO POSTU KONKURSOWEGO NA FP
    https://www.facebook.com/495149457198492/photos/a.496239603756144.104502.495149457198492/713745202005582/?type=1&theater
  • PRZESŁAĆ SWOJE ZGŁOSZENIE  ZE ZDJĘCIEM KONKURSOWYM NA ADRES E-MAILOWY:

kamaszkowo@wp.pl

W ZGŁOSZENIU PROSZĘ NAPISAĆ I DOŁĄCZYĆ:

TEMAT E-MAILA: „ANTY- ŁAD Z DZIECKIEM ZA PAN BRAT”

W TREŚCI:  IMIĘ DZIECKA, AKTUALNY WIEK, IMIĘ I NAZWISKO OSOBY ZGŁASZAJĄCEJ, MIEJSCOWOŚĆ, LINK DO PROFILU FB, Z KTÓREGO ZOSTAŁ POLUBIONY PLAKAT I SPONSORZY**

ZDJĘCIE:

  1. Powinno oddawać sens konkursu i prezentować anty-ład stworzony przez dziecko, obojętnie czy będzie to bałagan, czy porządek według dziecka. „Anty- ładem” mogą być pomazane ściany i popsute zabawki. Interpretacja dowolna. 

  2. W konkursie mogą brać udział również mamy, które mają maleńkie dziecko. Te mamy udokumentują, jak dziecko przewróciło ich świat do góry nogami i tym samym stworzyło anty-ład.

  3. Zapraszam do udziału w konkursie mamy w ciąży! Wy również możecie ukazać, jak wiadomość o nowym życiu przewróciła Wasz świat do góry nogami.

  4. Dozwolony jest kolaż składający się z maksymalnie 4 zdjęć.

  5. Sesje zdjęciowe nie będą brane pod uwagę, jedynie zdjęcia amatorskie 🙂

  6. Zdjęcia będą umieszczane w specjalnie stworzonej do tego celu galerii konkursowej na funpage kamaszkowa. Po zakończeniu konkursu i rozesłaniu nagród do zwycięzców, galeria w ciągu 2 tygodni zostanie usunięta z fb.

  7. Zdjęcie znajdujące się z galerii konkursowej, osoba zgłaszająca ma za zadanie polubić i udostepnić***

  8. Zdjęcie zgłoszone do konkursu nie może brać udziału w innym blogowym konkursie w tym samym czasie (czyli od 14.06.2014 do 28.06. 2014).

  9. Zdjęcie mogło być zgłoszone w innych konkursach już zakończonych, pod warunkiem, że konkursu osoba zgłaszająca nie wygrała.

Wysyłając zdjęcie konkursowe, wyrażasz zgodę na jego publikację na blogu:http://kamaszkowo.wordpress.com , na funpage bloga: Kamaszkowo. Blog Kamaszkowo nie bierze odpowiedzialności za wykorzystywanie zdjęć konkursowych przez osoby do tego niepowołane.

Zabronione jest kopiowanie, wysyłanie i wykorzystywanie zdjęć przez osoby, które nie mają do nich praw autorskich.

KONKURS TRWA OD 14 CZERWCA 2014 ROKU OD GODZINY 12:00 DO 28 CZERWCA 2014 ROKU DO GODZINY 00:00 🙂

ZWYCIĘZCY ZOSTANĄ WYŁONIENI SPOŚRÓD WSZYSTKICH ZGŁOSZEŃ W CIĄGU 5 DNI OD ZAKOŃCZENIA KONKURSU.

ZWYCIĘZCA MA OBOWIĄZEK ZGŁOSIĆ SIĘ DO SPONSORA Z ADRESEM DO WYSYŁKI NAGRODY NIE PÓŹNIEJ, NIŻ 5 DNI OD OGŁOSZENIA WYNIKU KONKURSU.


* Każdy uczestnik konkursu akceptuje jego regulamin, e-mail nie spełniający wymogów konkursu nie będzie brany pod uwagę.

** Uczestnik lubi sponsorów oraz plakat konkursowy z autentycznego, prawdziwego konta na facebooku i nie stworzonego tylko pod konkurs. Zgłoszenia z kont: „Anna B., czy Żuczek Żuczyński” nie będą brane pod uwagę w konkursie. Polubienia muszą być publiczne! 

*** Każdy uczestnik ma za zadanie polubić i udostępnić wyłącznie swoje zgłoszone zdjęcie do konkursu z galerii konkursowej!

DEPRESJA POPORODOWA? Tak, to możliwe…

Depresja poporodowa? Po urodzeniu drugiego dziecka? A dlaczego nie? Dziś mogę śmiało przyznać, że miałam depresję. Nie z winy dziecka. Nie z winy swojej. W pewnej chwili wszystko przestało mieć znaczenie, zawalił się mój cały już wcześniej ułożony schemat. Przestałam wyrabiać normę. Świat zatrzymał się na chwilę.

PIERWSZY KRYZYS- KARMIENIE PIERSIĄ/ KRYZYS LAKTACYJNY

Karmię piersią cztery miesiące, zamierzam do roku, a jak będzie pokaże czas. Na dzień dzisiejszy syn zakochany jest w mamie, a mama w synku. Dwa miesiące temu nie sądziłam, że będę jeszcze w stanie napisać takie słowa. Dwa miesiące temu marzyłam, aby pierś pozostała nam chociaż na noc. Tomaszek miał już wtedy wprowadzone dwie butelki mleka modyfikowanego dziennie, a że synka po zwykłym mleku modyfikowanym wysypywało całego, kupowałam mleko dla alergików bez recepty- biło po kieszeni ogromnie.

W pewnym momencie złamałam się, przecież byłam już mamą jednego dziecka, które karmiłam 13 miesięcy! To drugie okazało się być zupełnie inne! Zjadało tylko jedną pierś, a laktator nie ściągał pokarmu. Dwa zapalenia piersi, ogromny ból, gorączka i antybiotyk. Za drugim razem podwójna dawka Duomox-u. Byłam zmęczona, niewyspana, nieprzytomna przez ponad dwa miesiące. Bałam się siadać za kierownicę, a musiałam wrócić do pracy.

DRUGI KRYZYS- NIEMOWLĘ, KTÓRE NIE ŚPI

Syn nie sypiał prawie wcale. Spał jedynie na moich rękach….. Nie mogłam zrobić w domu nic i poza domem również. Zaczęłam trzymać Tomka na rękach z przyzwyczajenia, wiedziałam, że jak odłożę go do łóżeczka to będzie pobudka i ani minuty spokoju. Starsza córka domagała się mojej obecności, a ja byłam zajęta jedynie małym. Targały mną straszne wyrzuty sumienia. W pewnej chwili włączyło mi się mechaniczne wypełnianie wszystkich czynności: karmienie, zmywanie, karmienie, spacer- na spacerze synek spał. W trakcie zmywania kołysanie nogą bujaczka. Noc w noc wstawanie co dwie godziny… Miałam dość… Depresja poporodowa gotowa…

źródło: sxc.hu
źródło: sxc.hu

TRZECI KRYZYS- KAŻDY WIE LEPIEJ!

Poddałam się presji otoczenia. Tak jak wcześniej miałam gdzieś opinie ludzi (czytaj: sąsiadek, starszych pań, teściowej), tak teraz zaczęłam słuchać. ZROBIŁAM BŁĄD. Zamiast się wyciszyć, wsłuchać w siebie, w dziecko, ja coraz bardziej się nakręcałam. Dałam sobie wmówić, że coś robię nie tak! Dałam sobie wmówić, że to przeze mnie dziecko tak krzyczy i nie chce spać. Po czasie doszły również kolki „kroplo- odporne”. Dziś pomału leczę się z „ludzi”, leczę się z minusów mieszkania w małym miasteczku. Leczę się z ludzkiej zazdrości i nienawiści. Przestaję patrzeć na innych, staram się skupiać na sobie i teraźniejszej relacji pomiędzy mną a dziećmi. A nikomu nic do tego. Nikt nie powinien się wtrącać w nowe świeże relacje, zwłaszcza, gdy pojawia się nowy członek rodziny. Można zapytać, czy w czymś pomóc, a nie stać i komentować…. Czasem wystarczy odrobina ludzkiego zrozumienia, dobrego słowa, pocieszenia. Nic więcej…

Łatwo jest wpędzić kogoś w wyrzuty sumienia, łatwo jest zagadać, zakrzyczeć, wykorzystać moment słabości. Lecz najtrudniej jest się po tym pozbierać. Po 4 miesiącach pomału odzyskuje siły, z każdym dniem staje się silniejsza psychicznie i daleko mi od oceniania, nie znam sprawy- nie komentuję. Trudne…

CZWARTY KRYZYS- ZAZDROŚĆ O MŁODSZEGO BRATA

Jak młodsze dziecko cały czas krzyczy i płacze to gdzie skupia się cała uwaga mamy? Młodsze dziecko chce mamę na wyłączność, bo czuje, że to jest ten czas. Starsze dziecko też mamy potrzebuje, do zabawy, do przytulania i do wieczornych szaleństw. A mama zamiast w trakcie 15 minut zająć się starszym dzieckiem, leci myć naczynia albo powiesić pranie. Starsze dziecko najnormalniej w świecie zaczyna bunt. I jak poradzić sobie w jednym czasie z płaczącym niemowlęciem na rękach i dodatkowo nabuzowaną, rozwrzeszczaną, rozgoryczoną 3 latką? Do kogo pierwszego podejść? Które pierwsze dziecko pocieszyć… Jak ja sama w rozsypce… Kto mi pomoże??


PIĄTY KRYZYS- BRAK KONTROLI 

Nie wspominając i nie rozpisując się nad kryzysem w małżeństwie, bo jak się wali to wszystko na raz. Miałam wrażenie, że nad niczym nie mam kontroli, wszystko toczyło się koło mnie, a ja udawałam mega silną. W pewnym momencie ta moja siła mnie przerosła. Wiedziałam, że dalej sama nie dam rady,

Nieśpiące, płaczące, krzyczące niemowlę, krzycząca, domagająca się wszystkiego dla siebie 3- latka, mąż który wszystko miał gdzieś, praca, zakupy, przedszkole, notorycznie psujący się samochód i mieszkanie, które aż prosi się o sprzątnięcie. Czasem najlepszy nie ogarnie. A doba jest za krótka. Przygotować chrzciny na 10 osób.

Tydzień przed chrztem, usiadłam w jednym miejscu i zadzwoniłam do siostry: „Pomóż mi, przyjedź dziś, pomóż mi posprzątać, ogarnąć się, bo nie wyrabiam, To chyba depresja”. Przyjechała. Zadzwoniłam też do bliskiej koleżanki, wygadałam się, wypłakałam- pomogło. Też miała depresję i tez po urodzeniu drugiego dziecka: ” Ale Aga, Ty wiesz, że jak tak dalej będzie, musisz iść do lekarza! Musisz iść po leki”. Trzeba będzie, przyjedź po mnie, pomogę.

Od tych wydarzeń znów minęło 2 miesiące. W kwietniu synek zaczął być spokojniejszy i ja spokojniejsza. Zaczęłam jeść i zaczęłam karmić piersią, bo moim jedynym dotychczasowym pokarmem były kanapki i mleko. Zaczęłam w końcu tracić na wadze. Zaczęłam też myśleć o sobie. Zdanie pt: „Na przewijaku bez położonej pieluszki dziecku jest zimno” od razu wyśmiewam i pytam, czy dziecko od tego anginy dostanie 🙂 Synek zaczął spać w wózku jak jestem ze starszą córką na placu zabaw. Samochód zezłomowałam, w tej cenie kupiłam starszy, o wiele lepszy. Córka uczy się akceptować małego brata, a brat okazał się mega wrażliwcem.

Wszystko pomalutku na nowo się układa, a ja odzyskałam nadzieję na lepsze jutro. Czasem wystarczy jedno pytanie: „Czy nie trzeba Ci jakoś pomóc”? Wystarczy odrobina ludzkiego zrozumienia. Depresja poporodowa to bardzo częste zjawisko, ale o tym przecież głośno się nie mówi. 🙁

"Obrazki dla maluchów"- seria książeczek dla najmłodszych. Recenzja

Niedawno dostaliśmy w spadku i w prezencie po dzieciach znajomych serię książeczek: „Obrazki dla maluchów”. Każda książeczka jest w bardzo twardej oprawie, dlatego z łatwością może przejść przez kilka par malutkich rączek. Obrazki dla maluchów w każdej oddzielnej książeczce poruszają inną kategorię słownictwa, które dziecko w mig łapie poprzez zabawę: kolory, ciało, zwierzęta, przyroda, warzywa, owoce, pojazdy, wieś i wiele innych. 

Książeczki: „Obrazki dla maluchów” – do wyboru do koloru- spokojnie posłużą rocznemu dziecku do oglądania (zarazem podgryzania), dwulatkowi do nauki poszczególnych, pojedynczych słów lub do łączenia dwóch wyrazów. Skorzysta z nich również 3- letnie dziecko, które będzie opowiadać o czym są obrazki. Właśnie jesteśmy na tym etapie, 3- letnia Natalka uwielbia wymyślać niestworzone historie i dzięki tym obrazkom możemy poszerzać jej dziecięcą wyobraźnię w mądry sposób. 4- miesięczny Tomek na razie przygląda się i wsłuchuje w słowa mamy, taty i siostry. Natalka ostatnio przynosi książki z obrazkami i mówi: „Mama, citaj Tomka” (przeczytaj dla Tomka).269763

Oprócz tego, że książeczki są kolorowe, kształty wyraźne, na końcu każdej z nich znajduje się małe podsumowanie. Możemy skorzystać z pytań zawartych na ostatniej stronie i sprawdzić, ile nasze dziecko z danej dziedziny zrozumiało 🙂 Na podstawie książeczki: „Krok po kroku” uczymy dziecko np tolerancji do innej rasy człowieka, koloru skóry. Okładka mówi sama za siebie, pomimo, iż opisane są w tomiku tylko czynności, jakie dzieci wykonują.

Dziewczynka ma na imię Ania i patrzy. Natalko jak ma na imię dziewczynka?

  • czynka brudna jet mama, brudna jet.

Natalko, ale dzieci mają też inne kolory skóry, np czarny jak ta dziewczynka, jak czekoladka!

  • Ja nie jetem koladka? Nie?

Nie, Natalko Ty masz różowy kolor skóry. I zobacz, na obrazku też dzieci mają różne kolory skóry?

  • ‚Tak, inne?

Jeszcze trochę zejdzie nam czasu, aby wytłumaczyć córce, że dzieci mogą być inne. Są dzieci, które mają inny kolor skóry, inne wyznanie lub są niepełnosprawne. Już od małego warto zaszczepić w dziecku nić tolerancji.Nowy Dokument programu Microsoft Office Publisher (2)_0000

W książeczce: „Góry” możemy zacząć nazywać ptaki lub drzewa po imieniu. Dziecko uczy się, że drzewo może być sosną lub świerkiem, a ptak orłem lub wróbelkiem. Znajdziemy również różnicę pomiędzy kozłem, a kozicą. Kozica po prostu ma krótki rogi! Kto nie wiedział ręka w górę! Ja nie 🙂 W książeczce: „Ciało” dziecko wskaże różnicę pomiędzy dziewczynką, a chłopcem. Zobaczy, że tak samo i jedno i drugie załatwia swoje potrzeby fizjologiczne na nocniku. Tomik: „Warzywa” nauczy dziecko też kolorów. W prawdzie dla nas dorosłych oczywiste jest, że ziemniak jest żółty, papryka czerwona. Książeczka: „kolory” ukaże, co może danego koloru być: zielona żabka i jabłko.20140604955Każdy Tomik z serii: „Obrazki dla maluchów” kosztuje w granicach od 5 do 8 zł. Jest to warta inwestycja, która posłuży kilka lat dla naszego dziecka. Kolekcję tych książeczek, nawet używaną można dostać na popularnym portalu aukcyjnym za niewielką kwotę od mamy, której dzieci z książeczek wyrosły.

ON JEST ALKOHOLIKIEM, ON SIĘ NIE ZMIENI!

On jest alkoholikiem, odkąd go znam, od swojego urodzenia. On jest alkoholikiem i nigdy się nie zmieni. Nie zmieniła go nagła śmierć żony w tamtym roku. Za dwa miesiące minie rok, odkąd moja mama nie żyje. Również była alkoholikiem. Pił razem z nią i swoim piciem krzywdził nas obie- mnie i siostrę. Choć nie powiem, siostra ma z nim niezły kontakt. Ja nie potrafię!

Nie potrafię zrozumieć. Nie potrafię wybaczyć. Nie potrafię zaakceptować. Mój ojciec nigdy nie brał aktywnego udziału w moim wychowaniu. Był, bo… był. W sumie jeszcze do dziś zastanawiam się, kim on tak naprawdę dla mnie jest? Poza tym, że w akcie urodzenia mam go wpisanego jako ojca…I mamy te same więzy krwi. Mieszkał z nami, O! Tyle i może aż tyle. Mama pracowała, mama zajmowała się domem, mama nas wychowywała i razem z nim pomału staczała się na samo dno, aż umarła. Może Bóg tak chciał. Chciał w pewnym momencie przerwać jej życie, abyśmy do końca nie widziały jej upadku.

Trudno jest pisać o kimś, może już nie czując nienawiści jak kiedyś… Nie czując miłości, przywiązania, tylko czując zwykłą obojętność. Obojętność, która przeszywa serce. Obojętność wobec jego losu. Obojętność na nasze dobre relacje- bo takie już nigdy nie nastąpią.

531484_44845958
źródło: sxc.hu

Co mogę napisać o człowieku, który bił moją matkę? Co mogę napisać o człowieku, który odważył się podnieść rękę na swoją córkę? Raz, jedyny raz i dopiero po ponad 15 latach prosił o wybaczenie pod wpływem alkoholu. On jest alkoholikiem. Alkoholik tak ma, płacze i prosi pod wpływem alkoholu i nigdy się nie zmieni. Nie odważy się zapłakać bez procentów, bo tak nie umie, bo jest po prostu wypłukany z wszelkich uczuć na trzeźwo. To alkohol płacze za alkoholika. Dziś o tym wiem. Żałuję tylko, że jako dzieciak robiłam sobie złudne nadzieje. Czekałam na lepsze jutro. Na trzeźwego ojca, na trzeźwą matkę. Czekałam, aż któreś z nich w końcu się obudzi i powie: Tak, to dla Ciebie będę trzeźwy/a. Dla Ciebie warto. Tak nigdy się nie wydarzyło.

Obietnice oczywiście tak. Setki obietnic, niedotrzymanych słów. To była moja codzienność. Słuchałam obietnic alkoholików. Słuchałam słów wypowiadanych po alkoholu. Tego najbardziej nie umiem wybaczyć. Dlaczego musiałam przy tym być?

21 lipiec 2013 roku. 7:00 rano, telefon od siostry: „Agnieszka, słuchaj, tylko spokojnie, matka nie żyje”. Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi. Wiedziałam, że jedno albo drugie. Nie raz w moim młodym życiu przeklinałam, aby to się skończyło. Pomimo, iż założyłam swoją rodzinę, pomimo, iż mieszkałam w innym mieście- nadal nie było spokoju. Aż do tego dnia. W końcu nastąpił przełom.

Rzeczywiście przez jakiś czas miałam takie złudne poczucie spokoju. Pogrzeb, żałoba, formalności w ZUS-ie, stypa, porady prawne u prawnika na forum i w stowarzyszeniu, rozpoczęłam procedurę odrzucania spadku. Nie chcę, aby to się za mną nadal ciągnęło, ale się ciągnie. To jest taki ogon mentalny. A na końcu ogona jeden wielki syf, taka kula u nogi, która z roku na rok jest coraz cięższa.

On jest alkoholikiem. On się nie zmieni. Nie zmieniło go to, że córki trafiły do domu dziecka. Nie zmieniło go to, że córka założyła rodzinę, urodziły się wnuki, zmarła żona. On nadal pije, na stypę zabrał kumpla alkoholika, który pił z nim w noc śmierci mojej matki. Jeszcze usiadł z nim na przeciwko mnie, Miałam ochotę wstać, zrobić awanturę. Ale nie chciałam, nie na pogrzebie własnej matki.

Niedawno chciałam do niego zajechać. Akurat niedaleko przejeżdżałam… Zaparkowałam, weszłam do bloku z nosidełkiem, z prawie 4 miesięcznym Tomaszkiem. Doszłam do drzwi mieszkania. Usłyszałam głośną muzykę, chichry kumpli, krzyki, wyzwiska. Odwróciłam się na pięcie i uciekłam. Przed klatką schodową spotkałam jeszcze jednego kumpla, który niósł reklamówkę butelek. Uciekłam tak samo wtedy, gdy miałam 12 lat, obrazy wracają ze zdwojoną siłą, powraca strach pomieszany z bezsilnością.

Chcę, chcę bardzo, aby moje dzieci znały dziadka i miały z nim związane ciekawe wspomnienia, ale jak? No jak? On jest alkoholikiem, on się nie zmieni.

JAK ODRZUCIĆ SPADEK W IMIENIU MAŁOLETNICH DZIECI?- część I

<<<<<<————————————————————————- Zrzeczenie się spadku/ odrzucenie spadku po rodzicach.

O ile prosto jest odrzucić spadek w swoim imieniu, tak procedura sądowa odnośnie odrzucenia spadku  w imieniu małoletnich dzieci może trwać dłużej. Wniosek musimy złożyć w sądzie rodzinnym, a następnie w sądzie cywilnym. Jeżeli chcemy odrzucić spadek za nasze dzieci, musimy najpierw odrzucić spadek w swoim imieniu, o czym pisałam tutaj. I należy pamiętać, że dziecko poczęte (jeszcze nienarodzone) przed śmiercią spadkodawcy również dziedziczy spadek. Na odrzucenie spadku w imieniu dzieci mamy kolejne pół roku czasu po rozprawie, na której sami spadek odrzucimy.

Aby odrzucić spadek w imieniu małoletnich dzieci należy złożyć wniosek w Sądzie Rejonowym, w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich oraz dołączyć następujące dokumenty:

– Skrócony odpis aktu zgonu spadkodawcy (oryginał)

– Skrócone odpisy aktów urodzenia dzieci (oryginały)

Można dołączyć skrócony odpis aktu małżeństwa, ale nie jest to konieczne. Na wniosek należy nakleić znaczek sądowy, koszt znaczka sądowego- 40 zł. Najlepiej we wniosku zawrzeć informację o dwójce/ trójce dzieci), wtedy za znaczek płacimy tylko raz i nie ma potrzeby składania oddzielnych wniosków!

UWAGA! Na odrzucenie spadku w imieniu dzieci mamy kolejne pół roku czasu po rozprawie, na której sami spadek odrzucimy. Jeżeli na kuratora dzieci (przedstawiciela ustawowego) wyznaczymy członka rodziny, który zna sytuację rodzinną- nie musimy ponosić kosztów wyznaczenia przez sąd kuratora (kolejne 50 zł! )

Miejscowość, dnia_________________

____Imię i nazwisko wnioskodawcy__

__________Pełny adres___________

________Nr telefonu______________

                                                                                                                           SĄD REJONOWY

_____ WYDZIAŁ RODZINNY I NIELETNICH

ADRES SĄDU REJONOWEGO

WNIOSEK O ZGODĘ NA ODRZUCENIE SPADKU W

IMIENIU MAŁOLETNICH DZIECI

Zwracam się z prośbą o odrzucenie spadku w imieniu moich małoletnich dzieci:

  • imiona i nazwisko dziecka, data urodzenia
  • imiona i nazwisko dziecka, data urodzenia

W dniu ________ roku zmarł/a babcia/ dziadek dzieci, a moj/a matka/ ojciec ______________..

________ roku odrzuciłam spadek po zmarłej w Sądzie Rejonowym, _________ Wydziale Cywilnym.

Kolejnymi w linii dziedziczenia są moje dzieci.

Wnoszę, aby uczestnikiem rozprawy był ojciec dzieci._____________________ (dane ojca dzieci)

Wnioskuję, aby wyznaczonym przez Sąd przedstawicielem ustawowym małoletnich dzieci została moj/a siostra/ brat (dowolny członek rodziny):

Imię i nazwisko kuratora

Aktualny adres zamieszkania.

Po pewnym czasie przychodzi do nas list polecony z Sądu Rejonowego o wyznaczonym terminie rozprawy. Rozprawa trwa zaledwie 20 minut. Sąd może zapytać się nas, co wchodzi w skład spadku i dlaczego chcemy go odrzucić. Zapyta również kuratora dzieci, czy zgadza się na odrzucenie spadku i czy na pewno rodzice działają w imieniu dobra dzieci.

Gdy sąd wyda pozytywną decyzję odnośnie pozwolenia na odrzucenie spadku w imieniu małoletnich dzieci, wyrok uprawomocni się po 21 dniach. Po 21 dniach musimy odebrać z Wydziału Rodzinnego odpis wyroku i następnie udać się do Wydziału Cywilnego i tam złożyć kolejny wniosek o odrzucenie spadku.

Jak odrzucić spadek w imieniu małoletnich dzieci, część II – zapraszam —————————————–>>>>>>>>>>>>>>>>>

Pany, piwo i wino :)

Wracamy z podwórka, Natalka pokazuje na szafkę:

– Mama, wino daj!

  • Co Ty Natalko chcesz, wino?

– Tak, wino!

  • Domino chciałaś? Stwierdzam otwierając szafkę

– Tak wino 🙂

Akurat Domino, to mama strzeże jak oka w głowie, zaraz pewnie nie byłoby połowy części 🙂


Sytuacja dzieje się podczas wyjścia do pobliskiego marketu na zakupy.

– Mama, o! Pany idą, pany idą, pany idą pupić piwo! (kupić piwo)

  • A skąd wiesz, że panowie idą kupić piwo, panowie piją piwo?

– Tak, idą pupić piwo….

  • Hmmm….. A tata nasz pije piwo?

– Nie.

  • A co tata nasz pije?

– Tata pije kawę. 

  • Acha, tata pije kawę, a inni panowie piwo? A panie co piją?

– Pani pije „piciu”

Czy podsumowując, tata pije kawę, ale tata to nie „pany”. Pany piją piwo 🙂 Tylko skąd to się wzięło mojemu dziecku ???

Serio, piwa w naszym ręku nie widziała 😀

Dziękuję Ci synku, że na zawsze zmieniłeś i zburzyłeś mój świat…

Dziękuję Ci za to, że w pewnej chwili otworzyłeś mi oczy na wiele istotnych życiowych kwestii…

Dziękuję Ci za to, że w pewnej chwili mój świat zawalił się kompletnie i o mało nie popadłam w depresję.

Nadal leczę się z dawnej siebie….

Dzięki Tobie odkryłam wiele wad w bliskich osobach i przestałam naiwnie ufać…

Dzięki Tobie Ci którzy byli przyjaciółmi poszli precz. A Ci, których do końca nie doceniałam- za nimi wskoczyłabym w ogień!

Dziękuję Ci, że czasem płaczę w duszy z bezsilności i że nie wszystko potrafię zrozumieć.

Nauczyłam się przy Tobie, że można stanowczo tupnąć nogą i nie można zostawiać spraw własnemu biegowi.

Nauczyłam się przy Tobie być samowystarczalna, w ten sposób, iż jak nie drzwiami to oknem- ale się uda.

Dziękuję Ci, że pokazałeś mi inne kolory, prócz czerni i bieli.

Nadal dzięki Tobie przewartościowuje swoje życie i relacje z ludźmi, ustawiam je po swojemu i nie pozwalam nikomu się w nie wtrącać, ani mącić.

Przestałam prosić, zaczęłam wymagać.

Dzięki Tobie, poznałam inny wymiar miłości.

Pokazałeś mi, że miłość do dzieci jest najważniejsza. Wszystko inne może nie istnieć!

Dziękuję, że jesteś i co dzień zmieniasz mój świat na nowo!

Nowy Dokument programu Microsoft Office Publisher_0000

URLOP MACIERZYŃSKI CZY PRACA? Co jest ważniejsze?

Światem od zawsze rządzi pieniądz i chcąc czy nie chcąc, choć jeden rodzic musi pracować i zarabiać na utrzymanie rodziny. W większości związków pracuje mężczyzna, a kobieta zajmuje się domem i dziećmi- tak było od zawsze i wieki, wieków amen. Lecz czasy się zmieniają. Kobiety wiedzą, że mają też coś do powiedzenia, chcą pracować, realizować się, spełniać się zawodowo, a przy okazji wychowywać swoje potomstwo.

Urlop macierzyński- dar od losu dla każdej matki. Premier Tusk obiecał rok macierzyńskiego, (pół roku urlopu macierzyńskiego, pół roku urlopu rodzicielskiego) bardzo tym zadowolił każdą przyszłą matkę w 2013 i w 2014 roku. Dał również prawo wyboru nasz kochany rząd:

– Wychowuj matko dziecko/ dzieci przez rok czasu w domu lub wróć po pół roku do pracy. Masz jeszcze jedną ewentualność. Możesz sobie dorobić na macierzyńskim! Możesz iść do pracy, na pół etatu- tylko nie więcej, bo otrzymujesz zasiłek macierzyński i powinno Ci wystarczyć kochana mamo na Twoje własne potrzeby, bo dziecko ma rodzinne. Więc teoretycznie pampersy kupisz.

źródło: sxc.hu
źródło: sxc.hu

Lecz co z matkami, których mąż dobrze zarabia? Co z matkami, które nie muszą martwić się o jutro dla siebie i swoich dzieci? Które mają, co im się zamarzy łącznie z najlepszą w mieście niańką dla dziecka dostępną na każde zawołanie?

Rząd zsyłając nam matkom mannę z nieba pod tytułem: „Roczny urlop macierzyński” nie wskazał palcem, która matka może wrócić do pracy. Do pracy na urlopie może wrócić każda matka i ma do tego święte prawo. Ta, co zarabia i ledwo starcza jej na pampersy i ta, co ma górę złota i nikomu nic do tego.

Praca nie hańbi. Osobiście szanuję każdą pracę. Sprzątaczki i psychologa na 5 etatach oraz matki wychowującej dzieci w domu, zwłaszcza matki samotne/ samodzielne.

Kulleczki na swoim blogu opisuje swoje zdanie na temat matek mających wszystko, a pomimo tego decydujących się wrócić po krótkim czasie pobytu z dzieckiem w domu do pracy. Pierwszy rok życia dziecka jest niewątpliwie najważniejszym okresem w rozwoju dziecka. To przez ten czas dziecko robi największe postępy: pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek i kupki w różnych odcieniach koloru: od żółtego, zielonego po kolory, których na tęczy brak. Wiem o tym, ponieważ sama mam w domu takie 3-miesięczne niemowlę i obserwuję każdego dnia nowe jego zdolności od gugania po pierwszy kroczek oraz próbuję mu ulżyć za każdym razem, gdy atakuje wredna kolka.

Do czego zmierzam tym wpisem? A mianowicie do tego, iż każda matka ma prawo zdecydować o swoim i swojego dziecka rozwoju. Czy ten pierwszy rok życia dziecko spędzi tylko z nią, czy może dodatkowo z babcią, dziadkiem, ciocią lub zupełnie obcą osobą jaką jest niania. Tak samo każda matka ma święte prawo do tego, aby zdecydować w jaki sposób karmić swoje dziecko. Piersią lub mlekiem modyfikowanym. Może również karmić dziecko mieszanie. Ważne, aby dziecko było zdrowe i najedzone. A dziecko zdrowe może być zarówno i po piersi i po mleku modyfikowanym. Iloraz inteligencji dziecka wraz z mlekiem modyfikowanym raczej się nie zmienia.

Nie każda matka lubi wychowywać dzieci w czterech ścianach. Niektóre matki w domu z dziećmi się po prostu duszą. Niektóre na drugi dzień po porodzie wróciłyby do pracy i też trzeba to zaakceptować. Możemy się dziwić, ale tak już jest świat stworzony, że dorosły człowiek ma rozum i robi, co chce. Ważne, aby dziecku przy tym nie działa się krzywda.

Nie każda matka lubi tematy „słodko- pierdzące” jak np Matulu Matulu, która przyznaje się do tego otwarcie. Ja też mam czasem ochotę „rzygać tęczą” na to piękne obrazkowe macierzyństwo obsypane samym lukrem.

– Agnieszka, pracować to znaczy żyć! Usłyszałam ostatnio od siostry, gdy została zwolniona, a po dwóch miesiącach z powrotem przyjęła tą samą propozycję pracy. Coś w tym jest.

Są kobiety, które nie potrafią nie- pracować. Nie potrafią całkowicie poświęcić się opiece nad dziećmi. Może tego nie czują, nie czytają każdej tabelki/ schematu rozwoju niemowlęcia, bo ich to nie interesuje. Może postrzegają miłość do dziecka poprzez status materialny. Jeszcze nie słyszałam o przypadku odebrania władzy rodzicielskiej tylko dlatego, że matka dużo pracuje. Jeżeli ma w tym czasie dziecko zapewnioną bezpieczną  opiekę to ok. Dla mnie osobiście to wystarczy.

Jej macierzyństwo- jej sprawa.

Karmienie- jej piersi- jej sprawa.

Praca/ kariera- jej sprawa

Kontakt z dzieckiem- jej sprawa.

JEJ SUMIENIE- JEJ SPRAWA.

Pracowałam zarówno w pierwszej ciąży, jak i w drugiej. Zaczęłam pracę, gdy starsza córka miała 8 m-cy. Nie było mnie w domu nieraz po 12 godzin. Wychodziłam z domu, gdy dziecko spało i wracałam, gdy spało. Obecnie pracuję na umowie zlecenie na urlopie macierzyńskim i jeżeli do czerwca następnego roku nie znajdę pracy na normalną umowę- czeka mnie wizja wyjazdu za granicę, minimalnie na dwa miesiące. Ale wiem, że dzieci pozostawię pod dobrą opieką- opieką taty, babci, dziadka. Gdy będzie trzeba zatrudnię do pomocy nianię.

Nie każda kobieta lubi być zależna od męża. Nie każda kobieta chce wrócić po macierzyńskim do pracy, tak samo nie każda matka chce przez cały okres macierzyńskiego zostać z dziećmi w domu.

Dziś mam wszystko, jutro mogę nie mieć nic-  Pożar, śmierć bliskiej osoby, tragedia rodzinna, powódź, rozwód. Co zrobisz, gdy nagle zostaniesz bez niczego i tylko z dziećmi. Miłością dzieci się nie wykarmi.

Są różne sytuacje w życiu, niedawno o wyjeździe za granicę pisała Strzyga, że pewnego razu spakuje siebie, dzieci i wyjedzie! Wizja rodziny na odległość czeka również Olę i jej dzieciaki, być może niedługo czeka to i moją rodzinę.

I dlatego chcę pracować, tak samo jak ta matka, która ma wszystko. Aby pewnego dnia nie obudzić się z ręką w nocniku. Aby mieć zabezpieczenie dla siebie- dla dzieci! Aby coś po mnie pozostało. Aby mieć pewność, że nie zginę.

Dlatego akceptacja i tolerancja wyborów innych ludzi/ innych matek jest tak ważna. Żeby czasem jedną opinią, jednym zdaniem nie pogrążyć drugiego człowieka. Wystarczy jedna sytuacja, aby nasze życie nie było takie jak kiedyś. A o tym pisała niedawno Mamala.

A teraz przerwa na kolkę :-/

Lubię Disco Polo! O_o_!

Będzie to taki spontaniczny wpis, ponieważ przy Disco Polo wszystko tworzy się i organizuje w spontanicznym, lekkim stylu 🙂 Zawsze lubiłam ten typ muzyki. Disco Polo wyszło z podziemia, nastał czas wiosny i ożywienia naszego, a głównie MOJEGO życia!

Lubię wszystko, co szybkie, skoczne, wesołe, wywołujące uśmiech na twarzy i rwące nogi do tańca! Disco Polo towarzyszyło mi zawsze na każdym etapie życia. Już jako przedszkolak, gdy przyjeżdżałam do dziadka w odwiedziny, włączałam ówczesne kasety „disco”.

Hymn Disco Polo: „Jesteś szalona”, ” Wszyscy Polacy ” zna chyba każdy rodak i do niedawna żadne wesele bez tych piosenek nie mogło się obejść. Pamiętny „Disco Relax” bawił mnóstwo rodzin przed telewizorami w niedzielę. 

„Disco Polo? No co Ty nie słucham”! A wystarczy jedno piwko lub drink, a już każdy nuci, a nawet śpiewa słowa piosenki.

Mamy obecnie maj! Miesiąc zakochanych a przede wszystkim? No właśnie co? Sezon grillowy! Sama czekam na piękny majowy, ciepły weekend- kiedy wyniesiemy koce na ogród dla dzieci, rowerki, bujaczek, zaprosimy znajomych i wspólnie spędzimy miło czas. Zgadnijcie przy jakiej muzyce? 🙂

„A Ty to tylko Polo TV i Disco Polo”, wchodzi mąż do domu oburzając się niezmiernie :-p Na co dzień dość mam stałej i niezmiennej prozy życia i lubię po prostu ot tak sobie pokręcić tyłkiem przy mopie w deszczowy, pochmurny dzień. Wtedy i sprzątanie idzie lepiej i zupa jakoś szybciej pyrka na gazie. No i saldo konta bankowego już tak nie martwi 🙂

Program Disco Star w soboty po południu bawi mnie do łez lepiej niż popularne Must Be The Music. Poza tym nawet w Must Be The Music zdarzają się Gwiazdy Disco Polo i jest mega zabawnie.

Nie pamiętam, aby bez Disco Polo odbyła się którakolwiek impreza z dziewczynami w akademiku na studiach, świętowanie 18-stki tylko w rytm tej muzyki. Piosenki dla dzieci też są „Disco Polowe”. Wszelkie parapetówki, wesela, Sylwester z Jedynką oraz Polsatem, pępkowe i okres Karnawału.

Wiem, że kiedyś dzieci powiedzą: „Weź matka wyłącz ten kicz! Ale ja ten kicz kocham 🙂

Jestem zwykłą prostą dziewczyną, kobietą i zakręconą mamuśką. Lubię po prostu Disco Polo.

Bepanthen- maść lepsza od popularnego Sudokremu…

Niedawno dostałam do przetestowania maść Bepanthen. Kampania ambasadorska Streetcom w kwietniu skończyła się, a ja nie byłam pewna- czy maść w rzeczywistości będzie nadal się sprawdzać. Nie jestem mamą, co to po każdej zmianie pieluchy smaruje pupę dziecka mazidłami… Niby czemu ma to służyć? Skoro na co dzień nie mamy problemu z odparzeniami.

Gdy opuszczałam szpital z maleńkim Tomaszkiem, w niebieskim pudełku otrzymałam maleńką tyci- tyci próbkę maści Bepanthen. Zapomniałam o niej. Przez pierwszy miesiąc wystarczyła mi oliwka do pielęgnacji noworodka, lecz pewnego dnia skóra syna zaczerwieniła się i przez kilka dni zaczęły się robić odparzenia, które ani po Linomagu ani po Sudocremie nie chciały zejść. 

Pierwsza moja myśl- pieluszki- zmieniliśmy! Młodszy, tak jak starsza córka nie może używać pieluszek Dada, po prostu nie może i koniec kropka. W pewnej chwili robi się odparzenie jak diabli- w przypadku starszej córki zrobiło się zapalenie skóry i musieliśmy leczyć ja maścią ze steroidami. Inaczej nie szło.

Więc jak już zmieniliśmy pieluszki, odparzenie tak czy siak trzeba było zwalczyć- chwytałam się Linomagu– znacie ten zapach i konsystencję? Ble…… Leży nadal i się kurzy…… Kolejny Sudocrem– zapach jeszcze ujdzie, ale nie wchłania się, z odparzeniem też nie dawał sobie rady. Chwyciłam za zestaw podręcznych próbek- co to uzbierałam je w szpitalu i podczas ciąży- w śród nich 5 g.! 5! malutka próbka Bepanthen. Posmarowałam skórę syna zaledwie dwa razy w ciągu dnia i było widać różnicę. Próbki starczyło jeszcze na jedno maźnięcie trzeciego dnia. Odparzenie zażegnaliśmy, choć maleńki ślad pozostał. Odczytałam maila, że dostałam się do kampanii, potwierdziłam adres i na drugi dzień kurierem dostałam całe pudło maści- jedną dla mnie ,resztę dla znajomych mam.

odparzenie_0000

Konkretną maścią, już 30 g! Serio! dokończyłam walkę z oparzeniem, znikło raz na zawsze, obeszło się tym razem bez maści ze steroidami. I w sumie podczas akcji ambasadorskiej chwaliłam się tym sukcesem, że faktycznie maść zadziała- bo wiadomo, liczy się skutek.

Minął kolejny miesiąc- Tomaszkowi 2,5 miesięcznemu zajrzałam w fałdki, ponieważ całkiem „papuśny” ostanimi czasy się zrobił 🙂 I co tam ujrzałam? Potężne odparzenie. Takie odparzenia pamiętam jedynie u starszej córki, (noworodek, fałdka na fałdce, konieczność pieluchowania i środek lata!) lecz tym razem boczki pieluszki wplątały się w fałdkę i stąd to odparzenie.

paczka_0000

Znów chwyciłam za naszą bojową maść, aby nam to szybko zwalczyła! Na powyższych zdjęciach widać odparzenie dnia 1 po zastosowaniu maści i odparzenie dnia drugiego- jest dużo bladsze. Tym razem smarowaliśmy dni 4! Po czterech dniach ani widu, ani słychu po odparzeniu. maśc_0000

W sumie po tym wydarzeniu zdecydowałam się opublikować naszą recenzję. Poza tym maść Bepanthen:

  • nie zawiera konserwantów
  • nie zawiera substancji zapachowych!
  • ma lekką konsystencję
  • jest bezbarwna!
  • szybko się wchłania
  • nawilża delikatną skórę dziecka

U nas maść Bepanthen się sprawdziła. Żałuję tylko, że nie znałam jej przy pierwszym dziecku. Uniknęłabym wielu odparzeń przy noworodku. Do dziś na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Co dzień było odparzenie jak nie pod jedną fałdką, to pod drugą, brr :-/

A Wy co stosujecie na odparzenia? 

Maść Bepanthen w porównaniu z maścią Linomag jest droższa, ale już przy Sudokremie cena wygląda całkiem atrakcyjnie 🙂

Zapraszam do rejestracji w Streetcom. To była moja druga paczka ambasadorska. Jestem w Streetcom ok 2 lata 🙂

Burzliwe poranki z Tomkiem :)

Nigdy nie lubiłam rano wstawać. 6 rano to dla mnie środek nocy, ewentualnie pora aby przewrócić się z jednego boku na drugi 🙂

Gimnazjum i Liceum na szczęście miałam blisko z domu, a później uczelnię blisko akademika. Wstawałam najpóźniej 7:45, a o 8:00 byłam w szkole. Nie raz łapałam się na tym, że wychodziłam w pośpiechu w kapciach!

Dziecko pierwsze też urodziło się z piętnem śpiocha. Jako 3- miesięczne niemowlę Natalia przesypiała całe noce.Teraz jako 3-latka wstaje o 9:00.

Z Tomkiem natomiast rytuał poranny wygląda następująco:

  • 5:30-5:50– cycowanie i darcie na przemian, bo Tomek już z matką w jednym łóżku leżeć nie chce, on chce podziwiać kwiatki.
  • 5:55 – zmiana pieluchy, Tomek ląduje w bujaku- zadowolony siedzi sobie.
  • 6:00– matka kładzie się jeszcze na chwilkę, na chwileczkę, na tyci, tyci do łóżka mając na oku bujaczek. Odlatujemy razem- ja w łóżku, Tomek w bujaku.
  • 7:00 pobudka- darcie. Cyc, Tomek usypia razem z matką (wtedy kolejna pobudka o 8:00), albo matka wstaje i robi kawę, aby choć trochę odżyć po burzliwym poranku :), a Tomek odsypia……

tomek_0000

Z tym bujaczkiem to się „wycwaniłam”, bo jeszcze miesiąc temu zrywałam się przed 6:00 :-p 

Tylko niedługo mój syn stanie się bardziej mobilny i pójdzie sobie w świat obgryzać książki lub bawić się nocnikiem siostry i co ja wtedy pocznę? 🙂

Kwiecień pod znakiem "spazmów" Natalii… Czyli jak młodszy brat nie może, tam siostrę pośle! :)

Kwiecień w porównaniu z poprzednimi dwoma miesiącami okazał się być czasem spokoju, lepszej organizacji i dotarcia się pod wieloma względami.

Tomek okazuje już więcej wyrozumiałości dla swojej matki rodzicielki 🙂 Zaczął się pięknie uśmiechać, rozpoznawać nasze twarze, reaguje na grzechotki i brecha się z kwiatków wiszących na ścianie. Natalia w jego wieku „lampiła” się natomiast w żyrandol 🙂

dzieciaki_0000Synek przede wszystkim śpi!!! Jaka to ulga! Spać nieprzerwanie od 22:00 do 4:00 nad ranem! I nie tylko po butelce mleka modyfikowanego, ale również po piersi. No i ta pierś! Wróciła do łask Tomaszka. Po dwóch dziennych dawkach mleka modyfikowanego, po butelce zostało wspomnienie i a następna puszka czeka na jutrzejszy dzień, gdy pojadę do pracy. Z powrotem wracamy do opcji jednej butelki podczas, gdy mamy dwie godzinki nie będzie w domu. A może laktator zadziała po powrocie? Jestem pozytywnie nastawiona! 🙂

Podczas, gdy 2,5 miesięczny synek doszedł ze mną do porozumienia i nawet kolka nam nie straszna! Humory i spazmy zaczęła pokazywać Natalia!

SPAZMY- NIEKONTROLOWANE NAPADY ZŁOŚCI I GNIEWU SPOWODOWANE NIEZADOWOLENIEM DZIECKA. DZIECKO RZUCA SIĘ NA PODŁOGĘ, KRZYCZY, JĘCZY, DRZE SIĘ NIEUBŁAGANIE. BIJE PIĘŚCIAMI W STÓŁ, KOPIE I NIE DAJE SIĘ USPOKOIĆ PROŚBĄ ANI GROŹBĄ.

Jęki, krzyki i szantażowanie to ostatnio codzienność w naszym domu. Gdy mama na coś nie pozwoli, to najlepiej jest się rozpłakać i to w tym samym momencie, co młodszy brat. 

Tłumaczymy, jesteśmy cierpliwi, ale cierpliwość też czasem ma swoje granice. Nie pomagają prośby, groźby ani nawet przekupstwo aby była grzeczna. Przypomina to bunt 3- latka, ale raczej spowodowane jest to zazdrością o młodszego członka rodziny. Zazwyczaj wtedy, gdy mam Tomka na rękach, zazwyczaj wtedy zaczyna się szopka w wykonaniu Natalii.

Najgorsze jest to, że szopka zaczyna wychodzić poza ściany mieszkania. I histerycznego płaczu i krzyku nie omijamy ani u babci, ani na placu zabaw, kiedy trzeba już z niego wyjść. I nie pomagają tłumaczenia, że „buja” Natalia była już dziś dwa lub trzy razy. natalia_0000

Poza tym dziecko ma coraz bogatszy zasób słów i próbuje po swojemu dyskutować i nieraz jesteśmy oboje w ciężkim szoku, jak prawie 3-letnie dziecko potrafi odpowiedzieć, chciałoby się napisać wręcz: odpyskować,

Ostatnie przyniesione słowo, gdy córce coś nie wychodzi: „kurcze mać”…. yyyyyyy …. Jak ja przeklinam lub mąż to wymawiamy słowa te konkretnie, a nie skracamy heh, a dziecku się „skróciło” 🙂

Natalia robi również maślane oczka, jak kot ze Shrek’a, kiedy chce coś dostać lub prosi o wyjście na plac zabaw- tak śmiesznie to wygląda. Tatę rozbraja na łapatki ,mama już nie jest taka skłonna, aby ustępować- choć nie raz jej się udaje- przyznaję!

KOCHAM TE SWOJE URWISY NAD ŻYCIE PO PROSTU! CZUJĘ, ŻE NAJGORSZE MAMY ZA SOBĄ 🙂

ZRZECZENIE SIĘ SPADKU/ ODRZUCENIE SPADKU PO RODZICACH.

Wpis o urlopie macierzyńskim na umowie zlecenie cieszy się dużą popularnością, więc postanowiłam podzielić się z Wami swoim doświadczeniem, jeżeli chodzi o odrzucenie spadku, w tym długów.

Nie każdy z nas ma to szczęście, że w życiu odziedziczy piękny dom po stryjecznej cioci z wielkim ogrodem i basenem. Marzenie wielu! A często i gęsto jest tak, że niestety spadek, to tylko i wyłącznie długi. Dobrze o nich wiedzieć przed śmiercią spadkodawcy, aby zaraz po pogrzebie rozpocząć procedurę odrzucenia niepotrzebnego balastu, bo nie ma nic przyjemnego w spłacaniu po kimś 5-letniego kredytu, w tym samych odsetek, gdy parabanki odezwą się do nas w ciągu 5 lat- tyle czasu mają, aby upomnieć się o swój dług! A więc niekoniecznie zaraz po śmierci bliskiej osoby.

673264_85522744

Aby zrzec się/ odrzucić spadek trzeba złożyć odpowiedni wniosek we właściwym dla zmarłego miejsca zamieszkania Sądzie Rejonowym, w Wydziale Cywilnym. Załączniki jakie trzeba przygotować dla Sądu:

Skrócony odpis aktu urodzenia lub jeżeli jesteś mężatką/ małżonkiem Skrócony odpis Aktu małżeństwa w oryginale potwierdzone przez Urząd Stanu Cywilnego.

Skrócony odpis aktu zgonu osoby, po której odrzucamy spadek- również oryginał

UWAGA! NA ODRZUCENIE SPADKU MASZ TYLKO PÓŁ ROKU PO ŚMIERCI SPADKODAWCY!

AKTUALIZACJA: 

Od 18 października 2015 roku jeżeli spadkobierca nie złoży wniosku o odrzucenie spadku w terminie pół roku, dziedziczy ewentualne długi do wielkości aktywów. Czyli jeżeli rodzic/ dziadek był zadłużony, a my odziedziczyliśmy po nim mieszkanie, dziedziczymy długi tylko do wartości tego mieszkania (mieszkanie warte 50 tyś- dług 50 tyś)- ale zawsze są to długi, możemy ich uniknąć, my oraz nasze dzieci:

Miejscowość, dnia_________________

____Imię i nazwisko wnioskodawcy__

__________Pełny adres___________

________Nr telefonu______________

                                                                    Sąd Rejonowy w (miejscowość)

                                                                  ___________Wydział Cywilny

                                                                ___Adres Sądu Rejonowego)___

WNIOSEK O ODRZUCENIE SPADKU

Odrzucam spadek po zmarłej/ zmarłym _____________________________________________ ostatnio zamieszkałym w_______(Pełny adres)________________________.

____________(Własnoręczny Podpis)___________

SKŁADAJĄC WNIOSEK MUSISZ WYKUPIĆ ZNACZEK SĄDOWY W WYSOKOŚCI 50 ZŁ, KTÓRY NASTĘPNIE NAKLEJASZ NA WNIOSEK I SKŁADASZ W BIURZE PODAWCZYM. 

Aby odrzucić spadek w dwie osoby nie potrzeba oddzielnych wniosków i oddzielnej opłaty za znaczek sądowy (ja o tym wcześniej nie wiedziałam i przepłaciłam :-p )

Po pewnym czasie przychodzi do nas list polecony z Sądu Rejonowego o wyznaczonym terminie rozprawy. Jeżeli zrzekamy się spadku w dwie osoby (np brat i siostra) możemy być dla siebie nawzajem świadkami).

Sprawa trwa dosłownie 15 min i nie musimy już się bać komornika, który zapuka do naszych drzwi za lat dwa lub trzy 🙂

UWAGA! JEŻELI MASZ DZIECI, TO KOLEJNE PO ODRZUCENIU PRZEZ CIEBIE SPADKU W LINII DZIEDZICZENIA SĄ ONE! MASZ NASTĘPNE PÓŁ ROKU PO SPRAWIE SĄDOWEJ, ABY W ICH IMIENIU ODRZUCIĆ GO!

JEŻELI JESTEŚ W CIĄŻY, W MOMENCIE DZIEDZICZENIA PO RODZICU SPADKU, W TYM DŁUGÓW, TWOJE DZIECKO DZIEDZICZY AUTOMATYCZNIE JE PO TWOIM ODRZUCENIU. W MYŚL PRAWA JEST JUŻ DŁUŻNIKIEM, CHOĆ JESZCZE SIĘ NIE URODZIŁO, ALE SIĘ POCZĘŁO PRZED ŚMIERCIĄ SPADKODAWCY!!!

JEST WIELE PRZYPADKÓW, GDY KOBIETA W CIĄŻY ODRZUCA SPADEK, MYŚLĄC, ŻE NIENARODZONE DZIECKO GO NIE DZIEDZICZY PO NIEJ. NIESTETY WIELE Z TAKICH PRZYPADKÓW KOŃCZY SIĘ PO KILKU LATACH PONOWNIE W SĄDZIE, GDY DO RODZICÓW DZIECKA PUKAJĄ WIERZYCIELE.

W następnym wpisie dotyczącym spadku zaprezentuję przykładowy wzór na jego odrzucenie w imieniu małoletnich dzieci. Kolejny wniosek kierujemy już do Sądu Rodzinnego. Niestety, nie możemy upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu i załatwić wszystkiego na jednej rozprawie.

PO UPŁYWIE PÓŁ ROKU ODRZUCIĆ SPADKU NIE MOŻNA.

————————————————————————————————->>>>>>>>  Jak odrzucić spadek w imieniu małoletnich dzieci- część I

 

 

 

"Ja i mój przyjaciel- zwierzak"- wyniki :)

Wybór był naprawdę trudny, wszystkie dzieciaki i zwierzaki przecudowne i najukochańsze! Piękne emocje aż emanują z Waszych prac konkursowych!

Sporo mam do rozdania rabatów, mam nadzieję, że choć część z Was wygranych z nich skorzysta 🙂

  • NAGRODĘ NIESPODZIANKĘ OD KAMASZKOWA OTRZYMUJE P. LAURA CIOŁCZYK

KAMASZKOWO- LAURA CIOŁCZYK

  • NAGRODĘ OD WU ROBI OTRZYMUJE P. PATRYCJA STĘPIEŃ

WU ROBI-PATRYCJA STĘPIEŃ

  • 25% RABAT OD ZAKĄTEK CISZY- RĘKODZIEŁO OTRZYMUJE P. AURELIA KUSZNER

logo55RABAT- zakątek ciszy rękodzieło - Aurelia Kuszner

  • NAGRODĘ OD PRACOWNI WYCINANKA OTRZYMUJE P. SYLWIA DUSZA

Pracowania Wyucinanka logo kolorPRACOWNIA WYCINANKA- SYLWIA DUSZA

  • NAGRODĘ OD KOKORIKO- Z MYŚLĄ O DZIECIACH OTRZYMUJE P. PATRYCJA KORDALSKA

logoKOKORIKO- patrycja kordalska

  • NAGRODĘ OD SYSIA ART- MOJE MAŁE HOBBY OTRZYMUJE P. KASIA ŁĘCKA

1922226_471011572998625_1406350915_nSYSIA ART- KASIA ŁĘCKA

  • NAGRODĘ OD NIEBIESKOOKIEJ TESTERKI OTRZYMUJE P. AGNIESZKA SEEMANN

988755_499902453450545_1392996443_nNIEBIESKOOKA TESTERKA- AGNIESZKA SEEMANN

  • NAGRODĘ OD EWY KULIK OTRZYMUJE P. ANNA STORMAN

EWA KULIK - Anna Storman

  • RABAT 20% OD BAWEŁNIANEJ PRZYGODY OTRZYMUJE P. ALEKSANDRA GRESZCZESZYN

RABAT BAWEŁNIANA PRZYGODA- Aleksandra Greszczeszyn

  • RABAT 20% OD JUBILERII OTRZYMUJĄ:

P. PAULINA TERLECKA

1 RABAT- Paulina Terlecka +

P. KAMILA FURA

2 RABAT- KAMILA FURA +

P. MARTA SKULIMOWSKA

3 RABAT- Marta Skulimowska +

P. IZABELA SUSZYCKA

4 RABAT

P. MAGDALENA SZCZEPAŃSKA

5 RABAT

P. BEATA GRUDZIEŃ

6 rabat

P. KATARZYNA KARWAS

7 RABAT

P. MAGDALENA SUPEŁ

8 RABAT

P. JOANNA ŁĄCZKOWSKA GURLAGA

10 RABAT- Joanna Łączkowska Gurlaga +

P. ANNA JĘDRZEJEWSKA

11 rabat-  Anna Jędrzejewska +

P. EMILIA CHOMICKA

12 RABAT- Emilia Chomicka +

P. PAULINA PIÓRKOWSKA

13 rabat- Paulina Piórkowska +

P. KAROLINA WOŻNIAK

14 RABAT- Karolina Wożniak +

P. MAŁGORZATA STRYJECKA

15 RABAT- Małgorzata Stryjecka +

P. MAŁGORZATA DRYGAS

16 RABAT-  Małgorzata Drygas +

P. ANNA EWA KWASIBORSKA

17 RABAT- Anna Ewa Kwasiborska +

P. ANIA WICHNOWSKA

18 RABAT- Ania Wichnowska +

P. JOANNA PETRAK

19 rabat- Joanna Petrak +

P. JOANNA WŁODARSKA

20 rabat- Joanna Włodarska +

ZWYCIĘZCY MAJĄ 5 DNI, ABY ZGŁOSIĆ SIĘ DO SPONSORA NAGRODY (LINKI W AWATARACH)

WYSYŁKA NAGRÓD TYLKO I WYŁĄCZNIE NA TERYTORIUM POLSKI. 

GRATULUJĘ 🙂

Matka, jeszcze niezależna. Czyli jak uszczęśliwić zarazem całą rodzinę!

Czy matka może być niezależna? Czy może czuć się w jakimś stopniu wolna?

Niezależność, swoboda, wolność- są to słowa, które w momencie narodzin dziecka stają się czystą abstrakcją i zanim wypracujemy znów odrębną część siebie w nowej rzeczywistości, minie trochę czasu.

Każdy człowiek wszak jest odrębną jednostką, żyjącą i myślącą- lecz trudno czuć tą odrębność i autonomię swojej osoby, gdy dziecko wisi non stop na piersi lub wędruje za nogą nawet do toalety!

Z pierwszym dzieckiem przeżyłam ciężkie chwile Baby Bluesa za sprawą braku samodzielności- wszystko z córką, wszystko jedną ręką, wszystko z nią!!! Mąż nie miał w pewnej chwili nic do powiedzenia- w końcu u Ciebie dziecko się uspokoi, Ty masz cyca! Tajną broń! On nie może właściwie nic… Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się, a laktator oraz mleko modyfikowane były nieocenione. No bo jak jechać do szkoły zaocznej z 2-miesięcznym dzieckiem?

Matka w pewnej chwili zaczyna być postrzegana przez pryzmat dziecka…. 

– Karmisz piersią? Jesteś dobrą matką

– Jak to karmisz mlekiem modyfikowanym? Czemu nie walczyłaś o pokarm?

– Dokarmiasz? Powalczy Pani o pokarm, szkoda dziecka……

Jakby nie było matki decyzja, tylko szkoda, że czasem od niej niezależna. W dalszym ciągu nie mogę pojąć dlaczego butelka podana raz na dzień ma być taką traumą i wszelkim najgorszym złem dla dziecka? Skoro dziecko śpi spokojne, a przede wszystkim jest najedzone! A laktator żaden jakby nie działał :/

Po pierwszym miesiącu z synkiem mąż przyniósł do domu mleko modyfikowane! Popatrzyłam na niego, jak na zbrodniarza ostatniego! No bo jak naszemu dziecku? Modyfikowane? Butelka? Przecież ja pokarm mam….. 

Tylko byłam wykończona tym wiszeniem na piersi, tym noszeniem na rękach, wiecznie nieprzytomna w dzień….. A u męża ni jak dziecko się nie uspokajało.

Starsze dziecko za to wołało: „Mama, oć! Miki graj!” (Choć mamo, pograj z Natalką w memo Miki) i pokazuje na łóżeczko, aby Tomka odłożyć. A ja co Tomka nie odłożyłam- znów ryk, a ona z Tomkiem na rękach mamy nie chciała.

Moje starsze dziecko chciało mamę! Tylko mamę! Chciała z mamą iść do przedszkola! Nie z mamą i Tomkiem! Z mamą! Tylko ona! 

Nawet prawie 3 letnie dziecko postrzega mamę jako mamę- a nie dwie osoby w jednym– nawet w ciąży pokazywała- tu jest mama! A w brzuszku dzidzia. Niby ta sama osoba, ale dzidzia domek miała inny.

Jeszcze dwa tygodnie temu czułam się strasznie nie mogąc z córką właściwie nic zrobić. Tęskniłam za pieczeniem z nią ciast! Tęsknię za spontanicznymi wyjazdami tylko z nią! Chociaż tu moja autonomia się kończy. Tęskniłam po prostu za nią!

Dziś mogę poświęcić czas zarówno dla córki, jak i synka. Dziś w dzień mąż karmi syna lub babcia, a ja idę z drugim dzieckiem do przedszkola! Jadę sama na zakupy! Tak sama! Ostatnio poszalałam 6 godzin, ale w końcu się ubrałam 🙂 A faceci dali sobie radę doskonale!

I jak jadę do pracy, na zakupy, gdziekolwiek sama! Nie myślę o dzieciach! Wiem, że o mamę starsza pyta, wiem, że na mamę czeka i mamę kocha! I nawet żaden całodniowy wyjazd gdziekolwiek tego nie zmieni 🙂 A ja mogę przez te kilka godzin poczuć się sobą! Nie w otoczeniu dzieci…..

Słuchajcie, odzyskałam swoją niezależność, znów! A mąż poczuł się dowartościowany! Starsza córka jest szczęśliwsza mając w pewnej chwili mamę tylko dla siebie, a młodszy syn wisi na cycku w nocy, czasem w dzień i też mu mnie nie brakuje.

Niezależność ważna rzecz! Ważna dla wszystkich wokół!:)

Najgorsze rzeczy jakie może zrobić matka! Top 10!

Ostatnio w necie, aż wrze o tym, co matka może, a co nie. W co najlepiej ubrać dziecko, aby nie czuło się niekomfortowo, czym dziecko karmić, czym je zabawiać od urodzenia oraz co mu/jej czytać.

A nowe zalecenia wcale sytuacji nie ulepszają……

TOP 10 SYTUACJI W ŻYCIU MATKI, W KTÓRYCH NIE POWINNAŚ SIĘ ZNALEŹĆ, A JEŻELI SIĘ ZNAJDZIESZ BĘDZIESZ CZUŁA SIĘ GORSZA, BO INNA MATKA ZROBIŁABY LEPIEJ!

1. ZAPAMIĘTAJ! TWOJA MATKA, BABCIA, TEŚCIOWA, SĄSIADKA- ONE JEDYNE WIEDZĄ, ŻE TWOJEMU DZIECKU JEST ŹLE…

– Krzyczy? Oh! Na pewno jest głodne!

– Ma zimne rączki, zimno mu!

– W lutym na spacer z noworodkiem? Pogrzało Cię? Nie wychodź z domu do lipca! A do chrzcin co najmniej!!!

– Jakoś kiedyś w mydle dzieci się myło i skóry nie wysuszało! O ! Więc, co Ty wymyślasz!

2. MLEKO MODYFIKOWANE- NAJGORSZE ZŁO WSZECH- CZASÓW!

Powie Ci o tym Twój pediatra oraz położna z reklamą telewizyjną w tle.

Nie ważne, że masz kryzys laktacyjny po dwóch zapaleniach piersi, nie ważne, że dziecko  w dzień nie śpi i krzyczy non stop- to Twoja wina, że nie masz pokarmu… Czemu?

Przyczyny: blokada w głowie, mało jesz, mało pijesz, stresujesz się.

Pierwsze dziecko wykarmiłaś, a sobie z drugim nie radzisz? Lub odwrotnie! Z karmieniem pierwszego sobie nie radzisz? Nawet nie myśl o drugim…….

3. DOPAJASZ HERBATKĄ?

Przy karmieniu piersią w ogóle nie powinnaś pomyśleć o jakichkolwiek wspomagaczach do ukończenia przez dziecko 7 m-cy!  To nic, że w lipcu żar z nieba się leje 30 stopni w cieniu, przystawiaj dziecko do piersi jak najczęściej, nawet gdyby miało być na ręku 24/h!

A już w ogóle pomyślałaś o specjalnych herbatkach dla niemowląt w granulkach? Toż to wszystko sztucznie dosładzane! Dziecko nic innego nie będzie piło! Jedynie słodkie soki i właśnie herbatki!

4. SMOCZEK? PO CO? NIECH SĄSIEDZI POSŁUCHAJĄ, ŻE DZIECKO W DOMU JEST!

Tak, tak, a po tygodniu wezwą policję bądź opiekę społeczną….

Przecież smoczek psuje zgryz, po co mu dajesz?

Smoczek uspokajający? Też mi wymysł nowoczesności……

5. NIE SMARUJESZ PUPY DZIECKA MAŚCIĄ NA ODPARZENIA PO KAŻDEJ ZMIANIE PIELUCHY?

A ja się pytam po co? Czyżby to był nowy wymysł firm farmaceutycznych? Jeżeli nic się nie dzieje…… Nie ma uczulenia, odpieluszkowego zapalenia skóry…..

No, ale mus to mus… Według nowych zaleceń!

6. MASZ BUJACZEK DLA DZIECKA? WYRZUĆ GO NA ŚMIETNIK!

Jaki by nie był! Grający, buczący, śpiewający, „pierdzący”. Kiedyś tego nie było i matki jakoś żyły! Matka teraz to ma łatwe życie :-p

7. NIE MASZ CZASU DLA STARSZEGO DZIECKA, BO POCHŁANIA CIĘ MŁODSZE NIEMOWLĘ I OBOWIĄZKI DOMOWE?

No coś Ty, przecież takie małe niemowlę śpi cały dzień! Powinnaś mieć czas na wszystko!

Nie powinnaś się zadręczać, że starsze dziecko zazdrosne. Młodsze masz na rękach, a starsze każe zostawić je śpiące w łóżeczku. To nic, że za 5 min zacznie się drzeć i koniec zabawy! I znów na ręce! I w kółko Macieja!

A w ogóle, co Ty siedzisz i się z dzieckiem bawisz, gdy w domu syf? No właśnie i co wybrać????

Marysia wzięła wolne!!! Ratunku!!!

8. DOSTAŁAŚ ZAPALENIA PIERSI? BO ZAMIAST W DOMU SIEDZIEĆ,TO TY LATASZ GDZIE POPADNIE!

Dzieci ma i się obudziła, że do fryzjera musi iść i ciuchy kupić! A teraz cierp jak chciałaś na antybiotyku!

9. ŚPISZ Z TAKIM NIEMOWLĘCIEM W JEDNYM ŁÓŻKU? I JESZCZE Z DRUGIM DZIECKIEM? W CZWÓRKĘ ŚPICIE?

Wygodna z Ciebie matka! Pierwsze przyzwyczaiłaś, z drugim robisz ten sam błąd! W ogóle, co to za pomysły!

10. MASZ ZAMIAR WPROWADZAĆ STAŁE POKARMY PO UKOŃCZENIU PRZEZ DZIECKO 4 M-CA ŻYCIA?

I jeszcze na to czekasz z utęsknieniem! Przecież karmienie piersią jest dla dziecka naj, naj, najlepsze! Jego/ jej układ pokarmowy jeszcze do takich pokarmów nie będzie przyzwyczajony! Skrzywdzisz go/ją!

—————————————————————————————————————————————————————–

W sumie młodym ziemniaczkiem i marchewką w lipcu/ sierpniu bardzo skrzywdzę dziecko! Jedna butelka mleka modyfikowanego w dzień też jest wielką krzywdą…. Aby mieć choć chwilę spokoju! Smoczek tak samo… Choćby dlatego, że w poniedziałek wracam do pracy. Wolę być matką wygodną w nocy ( z butelką i cycem pod nosem w łóżku), niż matką zmęczoną, niewyspaną i niebezpieczną na drodze- jestem również kierowcą!

Czasem mam wrażenie, że w czasach pieluch tetrowych byłoby nam teraźniejszym matkom lepiej! Nie było tylu zaleceń odnośnie wychowywania i pielęgnacji dzieci i nikt nikomu nie patrzył na ręce.

A Wy macie takie samo wrażenie? Czy któryś z punktów dotyczył Was osobiście? 

" Ja i mój przyjaciel- zwierzak!" – Regulamin konkursu

Każdy wie, że wychowanie dziecka ze zwierzęciem jest bardzo ważne.

Niestety nie każdy rodzic na czworonoga w domu może sobie pozwolić, ze względu na warunki mieszkaniowe/ finansowe/ organizacyjne lub zdrowotne (alergia).

O samych zaletach posiadania psa w domu pisałam na blogu już jakiś czas temu- tutaj zapraszam 🙂 – można się zainspirować 🙂

ZADANIE KONKURSOWE JAKIE NALEŻY SPEŁNIĆ, ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W KONKURSIE:

SĄ 4 OPCJE DO WYBORU!

1 OPCJA:

Zrób zdjęcie lub kolaż (max 3 zdjęcia), na którym udokumentujesz radość, szczęście dziecka z posiadania osobistego, czworonożnego przyjaciela.

2 OPCJA:

Jeżeli Twoje dziecko nie posiada zwierzęcia w domu, może ma pluszową/ interaktywną zabawkę, która pomaga rozwinąć w  dziecku opiekuńczość i poczucie odpowiedzialności?

3 OPCJA:

Mile widziane ręcznie wykonane prace na temat wymarzonego pupila 🙂 Może być bajkowy, jednak praca ma być wykonana w 100% przez dziecko.

A może w Twoim domu mieszka mały poeta? Wiersze, proza (tylko autorskie!) – ciekawie ujęte mile widziane.

4 OPCJA:

Można wymieszać 3 pierwsze opcje wspólnie- inwencja twórcza nie zna granic! 🙂

Prócz zadania konkursowego, należy spełnić jeszcze kilka punktów!

1. POLUBIĆ PLAKAT KONKURSOWY NA FACEBOOKU ORAZ JEŚLI MACIE OCHOTĘ UDOSTĘPNIĆ.

PLAKAT KONKURSOWY   TUTAJ

2. POLUBIĆ WSZYSTKICH SPONSORÓW KONKURSU, BEZ NICH TEN KONKURS NIE ODBYŁBY SIĘ, A NAGRODY SĄ PIĘKNE I W WIĘKSZOŚCI WYKONANE RĘCZNIE 🙂

3. ZGŁOSZENIE PRZESŁAĆ NA ADRES MAILOWY:

kamaszkowo@wp.pl

W zgłoszeniu proszę napisać:

Temat maila: „Ja i mój przyjaciel- zwierzak”

W treści:  imię dziecka, aktualny wiek oraz imię i nazwisko osoby zgłaszającej. Dodatkowo 3 słowa o przyjacielu dziecka 🙂

Zdjęcia nie musi być aktualne, ważne, aby oddawało sens konkursu 🙂

Na funpage kamaszkowa utworzona zostanie specjalna galeria konkursowa, do której dodane zostaną wszystkie zdjęcia oraz prace 🙂

Uwaga!

Wysyłając zdjęcie konkursowe, wyrażasz zgodę na jego publikację na blogu: http://kamaszkowo.wordpress.com , na funpage bloga: Kamaszkowo

Blog Kamaszkowo nie bierze odpowiedzialności za wykorzystywanie zdjęć konkursowych przez osoby do tego niepowołane.

Po zakończeniu konkursu oraz rozesłaniu nagród dla zwycięzców, galeria konkursowa zostanie usunięta.

Zabronione jest kopiowanie, wysyłanie i wykorzystywanie zdjęć przez osoby, które nie mają do nich praw autorskich.

—————————————————————————————————————————————————————–

KONKURS TRWA OD 12 MARCA 2014 ROKU DO 26 MARCA 2014 ROKU (2 TYGODNIE)

ZWYCIĘZCY ZOSTANĄ WYŁONIENI SPOŚRÓD WSZYSTKICH ZGŁOSZEŃ W CIĄGU 3 DNI OD ZAKOŃCZENIA KONKURSU.

ZWYCIĘZCA MA OBOWIĄZEK ZGŁOSIĆ SIĘ DO SPONSORA Z ADRESEM DO WYSYŁKI NAGRODY NIE PÓŹNIEJ, NIŻ 5 DNI OD OGŁOSZENIA WYNIKU KONKURSU

ZAPRASZAM DO POLUBIENIA SPONSORÓW MARCOWEGO KONKURSU:

1…KAMASZKOWO
NAGRODA:

NAGRODA NIESPODZIANKA

2… WU ROBI

NAGRODA:

MAGNESY Z ILUSTRACJAMI, PRZYPINKI

3… ZAKĄTEK CIESZY- RĘKODZIEŁO

logo55

1899155_756399777726736_65053813_n
25% RABATU NA JEDNORAZOWE ZAKUPY

4… PRACOWNIA WYCINANKA

IMG_3324
BODY, ROZMIAR: 18-24 M-CE